Zekranizujcie to! Musicale, które powinny trafić do kin

By | 28 stycznia 2014

Dziś raczej dość niszowy temat, ale kiedy tylko wpadł mi do głowy, nie mogłam powstrzymać się przed tym, by się nim z Wami nie podzielić. Lubicie w ogóle musicale? Oglądacie je w kinie czy na dvd, a może nawet dajecie się skusić na wizytę w teatrze? Ja uwielbiam jedno i drugie, a zarówno wersje sceniczne, jak i ich hollywoodzkie ekranizacje, mają w sobie wiele uroku. Chętnie wracam też do ścieżek dźwiękowych, co w rezultacie doprowadziło mnie także do poznania tytułów wystawianych na Broadwayu i West Endzie, które nie doczekały się jeszcze swoich odpowiedników na dużych ekranach. Niestety, z racji tego, że do zagranicznych teatrów nie jest mi po drodze, a chętnie zobaczyłabym coś więcej niż kiepskie nagrania zamieszczane na YouTubie, pokładam nadzieję w Hollywood, które co kilka lat porywa się na wielkobudżetową próbę przeniesienia na ekran jednego ze słynniejszych tytułów, by przywołać choćby „Upiora w operze” czy „Les Miserables”. Czego jednak brakuje, jakie produkcje marzą mi się najbardziej? Poniżej krótka lista.

Musicale, które powinny trafić do kin

Wicked

WickedPierwszy tytuł na tej liście mógł być tylko jeden ― „Wicked”. Fabuła musicalu, do którego muzykę i libretto napisał Stephen Schwartz (możecie kojarzyć go jako autora słów piosenek w „Pocahontas”, „Dzwonniku z Notre Dame” czy „Zaplątanych”), została luźno oparta na powieści Gregory’ego Maguire’a. Wydana także w Polsce książka „Wicked. Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu” nawiązuje z kolei do „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” Lymana Franka Bauma, opowiada jednak o wydarzeniach wcześniejszych niż przybycie Dorotki i przedstawia je z perspektywy zielonoskórej Elfaby, późniejszej Czarownicy z Zachodu (czyli w oryginale Wicked Witch of the West ― stąd tytuł musicalu). Wersja sceniczna składa się z dwóch aktów i dwudziestu jeden fantastycznych utworów ― ich wykonań było oczywiście bez liku, ale ja najbardziej czuję się związana z wersją pierwotną, czyli wystawianą na Broadwayu od 2003 roku, gdzie w rolę Elfaby wcieliła się Idina Menzel (ostatnio podkładała głos królowej Elsie w „Krainie lodu”), a Glindę, późniejszą Dobrą Czarownicę z Południa, zagrała Kristin Chenoweth. Niezbyt prawdopodobny jest jednak ich udział w potencjalnej ekranizacji, ponieważ Hollywood będzie pewnikiem wolało zatrudnić młodsze aktorki. Jestem w stanie raczej tę zmianę przeboleć, o ile casting będzie udany; ale nakręćcie wreszcie „Wicked”, bo po prostu muszę to wreszcie zobaczyć!

„Defying Gravity”, Idina Menzel & Kristin Chenoweth:

Miss Saigon

Miss SaigonMusical szalenie znany, autorstwa Claude-Michela Schönberga, kompozytora, który wcześniej dał nam sceniczną wersję „Nędzników”. Fabuła „Miss Saigon” nawiązuje do opery „Madame Butterfly” Giacomo Pucciniego, akcję przeniesiono jednak z przełomu XIX i XX wieku w czasy wojny wietnamskiej. Premiera musicalu odbyła się na londyńskim West Endzie w 1989 roku (na Broadwayu dwa lata później) i niezwykle dziwi mnie, że mimo upływu tylu lat nie doczekaliśmy się jeszcze jego ekranizacji. W oryginalnej obsadzie znaleźli się Lea Salonga (niezwykle znana aktorka musicalowa pochodząca z Filipin; jej głos możecie kojarzyć z piosenek Mulan i Jasminy w filmach Disneya) i Jonathan Pryce (trudno wymienić jego najważniejszą rolę spośród wielu, ale warto wspomnieć choćby Juana Perona w filmowej „Evicie”). Od kilku lat chodzą słuchy o kinowej wersji tego musicalu, a w 2012 roku jeden z producentów uzależniał jego powstanie od sukcesu „Les Miserables”. Od tamtej pory nie pojawiły się jednak żadne nowe informacje na ten temat. Warto wspomnieć, że „Miss Saigon” wystawiana była także w warszawskim teatrze muzycznym Roma od 2000 roku, ale niestety w tamtych czasach nie interesowałam się tematem i przegapiłam.

„I Still Believe”, Lea Salonga:

Cats

CatsKolejny musical, który teoretycznie miałam szansę zobaczyć ― „Koty” wystawiane były w Romie od 2004 roku ― ale znów się spóźniłam. Muzykę skomponował Andrew Lloyd Webber, niezwykle płodny twórca, którego najbardziej znanym dziełem pozostaje „Upiór w operze”. „Koty” są drugim z kolei najdłużej granym musicalem broadwayowskim, wystawiano je na nowojorskiej scenie ponad siedem tysięcy razy. Premiera odbyła się jednak na West Endzie w 1981 roku. Inspiracją dla twórców był zbiór wierszy T.S. Eliota „Old Possum’s Book of Practical Cats” (wydany u nas pod tytułem „Koty” w tłumaczeniu samego Stanisława Barańczaka). Spośród członków licznej obsady najbardziej znane są chyba Sarah Brightman (sopranistka wykonująca „Time to Say Goodbye” w duecie z Bocellim) oraz Elaine Paige, uznana weteranka scen teatralnych. „Koty” doczekały się co prawda wydanej od razu na dvd wersji filmowej, w tym przypadku było to jednak sfilmowane przedstawienie teatralne (tyle że bez udziału publiczności), nie zaś pełnoprawna ekranizacja. Czy są szanse na nową wersję? Nic o tym nie wiadomo, ale kto wie, może gdybyśmy doczekali nagłego powrotu popularności musicali?

„Memory”, Elaine Paige:

We Will Rock You

We Will Rock YouTo bardzo specyficzny musical, znacznie różniący się od trzech powyższych. Premiera odbyła się w 2002 roku na West Endzie w Dominion Theatre ― gdy przemierza się ulice Londynu w jego okolicy, z daleka rzuca się w oczy figura Freddy’ego Mercury’ego umieszczona nad wejściem do teatru. Muzyka w musicalu to oczywiście utwory zespołu Queen, które w całość fabularną połączył Ben Elton. Owa fabuła jest zaś przedziwna i nietypowa ― do czynienia mamy z rozgrywającym się 300 lat w przyszłości science fiction i dystopijnym światem kojarzonym nieco z ponurymi przewidywaniami George’a Orwella. Główny bohater, Galileo Figaro (w tym momencie następuje u wszystkich automatyczne skojarzenie z tekstem „Bohemian Rhapsody”), buntuje się przeciwko ustalonemu porządkowi, zakazom i korporacji Globalsoft, na czele której stoi Killer Queen. Dialogi przedstawienia nawiązują nie tylko do twórczości grupy Queen, lecz także do innych znanych wytworów czy wydarzeń ze świata popkultury (zmienianych co pewien czas). Adaptacja filmowa musicalu nie jest ponoć wykluczona, a Ben Elton napisał do niej scenariusz. W ciągu ostatnich lat nie pojawiły się jednak żadne nowe doniesienia na ten temat.

„I Want To Break Free”, Shannon Carter:

  • Agata

    Uwielbiam musicale, choć nie jakoś fanatycznie. Z tych czterech widziałam w teatrze tylko Koty, resztę znam ze słyszenia. Na Deszczową piosenkę do Romy wybieram się już od września i chyba w lutym w końcu się uda :)

    • „Deszczową piosenkę” polecam! Wyjątkowo zaliczyłam ją dość szybko po premierze, choć zazwyczaj wybieram się jak sójka za morze. Co prawda w Romie jeszcze bardziej podobali mi się „Nędznicy” i „Upiór…”, ale „Deszczowa…” bardzo sympatycznie wypada. No i chlapią wodą na widzów. :D

  • Ja jestem jednak fanką musicali ale filmowych (może dlatego, że nigdy nie miałam okazji żadnego widzieć na scenie…) – tym bardziej byłabym za ekranizacją wszystkiego co się da :D
    Przy okajzi przypominasz mi o moim egzemplarzu Wicked, który leży sobie ciągle na stosie i czeka, i czeka, i czeka…

    • Czytaj, czytaj! :D Sama chętnie bym odświeżyła, a potem przeczytała trzy dalsze tomy, ale jakoś takoś odkładam i odkładam…

    • Ja mam odłożone na długo daleko w spisie, bo leża mi książki, które mam dłużej, albo z jakiegoś powodu uznałam, że muszę je wcześniej przeczytać.
      Wracając do tematu, „Wicked” ma być wystawiane (albo już było, ale jestem na 99% pewna, że chodziło o luty) w miejscowości prawie niedaleko mnie, ale obawiam się, że bym za wiele nie zrozumiała, bo nadal szkolę mój angielski (wydaje mi się, że śpiewanie wcale nie ułatwiłoby mi zrozumienia, ale filmy czy seriale oglądam bez napisów, więc nie jest ze mną tragicznie).
      Ja zawsze i wszędzie mogę oglądać „Grease” :D byłam raz nawet na tyle szalona, że obejrzałam go po hiszpańsku albo włosku (to było baaardzo dawno) nad ranem na osiemnastce koleżanki, jak już wszyscy padli na twarze. Ja z kawą i Travolta z dubbingiem ;)

      A „Rock of Ages” widziałaś?

    • Ewentualnie możesz przesłuchać przed spektaklem ścieżkę na YT z napisami, jeśli nie uważasz tego za spoiler. :) A książki Ci nie zepsuje, bo są duże różnice.

      Ja widziałam kiedyś „Dirty Dancing” po niemiecku, z dubbingiem. :D

      „Rock of Ages” jeszcze nie widziałam, ale mam na liście.

    • Aż sprowadziłam „Wicked” w UK – mają jakąś długą trasę, w sumie roczną. Cały luty w Milton Keynes, potem jeszcze Glasgow, Liverpool i Edinburgh (oczywiście z przerwami po 2 miechy, ale zawsze). a bilety od 20 funtów. Niestety musiałabym mieć z kim jechać (i najlepiej autem), a się raczej na to nie zapowiada, więc poczekam aż zrobi ktoś film :D

      A do „Rock of Ages” też się nie mogłam zabrać, bo Tom Criuse. Nie wiem czemu, mam do niego jakąś niechęć – potem się okazuje (tak jak tutaj), że był świetny, ale i tak go nie lubię…

  • Byłam na Wicked w Apollo Victoria Theatre w Londynie. Genialny!