Loading...
Literatura

Zadra w mym oku – „Zadra. Tom 2”

Pierwszy tom „Zadry” urwał się nagle, niczym nożem uciął. Drugi kontynuuje opowiadaną historię, choć nie jestem w stanie powiedzieć, że ją zamyka. Raczej prowadzi ją zręcznie ku finiszowi, który z kolei zarówno swoją długością, jak i treścią nie przystaje poziomem do całości powieści, pozostawiając czytelnika w osłupieniu, zmieszanego i rozczarowanego.

Tom drugi koncentruje się przede wszystkim na poczynaniach pary głównych bohaterów, dobrze nam znanych Maurice’a Dalmonta i Stanisława Tyca. Losy pozostałych postaci zostały zepchnięte nawet nie na drugi, ale na trzeci plan. Wnioskiem z tego, główne wątki również mamy dwa. Pierwszym, najważniejszym, są poczynania cesarskiej armii w Nowej Europie. Jest to w mojej ocenie fragment najlepiej zrealizowany i najciekawszy – Krzysztof Piskorski z dbałością o batalistyczne szczegóły odmalowuje opisy regimentów i pułków, bitew i potyczek, a także – a może przede wszystkim – różnorodne sylwetki dowódców, wraz z ich słabościami i wątpliwościami. Mimo że nazwisk żołnierzy mamy bez liku, autorowi udało się tchnąć w każdego indywidualnego ducha, przez co nie stanowią bezimiennej masy, zaś losy wielu z nich potrafią wzruszyć.

Drugim wątkiem jest śledztwo, które próbuje prowadzić Dalmont na ulicach Paryża. Zabawa w samozwańczego detektywa okazuje się jednak być trudniejszą, niż zakładał Maurice, a stąd już tylko krok do wplątania się w niezłą kabałę, w której prym wiodą szpiedzy, zamachowcy i wszelkiej maści rzezimieszki. Naukowcowi daleko jednak do odważnego awanturnika, więc tym trudniej będzie mu sprostać wyzwaniom, których nieopatrznie się podjął. W tle mamy jeszcze kontynuację wątku Natalie, ale że jest on utrzymany na poziomie znanym z części pierwszej, lepiej pominąć go milczeniem, zwłaszcza że szczęśliwie nie poświęcono mu zbyt wiele miejsca.

Linia fabularna układa się w sposób logiczny, bohaterowie zostali obdarzeni odpowiednią dawką następującego naprzemiennie pecha i szczęścia, a ostatni rozdział zgrabnie łączy się z prologiem, który otwierał tom pierwszy. Potem, niestety, następuje epilog – który niszczy tak wiele dobrych wrażeń, zbieranych przez czytelnika podczas lektury całej powieści. Przede wszystkim, jest zbyt krótki, by zgrabnie zamknąć wszystkie rozpoczęte wątki – siłą rzeczy więc tego nie robi. Wielowątkowe zakończenie otwarte nie sprawdza się zaś ani trochę, sytuacja nasuwa raczej na myśl tę, kiedy autorowi skończył się papier w drukarce, więc postanowił urwać powieść w tym właśnie momencie. Ba, na ostatnich kilku stronach Piskorski wprowadza zupełnie nowy motyw, o którym wcześniej nie było mowy. Widać, że autor wiedział, po co to robi i co chciałby przekazać – czyni to jednak w sposób nieumiejętny, za bardzo lakoniczny, na zbyt niewielu kartach. Przydałoby się co najmniej kolejne sto stron, a najlepiej i tom trzeci, by pozamykać na spokojnie dzieje wszystkich bohaterów i odpowiednio rozwinąć koncept finalny.

Pomijając rozczarowujący epilog, nie mam zbyt wielu zastrzeżeń do całości powieści. Język Piskorskiego jest w dalszym ciągu naszpikowany fachowymi określeniami, a przy tym lekko stylizowany na minione czasy. Autorowi udało się także wyeliminować te nieliczne powtórzenia, na które narzekałam podczas lektury tomu pierwszego. Zignorować nie mogę jednak jednego „tą” zamiast „tę”, które musiało umknąć pisarzowi i korekcie, jak i dwóch nadmiarowych przecinków. Ale to tylko detale, na które pewnikiem niewielu zwróci uwagę.

Drugi tom „Zadry” to oczywiście lektura obowiązkowa dla mających za sobą pierwszą część. Co z tymi, którzy ciągle nie wiedzą, czy sięgać po powieść Krzysztofa Piskorskiego? Moim zdaniem, mimo urwanego zakończenia, zdecydowanie warto. Zwłaszcza dla miłośników steampunku oraz historii alternatywnej powieść okaże się niezwykle łakomym kąskiem, a i wśród ogółu książek fantastycznych stanowi ona powiew świeżości. Chodzą też słuchy o nowej powieści, której akcja ma być osadzona w tym samym świecie. Kto wie, może pewne sprawy jednak znajdą swój finał? Życzę tego sobie oraz wszystkim przeszłym i przyszłym czytelnikom „Zadry”.

  • Mateusz Blumenthal

    Świetna recenzja! Choć „Zadry” nie czytałem, postaram się ją zdobyć, z tego co przeczytałem, naprawdę warto. Jak tylko wchłonę obydwa tomy, postaram się w komentarzu napisać własną opinię na temat książki.