Jak w transie — „Wurt”, Jeff Noon

By | 15 lipca 2013

"Wurt", Jeff NoonJeff Noon napisał „Wurta” dokładnie 20 lat temu, ale czytając tę powieść, trudno się domyślić, że od czasu jej premiery upłynęły aż dwie dekady. Utwór nie zestarzał się bowiem ani trochę — zarówno jeśli chodzi o treść, wizję, jak i język. Z okazji okrągłej rocznicy Wydawnictwo MAG postanowiło więc wznowić debiutancką książkę angielskiego pisarza, dodatkowo uzupełnioną o trzy premierowe w Polsce opowiadania. Całość ukazała się pod szyldem serii Uczta Wyobraźni, przygotujcie się więc na nietypowe doznania.

Fabuła powieści jest iście sensacyjna i w swych założeniach na dobrą sprawę daleka od oryginalnej — główny bohater próbuje odszukać siostrę, którą utracił podczas jednej z wizyt w narkotycznym świecie zwanym Wurtem. Skryba wraz z grupą nietypowych, acz oddanych znajomych podejmuje kolejne kroki mające zbliżyć go do celu; przede wszystkim musi odnaleźć rzadkie piórko żółtego koloru, pozwalające powrócić mu do odpowiedniego podświata. Plan nie przebiega, rzecz jasna, zgodnie z jego oczekiwaniami, a poczynania bohaterów komplikować będą kolejne sploty okoliczności. Taka węzłowa budowa w połączeniu z wątkiem ratowania bliskiej osoby może przywodzić na myśl typowy film akcji czy grę komputerowa — Noonowi udało się jednak przełamać leżącą u podstaw schematyczność dzięki umiejętnej kreacji świata przedstawionego i solipsystycznej narracji.

Rzeczywistość otaczająca bohaterów — Manchester bliskiej przyszłości — opisywana jest wyrywkowo, bez wdawania się w szczegóły; to sprawiający wrażenie anarchistycznego i dystopijnego konstrukt, w którym elementy science fiction (jak robotyka) współegzystują z istotami fantastycznymi pokroju widmoludzi. Tytułowy Wurt to świat porównywalny z naszym światem snów; tak jak my śniąc, najczęściej aż do przebudzenia nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że to nie jawa, tak bohaterowie wędrujący po Wurcie sądzą, że wszystko, co ich spotyka, dzieje sie naprawdę. Różnica jest jedna — u Noona elementy obu płaszczyzn potrafią przenikać się wzajemnie i realnie na siebie oddziaływać.

Wydarzenia śledzimy z perspektywy Skryby, a dzięki zastosowaniu pierwszoosobowej narracji wiedza i postrzeganie czytelnika zrównane zostają z wiedzą i postrzeganiem bohatera. Zabieg ten sprawia, że zaciera się granica między tym, co rzeczywiste a tym, co należy do Wurta. Wizję narkotycznych piórek przyporządkowanych odpowiednim scenariuszom, miejscom czy postaciom można przyrównać do koncepcji halucynogennej substancji Chew-Z z „Trzech stygmatów Palmera Eldricha” Philipa K. Dicka. „Wurt” budzi tez luźne skojarzenia z „Trojką” Stepana Chapmana, choć wydaje się od niej nieco łatwiejszy w odbiorze i interpretacji, a nawet z „Alicją w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla, choćby za sprawą tajemniczej postaci Kota Gracza przywodzącej na myśl mówiącego zagadkami Kota z Cheshire. A to nie jedyne nawiązania, jakie wypatrzy uważny czytelnik.

Powieść Noona to wyjątkowo smakowity kąsek dla lubiących literackie eksperymenty i ceniących serię Uczta Wyobraźni za nietypową stylistykę i niesztampowe podejście nawet do pozornie prostego schematu fabularnego. Dodajmy do tego odpowiadający treści język, nieco narkotyczny, uzupełniony o pobudzające wyobraźnię neologizmy, a otrzymamy utwór warty ekskluzywnego wznowienia. Po zakończeniu lektury pozostaje jedynie ogromny żal, że nie zanosi się na wznowienie „Pyłków” ani wydanie „Automated Alice” oraz „Nymphomation”, czyli innych utworów osadzonych w tym fascynującym świecie.

  • Tytuł: Wurt (Vurt)
  • Autor: Jeff Noon
  • Wydawnictwo: MAG
  • Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni
  • Rok wydania: 2013
  • Liczba stron: 360
  • ISBN: 978-83-7480-363-2

-
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu MAG oraz Portalowi Insimilion.

  • http://kronikaksiazkoholika.blogspot.com Moreni

    A ja właśnie dziś dostałam swojego własnego „Wurta” w swoje plugawe łapki.^^ Co prawda czytać będę raczej nieprędko, ale już się cieszę na tę okoliczność. Szkoda tylko, że barwy okładki nie są takie intensywne, jak pokazują internety.

  • http://krimifantamania.blogspot.com Agnieszka

    Ja też mam swojego „Wurta”. Nie mogłam przegapić takiego kąska. Postaram się skonsumować jak najszybciej, te narkotyczne klimaty i neologizmy bardzo mnie zachęciły;-)

  • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

    To miłej lektury Wam życzę, a sama czekam niecierpliwie na kolejne, sierpniowe Uczty, które także zapowiadają się znakomicie. :)

  • http://mcagnes.blogspot.com/ Agnes

    Noon spodobał mi się bardzo, miałam okazję przeczytać za jednym zamachem Wurta i Pyłki. Wurt rozłożył mnie na łopatki, a Pyłki wbiły w glebę.
    ;)

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      To ja Ci bardzo zazdroszczę „Pyłków”! Stara wersja raczej trudna do dostania, a nowej niestety ma nie być, przynajmniej nie w najbliższej przyszłości.

  • http://kapryfolium.pl Jezebel

    A mnie się nie udało ‚wejść’ w tę powieść. Cały czas spod dekoracji wyzierała mi nadmierna prostota (żeby nie powiedzieć prostackość) głównej osi fabularnej, co utrudniało zagłębienie się w to, co Noon chciał przekazać ‚podprogowo’. Miałam wrażenie, że to taka bardzo kolorowa makieta, ustawiona na bardzo szybko poruszającym się mechanizmie, który ma tak zdezorientować obserwatora, by nie zauważył, że za warstwą wirujących barw i ciągłego ruchu nic nie ma.