Dla moli książkowych ― „Wśród obcych”, Jo Walton

By | 14 lutego 2015

"Wśród obcych", Jo WaltonW historii literatury fantastycznej niewiele pozycji może poszczycić się równie imponującym spisem uzyskanych nominacji i wyróżnień, co ostatnia książka walijskiej autorki Jo Walton. „Wśród obcych” zdobyło Hugo i Nebulę (i na chwilę obecną jest jedną z zaledwie 23 powieści, które mogą cieszyć się obiema statuetkami), British Fantasy Award, a do tego nominowano je także do World Fantasy Award i Locusa. Wszystkie najważniejsze nagrody branżowe mamy więc odhaczone. Wiele lat dzieli Walton od pisarskiego debiutu, nie jest to nawet jej pierwszy spektakularny sukces ― także poprzednie utwory autorki zostały dostrzeżone przez krytyków. Choć publikuje regularnie od piętnastu lat, na rynku polskim pojawiła się dopiero w 2013 roku ― i miejmy nadzieję, że nie był to ostatni raz, ponieważ „Wśród obcych” okazało się jednym z największych wydawniczych zaskoczeń minionych kilkunastu miesięcy.

Główna bohaterka, piętnastoletnia Morwenna, boryka się z traumą po śmierci siostry-bliźniaczki i wypadku, na skutek którego sama została kaleką. Ucieka z rodzinnego domu i trafia pod opiekę ojca, będącego dla niej obcym człowiekiem. Lepszy już jednak ojciec-lekkoduch i jego trzy ekscentryczne siostry niż niespełna władz umysłowych matka-czarownica. W nowym domu nie przyjdzie jej jednak zabawić długo, a wkrótce po przyjeździe zostanie wysłana do angielskiej szkoły z internatem, idealnie wpisującej się w wyobrażenia placówki edukacyjnej dla dzieci pochodzących z zamożnych rodzin. Wszędzie czuje się jednak obca — jest tą wyróżniającą się, zwracającą na siebie uwagę, dziwaczką. Dziewczyną chodzącą o lasce, w brzydkich butach ortopedycznych, Walijką w Anglii, wciąż mówiącą z dziwnym akcentem, zamkniętą w sobie i przedkładająca towarzystwo książek nad integrację z koleżankami. Warto zaznaczyć, iż w oryginale tytułowi „obcy” to rzecz jasna nie „aliens”, ani nawet nie „strangers”, co po prostu „others” — i tak właśnie wśród obcych, among others, dryfuje bohaterka.

Nie wiem, czy Tolkien znał wróżki. Lubiłam sobie wyobrażać, że tak. Że znał je, a one opowiadały mu wszystkie te historie, które spisywał, prawdziwe opowieści. Wróżki nie bardzo umieją kłamać. [str. 43]

Gdyby przyrównywać „Wśród obcych” do innych popularnych powieści, znalazłaby się gdzieś w punkcie przecięcia twórczości Neila Gaimana, Jonathana Carrolla i J.K. Rowling. U Jo Walton angielski szyk i tradycja przenikają się z walijskim folklorem, a realizm przetykany jest fantastyką, ale tą bardziej ludową, sięgającą do korzeni. Motywem przewodnim są tu fairies, czyli wróżki rodem z dawnych podań i baśni. Magię przedstawioną w książce można jednak interpretować dwojako; choć protagonistka od czasu do czasu widuje to, co nadnaturalne, wyłącznie od czytelnika zależy, czy uzna te wstawki za bujną wyobraźnię nastolatki, która w ten sposób radzi sobie z problemami, czy może za faktycznie występujące zjawiska nadprzyrodzone, dostrzegane jedynie przez wtajemniczonych.

Powieść Jo Walton wpisuje się równocześnie w literaturę poświęconą dorastaniu i szukaniu własnej drogi. Nie jest to jednak w żadnym stopniu typowa lektura młodzieżowa. Wspomnijmy choćby fakt, iż niebagatelną rolę we wchodzeniu Morwenny w dorosłość odgrywa literatura. Protagonistka lubuje się w klasyce fantasy i science fiction; pasjami czytuje LeGuin, Delany’ego, Norton. „Wśród obcych” może więc pełnić rolę przewodnika dla nowych czytelników, szukających wartych uwagi tytułów, jak i sentymentalnej podróży dla bardziej obeznanych moli książkowych, którzy porównają swoje wrażenia z odczuciami bohaterki. Do wielu czytelników silnie przemówi także ukazanie literatury jako pomostu między tytułowymi obcymi — to dzięki książkom Morwenna znajduje nić porozumienia z ojcem, nawiązuje nowe znajomości podczas bibliotecznych spotkań, otwiera się na ludzi, wymianę poglądów, a do tego poznaje inne rodzaje wrażliwości niż jej własna. W konsekwencji uczy się mówić o emocjach i uczuciach, a więc lepiej poznaje także samą siebie.

Na niższej półce stała powieść Johna Brunnera, której nie znałam. Lepiej — dwie, nie, trzy powieści Johna Brunnera, których nie znałam. Poczułam, że łzy napływają mi do oczu. [str. 18]

W pełniejszym rozumieniu przeżyć bohaterki i poznania świata widzianego jej oczami pomaga narracja pamiętnikarska. Dziennik Morwenny pisany jest lekkim, dość prostym stylem, co sprawia, że książkę czyta się z łatwością i można rekomendować ją także tym czytelnikom, którzy jeszcze nie zjedli zębów na wysmakowanej stylistycznie fantastyce. Wadą tej formy jest dość powierzchowne spojrzenie na postacie drugoplanowe. O ile Morwennę i jej punkt widzenia odbiorca ma szansę poznać dogłębnie, o tyle w przypadku pozostałych bohaterów ograniczeni jesteśmy wyłącznie do spostrzeżeń protagonistki. Nie uprzedzajcie się jednak do narracji pierwszoosobowej, będącej plagą zbyt wielu młodzieżowych powieści. Jo Walton nie skazuje nas na opisy tego, co jadła czy w co ubrała się nastolatka, a gros jej przemyśleń koncentruje się na wrażeniach z przeczytanych lektur lub też stanowi trafne komentarze do otaczającej ją rzeczywistości.

Choć wydawnictwo Akurat, imprint znanej na rynku od wielu lat Muzy, nie jest jeszcze powszechnie wymieniane w czołówce ulubionych oficyn fanów fantastyki, mam przeczucie, że ten stan rzeczy szybko ulegnie zmianie. Obok uznanego „Wśród obcych” w zeszłym roku Akurat zafundowało nam także nowatorskiego „Marsjanina” Andy’ego Weira i pełne humoru „Czerwone koszule” Johna Scalziego. W perspektywie najbliższych miesięcy możemy zaś spodziewać się kolejnej powieści obsypanej nagrodami, laureatki Hugo, Locusa i Nebuli, „Ancillary Justice” pióra Ann Leckie. Czekam z zapartym tchem — i Wam polecam to samo. Tymczasem zaś sięgnijcie koniecznie po powieść Jo Walton. Jeśli w głębi serca jesteście molami książkowymi i poszukujecie lektury, która poruszy w Was pewną szczególną, emocjonalną strunę, to trafiliście idealnie. Nie da się bowiem nie pokochać bohaterki, dla której najcenniejszym skarbem jest literatura!

Przecież pieniądze z funduszy wydawanych na budowę bomb atomowych, które mogłyby wytłuc wszystkich Rosjan, można by przeznaczyć dla bibliotek. Ile dobrego płynie z posiadania przez Wielką Brytanię własnej tarczy nuklearnej, a ile mogłoby dać powiększenie księgozbiorów? Komuś poprzestawiały się priorytety. [str. 279]

  • Tytuł: Wśród obcych (Among Others)
  • Autor: Jo Walton
  • Wydawnictwo: Akurat
  • Rok wydania: 2013
  • Liczba stron: 370
  • ISBN: 978-83-7758-450-7
  • Agnes K.

    Pokochałam, a jakże. A książę wpisałam w siebie na zawsze.

  • Agata

    Widzę, że miałam nosa kupując „Wśród obcych” :) Widziałam też ostatnio książkę Walton w taniej książce. Idźcie ludzie, kupujcie i czytajcie :)

  • Megapodius

    Ja właśnie mam książkę dopiero w planach, ale juz niedługo planuję przecytać bo uważam, że to jedna z ważniejszych rzecy ktore ostatnio wyszły.

  • Grendella

    Mnie ta książka urzekła. Dostałam ją od przyjaciółki, której „nie podeszła” i zyskała u mnie status najlepszej książki którą przeczytałam w ubiegłym roku. Jest w niej tak wiele płaszczyzn, na których można się skupić. Świetna narracja, która sprawia, że książkę można odczytywać i jako realistyczną i fantastyczną.

  • http://www.krimifantamania.blogspot.com/ Agnieszka Hofmann

    Jedna z piękniejszych książek ostatnich lat… Cieszę się, że Ci podeszła, bo chyba nie każdy znalazł w niej siebie.
    Swoją drogą, Akurat rzeczywiście rozwija się ciekawie – z wymienionych przez Ciebie nie czytałam jeszcze tylko Scalziego, ale to tylko kwestia czasu… Teraz natomiast chłonę Leckie – jedno wiem już teraz, ta książka jest INNA – i bardzo jestem ciekawa, jak polski tłumacz rozwiązał niektóre translatoryczne dylematy i zagwozdki…

  • Zbigniew Kwiatkowski

    Z tego co napisalaś o tej książce wynika, że to cos dla mnie i mam nadzieję, że odnajdę w niej siebie. Zapowiada sie wielka uczta. A wydawnictwo Akurat zaskakuje mnie kolejny raz pozytywnie, wcześnie „Czerwonymi koszulami” Scalziego. ciesze się, że nie siadło na laurach i rozwija sie dalej :)

  • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

    Potwierdzam, mnie również wydawnictwo Akurat pozytywnie zaskoczyło. :) Podobnie jak „Czerwone koszule”, które okazały się dobrą lekturą, w dodatku zupełnie inną, niż zakładałam.