Loading...
Literatura

O największej porażce w dziejach literatury – „Wrota Baldura”, Philip Athans

Śmiem twierdzić, że gdyby tworzyć listę najgorszych powieści wszech czasów, opisywana w tym tekście pozycja niewątpliwie zajęłaby jedno z czołowych miejsc tego zestawienia. Mamy bowiem do czynienia z istnym potworkiem literackim, z tworem, który nigdy nie powinien był ujrzeć światła dziennego. Jeśli zaś już powstać musiał, wykorzystywany winien być jedynie jako materiał dydaktyczny podczas warsztatów „Jak nie należy pisać książek”.

Zacząć powinno się od wspomnienia, iż recenzowany twór to literacka adaptacja jednej z najpopularniejszych gier cRPG – Baldur’s Gate. Nie sądzę jednak, by którykolwiek z czytelników nigdy wcześniej o dziele BioWare nie słyszał, pozwolę więc sobie przejść od razu do książki. Ta koncentruje się na historii najemnika Abdela – w przypadku gry był to bohater kierowany przez gracza, jednakże o dowolnej płci, rasie czy profesji – którego przybrany ojciec zostaje zabity, on zaś kilka stron później dowiaduje się, że tak naprawdę jest synem boga Bhaala, Pana Mordu. Przez pozostałą część książki przemierza w tę i z powrotem Wybrzeże Mieczy, odwiedzając znane z pierwowzoru lokacje, a na swej drodze spotyka towarzyszy podróży i kolejnych przeciwników. Wyłączną rolą tych pierwszych jest makabryczna śmierć, zaś celem istnienia tych drugich – dokładnie to samo. Esencję powieści stanowią zaś opisy walk, które do tejże śmierci prowadzą.

Mniejsze i większe potyczki toczą się bowiem od pierwszej do ostatniej strony. Ich opisy – niestety, niezamierzenie – przekraczają dopuszczalne normy groteski i absurdu, a niewiele rzadziej także dobrego smaku. Przedstawiane z niezwykłym pietyzmem odcinanie członków, łamanie kręgosłupów i patroszenie ciał budzić mogą jedynie niesmak lub zażenowanie, nigdy zaś przejęcie, nawet gdy giną towarzysze głównego bohatera. Postaci pozostają jednakże równie niewzruszone, co czytelnicy. Co prawda, prowadzą między sobą sztuczne dialogi, niekiedy nawiązuje się między nimi nić sympatii bądź antypatii, ale daleko im do pełnowymiarowych charakterów. Ba, daleko im nawet do swych wirtualnych, raczej małomównych odpowiedników, jednakże zdecydowanie bardziej wielobarwnych i ujmujących, choć porównując możliwości obydwu środków przekazu, powinno być wręcz odwrotnie.

Oczywiście, co było do przewidzenia, fabuła jest tak naprawdę streszczeniem głównego wątku przedstawionego w grze. Co więcej, choć imiona i nazwy miejsc się zgadzają, to już w przypadku wydarzeń czy charakterystyk bohaterów autora dość często ponosiła fantazja. Nie byłoby to karygodne, zważywszy na to, że w komputerowym Baldur’s Gate wyborów dokonuje gracz, więc jedyna słuszna wersja przedstawionej historii po prostu nie istnieje, gdyby nie fakt, że z wciągającej fabuły pierwowzoru nic nie zostało – to, co miało zaskakiwać, autor ujawnia na samym początku, a o pamiętnych intrygach i knowaniach Żelaznego Tronu można po prostu zapomnieć – owszem, mamy jakieś wzmianki na ten temat, ale na pierwszy plan wysunięte zostały opisy kolejnych batalii z galaretą musztardową czy innymi potworami.

Na miałką fabułę może dałoby się przymknąć oko – w końcu z założenia nie miała być to ambitna lektura, a jedynie niezobowiązujący czasoumilacz dla miłośników Baldur’s Gate – gdyby nie wołająca o pomstę do nieba warstwa językowa niniejszego dzieła. „Jego odcięta głowa mogła jeszcze żyć, ale on sam był już martwy, zanim głowa i ciało dotknęły ziemi” – nie jest to wyszukiwana z uwagą pojedyncza stylistyczna wpadka, ale wybrane losowo zdanie, zaś podobnych mu na ponad trzystu kartach powieści znajduje się bez liku. W książce roi się także od powtórzeń oraz – tu już swą cegiełkę dołożyli do spółki tłumacz i korekta – literówek i błędów interpunkcyjnych, wśród których znikające przecinki są nagminnym przewinieniem. Trudno więc o czerpanie jakiejkolwiek przyjemności z lektury książki epatującej tak wysokim stężeniem grafomanii.

Zbędnym jest więc chyba dodawanie, iż nikomu tej książki polecić nie można. Miłośnicy Baldur’s Gate załamią ręce nad tym, jak potraktowano ich ulubionych bohaterów, jak wiele istotnych postaci czy wydarzeń wycięto i jak bardzo spłycono ważne wątki, byle zrobić więcej miejsca opisom krwawych starć. Ci, którzy jeszcze się z grą nie zetknęli, tym bardziej nie mają czego szukać w prozie Athansa – w końcu dobrych czy choćby przeciętnych powieści fantasy mamy na rynku zatrzęsienie, a sięganie po opisywane tu dzieło byłoby aktem świadczącym o skrajnym masochizmie i nadmiarowych pokładach wolnego czasu jednocześnie.

  • Tytuł: Wrota Baldura (Baldur’s Gate)
  • Autor: Philip Athans
  • Wydawnictwo: ISA
  • Cykl wydawniczy: Forgotten Realms
  • Rok wydania: 1999
  • Liczba stron: 311
  • ISBN: 978-83-873-7618-3