Wojna na gruzach cywilizacji — „Zatopione Miasta”, Paolo Bacigalupi

By | 27 grudnia 2012

Paolo Bacigalupi znany był do tej pory wśród polskich czytelników jako autor zbioru opowiadań „Pompa numer sześć” i powieści „Nakręcana dziewczyna” wydanych razem w jednym z tomów serii Uczta Wyobraźni. W tym roku na rynek trafiły „Zatopione Miasta” — jak się okazuje, książka skierowana do zupełnie innego odbiorcy, epatująca brutalnością, niezwykle emocjonalna i wpisująca się w dość modny ostatnio nurt dystopijnej fantastyki dla starszej młodzieży.

Śledzimy poczynania Mahlii i Mouse’a, dwójki nastolatków z niewielkiej wioski. Ona jest butnym wyrzutkiem pozbawionym prawej dłoni, on wrażliwym samotnikiem, który niegdyś ocalił jej życie. Marzą o lepszym losie, ale nie mają możliwości, by o niego zawalczyć — nie w zniszczonym, zdegenerowanym świecie, gdzie większość ludzi żyje w skrajnej nędzy i myśli tylko o przetrwaniu, a zwalczające się frakcje partyzanckich ugrupowań są gotowe zamienić w piekło dolę każdego, kto nieopatrznie stanie na ich drodze. W Zatopionych Miastach upadły nie tylko wytwory cywilizacji, ale przede wszystkim człowieczeństwo.

Warstwa emocjonalna powieści jest niesłychanie przejmująca, a Bacigalupi nie szczędzi czytelnikom opisów na wskroś naturalistycznych, ukazujących koszmar wojny. Żołnierze zabijają dzieci lub siłą wcielają je do armii, członkowie antagonistycznych ugrupowań torturują złapanych w niewolę, a bestia będąca mieszanką genów ludzkich i zwierzęcych rozdziera hordy wrogów na strzępy. Niesprawiedliwość i przemoc, których doświadczają raz po raz bohaterowie, bezsilność i udręka, które odczuwają — to najlepiej zrealizowany element utworu, przesądzający o tym, że warto się z tą lekturą zapoznać. Wysuwa się on na pierwszy plan, próbując tuszować inne komponenty, pozostawiające nieco do życzenia.

Fabuła „Zatopionych Miast” jest liniowa i jednowątkowa, a zarazem niezbyt oryginalna — bohaterowie poruszają się z jednego punktu do drugiego, czasem rozdzielają, by potem znów połączyć siły. Pełnowartościowych wątków pobocznych niestety zabrakło. Podobnie wygląda kwestia postaci — autor poświęcił całą uwagę Mahlii i Mouse’owi, ledwo nadgryzł rozterki Toola, wspomnianej bestii o zmodyfikowanym kodzie genetycznym, zaś o motywacjach pozostałych osób występujących na kartach powieści można zapomnieć. Szczególnie razi to w przypadku dowódców armii, którzy wydają się okrutni nie z konkretnego powodu, ale po to, by ułatwić pisarzowi poruszenie czytelnika ich bezlitosnym zachowaniem.

Brakuje także lepiej zarysowanego tła całego konfliktu między frakcjami oraz genezy powstania Zatopionych Miast. Możliwe, że w tym przypadku winę ponosi wydawca, książka jest bowiem drugim tomem cyklu „Ship Breaker”, a część pierwsza ukazać ma się dopiero w przyszłym roku. Niezależnie od przyczyny, powierzchownie nakreślona scenografia psuje odbiór, przynajmniej tym czytelnikom, którzy po Bacigalupim oczekiwali ciut więcej niż wartkiej akcji i poruszającej problematyki.

Dystopijne wizje zdają się być aktualnie niezwykle modne w młodzieżowej fantastyce, a przez to trudno uniknąć powtarzania pewnych schematów. Młodzi bohaterowie jako najwrażliwsze i niezdeprawowane jednostki w postapokaliptycznych realiach; przyjaźń w świecie, w którym ludzkie odruchy i humanitarne wartości nie mają już racji bytu; silniejsi i lepiej uzbrojeni sprawujący absolutną kontrolę nad życiem słabszych — to wszystko już dobrze znamy. „Zatopione miasta” cierpią trochę na syndrom „Igrzysk śmierci”, ale na szczęście, mimo wszystkich wymienionych wyżej mankamentów, proza Bacigalupiego wciąż stoi o kilka pisarskich klas wyżej od przereklamowanej trylogii Suzanne Collins. Amerykanin posługuje się językiem prostym, ale nie prostackim, a co najważniejsze — udało mu się uniknąć ckliwości i patosu. W jego wykonaniu temat dzieci siłą wciągniętych w wir wojny jest boleśnie prawdziwy i głęboko przejmujący. W ogólnym rozrachunku warto dać powieści szansę, ale lepiej nie windować swoich oczekiwań.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu oraz Portalowi Insimilion.

10 thoughts on “Wojna na gruzach cywilizacji — „Zatopione Miasta”, Paolo Bacigalupi

  1. Agnieszka

    Nie spodziewam się tutaj żadnych objawień, choć sprawnego rzemieślniczo dzieła już tak. Najpierw jednak planuję pierwszy tom tej opowieści, który zdaje się w Polsce ma się dopiero pojawić w przyszłym roku. Tak po bożemu ma być:-)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      W pierwszym kwartale przyszłego roku powinien wyjść u nas „Złomiarz”, więc pewnie z ciekawości też przeczytam. W gruncie rzeczy Bacigalupi pisze wciągająco i błyskawicznie się go pochłania, a skrycie liczę też na to, że może zdradzi więcej szczegółów dotyczących świata.

  2. Fimbulvinter

    Witamy w Polsce gdzie najpierw wydaje się drugi tom serii a lokalnych autorów nie idzie dostać. Co do powieści to może się zainteresuję jak wyjdzie pierwsza część. Ogólnie to boje się wszystkiego co jest skierowane dla nastolatków itp, bo mimo, że to niby książka dla mnie jakoś odrzuca mnie ckliwa powieść o miłości i poświęceniu etc etc. Kumpel poleca Igrzyska Śmierci a w internetach opinie są dość porozrzucane. Więc sam nie wiem czy warto się brać za takie rozdmuchane tytuły.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Tu na szczęście nie ma miłosnego wątku, ani tym bardziej ogranych miłosnych trójkątów, to spory plus tej powieści. Ogólnie wydaje mi się raczej skierowana do tej starszej młodzieży/młodych dorosłych z uwagi na wszechobecną brutalność.
      A co do „Igrzysk…” – z jednej strony, ile osób, tyle opinii i czasem trzeba się na własnej skórze przekonać. Ale ja odradzam – jak dla mnie taki trochę lepszy Zmierzch, z którego wycięto miłosny melodramat i wepchnięto go w inną scenografię, tym razem dziurawy świat dystopii, gdzie niewiele co trzyma się przysłowiowej kupy. Poziom emocjonalny, rzekomy atut tej książki, wypada zaś dużo gorzej niż choćby w „Zatopionych Miastach”. Ogólnie – niby da się czytać, ale jest dużo innych lepszych pozycji. :)

  3. Fka

    O no proszę, nie miałam pojęcia, że to drugi tom jakiegoś cyklu. Mój chłopak wygrał tę książkę w listopadowej NF, ale jeszcze jej nie przysłali. Pewnie i tak w końcu wyląduje na mojej półce, więc będę miała okazję przeczytać. Chociaż trochę się obawiam tej brutalności i okrucieństwa, o którym piszesz. Nie przypominam sobie żebym czytała kiedyś coś w tym stylu.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Nie dziwię się tej niewiedzy, nigdzie w zapowiedziach ani w nocie okładkowej nie jest nawet powiedziane, że to drugi tom… Ja się dowiedziałam bodaj z forum wydawnictwa Mag, które ma w planach tom pierwszy na początku przyszłego roku. Ciekawe, czy chociaż szatę graficzną i format wybiorą pasującą, czy od sasa do lasa.

    1. Oceansoul Post author

      Też byłam w sporym szoku, zwłaszcza że jak na Wydawnictwo Literackie ich dobór fantastyki czasami jest, rzekłabym – dyskusyjny. Oprócz nazwisk faktycznie interesujących, jak Dukaj, Huberath czy, z zagranicznych pisarzy, Peake, trafiają się pozycje skrajnie przeciętne (jak wyżej recenzowana) albo nawet trochę poniżej przeciętnej (np. http://oceansoul.waw.pl/na-nieznanych-wodach-powers). Mam nadzieję, że to tylko pojedyncze wpadki i nie będą w tę stronę zmierzać, bo od średniopółkowej fantastyki mamy już dość wydawnictw na rynku.

  4. viv

    Dla mnie w całościowej ocenie największe znaczenie miała ta sfera emocjonalna i sposób ukazania wojny. Liniowość i przewidywalność fabuły mocno mi nie przeszkadzały, ale ja mam tendencję, żeby pozycjom młodzieżowym sporo wybaczać w tym zakresie :) Jeśli chodzi o kreację świata też jestem ciekawa, na ile fragmentaryczność wynika z tego, że to druga część trylogii. W każdym razie uważam, że dla zrealizowania takiej fabuły ilość danych o świecie była wystarczająca, przynajmniej dla młodszego czytelnika. A generalnie chyba miałam mniejsze oczekiwania, choć to Bacigalupi. Do tej pory miałam zresztą teorię, że „Zatopione Miasta” rozczarowały tych, którzy czytali „Nakręcaną dziewczynę” i po prostu oczekiwali książki na tym poziomie (ja nie czytałam), ale sprawdziłam na LC i z danych w Twojej biblioteczce wynika, że tamtego zbioru nie czytałaś. Znaczy moja teoria legła w gruzach :)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Nie czytałam, racja, ale zakładam określony poziom pozycji z UW, stąd pewnie moje założenie, że Bacigalupi wiąże się z prozą bardziej dopracowaną niż standardowa młodzieżówka. :)
      Czepiam się także dlatego, że faktycznie nie uznaję taryfy ulgowej wobec powieści skierowanych do młodzieży, szczególnie tej nieco starszej (czy tam young adult, jak rozróżniają na Zachodzie). Wynika to pewnie z czytelniczych wspomnień – kiedy ja byłam ‚targetem’ dzisiejszych młodzieżówek, moją ukochaną pozycją fantastyczną był „Władca Pierścieni”, a obszerność świata i jego dopracowanie nie tylko mi nie przeszkadzały, ale wręcz zachwycały. Dlatego bardzo boleję nad dzisiejszym traktowaniem młodzieży jako nieco ‚upośledzonego’ czytelnika – sądzę raczej, że od początku należy taki chłonny umysł i nie do końca ukształtowany gust raczyć prozą najwyżej jakości, prozą pod większością względów jak najbardziej ‚dorosłą’, a nie okrojonymi substytutami. Już z dwojga złego lepiej, żeby czegoś nie zrozumieli i wrócili po latach, niż przyzwyczajać do uproszczeń. A tymczasem Bacigalupi pisze brutalnie, jak do dorosłego czytelnika, a zarazem strasznie powierzchownie – może to faktycznie jest atrakcyjne dla młodzieży i się sprzedaje, ale martwi mnie ten trend (tzn. bardziej te uproszczenia w literaturze niż brutalność, do tego to już młodzież przywykła :D).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *