Loading...
Literatura

Oto jak kończy się świat – „Wir”

W pierwszym tomie trylogii o ryfterach, „Rozgwieździe”, Peter Watts ustawił poprzeczkę niezwykle wysoko. Książka przytłaczała klaustrofobicznym klimatem, zachwycała psychologią postaci i fascynowała nieznanym światem podmorskich głębin. Gradacja napięcia w końcowym fragmencie powieści i pozostawiające czytelnika z wieloma pytaniami zakończenie budziły natychmiastową chęć sięgnięcia po kontynuację – „Wir”. Na szczęście, kolejne dzieło Kanadyjczyka, choć różne od swojego poprzednika, nie zawodzi.

Ku rozpaczy licznego grona odbiorców musimy pożegnać się z podwodnym światem i mrocznymi głębinami, zamieszkiwanymi przez budzące strach i odrazę niezwykłe stworzenia, o których się mieszkańcom powierzchni nawet nie śniło. W zamian otrzymujemy nie mniej przytłaczającą wizję stojącego w ogniu zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej. Apokalipsa wydaje się być coraz bliżej, a jej nieuchronnym zwiastunem jest nie kto inny, jak dobrze znana wszystkim ryfterka Lenie Clark. Nic zaś nie motywuje do działania równie skutecznie, jak poczucie krzywdy i pragnienie zemsty.

Tym razem Watts zdecydował się na prowadzenie kilku równoległych wątków, które splatają się ze sobą. Podobnie jak w „Rozgwieździe”, szczególną uwagę poświęcił psychice bohaterów – pisarz w niezwykle wiarygodny sposób potrafi zaprezentować cele, motywacje i tok myślenia postaci, a także oddać ich skomplikowane, targane moralnymi wątpliwościami i cieniami przeszłości osobowości. W „Wirze” znalazło się także miejsce dla podejścia socjologicznego i przyjrzenia się ludzkim masom, które stanęły na progu zagłady. Powieść uzupełnia cyberpunkowa nuta – wielkie korporacje o niemalże nieograniczonych wpływach oraz tytułowy Wir, globalna sieć o niezwykłej naturze.

Styl autora nie skrzy się bogatymi metaforami; jest raczej konkretny, prosty. Momentami naturalistyczny, momentami naukowy. Duży nacisk został położony na terminologiczną stronę powieści, szczególnie z zakresu biologii. Obco brzmiące pojęcia, typu ‘endocytoza receptorowa’ czy ‘trójpeptydowy glutation’ mogą nieco zbijać z tropu, ale wystarczy okazać nieco zaufania pisarzowi, a w swoim czasie objaśni on większość mechanizmów, które rządzą wykreowanym światem. Czytelnicy żądni bardziej szczegółowej wiedzy znajdą na końcu książki wyjaśnienie dotyczące naukowych podwalin oraz spis źródeł, które zainspirowały Wattsa.

„Wir” niestety nie jest pozbawiony błędów, choć nie są one obecne w książce z winy autora. Ci, którzy wzdrygali się w czasie lektury „Rozgwiazdy”, podobnie zareagują podczas zapoznawania się z jej kontynuacją. Co prawda druga część trylogii jest wolna od ogromu wpadek typograficznych, ale od strony językowej nie prezentuje się dużo lepiej. Literówki, budząca zgrozę interpunkcja oraz inne błędy wszelkiej maści – od „nieczęsto” zapisanego oddzielnie, przez „mi osobiście” na początku wypowiedzi, po „poddawać w wątpliwość” (miast „podawać”) i „odnośnie” (zamiast „odnośnie do”). Włos się jeży na głowie.

Trylogia Ryfterów to pozycja obowiązkowa dla fanów science fiction, w której ‘science’ gra pierwsze skrzypce, a ‘fiction’ staje się wizją prawdopodobną i niepokojącą zarazem. Z przeniesieniem akcji na powierzchnię autor poradził sobie znakomicie, podobnie jak z kreowaniem i prowadzeniem swoich nieszablonowych bohaterów. Pozostaje mi tylko zachęcić wszystkich do zapoznania się z prozą Wattsa i wyczekiwać na zwieńczenie cyklu, „Behemota” – licząc na to, że pisarz po raz kolejny zaskoczy udaną zmianą klimatu, a nad poprawnością polskiego wydania nie trzeba będzie załamywać rąk.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Ars Machina oraz Portalowi LubimyCzytać.

PS Zachęcam do sięgnięcia po wersje anglojęzyczne książek Petera Wattsa – autor udostępnia swe dzieła za darmo na licencji Creative Commons. „Rozgwiazdę”, „Wir”, „Behemota” oraz „Ślepowidzenie” możecie pobrać z tej strony.

  • Kaosumaru

    Hmm, narobiłaś mi apetytu na Watts’a! Jego „Ślepowidzenie” było genialne, a widać jego inne tytuły też prezentują się niezgorzej. (I współczuje boleści z powodu błędów typograficznych! Musisz koniecznie pracować w wydawnictwie, by szerzyć prawidłową wersję języka.). Także, ja zaczynam czytać, co też biolog morski ma do powiedzenia na temat otchłani ^^

  • Typograficzne to w „Rozgwieździe” były. W „Wirze” ‚zaledwie’ językowe. ;)
    A do cyklu bardzo zachęcam, przednia lektura. Jeśli „Ślepowidzenie” faktycznie jest lepsze od tej trylogii (a wiele takich głosów obiło mi się o uszy), to wprost nie mogę się go doczekać.

    PS ‚Wattsa’. Bez apostrofu! ^^ (polecam artykuł traktujący niezwykle łopatologicznie i przystępnie o problemie odmiany nazw własnych: http://segritta.pl/apostrof-w-nazwach-wlasnych/)

  • „Wir” trochę poczeka na przeczytanie, jako że „Rozgwiazda” nie spodobała mi się tak bardzo, jak tego oczekiwałam. Zabrakło szybkiej akcji, a klaustrofobiczna atmosfera była tak realistycznie przedstawiona, że nie miałam ochoty do niej wracać. ;) Za to co do reszty plusów wspomnianych w pierwszym akapicie jak najbardziej się zgadzam. :) Biologiczno-chemiczne pojęcia mnie nie przerażają, a wręcz zachęcają do lektury. To bardzo dobra motywacja, żeby dowiedzieć się czegoś nowego, albo przypomnieć sobie coś, o czym się już słyszało. ;)

    PS „Ślepowidzenie” jest naprawdę genialne. ;)

  • Zgadzam się, atmosfera momentami bardzo przytłaczająca i realistyczna, w „Rozgwieździe” sama się czułam jak pod wodą, w której jest ciemno, zimno, nic nie widać, a zaraz pożre mnie jakiś głębinowy stwór. W „Wirze” za to miałam większe przytłoczenie psychiczne niż środowiskowe, że tak to ujmę.
    Z kolei biologia nigdy mnie kompletnie nie interesowała i trochę się tego aspektu obawiałam, więc tym bardziej doceniam fakt, że Watts nie tylko mnie nie zanudził, ale wręcz zaintrygował swoimi pomysłami i ujęciem tematu. Choć nie na tyle, bym po naukowe pozycje z zakresu biologii sięgnęła, ale to już moja niczym nieuzasadniona niechęć do tej dziedziny. ^^

  • We mnie poprzednia część nie zbudziła potrzeby natychmiastowego sięgnięcia po „Wir”. Wręcz przeciwnie byłem zmęczony ciężkim, przytłaczającym klimatem oceanicznego dna i z radością powitałem ostatnie strony i wytchnienie jakie niósł koniec powieści.

    Z tym „odnośnie do” to już jesteś upierdliwa ^^ Może zapytaj Ars Machiny czy nie potrzebują czasem drobiazgowej korektorki ^^

  • Nie jestem upierdliwa, tylko poprawna! :D Ech, czemu świat mnie nie rozumie?! :D
    A to m.in. przez to, że w książkach jest tyle błędów i mało kto się tym przejmuje, wiele osób się potem dziwi, że jakaś tam forma, którą się posługują, jest błędna, a poprawnej nie widzieli nigdy na oczy. Trudno się dziwić, że nie widzieli, skoro nawet literatura nie propaguje dobrych wzorców. A powinna. (Tak, bulwersuje mnie to; dinozaur ze mnie, ale trudno!)
    Zapytać może faktycznie zapytam, jeśli dalej będą takie potworki wypuszczać, bo naprawdę ich cenię i dobrze im życzę, więc tym większa szkoda, że zaniedbują ten aspekt, ale to jak magistra obronię, bo teraz to nie miałabym kiedy, nawet jakby jakimś cudem chcieli ze mną gadać. xD Ale naprawdę, jak czytałam „Wir” i „Rozgwiazdę”, to miałam ochotę wziąć czerwony długopis, porobić poprawki i wysłać do wydawnictwa. Cudem się powstrzymałam. ^^

  • Jesteś, jesteś. Jedyna porządna w tym świecie chaosu, ostatni obrońca reguł pisowni xD

    Hej może faktycznie trzeba było tak zrobić co?

  • No może! ^^ Ale z drugiej strony mam też moralne opory przed mazaniem długopisem po książkach (a jeszcze większe przed oddawaniem swoich jedynych egzemplarzy, nawet jeśli są pełne błędów :D).
    Obawiam się też, że po takiej przesyłce wydawca i tak tylko wzruszyłby ramionami i wcale nie okazał dozgonnej wdzięczności (tak np. postąpiło Solaris po otrzymaniu ode mnie maila na temat fatalnej interpunkcji w „Eifelheim”). ;)

  • Wczoraj skończyłam „Rozgwiazdę” i przyznam, że nawet mi rzuciło się w oczy kilka „baboli”.
    I chyba jakaś dziwna jestem, bo potwory nic a nic mnie nie przerażały ^^
    Mam nadzieję, że i „Wir” znajdę w swojej bibliotece, bo z Twojej recenzji wynika, że nudzić się nie będę :)

  • I tak całkiem nieźle wyposażona musi być Twoja biblioteka, skoro „Rozgwiazdę” mieli. Mam nadzieję, że i „Wir” do niej trafi, bo zdecydowanie warto sięgnąć. :)

  • Co najdziwniejsze – regał z fantastyką nie jest tam specjalnie bogaty, ale przynajmniej raz w miesiącu jakąś perełkę wykopię ^^
    Chociaż dla przykładu Simmonsa mają tylko Hyperiona i Upadek, o Endymionie mogę pomarzyć :(

  • A masz możliwość przyciśnięcia pani/pana z biblioteki, żeby zamówili konkretną pozycję? Albo chociaż zasugerowania czegoś? Bo słyszałam, że w niektórych bibliotekach się zdarzają takie cuda. ^^

  • A wiesz, myślałam o tym :)
    przy następnej wizycie się zapytam ;)

  • Kaosumaru

    @Oceansoul, popieram Harashikena – może powinnaś spróbować jeszcze raz, nie pozwolić, by jedno wzruszenie ramionami ze strony jakiegoś wydawnictwa Cię powstrzymało.

    A mojemu apetytowi na Wattsa (tym razem odmienionego poprawnie – blog bawi i uczy ;) stało się zadość, łyknąłem ‚Rozgwiazdę’ i ‚Wir’. Faktycznie, klaustrofobiczna atmosfera daje o sobie znać, szczególnie na początku, i jest momentami dość ‚ciężkawo’. Ale to przedstawianie człowieka jako wetware, mózgosery i Ukwiał udokomentowane bogatymi przypisami – to jest chyba najciekawsze w prozie Wattsa. Przyznam, że trochę czekałem na to, aż znowu zostanie ukazany sposób myślenia czegoś ‚obcego’, ale to może zboczenie zawodowe ;) „Ślepowidzenie” faktycznie wydaje się być lepsze – więcej przypisów, mniejsza klaustrofobia – ale „Rozgwiazda” i „Wir” z pewnością są ciekawe. Na pewno na tyle, by zachęcić do sięgnięcia po ‚βehemota’, co też niezwłocznie zamierzam uczynić.

  • Zobaczymy, jak to będzie. ^^

    No to teraz ja powinnam się rzucić na „Ślepowidzenie”. Może uda mi się jakoś w wakacje? Będę próbować wcisnąć. :D
    A w kwestii tego, jak myśli coś ‚obce’, zainteresuj się może Sawyerem i nadchodzącą trylogią WWW, bo zapowiada się na coś w tym klimacie (http://www.sedenko.pl/?p=3631 – polecam krótki artykuł z zapowiedzią). W każdym razie ja bardzo czekam. ^^

    PS Bawi i uczy? ^^ Hmm… może ja jakiś cykl edukacyjny powinnam wprowadzić? Raz na miesiąc pisać o przecinkach czy czymś takim? :D