Fantastyka oświecona — „Wieki światła”, Ian R. MacLeod

By | 20 grudnia 2010

Czy jest możliwa miłość od pierwszego wejrzenia? – zastanawiają się romantycy. Ja już wiem, że owszem, jak najbardziej – miłość od rzucenia okiem na okładkę, przejechania dłonią po śliskim grzbiecie i przeczytania tych kilku znajdujących się z tyłu zdań, które mają za zadanie zachęcać do zakupu i lektury. ‘Zachęcać’ to jednak w tym przypadku słowo o niewielkiej sile wyrazu, one wręcz wcisnęły mi książkę w ręce i zmusiły do jak najszybszego zgłębienia jej zawartości. Czy tak gwałtowne uczucie, jakim zapałałam do „Wieków światła”, miało szansę przetrwać do ostatniej strony?

Przez kilka początkowych rozdziałów brnęłam z rosnącą fascynacją, szóstym zmysłem wyczuwając, że najprawdopodobniej rozpoczynam właśnie jedną z najbardziej znamiennych literackich podróży swojego życia. Starałam się czytać powoli, smakować każde zdanie, każdą frazę – a jest się czym zachwycać. Powieść pełna jest długich, obrazowych opisów, te zaś przepełniają epitety i porównania, wolne jednakowoż od banalnych, utartych połączeń wyrazowych. XIX-wieczny Londyn skąpany w magii natychmiast ożył w mej wyobraźni. To już nie było czytanie książki – to była podróż wraz z bohaterem. A jako że wyskakiwanie z pędzącego pociągu w połowie trasy jest przecież czystym szaleństwem, plany rozkoszowania się książką przez dłuższy czas spaliły na panewce – nie było sposobu, bym powstrzymała się od dalszej lektury.

Co równie warte odnotowania, w całej powieści mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową. Do tej pory nie byłam miłośniczką tej formy – pewnikiem dlatego, że zawsze uważałam ją za trudniejszą w realizacji, a mało który mistrz pióra potrafił sprostać moim oczekiwaniom. Na szczęście nie dotyczy to Iana R. MacLeoda, którego odlew powinien znajdować się w Międzynarodowym Biurze Miar w Sèvres jako wzorzec pisarza operującego narracją pierwszoosobową. Porzućmy jednak zachwyty nad formą i przyjrzyjmy się bliżej treści.

O czym tak właściwie opowiada książka? Trudno to ująć w paru słowach, gdyż pierwsze kilkadziesiąt stron wcale nie zwiastuje tego, co nastąpi później, a okrucieństwem byłoby psucie komukolwiek przyjemności płynącej z lektury i wyjawianie zbyt wielu szczegółów. Najogólniej rzecz ujmując, „Wieki światła” to powieść o społeczeństwie i wszystkim, co z tym społeczeństwem związane – klasach, nierównościach, wyzysku, a wreszcie rewolucji. Jako że mamy do czynienia z fantasy, nie zabrakło też magii, nie ma jednak co liczyć na gatunkową sztampę. To nie jest kolejna trzecioligowa fantastyka o złych smokach, chciwych magach czy szlachetnych rycerzach. To nie jest także wzniosła epopeja o zagładzie świata, wojnie z plugawymi potworami, przepowiedniach i wybrańcach. Magia jawi się jako element nieodzowny, fabularny spiritus movens, ale równocześnie przez cały czas pozostaje na drugim planie, jest jedynie dodatkiem do problematyki społeczno-ekonomicznej i wewnętrznych rozterek bohatera.

Aby podsumować moje spostrzeżenia dotyczące tak formy, jak i treści, muszę wyznać, że podczas lektury nierzadko odnosiłam wrażenie, jakby powieść została napisana nie w XXI, a w XIX wieku. I nie jest to z mojej strony jęk zawodu, wręcz przeciwnie – wiek pary, literacki romantyzm, a potem początki pozytywizmu to moje ulubione epoki. Znalezienie więc we współczesnym dziele prawdziwej perły idealnie oddającej styl i problematykę tamtych czasów, to nie lada sukces. Dodajmy do tego subtelną nutę magii, steampunkowe uniwersum, nienachalną tajemniczość i liryczność opowieści, a uzyskamy powieść idealną, którą z czystym sumieniem mogę polecić nawet tym, którzy fantastykę zwykli omijać szerokim łukiem.

  • Tytuł: Wieki światła (The Light Ages)
  • Autor: Ian R. MacLeod
  • Wydawnictwo: MAG
  • Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni
  • Rok wydania: 2006
  • Liczba stron: 399
  • ISBN: 978-83-7480-023-5


Niniejszy tekst został uznany Recenzją Tygodnia w konkursie portalu LubimyCzytać.

11 thoughts on “Fantastyka oświecona — „Wieki światła”, Ian R. MacLeod

  1. Erador

    Uuuu, blog wraca do życia! :D
    Sam jakiś czas temu zwróciłem uwagę na tę książkę, zachęciły mnie też pozytywne opinie przeczytane w internecie, ale jakoś nie mogłem się zebrać na kupienie jej… głównie dlatego, że nie mogłem jej znaleźć w piaseczyńskim Empiku i warszawskim Traffic Clubie. Ale dzisiaj spojrzałem na stronę Selkaru i „Wieki Światła” są za 30 zł, więc niewiele jak na tak wychwalaną pozycję. Muszę je sobie dopisać do mojej listy pt. „Noworoczne zakupy w Selkarze” :).

    Reply
  2. Oceansoul Post author

    Jak możesz odbierać książki w Warszawie, to polecam zakupy u pana Zbigniewa na allegro, kupiłam u niego większość pozycji z Uczty Wyobraźni taniej niż w selkarze. Niewiele taniej, bo ok. 3 złote na książce, no ale przy większej ilości robi to różnicę, poza tym kiedy kupowałam, to w selkarze wielu tytułów z UW nie było. Tak więc w razie czego służę linkiem. ;)
    A tymczasem powoli się szykuję do lektury „Domu Burz”, kolejnej – i niestety póki co ostatniej – pozycji z Uczty autorstwa Iana R. MacLeoda. Zobaczymy, czy znów mnie tak zachwyci.

    Reply
  3. Erador

    Ja ostatnio zacząłem oglądać książkowe regały w supermarketach i jestem bardzo zadowolony z cen (przykład – „Erynie” Marka Krajewskiego w Auchan za 15 zł, cena detaliczna wynosi chyba 30 zł). Kupiłem kilka tytułów wydawnictwa Albatros za 15 zł, ale dopiero niedługo okaże się, czy to efekt promocji, czy może jakości książek. ^^
    A za link byłbym bardzo wdzięczny.

    Reply
  4. Harashiken

    Oj z tą narracją pierwszoosobową to trochę przesadzasz. Albo trafiłaś na dziwne książki, albo masz bardzo wygórowane oczekiwania ^^

    Wieki Światła odbieram w poniedziałek, wraz z dwoma innymi pozycjami tej serii. Nareszcie UW zagości w mojej biblioteczce :)

    Reply
  5. Oceansoul Post author

    Albo po prostu mam jakieś dziwne upodobania, nie przepadam (czy: nie przepadałam) za narracją w pierwszej osobie. Drażniło mnie to, np. jak zaczynałam cykl o Skrytobójcy Robin Hobb i trzeba było iluś set stron, żebym przywykła. Plus, narracja pierwszoosobowa mocno kojarzy mi się z książkami spoza gatunku fantastyki, ze wszelkimi szmirami dla nastolatek, z którymi bardzo dawno temu miałam okazję się zetknąć – tam zdecydowana większość pisana jest właśnie narracją pamiętnikarską, i są to złe wspomnienia. ^^
    Ale MacLeod idealnie trafił w mój gust i w jakiś sposób udowodnił, że wystarczy być rewelacyjnym pisarzem, a żadna narracja nie jest problemem. :)

    Reply
  6. Harashiken

    Ty masz po prostu jakieś uprzedzenia ^^ Ja w sumie to nawet nie zwracam szczególnej uwagi na narrację.

    Narracja pierwszoosobowa: Pan Lodowego Ogrodu (tu w zasadzie mieszana), Czarna Kompania, Imię Wiatru, Endymion i Triumf Endymiona, Peanatema. Książki z wysokiej jeśli nie najwyższej półki, jak coś z tego przeczytasz i Ci nie podpasi narracja to wiedz, że masz jakieś dzikie uprzedzenia, z którymi coś trzeba zrobić xD

    Reply
  7. Oceansoul Post author

    W tych z wysokiej półki, jak udowodnił mi MacLeod, narracja pierwszoosobowa daje radę, więc nie sądzę, by przeszkadzała mi w wymienionych przez Ciebie tytułach. Ale w książkach z niskiej albo średniej półki, jak te, z którymi miałam wcześniej do czynienia – przeszkadza. :D Z góry przepraszam za swoją dziwność. ^^

    Reply
  8. Harashiken

    Zmień punkt widzenia, w tych z niższej półki to nie narracja Ci przeszkadza tylko całokształt, miałkość tekstu, poziom książki ;) Nie jesteś dziwna, jesteś po prostu z edycji limitowanej :P

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *