Loading...
Literatura

Cienka granica między geniuszem a szaleństwem – „Valis”

Jeśli spośród czterdziestu czterech powieści Philipa K. Dicka trzeba by wskazać tę najbardziej osobliwą, a zarazem najbardziej osobistą, wybór mógłby być tylko jeden – „Valis”. Pierwsza część trylogii o tym samym tytule powstała w roku 1978 jako jedno z ostatnich dzieł pisarza, który na napisanie go potrzebował zaledwie dwunastu dni. Punktem wyjścia do stworzenia powieści stały się przeżycia Dicka z 1974 roku, kiedy to doświadczał niecodziennych wizji, takich jak przenikająca do jego umysłu wiązka różowych promieni, wizerunek Chrystusa i obraz starożytnego Rzymu. Doprowadziło go to do cyklu rozważań o istocie i naturze Boga, którego w swym dzienniku, Egzegezie, nazywał „Zebrą” lub „Valisem”.

Dick postanowił obsadzić swoje alter ego, noszące to samo imię i nazwisko, w roli narratora pierwszoosobowego. Obdarzył je bagażem własnych przeżyć: niegdysiejszym uzależnieniem od narkotyków, problemami rodzinnymi, wreszcie – wspomnianymi wizjami, prowadzącymi do religijno-filozoficznych rozważań. Dick-narrator nie mówi jednak bezpośrednio o swoim życiu, czyni to za pośrednictwem postaci Konioluba Grubasa, z którym – choć to jedna i ta sama osoba – prowadzi dysputy, a czasami także nie zgadza się.

Samobójstwo jednej ze znajomych Grubasa i pogarszający się stan zdrowia innej prowadzą do rozmyślań o okrucieństwie i szaleństwie Boga. Bohater szuka odpowiedzi w różnych nurtach religijnych i filozoficznych, jak choćby w chrześcijaństwie, judaizmie, gnostycyzmie czy taoizmie. Wnioski notuje w dzienniku, który – podobnie jak Dick-pisarz – nazywa Egzegezą. Przemyśleniami dzieli się z dwójką przyjaciół, sceptykiem Kevinem i religijnym katolikiem Davidem, prezentującymi odmienne punkty widzenia i występującymi de facto w roli narzędzi potrzebnych do kierowania dyskusji na inne tory.

Ze względu tak na tematykę, jak i jej realizację, „Valisowi” bliżej do traktatu filozoficzno-religijnego niż powieści science fiction. Choć wizje spowodowane bliskim kontaktem z wiązką różowego światła trudno uznać za naturalną część życia, równie dobrze można tłumaczyć je – jak i pozostałe elementy świata nadprzyrodzonego pojawiające się w powieści – stanem psychicznym bohatera-narratora. To między innymi możliwość odczytywania tej książki na kilku różnych poziomach sprawia, że wydaje się ona tak doskonała. Co więcej, wszystko jest w niej dziwne i nietypowe – fabuła, bohaterowie, dialogi, myśl przewodnia. Niełatwo umieścić tę powieść w jakiejś szufladzie, nalepić na nią tę czy ową etykietę. Jest niepowtarzalna, oddziałująca na umysł odbiorcy z podobną siłą, z jaką Zebra oddziaływała na świadomość Dicka.

Jeśli ktoś miał okazję czytać którąś z powieści Philipa K. Dicka i poległ, zniechęcony specyficznym sposobem prezentowania myśli przez autora i nietypowymi grami prowadzonymi z czytelnikami, niech nawet nie sięga po „Valisa”. To dzieło, które mógł stworzyć jedynie umysł genialny i szalony zarazem; dzieło wymykające się klasyfikacjom gatunkowym i tematycznym. Dzieło, które miłośnicy twórczości tego autora powinni przyjąć niczym kolejne literackie objawienie. Lech Jęczmyk, tłumacz m.in. „Valisa”, określił Dicka mianem „Dostojewskiego science fiction”. I nie mylił się ani trochę.

  • Tytuł: Valis (Valis)
  • Autor: Philip K. Dick
  • Cykl: Trylogia Valisa
  • Wydawnictwo: REBIS
  • Seria wydawnicza: Dzieła wybrane Philipa K. Dicka
  • Rok wydania: 2011
  • Liczba stron: 328
  • ISBN: 978-83-7510-570-4


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu REBIS oraz Portalowi LubimyCzytać.

  • Jednym słowem najbardziej poschizowane dzieło Dicka? :P Faaajnie, na pewno go nie ominę, ale jeszcze nie nadszedł odpowiedni czas ;)

  • Hm, a ja chyba się skuszę, pod kilkoma warunkami wszakoż. Po pierwsze: „Blade Runner” musi mi się spodobać (jak już go wreszcie przeczytam), a po drugie: musi się znaleźć jakaś dobra dusza, która pozwoli mi książkę przetrzymywać długimi miesiącami – biblioteki są w tej kwestii niezrozumiale stanowcze.;)

    • czesiu

      biblioteki należą do spisku,który sprzeciwia się objawieniu i stoi po stronie Czarnego Żelaznego Więzienia.

  • Harashiken – z czytanych przeze mnie powieści Dicka zdecydowanie najbardziej poschizowane. Na tle wszystkich przeczytanych przeze mnie książek na pewno też plasujące się w ścisłej czołówce. Żałuję tylko trochę, że musiałam czytać w pośpiechu, w autobusach, tramwajach, i tak dalej. Kiedyś na pewno pochłonę jeszcze raz, tak bardziej na spokojnie. Żeby po raz drugi zryło mi mózg. ^^

    Moreni – i między innymi właśnie dlatego nie lubię bibliotek i z nich nie korzystam od czasów ukończenia podstawówki, pomijając bibliotekę na uczelni z materiałami do prac dyplomowych. ;) A „Blade Runnerowi” oczywiście życzę jak najlepiej. :)

  • Oceansoul, czytane po raz drugi to może go wyprostuje ;) No ja w mpk czytać nie potrafię, nawet na wykładach ciężko mi idzie bo rozprasza mnie zwykle jakiś gość, który coś deklamuje pod tablicą myśląc, że reszta go słucha ^^.

    Ależ biblioteki pozwalają trzymać książki chyba 1-2 miesiące jeśli to nie są lektury szkolne. Poza tym na takiego Dicka to wystarczy w najgorszym razie tydzień ;)

  • Cóż, też nie przepadam za mpk, nie ma to jak łóżko, kocyk i herbata w ramach dobrego towarzystwa przy czytaniu. ^^ Ale że czas (czy też jego brak) mnie zmusza ostatnio do takich rozwiązań, to czytam też w mpk, na najnudniejszych wykładach (chociaż wtedy to raczej coś lżejszego, żeby mi jeszcze jednym uchem wykład wlatywał), na przerwach, na okienkach, etc. I tak pewnie do końca roku (akademickiego) będzie…

  • hmm… Na pewno sięgnę kiedyś po „Valisa”, ale po Twojej recenzji widzę że z tą książką poczekam jakoś do wiosny lub lata :P

  • Co się odwlecze, to nie uciecze. ^^
    Póki co też mam małą przerwę od Dicka, na jakieś 4, może 5 książek. A potem zapoluję na „Bożą inwazję” i masakrowania psychiki ciąg dalszy. :D

  • Mam ogromną ochotę na tą książkę, ale najpierw przeczytam „Blade runnera”, który już czeka na półce. ;)

  • Zanim sięgnę po Valis, jeszcze wiele przede mną. Ale na pewno kiedyś przeczytam ;)