Tragiczne losy Marii Stuart — „Uwięziona królowa”, Philippa Gregory

By | 27 października 2013

"Uwięziona królowa", Philippa GregoryMaria Stuart jest najprawdopodobniej najbardziej znaną szkocką monarchinią. Odziedziczyła tron, mając zaledwie 6 dni, nie oznacza to jednak, że czekało ją długie i spokojne panowanie. Rysowała się przed nią świetlana przyszłość — miała władać Szkocją, Francją, a w przypadku bezpotomnej śmierci swojej kuzynki Elżbiety Tudor także Anglią — tymczasem skończyła jako więzień na angielskiej ziemi i została ścięta w wyniku oskarżenia o spiskowanie przeciwko królowej. Trzykrotnie wychodziła za mąż, ale pozostawiła tylko jednego potomka, Jakuba I. Kochana przez wielu i przez równie wielu znienawidzona, barwna i kontrowersyjna postać zwana Królową Szkotów (choć w ciągu dorosłego życia spędziła w swojej ojczyźnie zaledwie siedem lat) wydaje się idealną bohaterką powieści, nie dziwi więc, że to właśnie ją Philippa Gregory wybrała na bohaterkę kolejnej ze swoich powieści historycznych, opisujących losy władczyń Wysp Brytyjskich.

Tym razem Gregory odeszła od perspektywy jednoosobowej znanej z większości jej książek i podobnie jak miało to miejsce na kartach „Dwóch królowych”, oddała głos trzem postaciom — w tym przypadku Marii Stuart oraz George’owi i Elizabeth Talbotom, hrabiowskiej parze, pod pieczą której przebywała Królowa Szkotów z rozkazu Elżbiety Tudor w ciągu pierwszych lat przymusowego pobytu w Anglii. W tle wybuchają powstania, sojusze są nieustannie zawierane i zrywane, buntują się szkoccy lordowie, Hiszpania szykuje Armadę przeciwko flocie angielskiej, a kolejne głowy spadają pod toporem kata, ale to postacie, ich charaktery, rozterki i nierozwiązywalne konflikty, grają w powieści pierwsze skrzypce. Pisarka kreśli bardzo niejednoznaczne portrety, umiejętnie broniąc racji każdej z osób, na skutek czego trudno poskąpić którejś z nich sympatii.

Z jednej strony mamy więc tytułową uwięzioną królową, knującą kolejne spiski mające na celu zagwarantowanie jej tronu i uwolnienie — choć Maria jest władcza i rozkapryszona, a do tego bez skrupułów wykorzystuje wpatrzonych w nią mężczyzn, to trudno nie przyznać jej słuszności jako koronowanej głowie i nie życzyć możliwości powrotu do ukochanego syna, którego chętnie odebrałaby jej bezdzietna królowa Anglii. Z drugiej strony jest Bess, kobieta będąca przeciwieństwem pełnej gracji, urodziwej i charyzmatycznej monarchini; hrabina do obecnej pozycji doszła dzięki rozsądkowi, dobrze zawieranym małżeństwom i smykałce do interesów. Mądrze gospodaruje majątkiem, a księgowość nie ma przed nią tajemnic, nie może więc znieść myśli, że musi łożyć na utrzymanie dworu Marii Stuart oraz być świadkiem niekończących się flirtów i intryg. Wreszcie — George Talbot. Mężczyzna, dla którego największą wartością zawsze był honor i prawda, niesplamiony krzywoprzysięstwem czy niedotrzymaną obietnicą, zmuszony jest wybierać między rozsądkiem i wyznawanymi wartościami, dobrem swojej rodziny i posłuszeństwem królowej Anglii a sercem rwącym się do skrzywdzonej Marii Stuart, jawiącej mu się niczym piękny ptak uwięziony w zbyt ciasnej klatce.

Portret Marii Stuart, ok. 1559 r. (źródło: http://en.wikipedia.org/)

Portret Marii Stuart, ok. 1559 r. (źródło: http://en.wikipedia.org/)

Ten tragiczny trójkąt będzie musiał borykać się z coraz bardziej napiętą sytuacją i rosnącym zagrożeniem, z roku na rok bowiem Elżbieta pod wpływem zyskującego wpływy doradcy Williama Cecila zaczyna widzieć zdrajców nawet wśród największych sojuszników, a tak fortuna, jak i życie Talbotów wydają się coraz bardziej zagrożone na skutek przedłużającej się wizyty niechcianego gościa i intryg, w jakie Maria siłą rzeczy wplątuje swoich gospodarzy. Choć większość czytelników pewnie dobrze wie, jak kończy się ta historia, to prowadzące do finiszu wydarzenia i zwroty akcji wciąż mają szansę ich zaskoczyć. Philippa Gregory sięga do licznych źródeł, ale historia minionych epok upstrzona jest białymi plamami, które trzeba wypełnić i niewiadomymi, które wymagają rozstrzygnięcia. Co było motywacją dla takich, a nie innych wyborów bohaterów? Jaką osobą była tak naprawdę Maria Stuart i czy słusznie uznawano ją za najpiękniejszą królową swoich czasów? Tego już nigdy nie będziemy wiedzieć, ale wersja brytyjskiej pisarki jest wewnętrznie spójna i przekonująca, co wystarcza, by cieszyć się lekturą powieści i dać porwać biegowi wydarzeń, nawet jeśli część dopowiedzeń jest tylko fikcją literacką.

W „Uwięzionej królowej” natkniemy się na mniej niż zwykle opisów strojów, wnętrz, potraw, uczt czy zabaw typowych dla Gregory. Akcja rozgrywa się z dala od królewskiego dworu, ale w zamian mamy okazję przyjrzeć się życiu rozległego hrabstwa, zwiedzić posiadłości Talbotów i poznać kulisy kilku procesów o zdradę. Jest to także zupełnie inne spojrzenie na rządy Elżbiety Tudor, szczególnie gdy zestawimy je z obrazem z „Kochanka dziewicy”, jednej z poprzednich powieści pisarki. Starzejąca się monarchini to kobieta rozkapryszona i łasa na pochlebstwa, pozostająca pod ogromnym wpływem łaknącego coraz większych zaszczytów Williama Cecila. To pod jego naciskami — przynajmniej według Gregory — w każdej angielskiej wsi stoi szubienica, inwigilowani są nawet najlojalniejsi z możnych, a królowa oskarża o zdradę najbliższych krewnych. Trudno szukać tu pochwał słynnego złotego wieku czasów Tudorów, przede wszystkim dlatego, że na historię spoglądamy nie z szerszej perspektywy, rozpatrując działania Anglii na arenie politycznej czy kulturowej w drugiej połowie XVI wieku, ale oczami ludzi tamtych czasów, przerażonych wprowadzonym terrorem, lękających się braku następcy tronu i doświadczających trosk codziennego życia.

Wszyscy czytelnicy gustujący w prozie Philippy Gregory powinni być usatysfakcjonowani ostatnią powieścią z cyklu tudorowskiego. Warto docenić także pisarską ewolucję autorki i coraz lepiej prowadzone, rozbudowane charakterologicznie postaci, jakie przedstawia w swoich książkach. „Uwięziona królowa” zachęca do innego spojrzenia na osoby monarchiń, Marii i Elżbiety, tak od siebie odmienne i o tak różnych, ale niezwykle frapujących życiorysach. Lektura może być także świetnym wstępem do poznawania historii Anglii i zainspirować do sięgnięcia w dalszej kolejności po publikacje naukowe, których obszerny spis znajdziemy w bibliografii. Wreszcie — mamy do czynienia z wnikliwym portretem kobiet XVI wieku, pozbawionych co prawda większości możliwości dostępnych dzisiejszym niewiastom, ale trafnie wykorzystujących swój intelekt i zaradność, tak jak zrobiła to Bess Talbot, albo odważnych i nietracących hartu ducha mimo lat niewoli, jak w przypadku Królowej Szkotów. Czas spędzony przy tej powieści z pewnością nie będzie stracony.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Książnica oraz Portalowi LubimyCzytać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *