Loading...
Literatura

Otrzeźwiająca moc śmierci – „Transmigracja Timothy’ego Archera”

Gdzie zaczyna i kończy się science fiction? Trudno nakreślić jednoznacznie linię graniczną, a mając w rękach kolejną powieść Philipa K. Dicka, „Transmigrację Timothy’ego Archera”, trudność ta wzrasta niebotycznie. Oto bowiem utwór wciąż zaliczany do fantastyki, a w roku 1982 nominowany do Nebuli, jednej z najważniejszych nagród, o którą walczą dzieła spod tegoż szyldu, w którym trudno znaleźć choć jeden element właściwy fikcji naukowej.

Historia koncentruje się wokół Tima Archera, biskupa episkopalnego, i jego najbliższych – syna, synowej, kochanki oraz jej chorego na schizofrenię dziecka. Archer jest postacią niezwykle charyzmatyczną, z łatwością skupiającą wokół siebie ludzi i stawiającą na swoim. Równocześnie – to mężczyzna wątpiący i poszukujący, który będzie musiał poradzić sobie z niepokojącym odkryciem, podważającym sens wyznawanej przez niego wiary.

Przebieg wydarzeń poznajemy z perspektywy Angel Archer, pierwszoosobowej narratorki, synowej biskupa. Kobieta zmaga się ze śmiercią najbliższych jej osób, z wydarzeniami, których nie potrafi zrozumieć. Jako niewierząca i twardo stąpająca po ziemi intelektualistka, nie pojmuje kryzysu wiary ani dziwnych zjawisk, przez innych interpretowanych jako ostrzeżenia od zmarłego z zaświatów. Sceptyczna, bojąca się zmian codziennej rutyny, staje się biernym obserwatorem tragedii, których doświadcza jej rodzina.

We właściwy dla siebie sposób Dick po raz kolejny podejmuje temat religii i filozofii, poszukiwań własnej ścieżki. „Transmigracja (…)” jest przy tym powieścią dużo prostszą w odbiorze niż zagmatwany „Valis” czy przesycona elementami fantastycznymi „Boża inwazja”. To raczej powieść psychologiczna, dramat kilku jednostek, borykających się z uzależnieniami, wątpliwościami, chorobami, trudnymi czy wręcz zakazanymi uczuciami, strachem. Wszystko, co nieprawdopodobne lub absurdalne, tkwi w głowach bohaterów; tylko od czytelnika zależy, czy uwierzy w ich słowa, czy też potraktuje je niczym majaki paranoików.

W dorobku Dicka powieść ta wydaje się być niezwykle ważna. Pisarz wzorował głównego bohatera na postaci realnie istniejącej, kontrowersyjnym biskupie Jamesie Pike’u, którego znał i cenił. Własne wątpliwości i przemyślenia tchnął z kolei w postać Angel. Wiele mówi się także o „Transmigracji (…)” jako ostatniej powieści pisarza, która jawi się niczym rozliczenie z życiem, śmiercią i wiarą – choć teoretycznie Dick nie miał żadnych przesłanek ku temu, by w chwili tworzenia książki przewidywać własną śmierć. Zagadnienia te zostały obszerniej poruszone we wstępie autorstwa Dominiki Oramus oraz w posłowiu tłumacza, Lecha Jęczmyka. Warto zapoznać się z jednym i drugim tekstem przed rozpoczęciem lektury, by lepiej zrozumieć genezę powieści.

„Transmigracja Timothy’ego Archera” to nie tylko godne zwieńczenie Trylogii Valisa, lecz przede wszystkim twórczości Philipa K. Dicka. Rozliczywszy się ostatecznie z wątpliwościami dotyczącymi wiary, z przenikającymi się śmiercią i szaleństwem, pisarz dokonał żywota rok później, nie doczekawszy publikacji powieści. Trzeba jednakże pamiętać o tym, iż dzieło to nie jest ukłonem w stronę fanów science fiction, polecam je raczej miłośnikom koncepcji, filozofii i talentu autora.

  • Tytuł: Transmigracja Timothy’ego Archera (The Transmigration of Timothy Archer)
  • Autor: Philip K. Dick
  • Cykl: Trylogia Valisa
  • Wydawnictwo: REBIS
  • Seria wydawnicza: Dzieła wybrane Philipa K. Dicka
  • Rok wydania: 2012
  • Liczba stron: 312
  • ISBN: 978-83-7510-847-7


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu REBIS oraz Portalowi LubimyCzytać.

  • Powinienem wstrzymać się z lekturą tej recenzji do czasu zapoznania z poprzednimi częściami trylogii czy też bez przeszkód mogę sobie na nią pozwolić ?:)

  • Możesz spokojnie czytać, fabularnie książka nie jest powiązana w żaden sposób z pozostałymi częściami. :)

  • 1. Jak miło nie widzieć okienka do wpisywania literek:P

    2. Baardzo mnie intryguje ta trylogia, ale i nieco przeraża. Ostatnio jestem na etapie książek nieco lżejszych, ale to pewnie kiedyś minie ^^

  • Ja chyba chwilowo w odwrotnej fazie jestem, jak po Dicku albo Uczcie sięgam po coś lżejszego, to brakuje mi jakiejś głębi, lepszego stylu albo czegoś jeszcze innego… Przyjemnie się czyta przygodowe powieści, niby dobrze się bawię, ale jednak Dick jest moim mistrzem i nie mogę się doczekać kolejnej jego powieści (już w lutym „Doktor Bluthgeld”!). :)

  • viv

    Czyli w sumie Dick niefantastyczny? Jak w końcu znajdę czas na posiadanego Ubika i sobie udowodnię, że to autor i dla mnie, rozejrzę się za Transmigracją, bo póki co, obok Człowieka z Wysokiego Zamku, to tytuł, który po lekturze recenzji mnie najbardziej intryguje :)

  • To ciekawa jestem Twoich wrażeń po „Ubiku”, bo z czytanych do tej pory przeze mnie powieści Dicka to właśnie ta pozostaje moją ulubioną. :) A po niej Trylogia Valisa właśnie.

  • Jestem zainteresowany i nawet jeśli ta pozycja nie ma prawie nic wspólnego z sf to tak czy inaczej znajdzie się na mojej półce i na pewno ją przeczytam :)

  • Ciekawe, że Dick postrzegany jest jako pisarz stricte science fiction. Kiedy okazuje się, że tworzył też prozę obyczajową, czy psychologiczną, od razu pojawiają się stwierdzenia – Dick niefantastyczny (czyli, że z założenia powinien być powiązany z fantastyką naukową, a pozycje, których nijak nie da się wcisnąć do tego nurtu, to po prostu wypadki przy pracy?). A przecież, gdyby zliczyć książki, które nie zaliczane są do science fiction, które wyszły spod pióra Dicka to okazuje się, że jest ich kilka: „Humpty Dumpty w Oakland”, „Głosy z ulicy”, „Transmigracja Timothy’ego Archera”, „Wyznania łgarza” – wydaje mi się, że ludzie mają problem z zaakceptowaniem faktu, że Dick był po prostu b. dobrym pisarzem. Wg mnie nie powinno się go zamykać w klatce twórczości tylko jednego gatunku. To prawda, że największą sławę przyniosły mu dzieła z pogranicza fantastyki naukowej, ale poprzez namiętną prezentację Dicka jako pisarza science fiction, spycha się przy okazji w cień jego dokonania na innych polach literatury. A przecież proza Dicka jest tak interesująca, tak żywa, tak ciekawa, pełna refleksji dotyczących sensu naszego istnienia, w której roi się od filozofii, metafizyki, że takie działania są po prostu krzywdzące.

    • Podejrzewam, że wynika to głównie z tego faktu, że to z fantastyki Dick jest najbardziej znany (głównie pewnie „Czy androidy…”, „Ubik”, „Trzy stygmaty…”; do tego wygrane i nominacje do najważniejszych nagród przyznawanych literaturze właśnie fantastycznej – za prozę niefantastyczną uznania sobie współczesnych raczej nie zdobywał), więc kiedy ktoś zaczyna od tych najpopularniejszych pozycji, a nie zna szczegółów dotyczących życia czy całej twórczości autora, to w pewnym momencie może solidnie się zdziwić, biorąc kolejną powieść do ręki i nie natrafiając na elementy fantastyczne. Stąd biorą się próby pewnego rodzaju „ostrzeżenia” czytelników przez recenzentów czy wydawców, co mnie nie dziwi, gdyż sama natrafiałam na opinie ludzi dość ograniczonych ramami gatunku i z założenia narzekających, że fantastyki nie ma – niezależnie od tego, jak dobra była to książka. Dla niektórych „Dick fantastyczny” będzie atrakcyjny nawet po odarciu z filozofii czy metafizyki (choć oczywiście wiele tracą, nie rozpatrując innych warstw, no ale to indywidualny wybór), z kolei „Dick niefantastyczny” niewiele im może zaoferować, jeśli z założenia nie chcą czytać powieści obyczajowych.
      A co do etykiet ogólnie – no taka już natura ludzka, szufladkujemy, przylepiamy naklejki, etc. Niewielu będzie pisarzy, których nie udało się do jakiejś tam szuflady wepchnąć. Ja się w gruncie rzeczy na to nie burzę – w końcu jeśli ktoś chce Dicka (czy jakiegokolwiek pisarza) poznać lepiej, to i tak zrobi, niezależnie od etykiety.

  • Twoje słowa na temat etykietek to święta prawda. Miło jest czytać takie opinie i przekonywać się w ten sposób, że są jeszcze czytelnicy, którzy nie trzymają się kurczowo jednej działki, którzy w ogóle nie przepadają za szufladkowaniem.

    Pozdrawiam i czekam na kolejne wrażenia płynące z lektury książek Dicka!

    P.S. O prozie Dicka wypowiadał się pochlebnie sam Lem, zagorzały przeciwnik amerykańskiej science fiction (chociaż i tak miał zastrzeżenia do „Czy androidy (…)”,ale o „Ubiku” walnął naprawdę ciekawy i pochlebny esej). Czekam też na recenzje lemowych ksiąg!