TOP 5: Co mnie wkurza w serialach

By | 21 grudnia 2013

Skoro powracam do starych cykli, może pora też rozpocząć jakiś nowy? Żeby jednak nie było tak miło ― zacznijmy TOP 5 od niewielkiej dawki internetowego hejtu. Na pierwszy ogień pójdą chętnie i często oglądane przeze mnie seriale. Nawet najlepsze produkcje nierzadko mają problem, by uniknąć najbardziej irytujących wad dotyczących całej tej gałęzi kultury. A co wkurza mnie najbardziej?

TOP 5: Co mnie wkurza w serialach

1. Ja już tu nie gram
Co jakiś czas w serialach, zwłaszcza tych dramatycznych, musi ktoś umrzeć. Żeby wzbudzić u widza emocje, wywołać dyskusje, narobić szumu w internecie. Dobrze napisana, odpowiednio zagrana i zaskakująca śmierć potrafi wprawić odbiorcę w szok i osłupienie jak mało co. Równocześnie ― niewiele zabiegów wkurza równie mocno co nagłe odejście postaci niepodyktowane przez scenarzystę, tylko znudzonego rolą aktora, którego trzeba było jakoś z serialu wykreślić. Oczywiście nie zawsze oznacza to zgon na miejscu, można też takowego delikwenta wysłać do dalekiego krewnego albo skwitować jego odejście zdawkowym „już tu nie pracuje”. Wiele zależy od specyfiki produkcji i kreatywności twórców. Wszystkie te wypadki sprowadzają się jednak do tego samego ― fabuła nie podąża zgodnie z wycyzelowanym planem, w którym każde zdarzenie zostało wymyślone, by współgrać z innymi wątkami, czy nawet po to, by widz mógł przepłakać najbliższy odcinek, co z konieczności pozbycia się tych, którzy już grać nie chcą. Wkurzające ― ale i trudne do uniknięcia, nawet w przypadku popularnych i zyskownych tytułów.

Zagadka: Ile osób z powyższego zdjęcia powiedziało „My już tu nie gramy”? (Downton Abbey)

Zagadka: Ile osób z powyższego zdjęcia powiedziało „My już tu nie gramy”? (Downton Abbey)

2. Zakończenia nie odnaleziono
Łaska widzów na pstrym koniu jeździ. Wielokrotnie zdarza się, że serial zapowiadany na przebój roku zostaje zdjęty z anteny po pierwszym sezonie (albo i w jego trakcie). Niekiedy zaś wszyscy poszeptują tu i ówdzie o sezonie drugim, tymczasem stacja postanawia nie inwestować dalej w dany tytuł, brak też innych chętnych, którzy chcieliby go przejąć i uradować niewielką grupkę fanów. Nie byłoby to w żadnym stopniu naganne ― w końcu wszyscy chcemy zarabiać i stacje telewizyjne nie są tu wyjątkiem ― gdyby nie irytująca maniera kończenia każdego sezonu w taki sposób, jakby kontynuacja była rzeczą pewną i oczywistą, nawet jeśli już od miesięcy wszyscy przebąkują o tym, że to pewniak na liście produkcji do anulowania. Tym sposobem z roku na rok rośnie liczba tytułów, które poświęciły czas na rozwinięcie wątków, ale już nie na ich zakończenie. Urwane końcówki to prawdziwa zmora ― a trafiałam już i na takie, które kończyły się losowym odcinkiem w połowie sezonu, jak i takie, które dobiegały do finału, tyle że nie dość, że nie zamykał starych wątków, to jeszcze rozpoczynał nowe. Na domiar złego to nie tylko domena premier, nie można więc odetchnąć z ulgą, gdy nasz ulubiony tytuł dostaje zamówienie na drugi czy trzeci sezon ― nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, by i wówczas dostąpił nagłego urwania. Czasem twórcy z przyzwoitości obiecują widzom zakończenie w formie pojedynczego odcinka czy filmu ― ale najczęściej kończy się na braku wystarczających funduszy i olaniu biednego odbiorcy.

O tym, co miało być dalej, nigdy się już nie dowiemy. (FlashForward / Terra Nova)

O tym, co miało być dalej, nigdy się już nie dowiemy. (FlashForward / Terra Nova)

3. To kiedy to leciało?
Przerwa w emisji serialu jest czymś oczywistym i niekwestionowalnym. Im dłuższa produkcja, tym krótsza przerwa, stąd też najłatwiej mają fani tych seriali, których sezony liczą po dwadzieścia kilka epizodów i rozstają się z nimi tylko na czas wakacji. Trudniej jest wtedy, gdy sezony są krótsze i na dalsze przygody ulubionych bohaterów przychodzi czekać blisko rok. Ale to nic! To wszystko jest całkowicie do przełknięcia i choć nerwowo przedreptuję z nogi na nogę ― w pełni to rozumiem i wolę czekać dłużej, a w zamian otrzymać mniej odcinków lepszej jakości. Problem zaczyna się wtedy, gdy ― z różnych przyczyn ― okres oczekiwania co i rusz się wydłuża, a na domiar złego nikt nie wie, kiedy dana produkcja powróci wreszcie na ekrany telewizorów. Dodajmy do tego obowiązkowy cliff-hanger w finale poprzedniego sezonu, urwanie akcji w pół zdania czy totalnie zaskakujący twist ― chyba każdy zrozumie rosnące zniecierpliwienie. Kiedy zaś wyczekany serial powróci wreszcie do ramówki, musimy porządnie wysilić pamięć, by przypomnieć sobie, kiedy tak właściwie był emitowany po raz ostatni. A najlepiej po prostu obejrzeć go ponownie.

Do premiery trzeciego sezonu mniej niż dwa tygodnie ― może po niej wybaczę twórcom dwa lata oczekiwania. (Sherlock)

Do premiery trzeciego sezonu mniej niż dwa tygodnie ― może po niej wybaczę twórcom dwa lata oczekiwania. (Sherlock)

4. Kończ waść, wstydu oszczędź
Jak często zaczynacie oglądać serial, który z początku wydaje się świeży i oryginalny, z czasem jednak jego formuła coraz bardziej się wyczerpuje… ale nikt tego nie zauważa? Powstają kolejne sezony, rzekomo ostatnie, oglądacie więc z przyzwoitości, by po paru latach poznać wyczekiwane zakończenie ― a zakończenia jak nie było, tak nie ma. Twórcy może i by chcieli zaprezentować wreszcie finał, ale stacja naciska, oferując coraz większe pieniądze, niełatwo więc odmówić pokusie. Oglądacie więc dalej i dalej, złorzecząc na kolejny sezon słabszy od poprzedniego, fabuła pożera własny ogon, bohaterów spotykają coraz bardziej nieprawdopodobne nieszczęścia albo też postacie stają się karykaturami samych siebie, gdy ich powtarzane od pięciu czy ośmiu lat teksty nikogo już nie bawią. Można zauważyć tu zależność wtórności i długości sezonu ― im mniej odcinków w sezonie, tym bardziej (z reguły) skumulowana fabuła i mniej zapychaczy. Tymczasem gdy rokrocznie trzeba wypełnić jakąś treścią dwadzieścia kilka odcinków przez kilka lat z rzędu ― mało komu wystarcza świeżych pomysłów. Apeluję więc o sezony nie dłuższe niż 10-13 odcinków i seriale zamykające się w 3-5 sezonach. Jakieś wyjątki od tej reguły?

O kilka sezonów za wiele. (How I Met Your Mother / Prison Break)

O kilka sezonów zbyt wiele. (How I Met Your Mother / Prison Break)

5. Każdy z każdym
Jednym z motywów, który drażni mnie najbardziej ― zarówno w dramatach, jak i w komediach, najczęściej jednak w produkcjach obyczajowych ― jest pójście scenarzystów na łatwiznę i skoncentrowanie się na połączeniu ze sobą w kolejne pary wszystkich pojawiających się na ekranie bohaterów. Najgorzej jest wtedy, gdy widzimy całkowitą sprzeczność takiej sytuacji z dotychczasowymi rysami postaci ― przecież oni w ogóle do siebie nie pasują, przecież to nie ma najmniejszego sensu, przecież ona w życiu by do niego nie wróciła… i tak dalej, i tak dalej. Jeszcze gorzej, gdy takie sytuacje stają się motorem fabuły i głównym pomysłem sezonu fefnastego. Trudno nie odnieść wrażenia, że szczęśliwe połączenie ze sobą najlepiej dopasowanej pary wyjątkowo mierzi scenarzystów, którzy pozwalają takim delikwentom zaledwie na krótkie chwile szczęścia, by ich „happily ever after” odwlekać na siłę do ostatniego odcinka ostatniego sezonu. Czemu to służy? Nie mam pojęcia. Skutek jest jednak taki, że czymś trzeba te pozostałe odcinki zapełnić, a po co silić się na kreatywność, kiedy można pójść po linii najmniejszego oporu.

Serial niby o śpiewaniu i krzywdzących stereotypach, ale każdy z każdym musi być! (Glee)

Serial niby o śpiewaniu i krzywdzących stereotypach, ale każdy z każdym musi być! (Glee)

A co Ciebie wkurza?

  • Majka

    No to do 4… musi być Friends :) 10 sezonów po 20pare odcinków i ja mogę oglądać w kółko. Glee ogólnie się skończyło moim zdaniem – powinni dać spokój wraz z odejściem ze szkoły pierwszego rocznika. Co do większości natomiast się zgadzam ;)

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Też uważam, że mogli skończyć Glee na trzecim, bo z sezonu na sezon jest coraz gorzej. Sama zaraz przestanę pewnie oglądać i skuszę się już tylko na finał finałów, który niby już zapowiedzieli bodaj na 2015 (choć, patrzeć punkt 4., równie dobrze mogą się jeszcze z tego wycofać).

  • Moreni

    Bardzo fajny pomysł na cykl (nawet się zastanawiałam przez chwilę, czy nie ukraść;)). Czekam, aż pojawią się hejty leżące bardziej w kręgach moich zainteresowań.:)

    • Ewa Serenity Iwaniec

      Przecież ty nie masz cierpliwości do seriali :P

    • Moreni

      Nie no, jakby Ocia napisało coś o animowanych to bym chętnie zajrzała.;P A może i jakiś cykl literacki wypączkuje?;)

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      A dziękuję. :) Planuję hejty z różnych dziedzin, od ogólnych (jak ten), przez szczegółowe dotyczące jakiegoś jednego dzieła, po takie niekoniecznie bezpośrednio związane z kulturą (hmm, czyżby miało się dostać nawet blogosferze?). ;)

  • Ewa Serenity Iwaniec

    Ja za to mam tylko taki jeden grzech (ale śmiertelny) twórców seriali:
    Przerwy świąteczne (śródsezonowe) – weź tu sobie człowieku oglądaj serial (taki Walking Dead dla przykładu), kibicuj bohaterom, a tu nagle, – przerwa w połowie sezonu tuż po trzęsieniu ziemi (takim oczywiście metaforycznym). No i jak tu się nie wściec, kiedy na kontynuację akcji trzeba czekać dwa miesiące!

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Z tymi przerwami świątecznymi faktycznie przeginają. Jeszcze te 2, no może 3 tygodnie można przeżyć, ale niektóre seriale wracają dopiero w marcu i to dopiero straszne!

  • Agata

    Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Mnie najbardziej irytują długie przerwy w serialach – patrz np. Sherlock, Call the Midwife, czy Luther. Poziom tych seriali jest bardzo wysoki, ale po roku zwyczajnie zapomina się co się działo w danym serialu i emocje już nie są te same. Na temat HIMYM już się nie będę wypowiadać, bo mój ulubiony serial nie jest już śmieszny od kilku sezonów i jest to bardzo smutne. Od jakiś dwóch lat rzucam co raz więcej seriali, mam mniej czasu, ale też jestem bardziej wymagająca.

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Też ostatnio mam coraz mniejsze skrupuły, by serial porzucić. Kiedyś prawie mi się to nie zdarzało i oglądałam cierpliwie, teraz coraz częściej rezygnuję po pierwszym sezonie, jak mam mieszane uczucia, i zaczynam coś innego.

  • Krystyna

    niech on w końcu pozna ich matkę!!! ;)

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      CBS postanowiło przyspieszyć emisję drugiej połowy sezonu, więc finał 31 marca. Mam nadzieję, że chociaż w tymże finale wreszcie to nastąpi… :D

  • http://radosnastronazycia.blogspot.com/ radosiewka

    Zdecydowanie najbardziej denerwuje mnie 4 i 5. I przykład z HIMYM bardzo trafny – o ile pierwsze sezony był jeszcze w porządku, to przy 8 odpadłam i jakoś nie mam zamiaru oglądać 9. Zwłaszcza, że podobno połowa odcinków to zapychacze.

    Każdy z każdym to równie irytująca sprawa. Podobnie jak to, że od pierwszego odcinka jakiegoś serialu wiemy, kto z kim skończy:P

    Proponuję top 5, co mnie wkurza w reklamach i w zwiastunach filmowych :)

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Potwierdzam, spokojnie mogli ten 9. sezon HIMYM zrobić o połowę krótszy, chyba nikt by nie płakał. I tak jedyne strawne odcinki to te z Matką, przynajmniej jest w nich coś nowego.

      Na pewno będzie top 5 wkurzaczy w zwiastunach. :) Co do reklam, to obawiam się, że za mało wiem na ten temat, gdyż tv od lat nie oglądam, a samych reklam w sieci też nie.

    • http://radosnastronazycia.blogspot.com/ radosiewka

      Po 8. sezonie HIMYM już nawet Barney mnie nie śmieszy:(

      W zwiastunach polecam umieszczenie typowego „złowieszczego” dźwięku i opowiadania treści całego filmu :)

  • Arieen

    Punkt 1. Tutaj negatywnie wyróżnia się „Glee”. Ile było postaci, które przez jakiś czas niby należały do głównej ekipy (irlandczyk z 3 sezonu, Teen Jesus, Sugar (?) czy nawet ten chłopak o egzotycznej urodzie z 1 sezonu), a potem nagle zniknęły, pożegnane zdawkowym stwierdzeniem, albo nawet i nie? Że już o całej rzeszy fajnych drugo czy trzecioplanowych bohaterów potraktowanych w ten sposób nie wspomnę. Wiadomo, w wielosezonowych seriach zawsze trafią się zmiany, jakiś aktor dojdzie do ekipy, ktoś odpadnie (z woli własnej lub po decyzji scenarzystów, czy producentów), ale Murphy i spółka nie mają nawet grama szacunku ani do postaci (,które w serialu de facto obyczajowym są wszystkim), ani do widza.

    Punkt 2. Nieodżałowany „Flashforward” (ciągle w żałobie) nie miał najgorszego zakończenia, jeśli chodzi o urwaną serię. Mimo wszystko wytłumaczyli większość ważniejszych wątków, zamknęli historię w klamrę (rozpoczęła się i zakończyła black out’em), a choć ostatnia scena spokojnie mogłaby dać punkt wyjścia dla kolejnego sezonu, to jest na tyle poetyczna, że ujdzie jako koniec całej serii.

    Punkt 3. Znów trzeba byłoby popsioczyć trochę na „Glee”, którego twórcy robią sobie przerwę, kiedy im się podoba, bez żadnego widocznego wzoru. Wkurza mnie długa przerwa w samym środku emisji „The Walking Dead”, ale tutaj mamy przynajmniej konsekwencje, wiadomo kiedy można się spodziewać kolejnych odcinków, a sama luka to swoista tradycja serii (od sezonu 2). Kwestie przerwy w emisji „Sherlocka” zmilczę, oby tylko poziom był utrzymany, to wybaczę. Mam tylko nadzieję, że sezon 4 pojawi się po krótszej przerwie.

    Punkt 4. Ja na razie widzę jeden wyjątek: „Castle”. pełne 5 sezonów (6 w emisji), ponad 20 odcinków każdy (choć w pierwszym było mniej, 12 jeśli dobrze pamiętam), a ciągle bawi, momentami zaskakuje. Ale oprócz tego stawiam na regułę max 5 sezonów.

  • MarySue®

    HIMYM od początku nie był arcydziełem, raczej takim odgrzewanym w mikrofali „Friends”, aczkolwiek bawił. Jednak w pewnym momencie (nie pamiętam dokładnie który to był sezon, bo oglądałam od czasu do czasu, gdy nie było nic innego do obejrzenia) serial zaczął przypominać zlepkę niezbyt wyszukanych memów internetowych rodem z kwejka, przez co stał się trochę ciężkostrawny.