Biała róża, czerwona róża — „The White Queen”

By | 18 grudnia 2013

"The White Queen"Wojna Kuzynów, lepiej znana pod późniejszą nazwą Wojna Dwóch Róż, stanowiła w tym roku moją główną fascynację historyczną. Wszystko to za sprawą Philippy Gregory i jej eseju o niezwykłych kobietach tego okresu i ich niebagatelnym wpływie na losy konfliktu, a następnie także powieści tej samej autorki, uzupełniających luki w faktach spekulacjami i pisarską fantazją. Jak to ostatnio bywa w przypadku bestsellerów, na telewizyjną adaptację nie trzeba było długo czekać ― tej podjęła się stacja BBC znana z tego, że złych seriali właściwie nie tworzy. Czy i w tym przypadku to stwierdzenie okazało się prawdą?

Wbrew tytułowi, „The White Queen” nie jest ekranizacją jedynie pierwszej części cyklu; to synteza treści tomu pierwszego, drugiego i czwartego (patrząc na chronologię pisania). Zmiana fabularnej konstrukcji okazała się strzałem w dziesiątkę ― o ile bowiem podczas lektury poznawanie tych samych wydarzeń z perspektywy trzech kolejnych bohaterek ma sens i pozwala stopniowo ukazywać poszczególne postacie z różnych stron, jednocześnie umożliwiając im przedstawienie swoich racji, o tyle w przypadku serialu znacznie lepiej sprawdza się szerszy obraz i naprzemienne prezentowanie losów protagonistek. Z pewnością będzie to także łatwiej przyswajalna forma dla tych osób, które dotychczas nie interesowały się historią Anglii i mogłyby pogubić się w skomplikowanych rodowych koligacjach czy w konfrontacji z wieloma osobami o tych samych imionach. Bodźce wizualne ułatwią w tym przypadku rozpoznawanie postaci i śledzenie rodzinnych powiązań.

Biała Królowa, Córka Twórcy Królów, Czerwona Królowa

Biała Królowa, Córka Twórcy Królów, Czerwona Królowa

Podobnie jak w książkach Gregory ― pierwsze skrzypce w serialu grają postacie kobiece, czyli Elżbieta Woodville (Biała Królowa, żona Edwarda IV), Małgorzata Beaufort (Czerwona Królowa, matka Henryka Tudora) oraz Anne Neville (Córka Twórcy Królów, żona Ryszarda III). Choć formalnie rządzą i decydują mężczyźni, niewiasty są zaś przez całe życie podporządkowane woli ojca, brata czy małżonka, to zakulisowe działania i intrygi są w „The White Queen” domeną piękniejszej części obsady. Jeśli dla porównania przypomnimy sobie choćby „The Tudors” ― to przed Henrykiem VIII i jego zmienną łaską drżeli kolejni doradcy, druhowie czy ukochane. Tymczasem hrabia Warwick, słynny Twórca Królów, a zarazem jeden z najpotężniejszych ludzi XV-wiecznej Anglii, obawia się przede wszystkim Elżbiety Woodville i jej wpływów na króla.

Fabuła czerpie z tak interesującego okresu historycznego, że i bez żadnych zmian byłaby niezwykle wciągająca. Dodatkowe spekulacje ― dotyczące choćby nieznanych po dziś dzień losów książąt z Tower ― czy wprowadzenie drobnych elementów fantastycznych tylko ją ubarwiają, z kolei dokonane zmiany (na przykład kolejność narodzin królewskich potomków) nie są na szczęście szczególnie dokuczliwe i można przymknąć na nie oko. Dużo słabiej wypada niestety przedstawienie upływającego czasu ― dwie dekady sprawiają na ekranie wrażenie raptem kilku lat, a na obliczach większości głównych bohaterów nie widać oznak starzenia. Mizernie prezentują się także dekoracje i stroje ― pomijając już fakt, że jak na schyłek średniowiecza wszystko jest zbyt czyste i wygładzone, to aż trudno uwierzyć, by najzamożniejsze damy królestwa wciąż nosiły te same stroje i przebywały w tych samych, skąpo umeblowanych i przyozdobionych pomieszczeniach. Na ekranie nie uświadczymy także wielu bitew, a te, które zostały zaprezentowane, potraktowano po macoszemu ― skromne oddzialiki wśród drzew nie dają pełnego wyobrażenia o jednych z najważniejszych starć XV wieku. Szczególnie finałowa potyczka, pod Bosworth, umownie kończąca pewien etap historii Anglii, wypada blado.

Jerzy, Edward IV, Ryszard III

Serial dużo lepiej sprostał oddaniu pałacowych intryg i kameralnych scen, w czym pomogła trafiona w większości przypadków obsada. Błyszczy Rebecca Ferguson jako Biała Królowa ― jej Elżbieta Woodville doskonale pasuje do obrazu władczyni wykreowanego przez Gregory na kartach powieści. Czerwona Królowa (Amanda Hale) otrzymała mniej czasu ekranowego, ale mimo to postać Małgorzaty Beaufort jest jedną z najbardziej zapadających w pamięć. Co ciekawe, w przeciwieństwie do swojego książkowego odpowiednika, w końcowych fragmentach potrafi wzbudzić odrobinę sympatii odbiorcy, szczególnie gdy oddaje się knuciu wraz z czwartym małżonkiem, Tomaszem Stanleyem (świetny Rupert Graves). Najmniej przekonująco wypadł najstarszy z braci Yorków, Edward IV (Max Irons), po części może dlatego, że to postać o mało złożonym charakterze, nie tak intrygująca jak książę Jerzy (David Oakes, spec od grania ‚tych złych’ braci) czy książę Ryszard (Aneurin Barnard). Warto też wspomnieć o dwóch interesujących postaciach drugiego planu ― pierwszą jest sam Twórca Królów, mężczyzna ambitny, rozgoryczony, żądny władzy, ale równocześnie kierujący się w swych poczynaniach dobrem Anglii i poczuciem niesprawiedliwości, w którego wcielił się weteran historycznych produkcji, James Frain. Na przeciwnym biegunie mamy zaś niezwykle ciepłą i oddaną rodzinie Jakobinę Woodville (Janet McTeer), matkę Elżbiety, która marzy tylko o spokojnym życiu dla swoich najbliższych.

Z reguły nie lubię książek z okładkami filmowymi czy serialowymi, ale akurat te bardzo mi się podobają

Z reguły nie lubię książek z okładkami filmowymi czy serialowymi, ale akurat te bardzo mi się podobają

„The White Queen” z pewnością nie jest arcydziełem, brakuje jej przepychu „The Tudors” czy magnetyzmu „Rome”, ale nie można odmówić jej bycia solidną produkcją i dobrą, wierną ekranizacją. Serial nie zdobył ogromnej popularności, nie wiadomo więc, czy któraś ze stacji zdecyduje się na sfilmowanie jego kontynuacji, „The White Princess” (BBC zrezygnowała, Starz wciąż się waha), opowiadającej o księżniczce Elżbiecie York. Możliwe, że kwestia ta wyjaśni się po rozdaniu Złotych Globów (nominacje jako najlepszy miniserial, a także dla Rebecci Ferguson i Janet McTeer). Tymczasem zaś mogę polecić sięgnięcie po „Białą królową” wszystkim tym, których ciekawią dzieje Wojny Dwóch Róż, ale od opasłych tomów poświęconych historii wolą przyjemną dla oka telewizyjną produkcję.

2 thoughts on “Biała róża, czerwona róża — „The White Queen”

  1. Agata

    Widziałam jedynie pierwszy odcinek, ale brak czasu nie pozwolił na więcej. Zresztą serial jakoś specjalnie mnie nie porwał. Już bardziej zainteresowana jestem książkami Gregory.

    Pozdrawiam

    Reply
    1. Oceansoul

      Do książek zachęcam, ale wtedy najlepiej zacząć od „Władczyni rzek”, której akcja obejmuje czasy ciut wcześniejsze, a główną bohaterką jest matka Elżbiety, Jakobina. :) W serialu z tego zrezygnowano.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *