The Graham Norton Show, czyli jak pokochałam talk show

By | 11 lutego 2014

Jak pewnie większość z Was wie, nie oglądam telewizji. Tymczasem popkultura tworzy się i rozwija także na małym ekranie. I nie mówię tu o emitowaniu seriali, które z telewizją nie kojarzą mi się w tej chwili ani trochę, a ich dystrybucję wiążę albo z nośnikami BD/DVD, albo dystrybucją cyfrową. Należę bowiem do tych kulturożerców, którym często nie wystarcza samo obejrzenie filmu czy serialu ― chcę wiedzieć więcej! I tu naprzeciw moim potrzebom często wychodzi telewizja.

The Graham Norton Show

Chcę posłuchać twórców mówiących o swoich dziełach. Albo i niekoniecznie o nich, bo wielu z nich to po prostu inteligentni, przezabawni i przesympatyczni ludzie, których aż chce się oglądać i słuchać także wtedy, gdy po prostu żartują czy mówią o czymkolwiek innym. Do tej pory ograniczałam się do losowych materiałów na YouTubie, tyle że wiązało się to ze skokową jakością wywiadów (zarówno jeśli chodzi o jakość nagrań, jak i jakość pytań prowadzących). Nadszedł więc moment, kiedy postanowiłam zrezygnować z losowości i znaleźć sobie… ulubiony talk show. Możliwe, że talk show niektórym z Was źle się kojarzy ― w naszym kraju ten format przywołuje na myśl chyba głównie Rozmowy w Toku ― ale na Zachodzie, zwłaszcza w USA, tradycja talk show jest silnie zakorzeniona w kulturze, a prowadzący są równie rozpoznawalnymi gwiazdami, co ich goście. Jako że jednak dużo bliżej mi do brytyjskiego niż amerykańskiego poczucia humoru, na początek postawiłam na program Grahama Nortona.

Graham Norton jest irlandzkim komikiem, który od 2007 roku prowadzi The Graham Norton Show ― zaprasza na swoją kanapę kilka znanych osób i po prostu z nimi rozmawia, a atmosfera tych pogawędek jest daleka od sztywnych wywiadów. Przez pierwsze dwa lata jego talk show emitowany był na BBC Two, a od 2009 do dziś znajdziemy go na BBC One. Jeśli macie w domu telewizję, możecie też oglądać go na kanale BBC Entertainment w każdy czwartek. Ale dość o ramówce, BBC (jeszcze) mi za reklamę nie płaci.

The Graham Norton Show

Formuła każdego odcinka jest bardzo prosta ― krótki, humorystyczny wstęp prowadzącego zapowiadający gości, a potem rozmowa z zaproszonymi. Ich liczba jest różna, a w oglądanych przeze mnie odcinkach wahała się od trzech do sześciu osób. Obok siebie zasiadają aktorzy, muzycy, komicy, pisarze, prezenterzy telewizyjni; niektórzy o światowej sławie, inni mniej znani poza Wielką Brytanią. Co jednak najważniejsze ― absolutnie wszyscy świetnie się tam bawią, a przynajmniej takie sprawiają wrażenie.

Ważnym aspektem doboru programu było dla mnie to, by prowadzący nie żartował ze swoich gości, tylko z nimi. Ta dość subtelna różnica stanowi o tym, czy podczas oglądania czuję się zażenowana, czy rozbawiona do rozpuku. Na kanapie Grahama Nortona gwiazdy bardzo często żartują między sobą, a gospodarz tylko podsuwa im tematy. Nie stara się być bardziej widoczny od swoich rozmówców ― a choć może nie jestem ekspertem w kwestii talk show, to wydaje mi się, że wcale nie jest to regułą i dość często to prowadzący próbują ukraść cały program dla siebie. Co niekoniecznie jest złe z założenia, ale ja wolę jednak te cykle, w których to goście mogą się wykazać.

Skutkiem tego, ja wyję ze śmiechu. Na zachętę, ode mnie dwa klipy, które poznałam jeszcze przed tym, nim zaczęłam oglądać całe odcinki:

A jeśli rozważacie opcję wciągnięcia się na dobre, zostawiam Wam jeden z moich ulubionych odcinków (każdy epizod trwa około 40 minut), w którym Emma Thompson opowiada o „Ratując pana Banksa”, a Matt Smith i David Tennant o pięćdziesięcioleciu „Doctora Who”:

Ostrzegam jednak, że jeśli spodoba Wam się ten format, łatwo zapomnieć się i włączać kolejne i kolejne epizody, straciwszy poczucie upływu czasu. Z drugiej strony, jak stwierdził jeden z gości Grahama ― rozumienie żartów to jeden z dowodów na biegłe opanowanie danego języka obcego. Jeśli na koniec się śmiejecie, to możecie sobie pogratulować. W programie pojawiają się osoby anglojęzyczne z różnych stron świata, o przeróżnych akcentach. Słuchanie ich to świetny sposób, by rozwijać umiejętności rozumienia ze słuchu, nie warto więc mieć wyrzutów sumienia, że właśnie spędziło się trzy godziny na oglądaniu wywiadów. A przynajmniej ja się tak przed sobą tłumaczę. Polecam Wam gorąco „The Graham Norton Show”, a jeśli znacie jakieś inne talk show, które bawią Was do łez ― koniecznie podzielcie się tytułami!

3 thoughts on “The Graham Norton Show, czyli jak pokochałam talk show

  1. Agata

    Przestaję wchodzić na Twojego bloga! Kiedy niby mam to obejrzeć? :P Graham Norton Show leci chyba na BBC Lifestyle. Do tej pory oglądałam jedynie pojedyncze wywiady na youtubie, ale przez Ciebie chyba będę musiała nadrobić. Szczególnie, że widziałam gdzieś odcinek z Fassbenderem (no i oczywiście muszę obejrzeć cały z Benedictem) :)

    Reply
    1. Oceansoul

      Sama mam do siebie żal, że co chwila coś nowego wymyślam i potem dziwnym trafem mam coraz mniej czasu na wszystko. :D Odcinek z Benedictem polecam, jest świetny. :) Do Fassbendera jeszcze nie doszłam, na razie oglądam od początku 14. serię i jestem na 8. odcinku. A potem pewnie zacznę się sukcesywnie cofać.

    2. Agata

      Czuj się winna, bo obejrzałam jeden odcinek. Dobrze, że muszę jeszcze trochę popracować, bo pewnie bym oglądała dalej. Podoba mi się i nieźle się uśmiałam :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *