Suit up! — „The Bro Code”, Barney Stinson, Matt Kuhn

By | 18 grudnia 2010

Podchodziłam do tej pozycji z dużą dozą ostrożności, ale nie ma się czemu dziwić – w końcu czego można spodziewać się po książce powstałej jako dodatek do jednego z najpopularniejszych seriali komediowych ostatnich lat? Tego typu twory z założenia nie grzeszą ambicją, a celem ich istnienia jest li tylko wysupłanie kolejnych brzęczących monet z portfeli miłośników pierwowzoru.

Teoria ta na szczęście nie sprawdziła się w stu procentach w tym przypadku. Owszem, ci, którzy nie oglądali „How I Met Your Mother”, nie mają czego w tej publikacji szukać. O literackich wyżynach też nie może być mowy. Wierni fani postaci Barneya Stinsona powinni jednak poczuć się usatysfakcjonowani, bowiem słynny „The Bro Code”, niejednokrotnie wspominany w odcinkach serialu, jest dokładnie tym, czym być powinien. Czym takim? Zbiorem zasad regulujących koegzystencję tytułowych „bros”, czyli po naszemu bliskich kumpli, których relacje opierają się przede wszystkim na wzajemnej pomocy podczas próby usidlenia atrakcyjnej dziewoi.

Książki póki co nie przetłumaczono na język polski, i całe szczęście – jej esencję stanowi bowiem nie treść, skądinąd zabawna, przynajmniej w moim mniemaniu, a język, w jakim została napisana. Gry słowne, neologizmy, mnóstwo slangowych określeń – to właśnie przez wzgląd na środki językowe postanowiłam po tę pozycję sięgnąć i bawiłam się świetnie, poznając wyrażenia, których próżno szukać w słownikach wydawnictwa Oxford. W końcu ile osób płynnie posługujących się angielszczyzną wie, czym jest „tricycle”, „wingman” albo „broflation”? Z kolei przyswajanie mowy potocznej poprzez lekturę haseł w Urban Dictionary jest z pewnością zbyt żmudne, by można tę metodę komukolwiek polecić.

Ciekawym eksperymentem jest także mieszanie rejestrów. Z jednej strony mamy więc do czynienia z wyrażeniami slangowymi, z drugiej – z terminami prawniczymi. W końcu książkę stylizowano na kodeks, nie ma się więc co dziwić, że w poszczególnych artykułach można natknąć się na określenia właściwe dla języka ustaw. Niekiedy pojawiają się także ustępy udające w swej formie Biblię, deklarację niepodległości czy limeryk. Nawiązania nie ograniczają się jedynie do warstwy stylistycznej – także w treści nie brakuje odniesień czy to do historii, czy to kultury (tak wysokiej, jak i popkultury). Przyda się więc choć pobieżna wiedza dotycząca historii Stanów Zjednoczonych (by wiedzieć, czym były Lemon Laws), Iliady (gdyby w czasach Homera istniał „The Bro Code”, wojna trojańska skończyłaby się inaczej!) albo pojęć prawniczych (trudno bowiem zrozumieć, czym jest Quid Pro Bro, nie słyszawszy nigdy o quid pro quo).

Mimo to, nie zachęcam do sięgania po książkę w jej drukowanym wydaniu. Nie, gdy dostępny jest audiobook – i pisze te słowa osoba, która nigdy wcześniej nie była entuzjastką tej formy przekazu. „The Bro Code” jest jednak pod tym względem wyjątkowy. Po pierwsze, narratorem został nikt inny, jak sam Neil Patrick Harris, czyli aktor wcielający się w jednego z głównych bohaterów serialu, a zarazem rzekomego autora tej książki (za którą w rzeczywistości odpowiada scenarzysta HIMYM, Matt Kuhn). Harris to zaś mistrz w każdym calu – audiobook czytany jest perfekcyjnie, a operowanie głosem, tj. wszelkie zmiany tonu, głośności, akcent zdaniowy nie pozwalają słuchaczowi na nawet chwilową utratę koncentracji. Jest to także prawdziwa uczta dla uszu dla fanów amerykańskiego akcentu, a że i ja się do nich zaliczam, niektóre fragmenty odtwarzałam kilkakrotnie, by rozkoszować się samym brzmieniem słów. Wreszcie, choć w tym miejscu zrozumieją mnie pewnie wyłącznie konfratrzy, jest to materiał idealny wręcz do ćwiczenia tłumaczeń symultanicznych. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *