Loading...

Tag: science fiction

Lifeboat for humanity – „Ascension”

Relacja fanów fantastyki z telewizją Syfy nie należy do łatwych. A to serial skasują (zostawiając widzów z cliffhangerem na pożegnanie), a to go anulują po pilocie, a to tylko zwiększą apetyty na produkcję, do realizacji której w ogóle nie dojdzie. Jak więc wypada ostatnia głośna produkcja stacji, emitowany w grudniu 2014 roku „Ascension”? Czy ponad dekadę po premierze „Battlestar: Galactica” dostaliśmy wreszcie kolejne przełomowe sf małego ekranu? Przeczytaj cały wpis.

MacGyver na Czerwonej Planecie – „Marsjanin”

Mimo że „Marsjanin” bywa hollywoodzko przewidywalny, czytelnik wciąż jest ciekaw, jakim problemom tym razem będzie musiał stawić czoła Mark i czy faktycznie taśma klejąca jest jedną z najprzydatniejszych rzeczy, jakie można mieć ze sobą na innej planecie. Jeśli więc przymknie się oko na niedoskonałości, w kategorii bezpretensjonalnego, stricte rozrywkowego science fiction debiutancka powieść amerykańskiego pisarza wypada co najmniej przyzwoicie. Przeczytaj cały wpis.

Robot Ex Machina – „Roboty i Imperium”

Czwarty tom serii to godne uwagi zwieńczenie tetralogii, a zarazem najbardziej wywrotowa z opowieści o robotach, uderzająca w status quo. Szkoda, że sam przebieg wydarzeń nie okazał się równie interesujący co rozważania dotyczące robotyki, przyszłości ludzkości czy podboju Galaktyki. Miło spotkać po raz kolejny starych znajomych i powrócić na Ziemię w towarzystwie Daneela i Giskarda – do czego zachęcam wszystkich fanów twórczości pisarza. Przeczytaj cały wpis.

W przededniu Imperium Galaktycznego – „Roboty z planety świtu”

Nie jest łatwo powrócić po latach do tworzonego niegdyś cyklu. Przekonał się o tym każdy autor, w najlepszym razie zderzając się z nostalgicznym zawodem czytelników i narzekaniem, że „To już nie to samo, co wtedy”, w najgorszym zaś mierząc się z zarzutami o odcinanie kuponów i brak nowych pomysłów. Czy faktycznie można podsumować w ten sposób „Roboty z planety świtu”? Moim zdaniem ― byłoby to krzywdzące i niezgodne ze stanem faktycznym. Przeczytaj cały wpis.

Robotyka a eugenika – „Nagie słońce”

„Nagie słońce” jest drugim tomem popularnej serii Isaaca Asimova „Roboty”, łączącej kryminalną intrygę z otoczką fantastyki naukowej. W „Pozytonowym detektywie” pisarz przedstawił czytelnikom wizję przeludnionej Ziemi w przyszłości odległej o trzy tysiące lat. W kontynuacji przenosi nas z kolei na planetę diametralnie inną, i to właśnie obraz Solarii jest najmocniejszym punktem następnej powieści należącej do uznanego cyklu. Przeczytaj cały wpis.

Robot na tropie – „Pozytonowy detektyw”

Jeśli po przeczytaniu zbioru opowiadań Isaaca Asimova „Ja, robot” sądziliście, że na temat pozytonowych mózgów i trzech praw robotyki wiecie już wszystko, popełniliście duży błąd. To był dopiero początek wyprawy przez historię koegzystencji ludzi i ich mechanicznych pomocników. W „Pozytonowym detektywie” pisarz postanowił połączyć scenografię science fiction z klasyczną powieścią kryminalną. Mariaż ten okazał się nad wyraz udany. Przeczytaj cały wpis.

Gdy czas ucieka w przeciwną stronę – „Wbrew wskazówkom zegara”

Na rok przed tym, nim Philip K. Dick napisał swoje najbardziej znane dzieła ― „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” oraz „Ubika” ― jego rozważania dotyczące natury rzeczywistości skierowały się w stronę kwestii upływu czasu. Odwrócenie jego biegu w świecie przyszłości roku 1998 uczynił kanwą opowieści o spiskujących instytucjach i organizacjach, także religijnych, rywalizujących między sobą o władzę w tym świecie na opak. Przeczytaj cały wpis.

Langue i parole – „Ambasadoria”

Miéville nie podąża utartymi szlakami ― on je wytycza, co udowadnia nie po raz pierwszy. Jednocześnie to powieść zupełnie inna od swoich poprzedniczek, może nawet najlepsza w dorobku brytyjskiego pisarza. Próbując opisać tę książkę, czytelnik szybko zorientuje się, że język jest jednak szalenie ubogim narzędziem i trudno oddać w prostych słowach bogactwo wizji autora. Może gdybyśmy mówili Językiem Ariekenów, byłoby to łatwiejszym zadaniem? Przeczytaj cały wpis.

Opowiadania w tonacji minorowej – „Odtrutka na optymizm”

Jeśli nie znacie jeszcze twórczości Petera Wattsa, „Odtrutka na optymizm” stanowi zgrabną syntezę charakterystycznych dla autora motywów i koncepcji, będących idealną przystawką przed sięgnięciem po dłuższe formy, w których pisarz wypada jeszcze lepiej. Nie jest to prosta i lekka fantastyka, nie ma tu światów lepszych od naszego, do jakich można by tęsknić. A jednak ten typ literatury ma w sobie coś niepokojąco pociągającego i intrygującego. Przeczytaj cały wpis.

Świadomość a inteligencja – „Ślepowidzenie”

Czytelników Trylogii Ryfterów nie zdziwi fakt, iż kanadyjski pisarz ponownie uczynił bohaterami jednostki skomplikowane, o niełatwych życiorysach i rysach na psychice. Kreślenie złożonych osobowości to jeden ze znaków rozpoznawczych, a zarazem jedna z najmocniejszych stron autora. Jeśli więc nie macie alergii na science fiction, w którym sporo „science” okraszono oryginalną „fiction”, „Ślepowidzenie” powinno zagościć w waszych biblioteczkach. Przeczytaj cały wpis.

Relatywizm, prekognicja i kosmici – „Świat Jonesa”

Trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z pisarską wprawką, w której dopiero kiełkują koncepcje rozwinięte w późniejszej twórczości Dicka. Nie powinno to jednak zniechęcać czytelników przed sięganiem po „Świat Jonesa” — dla niezaznajomionych z prozą autora może być to świetna okazja, by zapoznać się z jednym z jego prostszych utworów, z kolei znawcom stwarza możliwość prześledzenia drogi, jaką przeszedł Philip K. Dick. Przeczytaj cały wpis.

Pozytonowa strona bytu – „Ja, robot”

Choć od daty pierwszego wydania „Ja, robot” minęło już przeszło sześćdziesiąt lat — co dla literatury fantastycznonaukowej potrafi być wyniszczającą barierą — nakreślane przez Asimova dylematy wciąż pozostają aktualne. Po części pewnie wynika to z faktu, że ludzkość wciąż jeszcze nie dotarła do etapu rozwoju prognozowanego przez pisarza, a o humanoidalnym robocie w każdym domu czy zakładzie pracy możemy tylko pomarzyć. Przeczytaj cały wpis.

Płyńcie łzy moje poprzez smutku knieje – „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant”

Książka należy do grupy tych powieści Philipa K. Dicka, których wstyd nie znać, będąc miłośnikiem prozy Amerykanina. Jednocześnie nie jest to utwór trudny czy nadmiernie złożony — jego wymowa pozostaje prosta, a smaczków należy doszukiwać się przede wszystkim w splocie wydarzeń fikcyjnych i rzeczywistych oraz niezwykłego pogłosu przeżyć bohaterów dostrzegalnego w późniejszej egzystencji ich twórcy. Przeczytaj cały wpis.

U progu zagłady – „ßehemot”

Trzecia część trylogii Ryferów stara się być złotym środkiem między tym, co oferowały dwa poprzednie, tak różne od siebie tomy. Pierwsza połowa, „ß-Max”, przypomina „Rozgwiazdę”, a czytelnik wraz z bohaterami powraca w oceaniczne odmęty. Druga połowa, „Seppuku”, to z kolei reminiscencja z podróży po zniszczonej powierzchni, dobrze znanej nam z „Wiru”. Ta zmiana scenerii nie wyszła jednak powieści na dobre. Przeczytaj cały wpis.

Rzeczywistość chwiejąca się w posadach – „Czas poza czasem”

Pisząc tę powieść, Philip Dick liczył na to, że trafi wreszcie w gusta czytelników głównego nurtu — stąd choćby wierne odwzorowanie realiów końca lat 50. XX wieku — ale jego abstrakcyjne pomysły i dekonstrukcję rzeczywistości docenili dopiero miłośnicy literatury science fiction. Mimo że od daty pierwszego wydania minęło już ponad pół wieku, trzymająca w napięciu intryga i prosty styl prowadzenia narracji nadal opierają się próbie czasu. Przeczytaj cały wpis.