Loading...

Tag: recenzja

Wojna Dwu Róż okiem niewieścim – „Kobiety wojny Dwu Róż”

Księżna, królowa i królowa matka — oto bohaterki kolejnych esejów, a zarazem kobiety, których działania i wpływy niesłusznie umniejszali średniowieczni kronikarze. W obszernym wstępie Philippa Gregory wyjaśnia, dlaczego tak często na kartach dziejów pomijano rolę niewiast, a jeśli już o nich wspominano, to z reguły przypisując im jeden z kulturowych stereotypów wywodzących się z Biblii. Przeczytaj cały wpis.

Lunapolis, jakiego nie znacie – „Przedksiężycowi II”

Środkowa odsłona trylogii o „Przedksiężycowych” wydaje się nawet ciut lepsza niż tom pierwszy, szczególnie w drugiej połowie, gdy Lunapolis doświadcza kolejnych zmian i niepokojów społecznych. Wciąż zaskakuje obraz świata, a samo miasto przechodzi stopniową ewolucję. Jedynie raz jeszcze zachęcić do zapoznania się z cyklem pióra Anny Kańtoch oraz liczyć na to, że finał opowieści utrzyma poziom wcześniejszych części. Przeczytaj cały wpis.

O krok od Przebudzenia – „Przedksiężycowi I”

Powergraph udowadnia, iż seria „Fantastyka z plusem” jest gwarantem jakości; można ją kupować w ciemno, a zawsze otrzyma się pozycję, od której nie sposób się oderwać. Trylogia Anny Kańtoch staje na półce w jednym szeregu z utworami Kosika i Wegnera; to najlepszy dowód na to, że w polskiej fantastyce wciąż jest miejsce na literaturę rozrywkową na godziwym poziomie, a zarazem nierażącą odbiorców stylistyczną mielizną czy fabularną sztampą. Przeczytaj cały wpis.

U progu zagłady – „ßehemot”

Trzecia część trylogii Ryferów stara się być złotym środkiem między tym, co oferowały dwa poprzednie, tak różne od siebie tomy. Pierwsza połowa, „ß-Max”, przypomina „Rozgwiazdę”, a czytelnik wraz z bohaterami powraca w oceaniczne odmęty. Druga połowa, „Seppuku”, to z kolei reminiscencja z podróży po zniszczonej powierzchni, dobrze znanej nam z „Wiru”. Ta zmiana scenerii nie wyszła jednak powieści na dobre. Przeczytaj cały wpis.

Prosto, lekko i sztampowo – „Złomiarz”

Akcja „Złomiarza” trzyma się utartego schematu: a to bohaterowie przed kimś uciekają, a to kogoś gonią; pakują się w kłopoty, by w ostatniej chwili wyjść z nich obronną ręką. Nailerowi i Szczęściarze, jak nazywa odnalezioną dziewczynę, towarzyszy także genetyczny mutant, łączący w sobie cechy człowieka i psa. Brzmi znajomo? Dla każdego, kto czytał już „Zatopione Miasta” — aż nadto. Przeczytaj cały wpis.

Konsternacja – „Herosi”

Najlepiej wypadły opowiadania, które z fantastyką mają stosunkowo mało wspólnego. Z kolei utwory bliższe konwencji typowo heroicznej rozczarowują. Nie jest to zły zbiór i z pewnością nie zamierzam czytelników zniechęcać do jego lektury. Jednocześnie warto uprzedzić, że raczej nie będzie on w stanie sprostać oczekiwaniom narosłym po wcześniejszych publikacjach wydawnictwa Powergraph, z rewelacyjną „Science Fiction” na czele. Przeczytaj cały wpis.

Fantastyka środka v „Smocza droga”

Mimo mankamentów i niedociągnięć powieść pozostaje na tyle wciągająca, że łatwo stracić przy niej poczucie czasu na dwa czy trzy wieczory. Należy pamiętać, że nie jest to rozrywkowe fantasy z tej najwyższej półki i nie postawi się „Smoczej drogi” obok cykli Wegnera czy Sapkowskiego, ale jednocześnie nie mamy do czynienia z kolejną masową opowiastką o zbawiającym świat idealnym bohaterze-sierocie i walce z prastarym złem. Przeczytaj cały wpis.

Słowami malowane – „Portret pani Charbuque. Asystentka pisarza fantasy”

„Portret pani Charbuque. Asystentka pisarza fantasy” to kolejna pozycja godna miana Uczty Wyobraźni. Omnibus powinien spodobać się szczególnie czytelnikom zachwycającym się baśniowością Valente czy lirycznością MacLeoda, gdyż Ford włada piórem nie gorzej od wspomnianych pisarzy. Powieść przypadnie do gustu także tym odbiorcom, którzy w fantastyce niekoniecznie szukają… fantastyki. Przeczytaj cały wpis.

Rzeczywistość chwiejąca się w posadach – „Czas poza czasem”

Pisząc tę powieść, Philip Dick liczył na to, że trafi wreszcie w gusta czytelników głównego nurtu — stąd choćby wierne odwzorowanie realiów końca lat 50. XX wieku — ale jego abstrakcyjne pomysły i dekonstrukcję rzeczywistości docenili dopiero miłośnicy literatury science fiction. Mimo że od daty pierwszego wydania minęło już ponad pół wieku, trzymająca w napięciu intryga i prosty styl prowadzenia narracji nadal opierają się próbie czasu. Przeczytaj cały wpis.

Basso Wspaniały – „Składany nóż”

Po lekturze „Składanego noża” utwierdziłam się w opinii, że warto pisarskie poczynania K.J. Parkera śledzić i wyglądać jego kolejnych powieści. W tej chwili jednak każdemu, kogo zaintrygowało to niestandardowe podejście do nurtu realistycznej fantasy, lub też niedowierzającym, że fabuła zdominowana przez ekonomię i politykę może okazać się szalenie wciągająca, polecam zagłębienie się w perypetie Bassianusa Sewera. Przeczytaj cały wpis.

Stany skorelowane – „Pusta przestrzeń”

Nie chcę nikogo do lektury Harrisona zniechęcać, ale trudno mi ukrywać, że nie podzielam zachwytów i nie rozumiem fenomenu autora. Owszem, jego powieści wyróżniają się; owszem, trudno je zaszufladkować, przylepić na nich gatunkową etykietę. Ale nie potrafię się wyzbyć wrażenia, że mało kto będzie czerpał przyjemność ze spotkania z tego typu prozą, głównie z uwagi na specyficzne podejście do fabuły, bohaterów i stylu. Przeczytaj cały wpis.

Kosmos w stylu noir – „Światło” & „Nova Swing”

Z Harrisonem się nie dogadałam. Może jest zbyt dziwny, może nie doceniam jego stylistyki — jak najbardziej biorę to pod uwagę. Nie zamierzam żadną miarą odradzać Wam lektury „Światła” i „Nova Swing”, wręcz przeciwnie, przeczytajcie i powiedzcie mi, w czym tkwi siła autora i jaką duchową strawę zapewnia lektura jego dzieł. Czy to tylko niestandardowość i nieschematyczność jako sztuka dla sztuki, czy może spod spodu da się coś jednak wydobyć? Przeczytaj cały wpis.

Klasyka grozy – „Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści”

Z uwagi na nowy, dopieszczony przekład, zarówno ci czytelnicy, którzy w swoich biblioteczkach nie posiadają jeszcze prozy Lovecrafta, jak i odbiorcy zafascynowani mitologią Cthulhu, chcący obcować z opowiadaniami w kształcie najbliższym oryginałowi, powinni rozważyć wybór tego właśnie zbioru. „Zgroza w Dunwich (…)” to synteza tego, co u Lovecrafta najlepsze i najbardziej charakterystyczne, do tego podane w wyszukanej i dopracowanej formie. Przeczytaj cały wpis.

Hobbit jak malowany – „Hobbit w malarstwie i grafice J.R.R. Tolkiena”

To nie lada gratka dla prawdziwych znawców twórczości ojca fantasy. Choć Tolkien to przede wszystkim mistrz pióra, to i z pędzlem radził sobie niezgorzej. Jego prace plastyczne są kolejnym wyrazem zaangażowania w tworzony na kartach książek świat Śródziemia i świadectwem dbałości o najmniejsze szczegóły związane z publikacją jego powieści. Należy jednak pamiętać o tym, że album ten skierowany jest przede wszystkim do pasjonatów. Przeczytaj cały wpis.

Raj dla uszu – „Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” (audiobook)

Audiobooki z roku na rok zyskują zauważalnie większą popularność. Do tej pory tego typu forma przekazu kojarzona była z jednym lektorem, czytającym w skupieniu powieść — z tego względu niektórym odbiorcom trudno było skoncentrować się na treści, śledzić dialogi i wsłuchiwać w monotonny głos. Okazuje się, że audiobooka można nagrać również zupełnie inaczej i nadać mu formę pasjonującego radiowego słuchowiska. Przeczytaj cały wpis.