Loading...

Tag: recenzja

Antologia opowiadań postapokaliptycznych – „Czerwone oko”

Antologia „Czerwone Oko” nie jest żadną miarą literacką perełką i stylistycznym majstersztykiem. Ale na szczęście nie jest to też pozycja, którą można postawić na półce obok zbiorów z logiem Forgotten Realms. Gdyby jeszcze nie ta nieszczęsna korekta i moich narzekań byłoby o połowę mniej, wtedy bez wahania mogłabym rekomendować wszystkim sięganie po zbiór. W obecnej sytuacji polecam jedynie miłośnikom Neuroshimy. Przeczytaj cały wpis.

Goodbye blue sky — „The Wall”

Jeśli ktoś nie trawi twórczości brytyjskiej grupy, nie ma nawet po co oglądać „Ściany”. Dialogów prawie nie uświadczymy – cała treść zawarta jest w sugestywnym obrazie i tekstach utworów. Nie jest to film, który można w połowie przerwać, żeby zaparzyć herbatę. Ani taki, który można po prostu obejrzeć, odhaczyć na liście i zapomnieć. On zawsze będzie gdzieś w środku, czy się tego chce, czy nie. I dlatego też w mej prywatnej opinii ma rangę arcydzieła. Przeczytaj cały wpis.

Kraina Dziwów w wersji Jonathana Carrolla – „Kości Księżyca”

„Kości Księżyca” są równie dobrą jak „Kraina Chichów” pozycją do rozpoczęcia swojej przygody z twórczością Carrolla. Pewne podobieństwa między nimi można dostrzec głównie za sprawą ostatnich stron, kiedy narasta napięcie, a odłożenie książki staje się niemożliwe. Początkowo płynące dość leniwie wydarzenia nabierają rozpędu, a groza i niepokój czają się za każdym rogiem. Ostatnie kilka zdań potrafi wryć się w pamięć na wiele godzin. Przeczytaj cały wpis.

Niepokojąca podróż – „Kraina Chichów”

Kiedy zastanawiam się, co takiego przyciąga mnie do tej powieści, to odpowiedź może być tylko jedna – magia. I nie chodzi tu o jarmarczne sztuczki rodem z literatury fantastycznej, a o urok świata przedstawionego, w którym to, co całkowicie rzeczywiste, idealnie splata się z wizjami rodem ze snów. Zaś snom tym bliżej do koszmarów niż przyjemnych marzeń sennych. Jest to zabieg charakterystyczny dla prozy Carrolla. Przeczytaj cały wpis.

Fantastyka oświecona — „Wieki światła”, Ian R. MacLeod

Podczas lektury nierzadko odnosiłam wrażenie, jakby powieść została napisana nie w XXI, a w XIX wieku. I nie jest to z mojej strony jęk zawodu. Znalezienie więc we współczesnym dziele prawdziwej perły idealnie oddającej styl i problematykę tamtych czasów, to nie lada sukces. Dodajmy do tego subtelną nutę magii, steampunkowe uniwersum, nienachalną tajemniczość i liryczność opowieści, a uzyskamy powieść idealną. Przeczytaj cały wpis.

Stawiać czy nie stawiać, czyli o biblii przestankowania — „Gdzie postawić przecinek?”, Jerzy Podracki, Alina Gałązka

Zaryzykuję stwierdzenie, że publikacja ta powinna stać się lekturą obowiązkową dla każdego, kto porywa się na pisanie lub sprawdzanie tekstów i nie chce popełniać jednego błędu za drugim. Nawet ci, którzy całkiem nieźle radzą sobie ze stawianiem przecinków, będą zaskoczeni niektórymi zasadami, zwłaszcza że część z nich uległa modyfikacji na przestrzeni kilku ostatnich lat. Przeczytaj cały wpis.

Suit up! — „The Bro Code”, Barney Stinson, Matt Kuhn

Podchodziłam do tej pozycji z dużą dozą ostrożności, ale nie ma się czemu dziwić – w końcu czego można spodziewać się po książce powstałej jako dodatek do jednego z najpopularniejszych seriali komediowych ostatnich lat? Tego typu twory z założenia nie grzeszą ambicją, a celem ich istnienia jest li tylko wysupłanie kolejnych brzęczących monet z portfeli miłośników pierwowzoru. Przeczytaj cały wpis.

O największej porażce w dziejach literatury – „Wrota Baldura”, Philip Athans

Na miałką fabułę może dałoby się przymknąć oko, gdyby nie wołająca o pomstę do nieba warstwa językowa niniejszego dzieła. „Jego odcięta głowa mogła jeszcze żyć, ale on sam był już martwy, zanim głowa i ciało dotknęły ziemi” – nie jest to wyszukiwana z uwagą pojedyncza stylistyczna wpadka, ale wybrane losowo zdanie, zaś podobnych mu na ponad trzystu kartach powieści znajduje się bez liku. Przeczytaj cały wpis.

Masakra na mitologii – „Starcie Tytanów”

Znacie mit o Perseuszu? Greckim herosie, który uciął głowę Meduzie, pokonał morskiego smoka, poślubił Andromedę, przypadkiem zabił własnego dziadka, a potem został królem i żył długo i szczęśliwie? Znacie? Jeśli tak – zupełnie niepotrzebnie. Hollywood po raz kolejny postanowiło bardzo swobodnie potraktować dorobek antycznej cywilizacji. I tak powstało Starcie Tytanów. Przeczytaj cały wpis.

Szczerość czy odwaga? Nierozwaga – „Truth or Dare”, Oomph!

Niemiecki zespół Oomph! postanowił wydać pierwszy w swojej karierze album anglojęzyczny, na który trafiły przetłumaczone wersje ich największych hitów. Od początku podchodziłam do tego pomysłu sceptycznie – mimo że w większości przypadków wolę słuchać tekstów angielskich, to jednak do szuflady oznaczonej „Neue Deutsche Härte” nie pasuje żaden inny język, jak tylko mowa naszych zachodnich sąsiadów. Przeczytaj cały wpis.

Gry

Dragon Age: Awakening – recenzja

Przebudzenie nie jest grą złą, a jedynie do bólu wtórną. Zamiast wprowadzić jakiekolwiek innowacje, uczyniono kilka kroków w tył w stosunku do tego, co oferował Początek. Dodatek z pewnością nie przebudzi tych, którzy zasnęli z nudów podczas próby ukończenia kampanii podstawowej. Fanom powinien się jednak spodobać – w końcu to kilkanaście godzin więcej tego samego, w towarzystwie nowych kompanów oraz w nieco zmienionej scenerii. Przeczytaj cały wpis.

Gry

Dragon Age: Origins – recenzja

Wydawać by się mogło, że trudno pisać jedynie o grach przeciętnych – w końcu ile da się wymyślić przymiotników opisujących nijakość? Inaczej w przypadku produkcji bardzo dobrych oraz fatalnych, gdzie barwnie można ekscytować się każdym szczegółem lub równać z ziemią kolejne chybione pomysły. Tymczasem okazuje się, że jest jeszcze czwarty typ – gry budzące mieszane uczucia. Bardzo dobre, ale mimo to niespełniające wszystkich oczekiwań. Przeczytaj cały wpis.

Gry

Divinity II: Ego Draconis – recenzja

Divinity 2 jest produkcją budzącą skrajne odczucia. Początkowy entuzjazm i wielkie nadzieje dość szybko rozwiewa wyzierająca zewsząd nuda i nawet niezwykle udane zakończenie – do którego pewnie niewielu będzie mieć cierpliwość dotrwać – nie ratuje obrazu całości. Trudno stwierdzić, komu można by tę grę polecić. Lepiej wyszperać zapomniane Divine Divinity i razem z nim udać się na eksplorowanie Rivellonu. Przeczytaj cały wpis.

Odlotowo – „Up”

Odlot momentami oczywiście też bawi, ale dużo częściej wzrusza lub skłania do chwili refleksji. Nie boi się pokazać śmierci, starości czy też skutku rozwodu rodziców na ich relację z dzieckiem. A wreszcie uświadamia, że od spełnienia samego marzenia ważniejsza jest pogoń za nim. Oraz to, iż marzenia wcale nie muszą stać na pierwszym miejscu. Przeczytaj cały wpis.