Loading...

Tag: kino

TOP 5: Śpiewające czarne charaktery

Śpiewanie kojarzy się raczej z pozytywnymi bohaterami, dającymi w piosenkach ujście zachwytowi nad otaczającym ich światem. Wystarczy przypomnieć sobie klasyczną disneyowską księżniczkę wykonującą duety z leśną zwierzyną. Ale śpiewają też czarne charaktery ― najczęściej o swoich niecnych planach. Wybrałam dziś dla Was moją ulubioną piątkę śpiewających postaci negatywnych, których utwory zapadają w pamięć i wywołują dreszcze. Przeczytaj cały wpis.

Jak NIE rozmawiać o kulturze

Coraz rzadziej podejmuję dyskusję w internecie na temat kultury. Nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia albo że wstydzę się własnych opinii. Bardzo chętnie podyskutuję choćby i z osobami o skrajnie odmiennych zdaniach, ale w cywilizowanych warunkach. Tymczasem coraz mocniej i coraz częściej przekonuję się o tym, że ton, w jakim obecnie prowadzi się dyskusje w internecie, jest daleki od tego, jaki uważam za komfortowy. Przeczytaj cały wpis.

TOP 5: Co mnie wkurza w tłumaczeniu tytułów filmów

O okropnych czy głupich przekładach tytułów na polski można by mówić godzinami i wymienić ich setki, dlatego dziś postanowiłam wskazać wam, jakie zabiegi dystrybutorów denerwują mnie szczególnie mocno. Podejmuję próbę, z reguły nieudaną, domyślenia się, dlaczego ktoś mógł pomyśleć, że właśnie na produkcję pod takim, a nie innym tytułem, widzowie pójdą chętniej. Czy aby na pewno? Przeczytaj cały wpis.

Zekranizujcie to! Musicale, które powinny trafić do kin

Uwielbiam musicale. Niestety, z racji tego, że do zagranicznych teatrów nie jest mi po drodze, a chętnie zobaczyłabym coś więcej niż kiepskie nagrania zamieszczane na YouTubie, pokładam nadzieję w Hollywood, które co kilka lat porywa się na wielkobudżetową próbę przeniesienia na ekran jednego ze słynniejszych tytułów, by przywołać choćby „Upiora w operze” czy „Les Miserables”. Czego jednak brakuje, jakie produkcje marzą mi się najbardziej? Przeczytaj cały wpis.

Niech przemówi film niemy ― czyli jak polski dystrybutor zabił „Robaczki z Zaginionej Doliny”

Uważam, że powszechne przyzwolenie na dubbingowanie filmów jak leci (najczęściej powiązane z dystrybucją wyłącznie takiej wersji) może nieść ze sobą jedynie coraz gorsze skutki. Chciałabym, by było to tylko moje biadolenie. Niestety, miarka się przebrała po dokonaniu niedopuszczalnej i zatrważającej ingerencji w film „Robaczki z Zaginionej Doliny”, który Polacy postanowili zdubbingować. Mimo że oryginał to film niemy. Przeczytaj cały wpis.

Supercalifragilisticexpialidocious! ― „Mary Poppins”

Jeśli nie należycie do osób chronicznie unikających czy to kina familijnego, czy to musicali, z sentymentem wracacie za to do produkcji Disneya z czasów własnego dzieciństwa, powinniście koniecznie zapoznać się z najcudowniejszą guwernantką świata literacko-filmowego. To także idealny przykład filmu, któremu nie zaszkodził upływ połowy wieku ― wciąż czaruje i zachwyca, a jego ścieżki dźwiękowej można słuchać nieprzerwanie. Przeczytaj cały wpis.

TOP 5: Nieoczywiste powody, by sięgnąć po dany tytuł

Choć każdy z nas ma jakieś ulubione gatunki czy konwencje, po które sięga najczęściej, to równocześnie niewielu konsumentów kultury ogranicza się tylko do nich. Czym się więc kierujemy, dzieląc filmy na te, które potencjalnie chcemy obejrzeć, oraz na te, których nie włączymy nawet za dopłatą? Dlaczego jedne książki kupujemy w ciemno, a innych nawet nie wypożyczamy z biblioteki? Poznaj pięć nieoczywistych powodów. Przeczytaj cały wpis.

Stary nie znaczy nudny ― „Gabinet doktora Caligari”

Muszę się Wam dziś do czegoś przyznać ― otóż, przez dość długi czas obawiałam się sięgania po stare filmy. Zakładałam, iż po tylu latach obcowania z najnowszymi technologami i efektami specjalnymi brak pełnej palety kolorów i dźwięku z pewnością będzie mi przeszkadzał i uniemożliwi cieszenie się opowiadanymi historiami. Jak się okazuje, myliłam się bardzo, a mój gust nie jest jednak do reszty spaczony przez hollywoodzkie blockbustery. Przeczytaj cały wpis.

Wracać czy nie wracać: Czy każdy wytwór kultury zasługuje na kilkukrotną konsumpcję?

Czy warto wracać do tego, co już znamy? Do książek, filmów, seriali, gier? Czy jest to uzasadnione w sytuacji, gdy równocześnie na poznanie po raz pierwszy czeka cały ogrom innych dzieł, nierzadko może jeszcze lepszych niż cokolwiek, co mieliśmy już okazję przeczytać bądź zobaczyć? Jak często, jeśli w ogóle, warto poświęcać czas na powtórki? Czy są dzieła bardziej zasługujące na ponowne sięgniecie po nie niż inne? Przeczytaj cały wpis.

Filmowe podsumowanie 2013

Na filmy najłatwiej mi znaleźć czas. Wiadomo, ogląda się szybciej niż czyta czy gra, a i łatwiej mi sięgnąć po zamkniętą, zakończoną produkcję niż wielosezonowy serial. W mijającym roku obejrzałam 133 tytuły (o 29 więcej niż rok wcześniej, średnio 11 miesięcznie), w tym 26 filmów krótkometrażowych. Królowały produkcje fantastyczne, na kolejnych miejscach uplasowały się dramaty i melodramaty, animacje i komedie. Przeczytaj cały wpis.

Magia dźwięku i obrazu — „Fantazja” & „Fantazja 2000”

Obydwie „Fantazje” to wspaniałe widowiska, adresowane nie tylko do koneserów muzyki poważnej czy miłośników animacji studia Walta Disneya. Zamysłem twórców było zilustrowanie znanych utworów muzyki poważnej, powiązanie dźwięków z obrazami, oddanie nastroju kompozycji. Za ilustracje poszczególnych segmentów odpowiadali różni rysownicy, dzięki czemu każdy z nich wyróżnia się charakterystyczną kreską. Przeczytaj cały wpis.

Filmowe podsumowanie 2012

Nie da się ukryć, iż ten rok pod względem filmowej oglądalności wypadł u mnie niezbyt spektakularnie — tegoroczne 104 obejrzane trudno zestawić z zeszłorocznymi 146 czy 164 sprzed dwóch lat. Było wśród nich 11 produkcji krótkometrażowych i 93 długometrażowe. Średnia obejrzanych, jak twierdzi FilmWeb, wyniosła 6,95, czyli można pokusić się o stwierdzenie, że z reguły trafnie dobierałam sobie filmy. Przeczytaj cały wpis.

Symfonia na sekstet — „Atlas chmur”

„Atlas chmur” nie mówi o niczym, o czym obyty widz tak naprawdę by od dawna nie wiedział. Jeśli więc ktoś oczekuje przesłania nowatorskiego, zaskakującego w ostatnich minutach — dołączy do głosów rozczarowanych, zarzucających obrazowi banał i miałkość. Dla mnie to jednak kinematograficzna Uczta Wyobraźni, niewiarygodnie piękna wizualnie, nowatorska w formie, finezyjna w łączeniu emocji, zachwycająca narracyjnie i wyśmienita aktorsko. Przeczytaj cały wpis.

„Bóg mordu” w trzech odsłonach

Zachęcam wszystkich do sięgnięcia po „Boga mordu”, w formie dowolnej – czy to literackiej, czy filmowej, czy teatralnej. Warto zobaczyć, co dzieje się, gdy opadają maski i kruszą się konwenanse. I mieć tę świadomość, że w każdym, głębiej czy płycej, drzemie uśpione dzikie zwierzę, które w określonych warunkach może wydostać się na zewnątrz. Przeczytaj cały wpis.