TOP 5: Śpiewające czarne charaktery

By | 8 lutego 2014

Śpiewanie kojarzy się raczej z pozytywnymi bohaterami, dającymi w piosenkach ujście zachwytowi nad otaczającym ich światem. Wystarczy przypomnieć sobie klasyczną disneyowską księżniczkę wykonującą duety z leśną zwierzyną albo zakochaną parę, która w kolejnych zwrotkach wyznaje sobie skrywane uczucia. Ale śpiewają też czarne charaktery ― najczęściej o swoich niecnych planach. Niewiele jest jednak wśród nich postaci prawdziwie przerażających. Z kolei ci, którzy faktycznie budzą grozę i powodują pojawienie się gęsiej skórki, rzadko postanawiają zaśpiewać. Wybrałam więc dziś dla Was moją ulubioną piątkę śpiewających postaci negatywnych, których utwory zapadają w pamięć i wywołują dreszcze.

TOP 5: Śpiewające czarne charaktery

1. Sędzia Frollo („Dzwonnik z Notre Dame”)

Nie zgadzam się z żadnym rankingiem najbardziej złych postaci z filmów Disneya, jeśli na pierwszym miejscu nie znajdzie się Frollo. To postać niegodziwa do szpiku kości ― począwszy od próby zabicia niemowlęcia, po chęć spalenia na stosie kobiety, jeśli ta go odrzuci. Jest religijnym fanatykiem przekonanym o własnej prawości i pobożności, a przy tym zaślepionym ksenofobem i okrutnikiem, który nie zawaha się przed niczym, byle postawić na swoim. W porównaniu do Frolla obrażona Maleficent, której nie zaproszono na przyjęcie, nie wydaje się nikim strasznym. Jego grozy i powagi nie umniejsza nawet chwila, w której zaczyna śpiewać. Utwór „Hellfire” to jeden z najlepszych muzycznych fragmentów Disneya, także pod względem wizualnym, a w dodatku bardzo niepokojący i wręcz niedziecięcy, jeśli wsłuchać się w tekst i przyjrzeć obrazom.

Wersja angielska / Wersja polska

Sędzia Frollo („Dzwonnik z Notre Dame”)

2. Sweeney Todd („Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street”)

Nie mogło zabraknąć na tej liście Benjamina Barkera ― najstraszliwszego z czarnych charakterów sceny musicalowej. Żądny zemsty golibroda i wspólnik pani Lovett wypiekającej paszteciki z ludzkiego mięsa śpiewa przez większość czasu, ale nie umniejsza to jego powagi. Rozgoryczony utratą rodziny nie zawaha się przed niczym, by odegrać się na sędzim Turpinie ― nawet jeśli przyjdzie mu w tym celu poderżnąć gardła wszystkich mieszkańców Londynu. Jego nieodłącznym atrybutem jest ociekająca krwią brzytwa, a gdy beznamiętnie stwierdza, że „wszyscy zasługują na śmierć”, trudno nie poczuć się nieco nieswojo. Aż nie ma się ochoty, by jeszcze kiedykolwiek pójść do fryzjera.

Wersja sceniczna / Wersja filmowa

Sweeney Todd („Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street”)

3. Skaza („Król Lew”)

Scena, w której Skaza zaczyna śpiewać, to pierwszy pokaz jego prawdziwie złych intencji. Nie dość, że powodowany żądzą władzy planuje zabicie własnego brata i bratanka, to dodatkowo terroryzuje swoich popleczników i manipuluje nimi, opierając swoje przywództwo wyłącznie na budzeniu strachu. To także kolejna z muzycznych sekwencji w filmach Disneya, gdzie nastrój idealnie buduje gra świateł i cieni. Widać to zwłaszcza w scenie przemarszu hien, stylistyką nawiązującej do „Triumfu woli”, filmu propagandowego partii hitlerowskiej. O tym, jak zły jest Skaza, niech świadczy też fakt usunięcia z filmu drugiej części utworu „Be Prepared”, w której skazuje Nalę na wygnanie za odrzucenie jego zalotów i rozkazuje hienom przejęcie kontroli nad Lwią Ziemią. Ponoć był to zbyt przerażający fragment dla dziecięcej widowni (ale ostał się w wersji broadwayowskiej „Króla Lwa”).

Wersja angielska / Wersja polska / Fragment usunięty

Skaza („Król Lew”)

4. Oogie Boogie („Miasteczko Halloween” / „Nightmare Before Christmas”)

„Nightmare Before Christmas” to w całości film dość mroczny i przerażający, pełen bohaterów rodem z nocnych koszmarów. Najgorszym i najstraszniejszym obywatelem Miasteczka Halloween jest Oogie Boogie ― wygląda trochę jak grubawy duch uszyty z jutowego worka, ale lepiej nie zaglądajcie do środka, ponieważ wypełniają go wszelkiej maści obrzydliwe robaki, a na dokładkę jeszcze dwa pająki i wąż. Jego podziemna kwatera to w przeważającej części sala tortur z łańcuchami na ścianie i mnóstwem pułapek odzwierciedlających jego sadystyczną naturę. Lubi bawić się swoją ofiarą i słychać to także w jego piosence, pozornie radosnej i groteskowej, ale równocześnie przerażającej. Być największym złym w krainie, gdzie wszyscy na co dzień zajmują się straszeniem ― to dopiero osiągnięcie! I ten jego śmiech szaleńca!

Wersja angielska / Wersja polska

Oogie Boogie („Miasteczko Halloween” / „Nightmare Before Christmas”)

5. Urszula („Mała syrenka”)

Demonizm Urszuli polega na tym, że pod maską troskliwej czarownicy, która pomoże biednemu dziewczęciu zdobyć serce księcia (co zrobiła na przykład Dobra Wróżka z Kopciuszka i przecież nikt nie miał do niej żalu), skrywa się podła manipulantka próbująca przejąć władzę w podwodnym świecie i wykorzystać Ariel do własnych celów, czyli jako kartę przetargową za trójząb. Jakby tego było mało, w wolnym czasie z czystej złośliwości wabi Eryka, korzystając z wyłudzonego głosu, i prawie doprowadza do ślubu z wybrankiem swojej ofiary. Wyobraźcie sobie, że przez jedną osobę tracicie ukochanego, rodzinę, głos i perspektywy na przyszłość. Co uczy nas, by zawsze dokładnie czytać każdą umowę przed podpisaniem. Piosenka Urszuli, „Poor Unfortunate Souls”, zasługuje na uwagę między innymi dlatego, że utwór ma za zadanie ukryć jej prawdziwe intencje. W przeciwieństwie do większości czarnych charakterów ośmiornica z głębin nie musi wprost śpiewać o tym, jak bardzo jest zła i co zamierza ― i tak o tym wiemy, a teraz obawiamy się dodatkowo również jej fałszywych uśmiechów.

Wersja angielska / Wersja polska

Urszula („Mała syrenka”)

To oczywiście nie wszystkie czarne charaktery o wokalnych umiejętnościach. Koniecznie podzielcie się personaliami Waszych ulubieńców ― a najlepiej także utworami!

  • Moreni

    Już miałam się oburzać, że nie ma Skazy, a był na trzecim miejscu.;) To mój ulubiony czarny charakter z Disneya i w zasadzie jedyny naprawdę straszny – głównie dlatego, że tylko „Króla lwa” oglądałam w wieku disneyowskiego targetu. I naszło mnie takie przekonanie, ze w nowszych filmach tej wytwórni brakuje charakternych Złych (jest jedna zła macocha Roszpunki i nawet ma bardzo dobrą piosenkę, ale na tyle filmów to niewiele).

    • Ja właściwie całego Disneya lat 80. i 90., a do tego większość tego starszego znam z dzieciństwa. Ale w tym najmłodszym wieku trochę inaczej patrzyłam na niektóre sceny niż później (przy pierwszym oglądaniu „Króla Lwa”, w kinie, nie płakałam wcale, dopiero później weszło mi to w nawyk :D).
      Macocha Roszpunki była bardzo blisko głównej stawki, ale już się nie załapała. Ku swojemu rozczarowaniu musiałam wykreślić też „The Mob Song” z „Pięknej i Bestii” – do tej pory czuję się bardzo nieswojo, gdy zmanipulowani wieśniacy pod wodzą Gastona z nienawiścią na ustach idą na zamek Bestii…

  • Agata

    Śpiewająco u Ciebie dziś :) Ja się dziś raczę Frozen, która też ma kilka niezłych piosenek, ale Ci źli akurat nie śpiewają. Moim faworytem (jedynym słusznym:P) jest Skaza. W ogóle Król Lew to dla mnie Król filmów animowanych z dzieciństwa. Jestem przekonana, że teraz też bym na nim rzewnie płakała :) Sweeny Todd też niezły :)

    • We „Frozen” najbardziej spodobało mi się „Let It Go”, do tej pory mam w głowie. Pozostałe piosenki po pierwszym oglądaniu jakoś mi nie utkwiły, będę musiała jeszcze przesłuchać. :)

  • Marcin

    Aż chce się zacytować jedno z twoich TOP10 – przepraszam, czy tutaj recenzują?

    • TOP 5, uważny czytelniku. ;)
      Mogę też pomóc trafić: http://oceansoul.waw.pl/wbrew-wskazowkom-zegara-philip-k-dick – recenzja sprzed trzech dni, jest też na stronie głównej.
      W grudniu i styczniu było po pięć recenzji. To aż tak mało? Jeśli tak, to mogę tylko szczerze pogratulować tempa czytania/oglądania i pisania (jeśli piszesz). Niestety, ja nie mogę sobie na to pozwolić. Inne teksty nie powstają kosztem recenzji, tylko dodatkowo, wcześniej zamiast nich były po prostu tygodniowe czy dwutygodniowe pustki. A jeśli kogoś teksty ‚zamiast pustki’ nie interesują, to tagowanie i podział na kategorie mam na tyle dobry, że przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by je po prostu omijać i wyświetlać wyłącznie recenzje.
      Nie bardzo też rozumiem, czy to jakaś próba wbicia mi szpilki za to, że śmiałam niegdyś skrytykować blogerów nieustannie dodających posty w formie ‚oto zdjęcie moich książek’ albo ‚oto kolejny konkursik’, a sama śmiem zamiast tego dodawać teksty na 3 albo 5 stron. Jeśli tak, to cóż, niestety nie czuję się winna i wciąż wolę napisać tekst, choćby krótszy czy mniej wnikliwy, niż dodać zdjęcie swoich zakupów.
      Nie przypominam też sobie, bym w nagłówku, adresie czy opisie miała jakąkolwiek wzmiankę o tym, że to blog recenzencki. To blog ogólnokulturalny. Dla porównania polecam wziąć do ręki dowolny magazyn, czy to o książkach, czy o filmach, i sprawdzić, jak wyglądają proporcje między recenzjami a innymi artykułami. :)
      Pozdrawiam

  • Dziękuję za przypomnienie mi Dzwonnika z Notre Dame! <3

    • Aż sama nabrałam ochoty na ponowne obejrzenie. :D Może nawet dzisiaj; wczoraj odświeżałam sobie „Zaplątanych”. ^^

  • Cintryjka

    Skaza powinien być pierwszy:) Dorzuciłabym hymn na cześć Gastona z Pięknej i Bestii:
    http://www.youtube.com/watch?v=ymSWtoCZsnI
    I po angielsku:
    http://www.youtube.com/watch?v=VuJTqmpBnI0
    Choć Gaston tylko częściowo się wypowiada, dostajemy świetny obraz jego charakteru i pozycji w miasteczkowej społeczności.

    • A do tego Gaston ma świetny głos. :) (Z kolei do polskiej wersji w tym przypadku w ogóle nie potrafię się przekonać).

  • Moim ukochanym czarnym charakterem jest Urszula, mam do niej dziwny sentyment :) to jak się rusza, jak mówi, i ten jej wygląd! Czemu tylko na 5? ;)

    • W ramach zrehabilitowania się mogę przyznać, że z kolei „Mała syrenka” to jedna z trzech najczęściej oglądanych przeze mnie animacji (obok „Pięknej i bestii” i „Króla lwa”). ^^

    • Ja raz zrobiłam maraton z 3 części małej syrenki (taaak, jest jeszcze 2 i 3).
      To teraz jeszcze ranking „przydupasów” powinnaś zrobić, żebym mogła obstawiać czy znajdzie się tam mój ulubieniec :)

    • 2 i 3 też widziałam, ale tylko po razie. Z sequeli to tak bardzo-bardzo lubię tylko drugą część „Króla lwa”, pozostałe w większości lubię na raz i nie wracam do nich (a i kilka ani trochę – np. drugie części „Dzwonnika” i „Atlantydy” uważam za koszmarne).
      Ranking przydupasów chętnie zrobię. :D Chodzi mi też po głowie ranking zwierząt towarzyszących, z podziałem na konie i nie-konie… :D. Powinnam mieć chyba drugiego bloga tylko o Disneyu. xD

    • Nie drugiego ;) za dużo bym musiała szukać :P Te konie to całkiem niezły pomysł ;)
      Ja się poczułam przez Ciebie natchniona, i pewnie przyszykuje swoją własną podróż po ukochanych bajkach Disneya – oczywiście jak zwykle zrobię to niezupełnie poważnie, bo z naszej dwójki na BH, to Ari jest poważna :D W mojej głowie już latają pomysły, oj latają.

      A Król Lew 3?

    • Trzecią część widziałam raz, była całkiem okay, ale raczej też nie będę powtarzać.

      Aż mnie naszło, żeby ponadrabiać wreszcie te nieliczne tytuły, które mi zostały do obejrzenia. :D Ale chwilowo odświeżam kilka dobrze znanych, dziś właściwie cały czas coś leci w tle.

  • Megapodius

    Mało oryginalnie stwierdzam, ze Skaza powinien być na pierwszym miejscu