Fantastyka środka — „Smocza droga”, Daniel Abraham

By | 18 marca 2013

Daniel Abraham jest pisarzem dość płodnym — od 2006 roku opublikował czternaście powieści, w tym utwory pisane we współpracy z innymi autorami, m.in. Georgem R. R. Martinem i Tyem Franckiem. Ilość ta zdaje się nieco niepokojąca i mimowolnie nasuwa pytanie, czy taka wydajność nie odbija się na jakości tworzonej prozy. Do tej pory polscy czytelnicy dostali w swoje ręce zaledwie cztery utwory Amerykanina, w tym „Smoczą drogę”, powieść fantasy otwierającą pięcioksiąg Sztylet i Moneta, której to przyjrzymy się bliżej w niniejszej recenzji.

Utwór Abrahama przenosi nas do quasi-średniowiecznego uniwersum, w którym niegdyś żyły smoki, obecnie zaś zamieszkuje go trzynaście ludzkich ras, zasiedlających pospołu różnorakie księstwa i królestwa. W pierwszym tomie dane jest nam poznać zaledwie ułamek tego świata, a oprowadzają nas po nim dwie pary głównych bohaterów. Marcus Wester, weteran wojenny, ochrania karawanę, a jednym z eskortowanych przez niego wozów kieruje Cithrin bel Sarcour, wychowywana przez bank sierota, w męskim przebraniu usiłująca przewieźć kapitał do innego miasta. Uciekają z Vanai, mającego wkrótce stać się celem ataku wojsk Antei. W szeregach armii do bitwy rusza Geder Palliako, syn wicehrabiego, który najchętniej nie odrywałby oczu od rzadkich ksiąg. W tym samym czasie w Camnipolu baron Dawson Kalliam wikła się w rywalizację o względy panującego króla, a do swoich celów nie zawaha się wykorzystać naiwnego i lekceważonego Gedera. Nie jest to nadzwyczaj oryginalna gromadka, ale na tyle charakterystyczna, by towarzyszyć jej z zainteresowaniem przez przeszło pięćset stron lektury. Ich poczynania tworzą dwa główne wątki, ekonomiczny oraz polityczny, opisywane naprzemiennie.

Postacie, choć z pozoru mogą wydawać się ciekawe, mają jednak niewiele głębi. Kreowane są w sposób spójny i logiczny, ale Abraham nie wnika wystarczająco głęboko w ich psychikę i motywacje, by wzbudzić u odbiorcy szereg emocji. Losami bohaterów trudno się przejąć, w toku powieści bowiem autor nie doświadcza swoich protagonistów szczególnie mocno, a problemy czy dylematy, przed którymi stają, rozwiązują się zbyt prosto i zbyt szybko, chwilami także w sposób zbyt przewidywalny. Ciekawiej wypadają sieć intryg i polityczne zawiłości w świecie przedstawionym oraz wątek ekonomiczny, aczkolwiek i one nie są na tyle pogłębione, na ile można by sobie tego życzyć. Na poziomie makro „Smocza droga” zyskuje jednak znacznie więcej, niż kiedy rozpatrywać ją w skali mikro.

Na polu stylistyki mamy do czynienia jedynie z poprawnym rzemiosłem — z Daniela Abrahama żaden wirtuoz pióra, więc gdy sięgnie się po „Smoczą drogę” świeżo po spotkaniu z fantastami nieco innego kalibru, jak Lucius Shepard czy Jeffrey Ford, można się srodze rozczarować. Językowi autora brakuje nie tylko wysublimowania, lecz także jakiegoś charakterystycznego sznytu, obecnego choćby w nieco pokrewnym gatunkowo „Składanym nożu” K.J. Parkera; mimo że Abraham powołuje do życia postaci wywodzące się z różnych środowisk, trudniące się odmiennymi profesjami, to każda z nich mówi i myśli w tym samym stylu — lekkim i łatwo przyswajalnym, a zarazem prostym i bezbarwnym.

Na domiar złego wszyscy czytelnicy, którzy na stronę językową książek zwracają baczniejszą uwagę, mają podczas lektury zagwarantowane palpitacje serca — tak fatalnej interpunkcji, czyli przecinków, których nie ma tam, gdzie być powinny, a jednocześnie pojawiających się w miejscach, gdzie nie mają prawa się znaleźć, nie widziałam od dawna w żadnej publikacji rzekomo poddanej procesowi korekty. Wstyd, zwłaszcza że nie jest to pierwsza pozycja wydana przez Ars Machinę potraktowana w ten sposób.

Mimo mankamentów i niedociągnięć powieść pozostaje na tyle wciągająca, że łatwo stracić przy niej poczucie czasu na dwa czy trzy wieczory. Należy pamiętać, że nie jest to rozrywkowe fantasy z tej najwyższej półki i nie postawi się „Smoczej drogi” obok cykli Wegnera czy Sapkowskiego, ale jednocześnie nie mamy do czynienia z kolejną masową opowiastką o zbawiającym świat idealnym bohaterze-sierocie i walce z prastarym złem. Na osi między tymi dwiema skrajnościami proza Abrahama plasuje się nieco powyżej środka — tylko lub aż, to już musicie ocenić sami.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Ars Machina oraz Portalowi LubimyCzytać.

2 thoughts on “Fantastyka środka — „Smocza droga”, Daniel Abraham

  1. Agata P

    Czuję się umiarkowanie zachęcona :) Szału się po tej książce nie będę spodziewać, ale jeśli kiedyś na nią natrafię to być może dla rozrywki przeczytam.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Ja pewnie przeczytam pozostałe tomy, skoro już zaczęłam cykl, ale raczej po angielsku, bo polskie wydanie strasznie się odwleka i nie wiadomo, czy/kiedy będzie ciąg dalszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *