Basso Wspaniały — „Składany nóż”, K.J. Parker

By | 28 lutego 2013

„Składany nóż” był dla mnie powieścią intrygującą od momentu pojawienia się w pierwszych szkicach wydawniczych. Fascynację tę tłumaczy lektura raptem jednego opowiadania zatytułowanego „Błękit i złoto”, które znaleźć można w „Krokach w nieznane 2011”. Te kilkadziesiąt stron w zupełności wystarczyło, by K.J. Parker (tajemniczy autor o nieujawnionej płci, dla uproszczenia pozwolę więc sobie stosować w recenzji formy męskie) podbił moje czytelnicze serce, zachwycił lekkim jak piórko i potoczystym stylem, ujął ironiczną narracją i zaciekawił pełną intryg i zwrotów akcji fabułą. Nadzieje były więc spore, a poprzeczka zawieszona wysoko. Pozostaje pytanie — czy „Składany nóż” jest w stanie ten entuzjazm podsycić, czy raczej go ugasi?

By nikogo nie trzymać w niepewności, wyjawię od razu — „Składany nóż” nie rozczarowuje. Nie jest dziełem wybitnym ani przełomowym, ale bardzo dobrym z całą pewnością tak. Składa się na to kilka elementów, w tym te wspomniane wyżej, czyli wprawa autora we władaniu piórem i zdystansowana, często zabarwiona delikatnym sarkazmem narracja, dzięki którym kolejne rozdziały połyka się w mgnieniu oka. A co z fabułą i intrygą? Na tym polu czytelnik ma szansę przeżyć spory szok, cała powieść skoncentrowana jest bowiem wokół polityki i ekonomii. Te dwie dziedziny wiodą prym, to im podporządkowane są kolejne wydarzenia i ich skutki, a także większa część rozterek i poczynań bohaterów.

Tak się jednak składa, że te dwie dyscypliny, choć dla wielu osób kompletnie nieinteresujące, w rękach K.J. Parkera zamieniają się w fabularnego samograja, w którym każdy element jest na właściwym miejscu. Wszelkie zdarzenia poznajemy z perspektywy Bassianusa Sewera zwanego Basso — syna pierwszego obywatela Republiki Wesańskiej. Śledzimy jego młodość, dorosłe życie i zmieniające się relacje z rodziną, a przede wszystkim jesteśmy świadkami rozwijającej się kariery w bankowości i polityce. Równocześnie ze skrawków informacji umiejętnie dawkowanych czytelnikom przez autora składamy obraz świata przedstawionego — konstruktu łączącego w sobie niektóre cechy starożytnego Rzymu, zarówno z okresu republiki, jak i cesarstwa, a także greckich polis czy miast średniowiecznych.

Warto nadmienić, iż w „Składanym nożu” próżno szukać typowych elementów fantastycznych, takich jak magia, przedziwne stworzenia czy obce rasy. Opisywana historia rozgrywa się w rzeczywistości przypominającej naszą, w której panują te same prawa fizyki i ekonomii, zbliżone są warunki klimatyczne, a ludność dziesiątkują podobne zarazy. Alternatywny świat łączy w sobie co prawda drobne elementy znane nam z kilku różnych epok, ale nie tworzy to czarnych dziur w logice. Choć nawet po zakończeniu lektury wiedza odbiorcy o Republice Wesańskiej i państwach ościennych pozostaje fragmentaryczna, to w trakcie czytania powieści ta iluzoryczna konstrukcja sprawia wrażenie solidnej i nie razi białymi plamami.

Największą siłą książki nie jest jednak ani świat, ani nadzwyczaj zgrabnie podany mariaż ekonomii i polityki. Całą uwagę kradnie Bassianus Sewer, bohater budzący wiele sprzecznych uczuć — podziw, zrozumienie, współczucie, pogardę. Wiele zawdzięcza wiedzy i ciężkiej pracy, nie mniej zaś szczęściu i otaczaniu się odpowiednimi osobami. Podejmuje decyzje kontrowersyjne, a ich powody są z reguły moralnie wątpliwe. Czasami sprawia wrażenie wytrawnego szachisty, który zaplanował już wszystkie ruchy w danej partii, by po chwili zacząć improwizować i dać się ponieść osobistym animozjom. To rewelacyjna i niezapomniana kreacja, a jej jedyną wadą zdaje się być całkowite przyćmienie pozostałych postaci.

Choć kilku pozostałym osobom także warto się przyjrzeć, większość bohaterów drugo- i trzecioplanowych wypada przy Bassianusie rozczarowująco płasko. Niektórzy są tylko pojawiającym się od czasu do czasu zlepkiem imion, którym Basso tłumaczy swój tok myślenia i powody decyzji. Inni otrzymali zbyt mało miejsca, by wypaść w pełni wiarygodnie. Nie jest to wada dużego kalibru, ponieważ to nie tło ma przykuwać uwagę w tej powieści — stanowi jednak o tym, że nie możemy mówić o pozycji wybitnej i dopracowanej do ostatniego szczegółu.

Za drugą drobną rysę na „Składanym nożu” można uznać fragmentaryczność narracji — K.J. Parker ma tendencję do przeskakiwania między wydarzeniami i po pewnym czasie zauważalne stają się te same zabiegi, które wykorzystuje, by to zamaskować. Postaci często streszczają przebieg pewnych wydarzeń w rozmowach między sobą albo przechodzą od razu do omawiania konsekwencji danego wyboru. Ale taki urywany sposób opowiadania historii ma też swoje dobre strony — powieść jest całkowicie wolna od wszelkich dłużyzn, a każda informacja, jaka zostaje czytelnikowi przekazana, ma znaczenie dla dalszego przebiegu akcji czy zrozumienia jakiegoś mechanizmu.

Po lekturze „Składanego noża” utwierdziłam się w opinii, że warto pisarskie poczynania K.J. Parkera śledzić i wyglądać jego kolejnych powieści. W dorobku autora wypatrzeć można kilka innych smakowitych kąsków i mam nadzieję, że dane będzie je poznać także polskim czytelnikom. W tej chwili jednak każdemu, kogo zaintrygowało to niestandardowe podejście do nurtu realistycznej fantasy, lub też niedowierzającym, że fabuła zdominowana przez ekonomię i politykę może okazać się szalenie wciągająca, polecam zagłębienie się w perypetie Bassianusa Sewera.

  • Tytuł: Składany nóż (The Folding Knife)
  • Autor: K.J. Parker
  • Wydawnictwo: MAG
  • Rok wydania: 2013
  • Liczba stron: 640
  • ISBN: 978-83-7480-285-7


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu MAG oraz Portalowi Insimilion.

  • Pierwszym co zachęciło mnie już patrząc na zapowiedź tej książki jest świetna okładka. Z pisarzem bowiem nie miałam jeszcze styczności, jednak myślę, że po lekturę sięgnę.

    • Zgadzam się, okładka przyciąga wzrok, utrzymana w oryginalnej stylistyce. Dużo lepsza niż angielskie wydania z tytułowym nożem na okładce.

  • Narobiłaś mi wielkiego smaku na tę książkę. Co prawda już wcześniej byłam zainteresowana, ale teraz jestem bardziej (choć jeszcze nie tak, żeby kupić – na początek raczej żeby od kogoś wyłudzić). Troszkę szkoda, że nie ma elementów fantastycznych (mam słabość do takich drobiazgów, osobiście uważam, że dodają uroku i tworzą klimat, nawet jeśli występują tylko na fąfdziesiątym planie opowieści), ale to znowuż nie jest takie ważne. Ciekawość mnie ogarnia.;)

    • Pamiętam, że długi czas spodziewałam się, że ta fantastyka wyskoczy gdzieś zza rogu. Ale po skończonej lekturze w gruncie rzeczy w ogóle mi jej nie brakowało. Można by nawet rzec, że całość wydaje się przez to bardzo realistyczna, jakby faktycznie z 1000 lat temu wszystko to się wydarzyło. :)

  • viv

    Ponieważ od pewnego czasu (bezskutecznie) staram się ograniczać aktualizacje listy książek do przeczytania, udało mi się oprzeć zapowiedziom i opisom Basso. I powoli zaczynam tego żałować, bo to już druga tak pozytywna recenzja tej książki, którą czytałam (a póki co przeczytałam tylko dwie). Czyli jednak trzeba będzie się porozglądać za tytułem ;)

    • Myślę, że warto. Zwłaszcza że to jedna z tych książek, które się pochłania bez najmniejszego wysiłku i w sposób błyskawiczny.
      Też się staram ograniczać, a potem wychodzi na to, że to, czego nie wzięłam do recenzji, i tak muszę sobie kupić, bo wszyscy polecają. :D

  • Książka owiana tajemnicą, w Niemczech jej nie ma, od razu wzbudziła moją ciekawość. Dzięki za przetestowanie, mogę bez oporów teraz po nią sięgnąć.

    • Mam nadzieję, że niemieccy czytelnicy też się kiedyś przekładów książek Parkera doczekają, zdecydowanie warto. :)

  • Mnie z kolei nota wydawnicza nie zachęciła w ogóle i jakoś tak puściłam tę książkę bokiem, ale Twoja wysoka ocena i pozytywna recenzja zmusza mnie do zrewidowania poglądów ;o)

    • Uświadomiłam sobie właśnie, że nie czytam prawie nigdy not wydawniczych. Dziwne trochę, ale jak kiedyś czytywałam, to albo były totalnie bezsensowne i nastawiające na inną książkę, albo – jak na moje standardy – zdradzały za dużo fabuły. Więc zostaje mi nazwisko, ewentualnie okładka (która czasem potrafi sporo o przynależności gatunkowej powiedzieć, a czasami kompletnie nic), czasem też fragmenty, jeśli wydawnictwo takowe prezentuje. Od not wydawniczych bardziej nie znoszę chyba tylko tych wszystkich „świetna książka!” – poleca ABC, autor XYZ (albo, jeszcze lepiej, recenzent New York Timesa). Brr…
      [obok tematu, ale chciałam się wywnętrznić :D]

    • Po części rozumiem (o tym, że noty wydawnicze kłamią pisałam przy okazji recenzowania ‚Córki łupieżcy’ Dukaja), ale i lubię się zapoznać, nawet pobiżnie, z klimatem książki, światem i realiami, które można w niej znaleźć. Jakoś w końcu trzeba te książki dobierać (szczególnie recenzenckie – wydawnicze nowości, co do których trudno się zapoznać z opinią kogoś zaufanego) :P
      Nazwisko jest dobrym wyznacznikiem, ale nie sprawdza się, co oczywiste, w przypadku debiutantów. Okładką też się często sugeruję, ale i ten wyznacznik czasem zawodzi – nie raz trafiłam na ładnie opakowane paskudztwo. I odwrotnie.
      Podejmuję więc wybory w oparciu o wypadkową wszysktich powyższych czynników. Albo robię to instynktownie :P