Serialowe podsumowanie 2012

By | 29 grudnia 2012

Podsumowania to zdecydowanie jedne z moich ulubionych wpisów. Lubię te okazje, gdy mogę popatrzeć wstecz, poanalizować, porozmyślać o planach na rok kolejny. Przerazić się, jak mało zrobiłam niektórych rzeczy, a jak dużo czasu przetraciłam na inne. Wymyślić postanowienia, których nie dotrzymam. A przede wszystkim — w pigułce móc polecić wam ulubione pozycje z poszczególnych kulturowych kategorii, w tym wiele takich, o których nigdy na blogu nie wspominałam.

SERIALOWE PODSUMOWANIE ROKU 2012

W tym roku zaczniemy nietypowo — od seriali. Obserwuję u siebie bowiem niepokojący trend: oglądam coraz więcej seriali, a coraz mniej filmów. Telewizyjne produkcje zaskakują nierzadko rewelacyjną jakością wykonania (przy wielokrotnie mniejszych budżetach), wyśmienitym aktorstwem (zarówno twarzy znanych z kina, jak i tych obecnych głównie na małym ekranie) i świetnymi pomysłami scenarzystów. Seriale dysponują możliwościami, o których filmy mogą tylko pomarzyć — czyli długością, która lepiej sprawdzi się przy ekranizacji opasłych książek, pełniej ukaże bohaterów, przywiąże widza, a przez to wywoła większe emocje. Z roku na rok powstaje też coraz więcej godnych uwagi seriali, właściwie każda znana amerykańska i brytyjska stacja telewizyjna dysponuje swoimi propozycjami, a wśród nich zawsze wyłowi się co najmniej kilka perełek. Największa wada? Przerwy, przerwy, przerwy. Nierzadko roczne, czasem półroczne, do tego co najmniej tydzień oczekiwania na kolejny odcinek. Można temu jednak zaradzić — oglądać wyłącznie seriale, których emisja już się zakończyła. Jest ich na tyle dużo, że każdy będzie w stanie znaleźć coś dla siebie.

Co takiego widziałam w tym roku, co mogę szczególnie polecić?

Przede wszystkim Sherlocka ze stacji BBC. Ortodoksyjni fani prozy sir Arthura Conan Doyle’a będą pewnie oburzeni, no bo jak to tak: nie dość, że akcję przeniesiono w czasy współczesne, to jeszcze trudno nazwać scenariusz poszczególnych odcinków adaptacją konkretnej powieści czy opowiadania. Z literackiego pierwowzoru zapożyczono koncepcje postaci i najbardziej charakterystyczne elementy fabuł. Cała reszta to już wyobraźnia scenarzystów, ale wierzcie mi — ten serial idealnie oddaje ducha opowieści o ekscentrycznym detektywie i nie wyobrażam sobie żadnej adaptacji, która byłaby równie rewelacyjna (tak, tyczy się to także filmów Guya Ritchie, skądinąd przeze mnie lubianych). Warto też podkreślić, że nie jest to żaden tasiemiec, a sześć półtora godzinnych filmów, które co prawda łączą się ze sobą, ale każdy z nich tworzy też oddzielną całość. Ostatnie trzy epizody mają pojawić się w 2013 roku, ale dokładna data, przesuwana z uwagi na inne zobowiązania Benedicta Cumberbatcha („Star Trek Into Darkness”) i Martina Freemana („Hobbit”), nie jest jeszcze znana.

Tym, którzy — podobnie jak ja — mają słabość do wszelkich nie-współczesnych okresów historycznych, polecam Downton Abbey, także produkcję brytyjską, a ta brytyjskość po prostu wylewa się z ekranu i oczarowuje odbiorcę od pierwszego odcinka. Akcja serialu rozgrywa się na początku XX wieku, a widz śledzi losy mieszkańców wiekowej posiadłości: tych „na górze”, czyli jaśniepaństwa, i tych „na dole”, czyli ich licznej służby. Mamy tam mnóstwo intryg, kapkę tajemnic, sporo przeciwności losu, mamy konwenanse i obyczaje znane nam tylko z filmów i książek, mamy też przepiękne stroje, samochody i dekoracje. To jeden z nielicznych seriali, gdzie żaden z bohaterów (a jest ich naprawdę sporo) nie jest nudny ani wciśnięty na siłę — każdy ma swój wątek, swój czas ekranowy, swój wielowymiarowy charakter. Downton Abbey również będzie dość dobrą propozycją dla tych, którzy nie mają ochoty na śledzenie setki odcinków — powstały trzy serie, liczące łącznie 25 epizodów. Finałowy sezon ujrzymy jesienią przyszłego roku (tak, to niewątpliwa przewaga seriali brytyjskich nad większością amerykańskich — nie są tasiemcami i nie kręci się ośmiu czy dziewięciu sezonów, byle jeszcze więcej zarobić, nawet gdy fabularny potencjał wyraźnie wyczerpał się lata temu).

Produkcje fenomenalne mamy już za sobą, pora więc na krótki przegląd pozostałych tytułów, które śledziłam bądź śledzę. Wśród komedii spory zastój, większość stacji oferuje n-te sezony tego, co widzowie dobrze już znają. Jedyną pozycją, która moim zdaniem wciąż trzyma poziom mimo upływu lat, jest The Big Bang Theory. A może po prostu wolę ten nerdowski humor od wszelkiego innego? Coraz bardziej wypala się za to How I Met Your Mother, a informacja o zamówieniu przez stację CBS dziewiątego sezonu była jedną z najsmutniejszych wieści serialowych tego roku. Drodzy twórcy, my już naprawdę chcemy poznać tę matkę i skończyć to oglądać! Z innymi komediami nie jest lepiej — próbowałam wciągnąć się w wielokrotnie nagradzane Modern Family czy 30 Rock, ale odpuściłam po kilku odcinkach. Ani to śmieszne, ani odkrywcze i nie mam pojęcia, za co te kolejne Emmy czy Złote Globy. Przy New Girl dzielnie trwam, ale również zaczyna coraz bardziej mnie irytować, więc chyba po drugim sezonie zakończę swoją przygodę z Jess i spółką (choć Zooey Deschanel jest przeurocza).

Co słychać wśród dramatów? Ich sytuacja jest, całe szczęście, o wiele lepsza. Drugi sezon The Borgias na tym samym, wysokim poziomie, więc kto zaczytywał się kiedyś książką Mario Puzo, a serialu jeszcze nie widział, koniecznie musi nadrobić. Prócz tego na moim ekranie królują wciąż seriale fantastyczne, czyli drugie sezony Once Upon A Time i Grimm. Co dziwne, w stosunku do serii pierwszej nie zaliczyły jakościowego spadku (a to rzadkość w amerykańskich serialach, pomijając te z kanałów premium, jak HBO czy Showtime), ale pod pewnymi aspektami zrobiły się jeszcze lepsze, szczególnie Grimm, który zaczynał jako przeciętny procedural, a teraz przykuwa uwagę coraz bardziej rozbudowanym głównym wątkiem. W Once Upon A Time z kolei widać rękę niektórych spośród twórców słynnego Lost — różne linie czasowe, różne światy, wielokrotne skakanie po nich w obrębie jednego odcinka, a do tego świetne nawiązania do motywów baśniowych. Co prawda żadna z tych produkcji nie jest przełomowa czy genialna, ale mogą służyć jako solidna rozrywka. Fanów komiksów i ich adaptacji zachęcić powinien z kolei Arrow, czyli serial z uniwersum DC Comics utrzymany w konwencji, nazwijmy to, pseudorealistycznej. Produkcję ogląda się całkiem sympatycznie, mamy miłego dla oka pana z łukiem (z repertuarem trzech min, ale najwidoczniej nie można mieć wszystkiego), dużo atrakcyjnych scen akcji i kilka tajemnic. Niestety, mamy też nieodłączny trójkąt miłosny (serio, czemu to teraz takie modne?), godny typowych teen-drama wątek z młodszą siostrą w okresie buntu (niczym element wyjęty z The O.C. czy innego Dawson’s Creek) i kilka mocno przewidywalnych zagrywek. Niemniej, trzymam za ten serial kciuki, ponieważ wciąż brakuje w telewizji produkcji o tej tematyce (i nie, raczej nie zamierzam oglądać dziesięciu sezonów Smallville, który ponoć i tak w połowie przestaje robić się strawny).

No dobrze, a co z przyszłym rokiem? Czy jest na co czekać? Pomijając kolejne sezony produkcji, które już polecałam, wyglądam kilku nowości i liczę też na to, że uda mi się nadrobić kilka premier z lat ubiegłych, na które zabrakło czasu. Zacznijmy od tych pierwszych: smakowicie zapowiada się The White Queen, czyli adaptacja jednej z grubaśnych powieści Philippy Gregory, osadzona w czasach Wojny Dwóch Róż toczonej między rodami Yorków i Lancasterów. Miłośnicy dramatów historycznych nie mogą tego przegapić. Mariaż historii z fantastyką ujrzymy z kolei w Da Vinci’s Demons, produkcji stacji Starz, która zagości w ramówce wiosną i być może zostanie nową flagową serią Starz, jako że zimą wyemitowany zostanie ostatni już sezon Spartacusa. O tym przekonamy się po liczącym osiem odcinków pierwszym sezonie. Z zupełnie innej bajki mamy zaś polityczny dramat House of Cards, z Kevinem Spacey w roli głównej. Premiera już w lutym, więc każdy fan dokonań Davida Finchera (producenta wykonawczego) nie może tego przegapić. Nie da się też ukryć, że o ile Brytyjczycy jak nikt znają się na produkcjch kostiumowych i historycznych, to Amerykanie brylują w tematach politycznych, więc jestem dobrej myśli. A na deser coś, na co z pewnością niecierpliwie czekają miłośnicy komiksów Marvela — serial S.H.I.E.L.D. w reżyserii samego Jossa Whedona, czyli pana, który dostarczył nam w tym roku rewelacyjnych Avengersów. O fabule niewiele jeszcze wiadomo, ale nieważne! Ważne, że ponownie spotkamy naszego ulubionego agenta, Phila Coulsona. Martwić może jedynie dobór stacji, czyli ABC, do której mam lekki uraz po anulowaniu FlashForward dwa lata temu.

I jeszcze pokrótce moje plany dotyczące nadrabiania serialowych zaległości. W 2012 roku pojawił się ośmioodcinkowy World Without End, czyli kontynuacja The Pillars of the Earth, a zarazem adaptacja powieści Kena Folletta „Świat bez końca” w wykonaniu Ridleya i Tony’ego Scottów. Spodziewam się więc pozycji równie dobrej, co serialowe Filary Ziemi. Historycznego klimatu dostarczy mi także The Hollow Crown, czteroodcinkowy miniserial opowiadający o panowaniu Ryszarda II, Henryka IV i Henryka V. W rolach głównych — Jeremy Irons, Ben Whishaw i Tom Hiddleston, czyli szykuje się smakowita uczta. Gdy zatęsknię za fantastyką, sięgnę (aż wstyd, że dopiero!) po Firefly, który chwalą właściwie wszyscy amatorzy seriali. A że odcinków niewiele, powinien łatwiej dopchać się do mojego grafiku. A na deser… Może kilka obsypanych licznymi nagrodami dramatów? Kusi Homeland, Mad Men i Boardwalk Empire — więc jeśli ktoś chciałby któryś z nich szczególnie polecić, zachęcam. Z komediami z kolei raczej dam sobie spokój, widocznie moje poczucie humoru nie do końca pokrywa się z tym, co śmieszy większość telewidzów (albo też szybciej mi się pewne rzeczy, śmieszne początkowo, przejadają).

Śledzicie jakieś serie telewizyjne? Czekacie na powrót ulubionego tytułu na antenę? Odkryliście w tym roku ciekawą produkcję, którą chcielibyście polecić? A może w ogóle nie lubicie i nie oglądacie seriali? Podzielcie się wrażeniami z waszego serialowego 2012 roku!

15 thoughts on “Serialowe podsumowanie 2012

  1. Immora

    FlashForward R.I.P.
    Sama również obejrzałam Sherlocka (z ogromną przyjemnością) i niecierpliwie wyczekuję trzeciego sezonu. Niechże on będzie szybciej :( A Martin jako Watson jest niemal równie dobry jako Bilbo :>
    TBBT, Himym, New Girl także śledzę i jako komediowe przerywniki dnia świetnie się sprawdzają. Himymu szkoda, że tak się zaczął ciągnąć, ale z drugiej strony nie chcę też się z nim żegnać.
    Dodatkowo oglądam Hart of Dixie, Dextera (cóż za sezon!), Vampire Diaries (kolejny przypadek świetnego sezonu :P), Supernatural, American Horror Story (wciągające dziwactwo, przy którym lepiej nie nic nie spożywać, chyba że alkohol), Bones (mój ukochany serial nad seriale), Fringe (ostatni sezon trochę nieteges…), Grey’s Anatomy (miłości moje), no i skończony właśnie Gossip Girl (łezka się kręci w oku, ale to już był ten czas). Uh. Także, trochę tego dużo :) Może sama pokuszę się o takie podsumowanie, ale na pewno wyjdzie mi dużo gorzej od Twojego i pewnie zrezygnuję. A, że nie mam co oglądać(ha ha :P) zachęciłaś mnie do Downtown Abbey i Arrowa. Po zdaniu egzaminu na pewno sięgnę ;)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      O, to zachęcam Cię do napisania, chętnie się dowiem czegoś więcej o kilku tytułach – szczególnie o Fringe i American Horror Story dużo dobrego słyszałam i nie wiem, czy się nie skusić, zwłaszcza na ten pierwszy, skoro się kończy w tym sezonie.
      Zakończenie Gossip Girl sama śledziłam, ale jak dla mnie ten serial powinien składać się z sezonu 1, 2 i 6. Te ze środka uważam za zbędne, które tylko rozciągały w czasie to, co nieuniknione, czyli końcówkę. Ale finał nadrobił trochę te niedostatki. :D
      A Martin Freeman jako Bilbo to chyba wybór idealny, jestem tą rolą oczarowana. ^^ Teraz już tylko czekam na 2 część Hobbita i rozmowę Bilba ze Smaugiem. :D

  2. Fka

    Ze względu na moje wrodzone lenistwo nie pokusiłabym się na zrobienie takiego podsumowania, tym bardziej, że na bieżąco oglądam około 20 seriali. Czasami bywało więcej, czasami mniej ;) Śledzę większość seriali, które z fantastyką mają coś wspólnego. Łącznie z takimi młodzieżowymi jak Pamiętniki wampirów, choć książki bym nie ruszyła. Nie oglądam natomiast żadnej komedii.
    Z wymienionych przez Ciebie seriali zaczęłam niedawno oglądać Sherlocka, ale dawkuję sobie powoli. Once Upon A Time i Grimm śledzę od początku, z czego ten pierwszy serial zaczął mnie trochę nudzić i mam 4 odcinkowe zaległości a Grimm rzeczywiście jest lepszy niż w 1 sezonie. Z tegorocznych nowości Arrow trzyma się na przyzwoitym poziomie (fakt, trójkątów miłosnych nie cierpię).
    A co po Nowym Roku? Nie interesowałam się jeszcze nowościami, które mają się ukazać, a ze starszych produkcji czekam najbardziej na „Grę o tron”. No i na powrót po przerwie świątecznej kilku moich ulubieńców.
    I jeszcze może dodam, że dzięki twojemu podsumowaniu nabrałam ochoty na Downton Abbey, więc jak już zakończą się niektóre seriale, to zamierzam obejrzeć :)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      No proszę, a się bałam, że tylko u mnie tyle tych seriali w planie dnia, ale na szczęście nie. :D
      „Grę o tron” właściwie chętnie bym obejrzała, mam zaufanie do produkcji HBO, ale już obiecałam sobie, że najpierw przeczytam wszystkie tomy (włącznie z tymi jeszcze nienapisanymi – więc czekam i czekam, i czekam, i pewnie tym sposobem to za 20 lat zacznę czytać tę serię), a dopiero potem sięgnę po serial. Zobaczymy, czy wytrwam w tym postanowieniu.

    2. Fka

      Rzeczywiście chyba lepiej najpierw przeczytać książki, bo o ile pierwszy sezon serialu w zasadzie pokrywa się z powieścią, tak w drugim coś mi się już zaczęło mieszać, ale książki czytałam ze 4 lata temu, więc też już szczegółów nie pamiętałam. Ja sobie obiecałam, że przed kolejną częścią przeczytam wszystkie jeszcze raz, ale chyba nie muszę się z tym spieszyć ;)

  3. Agata

    Jak ja lubię podsumowania :) Mogłabym się podpisać pod większością tego co napisałaś. Uwielbiam seriale brytyjskie, ale czekanie na kolejne odcinki to dla mnie katorga, jeśli nie widziałaś to obejrzyj Luthra i Call the midwife – świetne seriale. Niestety komediowa posucha ostatnio nastąpiła – HYMYM już prawie nie da się oglądać, ostatni przed świąteczny odcinek dawał nadzieję, że jeszcze coś z tego będzie, ale wiadomość o 9 sezonie mnie zniesmaczyła. Z komedii całkiem spodobało mi się Suburgatory, ale dopiero po kilku odcinkach. Z nowych dramatów oglądam Arrow, ale główny bohater zaczyna mnie co raz bardziej drażnić. Gorąco namawiam do nadrobienia Firefly – rewelacyjny serial, aż się łza w oku kręci, w trochę podobnym klimacie jest też Battlestar Gallactica. Z nowych seriali czekam na The House of Cards i The Following, a ze starych chciałabym nadrobić Homeland. Podobno brytyjskie The Hour też jest niezłe.

    Pozdrawiam

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Battlestar: Galactica to zdecydowanie mój numer 1 wśród seriali, ale jak na razie obejrzałam całość już dwa razy, więc dam szansę Firefly. The Hour też mnie zaciekawił, a że odcinków niewiele, to może też uda mi się nadrobić. O pozostałych też będę pamiętać, szczególnie opis Call the Midwife mnie zainteresował, a wcześniej o tym serialu nie słyszałam.

  4. Trojka

    Oglądam:
    -„The Walking Dead” – zombie, postapokalispa, lubię te klimaty,
    -„Tron Uprising” – animowany serial będący prequelem do filmu „Tron Legacy”, serial wyjątkowo trzyma równy bardzo wysoki poziom. Mniej zawodzi niż nie które seriale aktorskie.
    -„Fringe: Na granicy światów” – leci ostatni sezon, niestety poziom spadł i już nie ciekawi mnie jak kiedyś, ale do końca dotrwam.
    -„American Horror Story: Asylum” – serial z dreszczykiem, pierwszy sezon lepszy, ale ten też trzyma poziom

    Seriale na których nowe sezony aktualnie czekam: „Gra o tron”, „Legenda Korry”, „Rodzina Borgiów”, ‚Spartacus”, „Wrogie niebo” (ale prawdopodobnie zrezygnuje).

    Jak widać po tematyka ściśle fantastyczna, jednak brak mi produkcji typowo s-f, jak „Stargate” czy „Battlestar Galaktica”, kontynuację do tych seriali zostały skasowane :(.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Też mnie boli brak kontynuacji Battlestara. Obejrzałam w tym roku Capricę, a jak pod koniec zaczęła się wreszcie rozkręcać, to ciach!, urywamy… Blood&Chrome nawet jeszcze nie widziałam, ale sam fakt, że po pilocie postanowili nie kontynuować jest dość załamujący, zwłaszcza że jakieś 2 lata czekałam na ten serial. Tak, sf ma wyraźnie największe problemy z przebiciem się i utrzymaniem.
      The Walking Dead rozważam, ale o ile postapo lubię, to już za zombie niespecjalnie przepadam. Pewnie i tak skończy się tym, że obejrzę, ale może poczekam do końca emisji.

  5. Viginti Tres

    „Nie oglądam” będzie w moim przypadku niefortunnym sformułowaniem – ja nawet o nich nie słyszałam… Okej, na jakimś blogu obiła mi się o uszy nazwa „Once Upon A Time”, ale poza tym zero. Jeśli miałabym czegoś spróbować, to właśnie tego serialu. Podobno dużo w nim kpiny, odwracania ról i czarnego humoru? (Jeśli tak, to biorę). Więc decydujące: polecasz (mnie konkretnie)? ;)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Serial nastawiony jest przede wszystkim na żonglerkę motywami z baśni, zaskakiwanie widza reinterpretacją pewnych postaci (jak Czerwony Kapturek czy Bestia z Pięknej i Bestii) i to zdecydowanie najmocniejszy element. Humoru jest sporo, ale jest też trochę takich… lukrowano-łzawych elementów(?), typu Wielka Miłość, przemowa motywująca, pokonajmy razem Zło, jesteś Wybrańcem, etc. Wynika to pewnie po części z tej baśniowej konwencji, ale czasami można zazgrzytać zębami. Niemniej jednak polecam, acz z nastawieniem typowo rozrywkowym i odkrywania wszelakich smaczków-nawiązań, gdyż odkrywczych, głębokich treści raczej na ekranie nie znajdziemy.

  6. Agnieszka

    Ostatnio przypadkiem natknęliśmy się na kilka odcinków Downton Abbey i wciągnęliśmy błyskawicznie w akcję – przyjemne to było, naprawdę! Reszty niestety nie znam, ale zapamiętam ten wybór, bo wydał mi się trochę odbiegający od wszechobecnej sieczki:-)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      To szczególnie, jako miłośniczce kryminałów, polecam Ci wspomnianego Sherlocka. :)

  7. Kali

    Wszyscy mówią o „Sherlocku”, więc chyba się skuszę w końcu, szczególnie że to kilka odcinków.
    „Arrow’a” też oglądam, dość sympatyczny jest i zdecydowanie o wiele lepszy od serialu „Cape”…. Ale widzę, że serialowo masz podobne plany – tutaj ja muszę nadrobić wpierw „Filary ziemi” żeby móc zacząć „Świat bez końca” (przyzwoitość mi nakazuje). Ostatnio też odkryłam „Notatki młodego doktora” na podstawie op-opowiadania Bułhakowa (na razie udało mi się obejrzeć zaledwie urywek, ale wiem, że mi się spodoba). No i oczywiście czekam na 3 sezon „Gry o tron”.

    Reply
  8. kenaz

    Modern Family – pierwsze 7-10 odcinków (już nie pamiętam ile, ale pamiętam że poczatek był nieśmieszny) a potem jest lepiej i lepiej. Oglądam do dziś (już 5 sezon) i jest całkiem nieźle. Sezony 2-3 bardzo dobrze wspominam.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *