TOP 5: Seriale, które wiedziały, kiedy się skończyć

By | 8 listopada 2014

Nawet jeśli nie jesteście maniakalnymi miłośnikami telewizyjnych produkcji w odcinkach, nawet jeśli nie należycie do żadnego fandomu, nie powracacie regularnie do ulubionych tytułów i nie prowadzicie kalendarza, który wyświetlałby listę premier danego dnia czy tygodnia ― to o ile nie żyliście przez ostatnie 10 lat pod kamieniem, pewnie obejrzeliście jakieś seriale. Z ogromnym prawdopodobieństwem trafiliście więc na takie, które nie wiedziały, kiedy i/lub jak się skończyć. Albo ciągnęły się w nieskończoność, zamieniając się powoli, acz sukcesywnie w parodię samych siebie, albo zostały zakończone wcześniej, niż początkowo planowano, a scenarzyści nie stanęli na wysokości zadania (lub nie otrzymali takiej szansy), przez co otrzymaliśmy zakończenie urwane (albo i z wrednym cliffhangerem, zapowiadającym mający nigdy nie powstać kolejny sezon), zamiast satysfakcji wywołujące u widza jedynie frustrację. Ale dziś nie będzie ani o tych pierwszych, ani o tych drugich. Dziś będzie o wybitnie rzadkich serialowych przypadkach, kiedy twórcy wiedzieli, jak i kiedy zakończyć swój serial. O tych nielicznych produkcjach, które od początku zdają się zmierzać do finału (nawet jeśli to tylko pozory), a ich ostatnie odcinki nie wywołują u widza poczucia zmarnowanego czasu, energii i zaangażowania. Co oczywiście nie znaczy, że jest to toplista moich ukochanych seriali. Na takową pewnie przyjdzie jeszcze trochę poczekać. ;)

TOP 5: Seriale, które wiedziały, kiedy się skończyć

1. Battlestar: Galactica

Zaczynamy kontrowersyjnie ― bowiem z tego, co wiem, zakończenie tego właśnie serialu spotkało się z krytyką sporej rzeszy fanów. A ja byłam zachwycona. Oczywiście istnieje możliwość (pewnie całkiem spora), że kolejne meandry fabularne wymyślano w biegu i wraz z zamówieniami następnych sezonów, że wcale nie taki był początkowy pomysł na serial. Dla mnie jednak punkt końcowy jest spójny z tym, co pokazywano mi przez wcześniejsze kilkadziesiąt odcinków. Łączy się w mojej głowie w jedną całość. To też jeden z powodów, dla którego BSG to mój absolutnie ukochany serial i nie zanosi się na to, by miał zostać zdetronizowany ― gdyż jako jedyny spośród wszystkich pretendentów do tego miana, prócz wielu innych zalet, miał także tę ― wiedział, kiedy i jak się skończyć. Co sprawia, że z tym większym smutkiem wspominam urwaną po pierwszym sezonie Capricę, która na sensowne zakończenie nie miała szans.

Battlestar: Galactica

2. The 4400

Oprócz tego, że pragnę się w tym miejscu porozpływać nad tym, jak dobrze zakończono ten serial ― chciałabym o nim przy okazji przypomnieć. Nie mogę się bowiem oprzeć wrażeniu, że to produkcja mało znana, nawet wśród fanów seriali, której nie towarzyszy żaden widoczny fandom. A przecież to The 4400 pokazywało ludzi z mocami na długo przed Heroes czy Misfits, a także wprowadziło motyw nagłego zniknięcia losowego odsetka populacji zanim zrobili to popularni ostatnio The Leftovers. Oczywiście, nie oznacza to, że The 4400 było szalenie nowatorskie ― ale nie da się zaprzeczyć, że po dziesięciu latach, jakie mijają od premiery, wciąż pozostaje co najmniej godne uwagi. Można by zarzucić serialowi, że w pierwszych dwóch sezonach akcja toczyła się trochę niemrawo, ale już od sezonu trzeciego to doskonałe, trzymające w napięciu sf z fantastycznymi zwrotami akcji i tym typem bohaterów, który tak szalenie lubię ― czyli bardzo niejednoznacznymi postaciami, gdzie trudno komukolwiek kibicować od początku do końca. Choć fani protestowali przeciwko kończeniu serialu po czwartym sezonie (trudno się dziwić, skoro poziom wciąż rósł), twórcy pozostali nieugięci. I jestem im za to niezwykle wdzięczna.

The 4400

3. Spartacus

Spartacus jest serialem, który od samego początku umiejętnie rozpisywano na sezony; to także jedna z nielicznych produkcji, w przypadku których to ostatni sezon uważam za najlepszy ze wszystkich czterech (tak, wliczam prequel do sezonów, proszę się nie kłócić z tą logiką). W dodatku doczekał się on idealnego zwieńczenia, ani nie nazbyt pospiesznego, ani nie nadmiernie odwleczonego. I choć z różnych względów nigdy nie będzie to produkcja wymieniana wśród moich najukochańszych, to daleka jestem również od krytykowania jej za to, czym nigdy być nie chciała czy nie próbowała. Z kolei w swojej kategorii rozrywkowości przez cały czas emisji radziła sobie wyśmienicie i pewnie jeszcze długo pozostanie najciekawszą propozycją od stacji Starz. Tym większy plus dla stacji, że nie zdecydowała się na rozwlekanie akcji, tak by ich flagowy tytuł mógł pożyć w paśmie przez kilka sezonów dłużej.

Spartacus

4. The Tudors

Okay, ktoś mógłby mi powiedzieć, że moment zakończenia tego serialu był z góry oczywisty ― umiera Henryk VIII, kończymy serial poświęcony jego osobie. Ale to wcale nie jest takie proste. Weźmy choćby The Borgias, późniejszy serial stacji Showtime, urwany tak naprawdę w pół słowa, w momencie całkowicie losowym. Czy na szybko domykany Rome od HBO, który spokojnie mógłby doczekać się jeszcze sezonu czy dwóch. Tymczasem w The Tudors opowiedziano historię, którą opowiedzieć chciano, dbając o zakończenie wszystkich wątków i stałe tempo całej opowieści. Oczywiście moja miłość do tego tytułu nie wynika wyłącznie ze zgrabnego finału, ale to zawsze jeden z tych elementów, które silnie rzutują na ostatecznie wrażenia. To także kryterium niezbędne serialowi do tego, bym miała ochotę powtórnie go obejrzeć ― w końcu jaki jest sens ponownego katowania się nietrafionym zakończeniem, o którym wie się z góry?

The Tudors

5. ???

To nie jest celowy zabieg. Po prostu, z ręką na sercu, nie jestem w stanie umieścić na tej liście piątego tytułu. Wydaje mi się, że obejrzałam już całkiem sporo seriali (choć oczywiście znacznie więcej tytułów mam dopiero w planach), ale wśród nich udało mi się znaleźć tylko cztery (!) zakończone jak dla mnie w idealnym momencie. Co z pozostałymi? Odrzucamy miniseriale i inne z założenia jednosezonowe produkcje. Odrzucamy tytuły wciąż kręcone, ponieważ nawet jeśli w tej chwili wydają się rokować jak najlepiej, to nigdy nie można być pewnym tego, jak skończą. Wówczas zostajemy z ogromną rzeszą seriali zbyt długich i garstką seriali zbyt krótkich. No i czterema powyższymi tytułami. Co ciekawe, wszystkie wymienione przeze mnie produkcje liczyły sobie cztery sezony. Przypadek? A może odkryłam właśnie liczbę idealną…?

Skoro więc moja lista kończy się na czterech ― czekam na Wasze propozycje. Musi przecież istnieć choćby jeszcze kilka seriali zakończonych ani nie nazbyt wcześnie, ani nie zbyt późno, prawda? Po prostu miałam pecha i jeszcze na nie nie trafiłam. Liczę więc na to, że będziecie w stanie polecić mi choć jeden tytuł, którego finał uważacie za idealnie wyliczony!

17 thoughts on “TOP 5: Seriale, które wiedziały, kiedy się skończyć

  1. Agata

    Maja pierwsza myśl – Battlestar Gallactica :D A później długo, długo nic. 4400 nie obejrzałam do końca, więc nie wiem czy faktycznie zakończono serial w dobrym momencie. Nie mam żadnych propozycji co do numeru 5, niestety jednak większość seriali jest przeciągana. Tu przykładów miałabym całkiem sporo.

    Reply
  2. Mateusz Cioch

    Trudniejsze zadanie niż początkowo myślałem. Nie przychodziło mi do głowy nic, co spełniałoby powyższe warunki, aż musiałem prześledzić listę obejrzanych seriali na filmwebie. Poniższe z mniej lub bardziej czystym sumieniem mogę polecić:
    – Entourage
    – Monk
    – Luther
    – El Internado

    Do niedawna na pierwszym wymieniłbym „Curb Your Enthusiasm” gdzie przez osiem sezonów nawet jeden odcinek nie odstaje od genialnego poziomu, no ale z tego co słyszałem, mają robić jednak kolejny sezon, więc się wstrzymuję. Ale mimo to polecam.

    Aha, przyznam się też, że z wymienionych przez Ciebie seriali żadnego jak dotąd nie oglądałem, ale się zainteresuję.

    Reply
    1. Oceansoul

      Entourage, Luthera i El Internado mam gdzieś tam na liście, więc kiedyś na pewno sprawdzę. A procedurali w stylu Monka z założenia nie ruszam, bo to nie mój typ seriali. Oczywiście widziałam ze trzy odcinki kiedyś przy okazji, było całkiem sympatyczne, ale na pewno nie skłoniło mnie to, by usiąść i obejrzeć osiem długich sezonów.

    2. Mateusz Cioch

      Pomyślałem sobie, że gdyby zebrać tylko te odcinki, które odnoszą się do głównego wątku, to nie byłoby tego aż tak wiele. Pewnie gdzieś na internecie jest taka lista.

  3. Aderon

    Breaking Bad. Ten serial jest najlepszy w ostatnim sezonie i kończy się w idealnym momencie, w którym widz jest zawieszony pomiędzy „chryste panie, chcę więcej!” a „w sumie to dobrze, kolejny sezon by już był zwykłym odgrzewaniem kotleta.

    Reply
    1. Oceansoul

      O, bardzo miło słyszeć. :) Breaking Bad mam na pilnej liście, tak więc pewnie jakoś niebawem zapoznam się z serialem.

  4. Megapodius

    Ja też polecam Luthra i Breaking Bad a poza tym A Young Doctor’s Notebook

    Reply
  5. kasjeusz

    5. Breaking Bad :) Ani za dużo odcinków, ani za… No dobra, za mało! Jak każda fanka momentami chciałabym, żeby moje ulubione seriale nigdy się nie kończyły i nigdy nie traciły na jakości. ;)
    Chciałam jeszcze dodać Buffy, moją wielką miłość dziecięcą, ale a) ostatni sezon miewał gorsze chwile, b) oglądałam to, będąc w podstawówce – nie wiem, czy każdemu spodoba się ta historia, czy nie ucieknie na widok przestarzałych efektów specjalnych. ;) Zanim jednak ucieknie, polecam „The Body”, odcinek, który z każdego (serio!) wyciśnie łzy.

    Reply
    1. Oceansoul

      Widzę, że Breaking Bad wyraźnie prowadzi. :)
      Co do Buffy, to gdzieś tam z tyłu głowy o serialu pamiętam, ale jak już, to raczej jest to dalsza przyszłość. Raz, że trochę dużo odcinków, a to mnie łatwo odstrasza, a dwa, że mam pewne podejrzenia, że nie jestem do końca targetem. :)

    2. kasjeusz

      Zależy, co masz na myśli. ;) Wiekowo: bez obaw, to nie jest serial (tylko) dla młodzieży. Problemem natomiast mogą być przestarzałe efekty specjalne (zwłaszcza w tych pierwszych sezonach) i czasem rozwiązania fabularne (chodzi mi o to, że jeśli znasz sporo seriali fantasy, możesz czasem westchnąć „ach, gdzieś już to widziałam”; oczywiście, Buffy niejednokrotnie była pierwsza, ale indywidualna kolejność oglądania ma znaczenie).

    3. Oceansoul

      Mam na myśli głównie temat, czyli wampiry, demony i tego typu sprawy, które mnie niezbyt kręcą. Oraz format – bo to jest chyba procedural, tzn. serial ze „sprawą/potworem odcinka”?
      Akurat młodzieżowość jest okay, nie wyrosłam. ;) No i w sumie to jest serial Whedona, więc pewnie choćby z tego względu powinnam spróbować.

  6. Marta Kor z OkiemMK.com

    według mnie było tez kilka młodzieżówek, które można by było umieścić na tej liście i kilka seriali, które wciąż tworzą ;P
    Chciałam także poinformować, iż przeniosłam się na własną domenę: okiemMK.com i dodałam Ciebie do odwiedzanych blogów, by nic mi nie umknęło.

    Pozdrawiam ciepło!

    Reply
  7. naczytane.blog.pl

    Jak ja się ucieszyłam jak zobaczyłam o czym dzisiaj piszesz! :) szukam seriali, które mają zakończenie (bo wierz mi lub nie, ale dotąd nie oglądałam serialu który by się jakoś skończył). Zabieram się za oglądanie the 4400 :)

    Reply
    1. Oceansoul

      Sama sobie muszę odświeżyć jakoś niebawem „The 4400”, tak się jakoś nakręciłam. :)
      A, jeśli pierwsze odcinki będą takie sobie – to dalej będzie tylko lepiej. ^^

  8. Nicolas Cage

    Widzę, że nie było tutaj żadnej aktywności od dłuższego czasu. Bardzo polecam serial „13 reasons why”. Jest genialny, bardzo mocno pobudza uczucia i daje dużo do myślenia.

    Reply
    1. Marta "Oceansoul" Najman

      Obejrzałam go w jakieś 4 dni, wciąga bardzo, aczkolwiek mam trudną relację z tym serialem – bo tak jak wiele elementów mi się podobało, tak inne wkurzały niemiłosiernie. Na pewno nie był dla mnie genialny, ale wart poznania jak najbardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *