Loading...
Literatura

Antologia najwyższej klasy – „Science Fiction”

Koniec ubiegłego roku z pewnością uradował miłośników zbiorów opowiadań spod szyldu fantastyki. Wydawnictwo Solaris tradycyjnie uraczyło czytelników kolejnym almanachem „Kroki w nieznane”, a także trzecim tomem „Rakietowych szlaków”. Antologiami postanowiło zakończyć ten rok także wydawnictwo Powergraph, najpierw budzącym nieco kontrowersji „Głosem Lema”, następnie zaś woluminem o niepozostawiającym wątpliwości odnośnie do swej zawartości tytule – „Science Fiction”.

Tomiszcze o pokaźnej grubości zawiera jedenaście opowiadań, jedną minipowieść oraz interesujące posłowie. Autorem tego ostatniego jest Tomasz Kołodziejczak, który w zwięzłej i przystępnej formie postanowił nakreślić istotę gatunku science fiction, zdefiniować jego cechy charakterystyczne, a także dość pobieżnie wspomnieć o jego korzeniach i ewolucji. Przywołuje znane w świecie nazwiska, nie oznacza to jednak, że polscy autorzy mają się czego wstydzić. Wręcz przeciwnie. Nie ma zaś lepszego potwierdzenia tej tezy, niż zagłębienie się w opowiadaniach z antologii.

Podkreślić trzeba przede wszystkim fakt, iż do „Science Fiction” nie trafił ani jeden słaby tekst. Poziom opowiadań waha się między ‘dobrymi’, przez ‘bardzo dobre’, po ‘świetne’. Co więcej, ich selekcja sprawia, że każdy miłośnik fantastyki naukowej powinien odnaleźć tu porcję rozrywki trafiającej w jego gust. Opowiadania różnią się bowiem stylami – od chłodnego, typowo naukowego, przez reporterski, po oniryczny czy też fantasmagoryczny. Jedni z autorów nie stronią od neologizmów i zawiłych konstrukcji składniowych, inni – stawiają na prostotę i trafne, konkretne spostrzeżenia.

Także pod względem treści czytelnik może rozkoszować się pełną gamą tematów. Dziedziny nauki, po które postanowili sięgnąć autorzy, to nie tylko dość tradycyjne matematyka, fizyka czy astronautyka. W opowiadaniach znajdziemy pełen przekrój dyscyplin, które poddano obserwacjom i opakowano w fantastyczne – acz wiarygodne – modyfikacje: antropologię i psychologię, ekonomię i medycynę, a nawet muzykę czy religię. Padają celne, nierzadko niepokojące pytania. Przyszłość zaś nigdy nie rysuje się w jasnych barwach; ludzkość w „Science Fiction” to albo zdegenerowane, upadające społeczeństwo, rasa na krawędzi zagłady albo jedynie mgliste wspomnienie wśród innych istot. Optymizmu ani nadziei na lepsze jutro w tym tomie nie znajdziemy.

Na szczególne słowa uznania zasługuje minipowieść Jacka Dukaja, stanowiąca jedną czwartą objętości całej antologii. Dukaj zdążył już przyzwyczaić swoich wiernych czytelników do skomplikowanej formy i treści, tak więc i tym razem nie będą oni rozczarowani. Tytuł „Science fiction” został dobrany idealny, utwór traktuje bowiem o fantastyce naukowej na wielu płaszczyznach; mamy tu świat niedalekiej przyszłości, czyli fantastyczną otoczkę; pisarza-autora powieści SF, przeżywającego twórczy kryzys; debatę o istocie gatunku i różnym jego postrzeganiu. Wreszcie – powieść w powieści, nietypową opowieść o inwazji Marsjan. Wszystko to ujęte w ramy zgrabnej kompozycji szkatułkowej i podlane trudnym w odbiorze stylem autora. Jeśli trzeba by wymienić jedną tylko składową tej antologii, która miałaby przesądzić o jej zakupie – to jest nią właśnie „Science fiction” Dukaja.

Wydawnictwo Powergraph wyrasta na głównego dostawcę polskiej literatury fantastycznej z wyższej półki, wyraźnie stawiając na jakość, a nie ilość publikacji. Antologia „Science Fiction” to strzał w dziesiątkę i długie godziny rozrywki najwyższej klasy, które powinny usatysfakcjonować wszystkich miłośników hard SF. Co więcej, ta pozycja to zarazem najlepszy dowód na to, że fantastyka naukowa może stanowić dobrą, wartościową literaturę, której żadne bariery gatunkowe tyczyć się nie powinny i po którą sięgnąć powinni wszyscy miłośnicy naukowego poznania i prozy intelektualnej.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Powergraph oraz Portalowi Insimilion.

  • Ciekawe, ciekawe, acz do antologii nigdy mnie nie ciągnęło wiec pewnie i po tę nieprędko sięgnę.

  • A ja antologię lubię bardzo, i z chęcią sięgnęłabym znów po jakiś dobry zbiór.
    Nie dość że „chcę przeczytać”, to „chcę mieć!” :D

  • AntologiE! Liczba mnoga miała być :)

  • Ja długi czas nie przepadałam za opowiadaniami w ogóle, więc wszelkie zbiory i antologie omijałam szerokim łukiem. A potem mi się zmieniło, sama nie wiem, kiedy i dlaczego. ^^
    Teraz mam szczególną ochotę na wspomniane Kroki w nieznane i Rakietowe szlaki, a także na kolejne antologie Powergraphu, które w dalszej przyszłości mają się ukazać – „antologię steampunkowo-cyberpunkową pod redakcją Sławka Spasiewicza, antologię Wielkie dzieło czasu w wyborze i tłumaczeniu Konrada Walewskiego” (cytat z zapowiedzi na I połowę 2012).

  • Opowiadania polubiłam po przygodzie z zbiorami Dicka (nie wiem którymi, w tamtych czasach czytałam mbooki od znajomego, wrzucane hurtowo…)
    „Kroki…” i „Rakietowe…” chcę kiedyś ruszyć, ale raczej prywatnie niż typowo recenzencko – czuję się jeszcze zbyt słaba w SF by pisać rzetelne opinie w tej materii…

  • Kaosumaru

    Ociu, w trosce o dobro Twych czytelników, powinnaś czasem dla odmiany zamieszczać recenzję książki, która Ci się NIE podoba. Czytam kolejną recenzję i znów mam nieodpartą ochotę, by kupić następną książkę – a tyle jeszcze nieprzeczytanych… Powinnaś dostawać od wydawnictw procent z zysków ;)

  • Cóż, po prostu po tych setkach przeczytanych mam na tyle dobrego nosa, że bardzo rzadko biorę do recenzji książkę, która mi się nie spodoba. Za mało jest czasu, by czytać crap, skoro tyle dobrej literatury wokół, chyba rozumiesz i podzielasz. ;) A udział w zyskach… Hmm, wolałabym, żeby mnie wzięli do działu tłumaczeń lub korekty, to moje powołanie! Albo chociaż do parzenia kawy w wydawnictwie, od biedy! :D

  • Ha! Mam podobnie! Gdy czytam książkę, którą wybrałam i wymarzyłam, to nie sposób nie chwalić – w końcu sięgnęłam po daną pozycję wiedząc, że jest dobra ^^
    Choć jeszcze mi się babole trafiają, ale to raczej w ramach „poznawania” innych gatunków literackich :)

  • No mnie też czasami, wiadomo, choćby źle wspominany „(…) Budyń” Holta, którego wciąż nie mogę przeboleć. ^^ Ale cieszy fakt, że jednak większość jest trafiona. No i mam tak, jak Ty – automatycznie chcę się podzielić ze światem tym tytułem, nawet jak nie była to książka do recenzji. :)

  • Niech ludziska wiedzą co jest dobre, a co nie ^^

  • A ja tak tylko żeby się pochwalić i podzielić radością: bo nie dość że czytam właśnie „Science fiction”, to na dodatek ją MAM :)
    Dopiero zaczęłam i jak na razie jestem zadowolona. Zwłaszcza że ostatnią dobrą antologię czytałam dobry rok temu :)))

    • No to świetnie, czekam w takim razie na Twoją recenzję! :)
      Ja się powoli przymierzam do kolejnej Powergraphowej antologii, „Herosów”. W grudniu powinny być wrażenia. :)

    • Heh, to pewnie i moja recenzja „Science fiction” jakoś w grudniu się pojawi: dawkuję sobie opowiadania na spokojnie, bez pośpiechu :))