Loading...
Literatura

Egzotyczna science fiction – „Rzeka Bogów”

Ian McDonald wyróżnia się spośród setek autorów tworzących w nurcie science fiction zamiłowaniem do osadzania akcji swych powieści w miejscach egzotycznych – przynajmniej z punktu widzenia przeciętnego Europejczyka czy Amerykanina – takich jak Kenia, Brazylia czy Turcja. Nie inaczej jest z „Rzeką Bogów”, która przenosi czytelnika do Indii w połowie XXI wieku. Nie są to jednak Indie, które znamy z przewodników turystycznych albo produkcji rodem z Bollywood.

Większość opisanych wydarzeń rozgrywa się w Varanasi, stolicy Bharatu; Indie McDonalda uległy podziałowi na kilka niewielkich państw, rywalizujących ze sobą. Bharat stoi na krawędzi wojny o wodę z ościennym Awadhem, musi zmierzyć się także z narastającą globalizacją – czy raczej amerykanizacją, gdyż to wpływy tego kraju zostały najsilniej zarysowane – oraz nowymi technologiami, które wymykają się spod kontroli władz.

Nietrudno dostrzec, nawet nie skończywszy lektury, iż to właśnie Indie są pierwszoplanowym bohaterem powieści i to im autor poświęca najwięcej uwagi. Bharat został oddany z niezwykłą pieczołowitością, z łatwością można poczuć gorące, duszne powietrze wdzierające się do płuc, zachwycić się feerią barw sari noszonych przez Hinduski czy zagubić się w ciasnych uliczkach Varanasi. W sposób tak plastyczny, jak i emocjonalny ukazano kraj, któremu w oczy spogląda widmo wojny, susza, zamieszki i protesty, polityczny chaos i skandale.

Na drugim biegunie mamy z kolei zaawansowane technologie, rozpowszechnione na tyle, że stały się częścią codziennego życia. Najważniejsza z nich to aeai, czyli sztuczna inteligencja, powszechnie wykorzystywana choćby w sektorze rozrywkowym do występowania w indyjskiej telenoweli, zastępująca aktorów z krwi i kości. Prawnie zakazane jest jednak rozwijanie jej powyżej poziomu, który umożliwiłby takiej istocie zdanie testu Turinga. Drugą z najszerzej opisanych koncepcji McDonalda są neutki – osobnicy o nijakiej płci i drobnej budowie ciała, którymi większość społeczeństwa otwarcie gardzi. To oczywiście nie wszystkie pomysły, jakimi pisarz uraczył czytelników.

Nieco mniejszą atencją obdarzył autor poszczególnych bohaterów. Jest ich wielu, różni ich narodowość, wyznawana religia, preferencje polityczne. Śledzimy między innymi losy naukowców, dziennikarki, policjanta czy członka rządu, poznajemy świat i wydarzenia z różnych perspektyw. Pozornie różnią się od siebie, ale z żadnym z nich nie zaznajamiamy się dobrze, zaś częste przeskoki pomiędzy wątkami utrudniają skoncentrowanie się na losach poszczególnych postaci. Trudno także zaobserwować jakąkolwiek ewolucję bohaterów na przestrzeni rozdziałów. To zdecydowanie najpoważniejsza wada powieści.

Pod względem kompozycji nie można „Rzece Bogów” niczego zarzucić. Pozornie niepowiązane historie zgrabnie splatają się bliżej końca powieści, zaś fabuła zachowuje wewnętrzną spójność. Na całe szczęście – choć można się było tego obawiać – autor nie pogubił się w dużej ilości wątków, nie przygniotła go lawina poruszanych tematów ani mnogość pomysłów, choć czasami chciałoby się, by niektóre z koncepcji opisał jeszcze szerzej i dokładniej.

McDonald nie boi się bawić stylistyką czy interpunkcją, a i narrację wybrał ciekawą i jedną z rzadziej spotykanych – zdecydował się bowiem na czas teraźniejszy, w przeszłym zaś opisywane są jedynie te wydarzenia, które bohaterowie wspominają. Akcja zyskała dzięki temu na dynamice. Niektórych czytelników początkowo odstraszać może spora ilość niezrozumiałych wyrazów, którymi upstrzony jest tekst – to słowa pochodzenia indyjskiego, a ich wytłumaczenie znajduje się w umieszczonym na końcu książki słowniczku. W moich oczach taki zabieg ubarwia lekturę i jest dodatkowym elementem podkreślającym obcość Indii, naszą nieznajomość hinduskiej kultury czy języka. Ciekawostkę stanowi także nowa forma gramatyczna wymyślona na potrzeby neutków.

„Rzeka Bogów” to rzekomo jedna ze słabiej sprzedających się pozycji w serii Uczta Wyobraźni. Powody tego stanu rzeczy są jednak dla mnie kompletnie niezrozumiałe – powieść autorstwa Iana McDonalda to książka nietuzinkowa, a przy tym wciągająca oraz pełna nowatorskich pomysłów. Zasługuje na uwagę, zwłaszcza jeśli ma się ochotę na lekturę nieszablonową lub podróż po wspaniale wykreowanym, egzotycznym świecie Indii.

  • Tytuł: Rzeka bogów (River of Gods)
  • Autor: Ian McDonald
  • Wydawnictwo: MAG
  • Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni
  • Rok wydania: 2010
  • Liczba stron: 600
  • ISBN: 978-83-7480-154-6
  • Powinnaś zająć się promocją tego bloga ;) Nie mogę wiecznie być pierwszym i jedynym komentującym.

    Będziesz nas teraz raczyć kolejnymi pozycjami Uczty? Nie pędź tak to bardzo dobra seria nie można jej łyknąć na raz, a jak tak dalej pójdzie zaraz Ci się skończy. Są jeszcze inne dobre książki fantastyczne ;)

    Zapowiada się całkiem ciekawie, okładka zachwyca, być może Rzeka Bogów stanie się moim kolejnym łupem. A co do sporej ilości niezrozumiałych z początku słów to po Peanatemie już nic nie jest mi straszne :D

  • Nie umiem się promować. :D Wszystko, co mogłabym wymyślić w tej kwestii, wydaje mi się jakieś takie nachalne i nie mogę się przemóc. Zostawianie linków w różnych miejscach, licząc, że jak ktoś wejdzie i mu się spodoba, to zostanie, jest chyba póki co szczytem moich możliwości. ^^

    Bez obaw, dbam o to, by nie przedawkować Uczty (i by wystarczyła na długo). Jeśli przeczytam jakąś w najbliższym czasie, to tylko „Dom Derwiszy. Dni Cyberabadu”, też McDonalda, ale to zależy od tego, czy dostanę wreszcie przesyłkę od Maga, która idzie już dwa tygodnie. :D
    Pozostała Uczta poczeka, muszę skończyć „Eifelheim”, potem mam „Próbę kwiatów”, a potem się zobaczy. ^^

  • No ja też się do tego ograniczyłem, wrzuciłem link do moich profili czy syganturek w różnych miejscach, linki do recenzji na lc, reklama w temacie swoich blogów i tyle. Najlepiej udzielać się w komentarzach innych blogów o podobnej tematyce. Stosiki przyciągają też ludzi, a pochwalenie się swoją biblioteczką mogłoby Ci zapewnić tłum komentujących ;)

    Ech ja też chce przesyłki od maga! Cóż może kiedyś ktoś mnie zauważy ;)

    A ja nie wiem co potem, wszystko zależy od czasu i chęci.

  • O, właśnie, skoro o tym wspominasz – nigdy nie pojmowałam fenomenu popularnych stosików. Co tak właściwie jest atrakcyjnego w zdjęciu grzbietów książek? ^^
    Biblioteczkę sama dla siebie chętnie bym uwieczniła, ale jest to póki co absolutnie niemożliwe, bowiem książki przechowuję w dwóch-trzech rzędach, na dodatek w dwóch różnych miastach, więc zebranie tego do kupy może mi się udać najwcześniej za kilka lat. Ale wtedy na pewno się pochwalę. :)

    O udzielaniu się na podobnych blogach coraz poważniej myślę, poczynię kroki w tym kierunku; na samym LC widziałam co najmniej kilka interesująco piszących osób z blogami. :)

  • Nie wiem, nie pytaj mnie. Ludzie uwielbiają zakupy, lubią więc oglądać zakupy innych, szukać w nich czegoś dla siebie, punktów wspólnych. Poza tym to taka jakby zapowiedź najbliższych recenzji :)

    No trudno. Za rok ma być koniec świata, obawiam się, że nie zdążysz ^^ U mnie też zbliża się moment kiedy będę musiał zacząć ustawiać podwójnie czego baaardzo nie chce.

    No jasne tam ich nie brakuje. Polecam blogi, które mam w obserwowanych.