Roztańczone papugi — „Rio”

By | 18 kwietnia 2011

Po kilkumiesięcznej abstynencji od kina poczułam nagłą potrzebę odwiedzenia tego przybytku, początkowo nie mając upatrzonego żadnego konkretnego filmu. Po przewertowaniu programów mój wybór natychmiast padł na Rio. Pierwsze, co mnie uderzyło, to: dlaczego wcześniej nie słyszałam o tym filmie? Nie widziałam zwiastunów, nie natknęłam się na afisze, a przez to ominęło mnie też niecierpliwe oczekiwanie na premierę – gdyż niewątpliwie bym jej wypatrywała. W końcu animacji nigdy nie mam dość, a ta dodatkowo wyszła spod ręki studia odpowiedzialnego za Epokę Lodowcową, którą widziałam niezliczoną ilość razy. Nie podejmuję się jednak rozwikłania kwestii, czy to dział marketingu ciął koszty, czy też może ja miałam wyjątkowego pecha i wszystko dotyczące Rio jakimś cudem mnie omijało. Grunt, że ostatecznie dotarłam na seans, a co najważniejsze – wyszłam z niego w pełni usatysfakcjonowana.

Na ekranie śledzimy losy papugi imieniem Blu, uprowadzonego w dzieciństwie przez kłusowników i wychowywanego w zimnej Minnesocie przez Lindę, właścicielkę księgarni. Ptak upodobał sobie życie wśród ludzi, najlepiej czuje się w zaciszu własnej klatki, a na dodatek nie potrafi latać. Niestety, jego spokojna egzystencja zostaje zakłócona, gdyż okazuje się on ostatnim żyjącym samcem ary modrej. By ratować gatunek, wraz z Lindą udaje się do skąpanej w słońcu Brazylii, gdzie czeka ostatnia żyjąca samiczka, charakterna Jewel. W przeciwieństwie do Blu papuzia niewiasta nie wiąże swojej przyszłości z czterema ścianami ciasnej klatki i zrobi wszystko, by znaleźć się na wolności. Gdyby zaś odmienny światopogląd obu ptasząt był niewystarczającą przeszkodą w nawiązaniu dobrych stosunków i płodzeniu potomstwa, na ich drodze stają także chciwi handlarze żywym inwentarzem, którzy nie cofną się przed niczym, by pochwycić i spieniężyć cenne papugi. Blu musi więc za jednym zamachem uciec prześladowcom, nauczyć się latać i zdobyć miłość Jewel, a wszystko to w rytmie brazylijskiego karnawału, który zawładnął ulicami Rio de Janeiro.

Fabuła nie jest specjalnie zagmatwana, a każdy w miarę sprytny widz od samego początku może domyślić się, jak cała przygoda się skończy. Nie przeszkadza to jednak w żadnym stopniu w czerpaniu przyjemności z seansu. Przez ekran przewijają się kolejne barwne postacie, czy to ptaków, czy też innych mieszkańców dżungli, akcja sprawnie posuwa się do przodu, a kolejne pościgi i ucieczki przeplatają się z przekomarzaniami bohaterów i popisami taneczno-wokalnymi miłośników karnawałowej samby. Tematyka nie wydaje się zaś wyeksploatowana – co prawda o losie zwierząt w niewoli opowiadał już disneyowski Dumbo z 1941 roku, ale potem temat przycichł. Warto jednakże o nim wspominać, zwłaszcza że ary modre faktycznie są krytycznie zagrożone wyginięciem i ponoć żadna papuga z tego gatunku nie żyje obecnie na wolności. Film nie trąci jednak moralizatorstwem i nie przekazuje widzom nachalnie żadnych ‘prawd’ czy innych mądrości – kto chce, sam może się ich doszukiwać między wierszami.

Rio Rio

Od pierwszej chwili uwagę przykuwa fantastyczna oprawa audiowizualna, stojąca na niebywale wysokim poziomie. Wydawać by się mogło, że na polu animacji widzieliśmy już wszystko – a jednak feeria barw fauny i flory tropikalnej dżungli niesamowicie zachwyca, podobnie jak upierzenie papug czy widowiskowy karnawał w Rio. Po macoszemu potraktowano postacie ludzi, ale jasno daje to do zrozumienia, kto jest głównym bohaterem i na kogo mają być skierowane oczy widza.

Ścieżka dźwiękowa to oddzielna historia. Na co dzień zwykłam słuchać zupełnie innego typu muzyki, a mimo to pozostaję urzeczona oprawą muzyczną Rio. Muzykę skomponował John Powell, który oczarował mnie już przy okazji Jak wytresować smoka (najlepszej animacji ubiegłego roku w mojej skromnej opinii, z nieznanych przyczyn pozostającej w cieniu Toy Story 3), tym razem udowodnił zaś swoją wszechstronność – typowa dla filmów animowanych nuta została zgrabnie połączona z rytmem gorącej samby, momentami ustępując miejsca skocznym kawałkom, wykonywanym przez niektórych członków obsady.

Mówiąc zaś o dźwięku, nie można nie wspomnieć o dubbingu. Tradycyjnie w kinach mamy możliwość obejrzenia filmu jedynie w pełnej polskiej wersji językowej, ale na szczęście stoi ona na wysokim poziomie (wypada dużo lepiej niż w zwiastunach, w których mamy inną obsadę, ale nie podejmę się próby wyjaśnienia, skąd ten zabieg). Moją uwagę przykuł przede wszystkim Wiktor Zborowski jako szczególnie niesympatyczny kakadu Nigel, a także Agnieszka Dygant w roli pyskatej Jewel. Nieporadnie uroczy Blu – nieznany mi wcześniej Grzegorz Drojewski – wypada poprawnie, zarzucić niczego nie można także dwójce ludzi, czyli Lindzie i Tulio (odpowiednio: Agata Buzek i Wojciech Paszkowski). Całkowicie pogrążono jednak – mogąc porównywać jedynie do amerykańskich zwiastunów i krótkich fragmentów – drugoplanowy duet Nico i Pedro. Nie znam panów, którzy udzielili im swoich głosów (odpowiednio: Piotr Bajtlik i Krzysztof Pluskota), ale w filmie niestety słychać to, co można przeczytać w ich filmografii – więcej doświadczenia mają jeśli chodzi o role w polskich telenowelach, niż w dubbingu filmów animowanych. Nie sposób porównać ich występu do świetnych kreacji Jamiego Foxxa i Will.i.ama z oryginału. Całe szczęście, że przynajmniej część piosenek pozostawiono w wersji angielskiej. Swoją drogą, to też dziwny zabieg – tłumaczenie jedynie części utworów. Jeśli się mylę, to mnie poprawcie – ale do tej pory albo mieliśmy w animacjach do czynienia wyłącznie z polskimi piosenkami (zdecydowana większość filmów) albo wyłącznie z angielskimi (choćby w Shreku).

I jeszcze dwa słowa o samym polskim tekście. Moją uwagę zwróciły przede wszystkim gry słowne – w filmie usłyszymy prawdziwy wysyp frazeologizmów i powiedzonek związanych z ptakami, piórami czy lataniem, Duży plus za to, choć nie wiem, czy gratulować inwencji tłumaczom, czy twórcom oryginalnych dialogów. Ogólnie rzecz biorąc rozmowy ptaków są barwne i żywe; ludzi nieco mniej, ale jak już wspominałam, oni grają tu drugie skrzypce.

Podsumowując w kilku słowach, Rio nie jest filmem, który na nowo wynalazł koło w dziedzinie animacji. To produkcja sprawnie i zręcznie zrealizowana, z przepiękną oprawą audiowizualną, pełna akcji, żywiołowej muzyki i egzotycznego ptactwa. Jeśli odczuwacie animacyjny głód, nie możecie tego przegapić, a i ja pewnikiem za jakiś czas skuszę się po raz drugi, tym razem w wersji angielskiej.

  • Tytuł: Rio (Rio)
  • Reżyseria: Carlos Saldanha
  • Scenariusz: Don Rhymer, Joshua Sternin, Sam Harper, Jeffrey Ventimilia
  • W rolach głównych: Jesse Eisenberg, Anne Hathaway, Jamie Foxx, Will i Am, Rodrigo Santoro, Leslie Mann, Jemaine Clement
  • W rolach głównych (polska wersja językowa): Grzegorz Drojewski, Agnieszka Dygant, Wiktor Zborowski, Agata Buzek, Wojciech Paszkowski
  • Rok produkcji: 2011
  • Czas trwania: 1 godz. 36 min.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *