Loading...
Literatura

Wszyscy jesteśmy potworami – „Pufcio”

Pufcio jest potworem, a dokładniej rzecz ujmując, jeśli zawierzy się ilustracjom Jarosława Musiała, jest małym smokiem. Niezwykle ciekawym świata, dość nieposłusznym i wiecznie głodnym, dodajmy. Zamieszkuje Krainę Potworów, nie budzi tam jednak niczyjego strachu. Wyrusza więc na wyprawę do sąsiedniej krainy, gdzie jeżdżą samochody, protestują ekolodzy i gdzie można spotkać nowych przyjaciół, takich jak Dziewczynka, Kiziak Miziak i hauhauy. Oraz dać się porwać przygodzie!

Na pierwszy rzut oka „Pufcio” to typowa baśń dla najmłodszych – duży format, zrównoważone proporcje między tekstem a ilustracjami, grube kartki, odpowiednio dobrana czcionka. Co więcej, książka nie jest klejona, a szyta, przez co wydaje się bardziej wytrzymała i długowieczna. To wydawniczy majstersztyk, a zarazem najwyższej próby debiut wydawnictwa Almaz. Jeśli jednak przyjrzymy się lepiej treści, szybko okaże się, że powieść Tomasza Bochińskiego nie jest jedynie prostą historią z morałem kierowaną do milusińskich.

Podstawową warstwę stanowią rzecz jasna perypetie Pufcia i jego towarzyszy, próby wykaraskania się z kolejnych tarapatów i zdobycie nowych doświadczeń. W powieści nie brakuje tego, co zwykle znajdujemy w baśniach – gloryfikacji siły przyjaźni, pochwały poświęcenia, nauki wyniesionej z przygód. Bohaterowie budzą sympatię czytelnika i kibicowanie ich poczynaniom nie stanowi żadnego problemu.

Dorosły czytelnik odnajdzie jednak w „Pufciu” o wiele więcej. Bochiński szpikuje tekst aluzjami, których dzieci nie mają szans pojąć. Złymi ludźmi są tu Komuchy i Ipeeny, grenpisy przykuwają się do drzew w Dolinie Rozpusty, Wiedźministki oczekują wyginięcia samców na drodze rewo- lub ewolucji, zaś kot wypomina psu dziadka będącego owczarkiem niemieckim. Nawiązań politycznych, odwołujących się do polskiej rzeczywistości, jest w powieści więcej. Prócz nich pojawiają się także aluzje do znanych utworów z kręgu popkultury. Wyłapywanie jednych i drugich z pewnością urozmaici lekturę starszym odbiorcom przygód Pufcia – pozostaje jednak pytanie, jak zareagują na nie dzieci i czy wyjaśnianie im nierzadko dość złożonych kwestii społeczno-politycznych w trakcie lektury będzie dobrym rozwiązaniem.

Na uwagę zasługuje język autora, zwłaszcza miłe dla ucha neologizmy przywodzące na myśl język przedszkolaków, jak choćby naturalnie brzmiące określenia nazw zwierząt. Narracja jest żywa, bieg wydarzeń potrafi utrzymać uwagę czytelnika, aczkolwiek obie przygody Pufcia przedstawione w książce są dużo dłuższe od większości opowiastek dla dzieci, co może znużyć najmłodszych.

Choć „Pufcio” wywiera bardzo pozytywne wrażenie, zarówno treścią, jak i formą, trudno jednoznacznie wskazać odbiorcę docelowego tego utworu. Dorośli, którzy nie planują czytać książki swym pociechom, raczej nie sięgną po klasyczną baśń o sympatycznym potworze. Z kolei dzieci wielu ukrytych treści nie zrozumieją, a nie są to elementy na tyle uniwersalne, by odkrywane po latach zmieniały przesłanie czy wymowę utworu. Niektóre z aluzji występujących w powieści są na tyle mocno zakorzenione w aktualnym czasie i polskiej sytuacji politycznej, że z dużą dozą prawdopodobieństwa nie pozostaną aktualne dla kolejnych pokoleń. Obawiać można się więc o uniwersalność baśni, jedną z najważniejszych jej cech.

Jeśli jednak wciąż potrafisz patrzeć na świat oczami dziecka lub jawi się przed tobą perspektywa wspólnego poznawania przygód Pufcia z młodszym czytelnikiem, sięgnij bez wahania po powieść Bochińskiego. Najwyższy czas, by przypomnieć sobie o tym, że wszyscy jesteśmy potworami.

  • Tytuł: Pufcio
  • Autor: Tomasz Bochiński
  • Wydawnictwo: Almaz
  • Rok wydania: 2011
  • Liczba stron: 148
  • ISBN: 978-83-933011-1-9


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Almaz oraz Portalowi Bestiariusz.

  • Podoba mi się! Z chęcią bym razem z córą poczytała, zwłaszcza że mała niewiele rozumie, a za to miałabym wytłumaczenie dlaczego czytam bajkę dla dzieci ^^

  • Kaosumaru

    Może zamysłem Bochińskiego było, by owe rzeczy widoczne dla trochę starszych dzieci uprzyjemniły im lekturę podczas czytania „Pufcia” dzieciom. Odbiorcą docelowym byłby wtedy właśnie rodzic z dzieckiem — dziecko odbiera „Pufcia” jako bajkę, natomiast dodatkowe smaczki urozmaicają rodzicowi proces czytania bajki dziecku. I o ile dorosły czytelnik nie sięgnie po „Pufcia” w oczekiwaniu wciągającej lektury, wspomniane „wiedźministki” przesądzą o tym, że zabierze on do domu tę, a nie inną książkę. Raczej nie wyjaśniałbym znaczenia tych rzeczy dziecku – dla niego Komuchy, wiedźministki czy grenpisy zostałyby tylko postaciami o śmiesznych nazwach, jak Baba Jaga, natomiast cała historia może się całkiem podobać.

  • @Silaqui: O, to zachęcam! ^^ Zwłaszcza jak córa jeszcze trochę podrośnie, bo Pufcio ma zdecydowanie więcej tekstu niż typowa książka dla dzieci, a obrazki tylko czarno-białe. Ale dla Ciebie dobra wymówka, niewątpliwie. ^^

    @Kaosumaru: A jak dziecko zapyta, to co, będziesz je zbywać, że ‚za długo by tłumaczyć’? Bez sensu, a znając dociekliwość niektórych dzieci – wręcz awykonalne. ;) A zaręczam, że bystrzejsze/starsze dzieci pytać będą, a jak rodzic wybuchnie śmiechem, tym bardziej będą dociekać. Tak więc to nie jest takie proste i oczywiste.
    No i nie wiem, czy sama za 10 lat będę pamiętać, co było śmiesznego w ‚Twój dziadek był owczarkiem niemieckim’. Wolę jednak uniwersalność baśni i dostosowanie jej także do starszego odbiorcy na tym poziomie, jak robią to utwory klasyczne, typu Kubuś Puchatek, Muminki, Czarnoksiężnik z Oz, etc., a nie nawiązania polityczne. Choć to oczywiście tylko kwestia gustu.

  • Ala ogólnie lubi słuchać, jak jej czytam, nawet jeśli jest to akurat „moja” książka :)
    Co więcej – ostatnio nie zasypia inaczej, jak z książką w ręku,a przed snem MUSI usłyszeć choć ze trzy bajki ^^ Coś czuję że rośnie mi mały książkoholik ^^

  • O, ja też nie zasypiam inaczej, jak po lekturze chociaż kilku stron książki, mamy coś wspólnego! :D No i dobrze słyszeć, że w przyszłym pokoleniu będą nowi książkoholicy, ratujący statystyki po tych, co to czytają książkę rocznie, albo – zgroza – ani jednej. ^^

  • Niektórzy po prostu nie lubią czytać. Wyobraź sobie że ja i najmłodszy brat czytamy dużo, rodzice też słowem drukowanym nie gardzą, a brat średni ma alergię na farbę drukarską ^^ Jedyne co czyta to magazyny sportowe :)

  • Kruk Siwy

    Kaosumaru trafił w dziesiątkę. Taki był zamysł – przynajmniej w drugiej opowiastce, bo pierwsza powstała jako radosna improwizacja.
    A trudne pytania… czasami trzeba odpowiedzieć „skąd się biorą dzieci” i co zlekceważysz malca „bo za długo by tłumaczyć”? Nie trzeba bać się podawania uproszczonych odpowiedzi, Twój autorytet u dziecka rośnie a Ty musisz nieco pogimnastykować umysł, korzyść obopólna.
    I na koniec: Pufcio nie był pisany pod kątem przyszłych pokoleń. Chwyta dzień, poprostu. Jednak być może i Kubuś Puchatek i Muminki zawierają odniesienia dziś nieczytelne. I co? I nadal bawią.
    pozdrawiam
    KS

  • W dalszej przyszłości może sprawdzę, jak to z tymi dziećmi jest, ale tak czy siak uważam ignorowanie pytań za złą opcję i na pewno jakoś tam, na miarę swoich możliwości i pojmowania dzieci, próbowałabym tłumaczyć im poruszone kwestie. Stąd też moje niezgadzanie się z komentarzem Kaosumaru i zalecaniem niewyjaśniania.
    Kubusia i Muminków będę bronić zaciekle, moim zdaniem wciąż są aktualne i uniwersalne (a sprawdzałam nie tak dawno temu i porównywałam z wrażeniami z dzieciństwa). Ale chciałabym podkreślić – żeby nie umknęło to przypadkiem w pobocznym wątku dyskusji – że przy Pufciu bawiłam się naprawdę dobrze i mimo pewnych wątpliwości planuję empirycznie sprawdzić, jak mój odbiór będzie wyglądał za dekadę lub dwie.
    Pozdrawiam. :)