O krok od Przebudzenia — „Przedksiężycowi I”, Anna Kańtoch

By | 2 maja 2013

"Przedksiężycowi I", Anna KańtochOpis pierwszego tomu „Przedksiężycowych”, który możemy znaleźć na tylnej stronie okładki, należy do tych enigmatycznych, acz intrygujących zarazem. Po lekturze mogę bez wahania potwierdzić — wydawnictwo podjęło w tej kwestii słuszną decyzję, najlepiej bowiem podejść do tej powieści z otwartym umysłem i dać się zaskoczyć wszystkim skrywanym przez nią tajemnicom.

Rytm życia mieszkańców Lunapolis wyznaczają kolejne Skoki; data przesuwana jest wówczas naprzód o kilka lat, a spory odsetek ludności pozostaje w tyle, skazany na przyspieszoną zagładę i rozkład na jednym z wielu szczebli umierającego świata. Nikt nie wie, co decyduje o tym, kto przetrwa Skok, a kto dostąpi ostatecznego Przebudzenia. Rodzice płacą olbrzymie kwoty korporacjom dobierającym geny ich potomstwa, ale ani ogromny talent w jednej dziedzinie, ani też wszechstronność nie są gwarantami szczęścia. Wszelkie odpowiedzi znane są jedynie Przedksiężycowym — a choć ludzie nigdy ich nie poznali ani nie spotkali, za cel stawiają sobie zyskanie uznania tych tajemniczych istot.

Podczas jednego ze Skoków poznają się Finnen i Kaira. Dziewczynę dręczą wyrzuty sumienia związane z faktem, że udało się jej nie zostać w tyle, postanawia więc zrobić, co w jej mocy, by ulżyć w cierpieniu mniej fortunnym — nawet jeśli będzie to oznaczało sprzeciwienie się woli despotycznego ojca albo samych Przedksiężycowych. Finnen obiecał zaś zrobić wszystko, o co poprosi go przyjaciółka. Prócz tej dwójki jest jeszcze Daniel, przybysz z zupełnie innego świata, który przypadkiem trafia do najdalej posuniętej w rozkładzie wersji Lunapolis i usiłuje za wszelką cenę wydostać się stamtąd.

Trudno sformułować jednoznaczne osądy dotyczące fabuły powieści, ponieważ pierwszy tom cyklu jedynie zawiązuje akcję i otwiera kilka wątków, a na ich rozwiązanie przyjdzie pewnikiem poczekać czytelnikom do trzeciej części trylogii. Porcji opowieści, którą otrzymujemy w „Przedksiężycowych I”, udaje się rozbudzić apetyt na ciąg dalszy — zarówno na poziomie mikro, czyli losów protagonistów, jak i makro, czyli wyjaśnienia zagadki Przedksiężycowych i tajemnicy skrywanej przez Przebudzenie.

Anna Kańtoch, trzykrotna laureatka nagrody imienia Janusza A. Zajdla, udowadnia, że w pełni zasługuje na przyznawane jej wyróżnienia. Opisy wychodzące spod pióra pisarki są zgrabne i plastyczne, zazwyczaj nasiąknięte dość subtelnym stylem, a przy tym niezwykle klimatyczne i pasujące do tej niezwykłej kreacji, jaką jest Lunapolis. Pochwalić można także sylwetki bohaterów — każdy z nich jest odpowiednio charakterystyczny, niejednoznaczny, ale i na swój sposób skażony, co także koresponduje z wizją świata. Miejmy nadzieję, że kolejne tomy pozwolą im w pełni rozkwitnąć, a świetnie zapowiadający się cykl nie zbiera ode mnie pochwał na wyrost.

Najjaśniejszy punkt „Przedksiężycowych” stanowi jednak samo Lunapolis — miasto intryguje i fascynuje od pierwszej strony powieści, a wraz z odkrywaniem kolejnych kart przez autorkę zyskuje jeszcze bardziej, z pasujących do siebie elementów wyłania się bowiem złożony oraz, co najważniejsze, spójny i dopracowany obraz, a przy tym pełen oryginalnych pomysłów i rozwiązań. Genozmiany, art-mordercy, osobowości uwięzione w ciałach mechanicznych istot czy koncepcja ukazania tego samego miasta w różnym stadium entropii — to tylko niektóre ze smaczków. Choćby dla samej wizji świata przedstawionego warto po tę książkę sięgnąć.

Powergraph po raz kolejny udowadnia, iż seria „Fantastyka z plusem” jest gwarantem jakości; można ją kupować w ciemno, a zawsze otrzyma się pozycję, od której nie sposób się oderwać. Cieszy też fakt, że trylogia Anny Kańtoch staje na półce w jednym szeregu z utworami Kosika i Wegnera; to najlepszy dowód na to, że w polskiej fantastyce wciąż jest miejsce na literaturę rozrywkową na godziwym poziomie, a zarazem nierażącą odbiorców stylistyczną mielizną czy fabularną sztampą. Jak dobrze, że nadal istnieje wydawnictwo inwestujące w tego typu prozę, dzięki któremu „Przedksiężycowi” w całości trafią wreszcie do naszych biblioteczek. Warto było czekać.

-
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Powergraph oraz Portalowi Bestiariusz.

  • http://radosia.wordpress.com radosia

    Jeszcze przed ponownym wydaniem tej książki, miałam zamiar ją przeczytać, tylko jak zwykle brakowało na to czasu. Okładka wydania Powergraphu jest według mnie o wiele ciekawsze i bardziej przykuwająca wzrok od tej, którą zaserwowała nam Fabryka Słów:)

    Dawno nie czytałam nic z polskiej fantastyki, ponieważ ostatnio wciągnęły mnie książki recenzyjne, a wśród nich między innymi dwie z wydawnictwa Czarnego, które jest wyznacznikiem jakości jak dla mnie i z wszystkich ich książek, które miałam przeczytać, na żadnej się jeszcze nie zawiodłam:)

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      Mnie też się bardziej podoba wydanie Powergraphu, a okładka części drugiej bardziej niż pierwszej. No i twarda oprawa, to lubię!
      Z Czarnego ja z kolei nie miałam okazji nic czytać. Po polską fantastykę też sięgam dość rzadko, ale Powergraph jest dla mnie taką ‚pewną marką’, więc jak oni kogoś wydadzą, to właściwie w ciemno biorę. :)

  • http://ksiazkiagaty.blogspot.com/ Agata P

    Zaintrygowałaś mnie mocno, niestety książki nie ma w żadnej mojej bibliotece, ale dodałam do przechowalni, może uda mi się wkrótce zakupić :)

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      Najlepiej jak już wyjdą wszystkie trzy tomy, przynajmniej odpadnie czekanie na finał intrygi. :)

  • viv

    Zaintrygowałaś tym Lunapolis. Niby czytałam opisy książek, ale nie wyłaniał się z nich taki obraz, jak z Twojej recenzji. Teraz to już naprawdę bardzo chcę przeczytać. Musze zaraz kogoś pomolestować o książki (już wiem kogo, więc połowa roboty z głowy :) ).No i mam nadzieję, że Powergraph wyda komplet w tym roku. A okładki są świetne obie, choć faktycznie niebieska jest świetniejsza :)

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      Sama byłam bardzo zaskoczona lekturą, oczywiście pozytywnie. :)
      Trzeci tom zapowiadany jest na Polcon (przełom sierpnia/września), więc nawet jakby (odpukać!) było jakieś opóźnienie, to wierzę, że najpóźniej do końca roku będzie. (Przy okazji mam nadzieję, że kolejny tom Meekhanu także w tym roku… :D).

  • http://radosia.wordpress.com radosia

    To zapewne na Polconie kupię wszystkie trzy części, ogólnie, to trzeba oszczędzać na Polcon, bo zdarzają się promocje, a że jest w Warszawie, to łatwo będzie wszystko przywieźć do domu itd:)

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      Ja teraz ‚oszczędzam’ na warszawskie targi książki, to już za dwa tygodnie! Potem pewnie pooszczędzam na Nidzicę, a potem na Polcon. Ale trochę trudno oszczędzać, mając w Warszawie Dedalusa, w którym zawsze znajdzie się ciekawą pozycję (albo i 10)… :D

  • http://abominationasciturautumno.blogspot.com/ Viginti Tres

    Ile zachwalania, wszystko takie cudowne, aż przydałoby się wpuścić tu jakiegoś malkontenta – i cześć, oto jestem. ^^ Okładka działa na wyobraźnię, ale ma zdecydowanie za mocne krechy u robota, nie pasuje mi to zupełnie do Kańtoch, zresztą cały robot jest jakiś taki łopatą zrobiony. Dużo bardziej wolałabym stylistykę z „Herosów” czy „Alkaloidu”, bo na grafikę w stylu Kontrapunktów (najładniejsza w Powergraphie) nie liczyłam, skoro inna seria. No w każdym razie okładka mnie odstrasza, w przeciwieństwie do nazwiska. Cieszyłabym się, gdyby Kańtoch faktycznie odnajdywała się w różnych gatunkach. Jak Valente, czyli bardzo, bardzo dobrze. ;)

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      Dla mnie było to pierwsze spotkanie z twórczością Kańtoch, ale zachęciło do dalszego poznawania. Tak więc w planach przede wszystkim „Czarne”, a i dwa tomy o Jordanie się ostatnio w taniej książce pokazały, to też wzięłam.
      A jeśli chodzi o robota, to najmniej mi chyba te jego zęby pasują. Ciekawe, jakby wyglądały okładki z samą panoramą miast, bez postaci…

  • http://ksiazkizpolki.blox.pl Ambrose

    Oj intryguje mnie ta książka i to mocno już od dłuższego czasu. Recenzja jeszcze bardziej zaostrzyła mój apetyt.

    Interesujące są utwory, tj. powieści, czy zbiory opowiadań, w których czołowe role odgrywają miasta. Są one świadkami wszelakich historii, które przytrafiają się pojedynczym osobnikom, przemijania całych epok, całych pokoleń. Viriconium, Ankh Morpork. Pora poznać Lunapolis!

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      O tak, dobrze napisane Miasto potrafi mieć urok większy niż niejedna postać. A kiedy stopniowo ewoluuje, odsłania kolejne sekrety – jak choćby Lunapolis – przestaje być tylko scenografią, a staje pełnoprawnym bohaterem. Może się w takim razie skuszę kiedyś na „Viriconium” mimo mojego nieprzepadania za pisarstwem Harrisona.

    • http://bass-driver.blogspot.com Leniwiec Gniewomir

      To spostrzeżenie przywodzi mi na myśl „Ur” – jeden z mych ukochanych numerów mistrza Lecha Janerki:

      Gdzieś w środku mego środka
      Jest takie dziwne miejsce
      Nie daje mi zapomnieć
      Żadnej chwili i pada deszcz
      Żadnej chwili i pada deszcz
      Dziwne miejsce

      To miasto pełne chorych głów
      Wibruje i nigdy nie śpi
      Pomaga mi umierać
      I to jest miłe
      To taki dreszcz
      I to jest miłe
      Więc jeszcze chcę
      I takie proste wciąż

      Chodź chodź wszystko możesz mieć
      Więc chodź i weź
      To dla ciebie jest
      I nie jęcz bo inni sobie radzą
      Ucz się tylko grubych słów
      Ucz się

      Miasto jest wszędzie
      I będzie tak
      Aż pęknie świat
      To na to czekam
      Co dwieście lat zmieniając twarz

      A miasto śmieje się

      I cieszę się że jestem sam
      Samotnie łatwiej myśleć
      I łatwiej tańczyć kiedy już
      Poumierają wszyscy

      Miasto jest wszędzie
      Wszędzie gdzie tylko może być
      I sam już nie wiem
      Czy ono we mnie
      Czy ja w nim
      Nie mogę znowu spać

      …gdyby ktoś napisał książkę na podstawie tego tekstu prawdopodobnie zabiłaby mnie moja własna ekstaza.

      Cholera, Janerka powinien wreszcie napisać książkę. Ale on i tak zrobi co zechce, jak zawsze… ;-)

  • Pingback: Przedskiężycowi I - recenzja | Powergraph

  • http://harashiken.blogspot.com/ Harashiken

    Wspaniale, ostatnio książka wpadła mi w oko, upewniłaś mnie że warto :)

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      Tylko mogliby już wypuścić ten trzeci tom, bo tak czekam, i czekam, i czekam… :D

    • http://bass-driver.blogspot.com Leniwiec Gniewomir

      To i tak nic w porównaniu z czekaniem na drugą część…

    • http://oceansoul.waw.pl Oceansoul

      I dlatego, kiedy tylko to możliwe, unikam zaczynania niedokończonych cykli – bo nigdy nie wiadomo, ile trzeba będzie czekać na pozostałe części.
      (Pozdrawiam z tego miejsca czytelników Pieśni Lodu i Ognia, szczególnie tych, którzy planują mnie pytać, czemu nie czytam Martina).

    • http://harashiken.blogspot.com/ Harashiken

      Ja właśnie zamierzam się za Martina zabrać, jest bliżej niż dalej taką przynajmniej mam nadzieję :) A Ty lepiej pozdrów czytelników Jordana, 23 lata od wydania pierwszego tomu „Koła Czasu”, a jeszcze w Polsce musiał mu się trafić taki wydawca jak Zysk i S-ka :(