Podsumowanie roku 2014 ― seriale, gry i blog

By | 6 stycznia 2015

Wiecie co? Robienie podsumowań bez statystyk i dokładnych spisów, które mogę sobie przejrzeć w trakcie pisania, jednak nie jest takie proste. Na szczęście wiem już, co zrobić, by ułatwić sobie życie w przyszłym roku, a i w tym jakoś sobie poradzimy. W ostatnim z podsumowań przyjrzę się grom, w które grałam, serialom, które obejrzałam, a do tego także blogowi i życiu zawodowemu.

SERIALOWE PODSUMOWANIE ROKU 2014

1. Seriale premierowe z 2014 roku

Z nowościami nie jestem na bieżąco. Nie jest mi z tego powodu ani przykro, ani radośnie. Z jednej strony nie chcę ryzykować rozpoczynaniem seriali, które zaraz skasują albo szybko okażą się rozczarowaniem. Nie mogę też przesadzić z liczbą równocześnie rozgrzebanych tytułów, czasem jednak lepiej nadrobić coś z produkcji już zakończonych. Z drugiej strony ― miło brać udział w aktualnie prowadzonych dyskusjach i ekscytować się wraz z innymi premierami kolejnych epizodów, dlatego i tak co roku wybieram choć jeden tytuł do oglądania na bieżąco.

2014seriale1

Z tytułów emitowanych przez cały sezon dołączyłam w tym roku do listy tylko dwa: Gotham i The Flash (o pierwszych wrażeniach z obu wspominałam w październiku). Jak na razie zdecydowanie żaden z nich nie powalił mnie na kolana. The Flash to po prostu kolejna sztampowa głupotka od stacji The CW, z ładnymi ludźmi i niewielką dozą sensu, ale na tyle sympatyczna, że spełnia rolę serialu do kotleta. Z kolei Gotham ― w stosunku do którego miałam ogromne oczekiwania ― choć jest serialem w mojej ocenie znacznie lepszym, okazał się równocześnie sporym rozczarowaniem. Wciąż mam jednak nadzieję, że twórcy pójdą w dobrym kierunku i skoncentrują się na tych postaciach, które są tego najbardziej warte (Pingwin <3).

Z krótszych produkcji ― nadrobiłam emitowany w maju i czerwcu Penny Dreadful. Także ten serial szalenie mnie rozczarował, bo choć aktorstwo i oprawa audiowizualna trzymają wysoki poziom, tak scenariusz na niektóre postacie zupełnie nie miał pomysłu, a przed samym końcem sezonu postanowił przy okazji ponapoczynać kolejne wątki, niekoniecznie z sensem. Tytuł trafił więc na moją listę porzuconych, podobnie zresztą jak zupełnie nieprzemawiający do mnie True Detective, nieporywający Intelligence i przeraźliwie nudny Outlander. Mam nadzieję, że pozostałe seriale z 2014 roku, a jest ich sporo, które wynotowałam na liście do nadrobienia, przyciągną mnie do siebie na dłużej.

2014seriale2

Z tegorocznych seriali już zakończonych obejrzałam dwie produkcje. W czerwcu czteroodcinkowy miniserial Fleming: The Man Who Would Be Bond, biograficzny dramat z Dominikiem Cooperem w roli tytułowej i innymi znanymi brytyjskimi twarzami na drugim planie. Jeśli lubicie biografie i Brytyjczyków, to warto sięgnąć, nawet jeśli nie oglądacie Bondów (jak na przykład ja). Pod koniec roku obejrzałam zaś Gracepoint, czyli amerykański remake Broadchurch, ponownie z Davidem Tennantem w roli głównej. I wiecie co? Oglądanie jeszcze raz tego samego, tyle że zatracającego ducha oryginału i ze straszliwie głupio zmodyfikowanym zakończeniem było jedną z najgorszych tegorocznych decyzji. Na całe szczęście, już za parę dni będę mogła pocieszać się drugim sezonem jedynego słusznego Broadchurch.

2. Seriale z lat wcześniejszych oglądane na bieżąco

Mój zestaw seriali oglądanych na bieżąco jest ostatnio coraz bardziej uszczuplony. Z 2010 roku został mi Sherlock i Downton Abbey (o ile akurat są na antenie), z 2011 Once Upon A Time i Grimm, z 2012 Arrow, z 2013 Masters of Sex (drugi sezon na szczęście był równie doskonały co pierwszy), Sleepy Hollow (kolejny z seriali do kotleta; sensu w tym bowiem za grosz, ale Ichabod Crane wciąż taki uroczy) i Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D. (drugi sezon Agentów to oficjalnie największe serialowe zaskoczenie tego roku). W marcu, po dziewięciu sezonach, zakończyło się z kolei How I Met Your Mother ― serial, przy którym zdecydowanie zbyt długo tkwiłam i powinnam była porzucić go po góra piątej serii, zamiast z uporem oglądać do końca.
2014seriale3

Nadrobiłam wspomniane wyżej Broadchurch z 2013 roku (dwa dni bardzo intensywnego oglądania; ale co zrobić, to po prostu doskonały serial ― nie wiem, czy nie najlepszy, jaki w tym roku obejrzałam) oraz House of Cards, niekwestionowany zwycięzca w kategorii największy serialowy opad szczęki za pierwszy odcinek drugiego sezonu. W obu przypadkach z niecierpliwością czekam na kolejne sezony.

Do tego udało mi się napocząć Wallandera (obejrzałam 4 z 9 odcinków), ale jako że każdy odcinek stanowi oddzielną sprawę, a czwartego ― ostatniego rzekomo ― sezonu i tak jeszcze nie ma, to nigdzie mi się nie spieszy. Nie spieszy mi się także z Doctorem Who; po roku oglądania zakończyłam czwarty sezon i następujące po nim odcinki specjalne. Tak, jeśli 2014 rok należał na moich ekranach do jednej tylko osoby, to bez wątpienia był to David Tennant. Jego też obarczam winą za to, że kompletnie nie potrafię się zebrać do oglądania kolejnych sezonów Doctora z innymi aktorami.

2014seriale4

3. Seriale z lat wcześniejszych, które już się zakończyły

Zamiast Doctora oglądam więc Torchwood, czyli spin-off z kapitanem Jackiem Harknessem. Co prawda sezon czwarty skończyłam już w 2015 roku, ale zdecydowaną większość odcinków widziałam jednak jeszcze w poprzednim roku. Dziwny jest to serial, nieprzypominający niczego, co widziałam wcześniej ― mamy tu bowiem dwa dłuższe sezony z formułą potwora tygodnia, pozwalające nam stopniowo poznawać bohaterów, z lepszymi lub gorszymi fabułami (choć tych lepszych jest na szczęście znacznie więcej, zwłaszcza w drugim sezonie), następnie pięcioodcinkowy sezon trzeci, stanowiący zwartą całość i bardzo, ale to bardzo przypominający klimatem Doctora Who (tyle że w smutniejszym i poważniejszym wydaniu), a na zakończenie sezon czwarty, będący koprodukcją z amerykańską stacją Starz, który w ogóle nie przypomina wcześniejszego Torchwood. Nie zrozumcie mnie źle, fabuła czwartego sezonu wciąga, a znajome twarze zawsze miło powitać na ekranie na dodatkowe dziesięć epizodów, ale tak naprawdę zrobił się z tego serial o CIA, korporacjach i spiskach, a nie o kosmitach, Cardiff i Torchwood. Nie wiem, czy istnieje druga, równie przedziwnie skonstruowana produkcja.

2014seriale5

Cóż poza tym? Nadrobiłam anulowany Camelot (nie był wcale tak tragicznie zły, jak się o nim mówi), recenzowane na blogu Death Comes to Pemberley i Parade’s End, kultowy Firefly (mogę dołączyć do jęków i ubolewań z powodu skasowania), Once Upon A Time in Wonderland (kolejne spore zaskoczenie; miał być słaby, a druga połowa była naprawdę świetna), dwuodcinkowy Neverland (raczej rozczarowujący, ale jeśli lubi się Piotrusia Pana, to i tak trzeba obejrzeć), jeden z pierwszych seriali HBO, Sex and the City (raczej do kotleta) oraz jedną z nielicznych komedii, jaka zatrzymała mnie przy sobie na dłużej, That ’70s Show (mimo sporej sympatii do wczesnych sezonów ― jeśli zrobię kiedykolwiek zestawienie najgorszych zakończeń serialowych, to obiecuję umieścić ten tytuł wysoko na liście).

GROWE PODSUMOWANIE ROKU 2014

Dla tych z Was, którzy kompletnie nie interesują się grami ― dobra wiadomość. 2014 to kolejny rok, gdy grałam bardzo mało, więc i pisać nie mogę zbyt wiele. Co roku obiecuję sobie, że wreszcie się to zmieni, i co roku pamiętam o tym tylko na początku i pod koniec roku. Może to po prostu sezon jesienno-zimowy? Jakoś tak przyjemniej siedzieć przy komputerze czy konsoli, gdy za oknem deszcz czy śnieg, a temperatury nie skłaniają do aktywności na powietrzu. Z kolei wiosną i latem wolałam pobiegać czy popływać, a o graniu zapomniałam kompletnie. Czy jednak jest co wspominać?

Początek roku spędzałam kolejno przy survivalowym Don’t Starve; turowym, bardzo klasycznym RPG Avernum (którego niestety nie skończyłam, a dziś już oczywiście nie pamiętam, co się działo; niestety, ta gra jest po prostu zbyt ogromna); oraz, tradycyjnie, jednej z gier LEGO ― tym razem Marvel Super Heroes. Zajęła mi czas aż do kwietnia, kiedy to wbiłam wreszcie 100% wszystkiego i mogliśmy od siebie odpocząć.

Później nastąpiła wspomniana wiosenno-letnia przerwa, a na jesieni dokończyłam wreszcie drugą część wspaniałego Uncharted, czyli Among Thieves. Mam z tej serii ogromną frajdę ― co więcej, to właśnie ten cykl nauczył mnie, że strzelanie (w dodatku na padzie!) nie jest takie złe, ba, jest nawet całkiem fajne. Przede mną jeszcze trzecia część, ale czuję dziwną potrzebę, by choć trochę ją sobie „oszczędzać” na później. W końcu gdzie ja potem znajdę drugiego takiego Nathana Drake’a!

2014gry

Następnie rozgrzebałam dwa tytuły: na konsoli God of War, które dla gracza niedzielnego, jakim niewątpliwie jestem, bywa frustrująco trudne (ale gdy nie jest frustrujące, to jest z kolei bardzo satysfakcjonujące), a na PC Deus Ex: Human Revolution, które ogółem szalenie mi się podoba, ale mam z nim ten problem, że nie cierpię walk z bossami. Tak generalnie, we wszystkich grach, nie tylko w tej konkretnej. Ale w DE:HR te obowiązkowe walki wkurzają mnie jeszcze bardziej niż zwykle, ponieważ nie dość, że słabo strzelam jako gracz, to jednocześnie słabo strzelam jako postać, gdyż mój Adam Jensen jest uzdolniony w zupełnie innych kierunkach niż walka. Mam nadzieję, że uda mi się jednak ten tytuł dokończyć (i że wrócę do niego zanim znów zapomnę, co się działo wcześniej), ale chwilowo od siebie odpoczywamy.

Pod sam koniec roku wciągnęłam się za to w przygodówki. Kiedyś byłam sporą fanką gatunku, potem jakoś nasze drogi się rozeszły. Zatęskniłam jednak za starym dobrym point&click ― i odgrzebałam kilka leciwych płyt z tytułami, które przechodziłam na tyle dawno, że i tak nie pamiętam rozwiązań zagadek. Na pierwszy ogień poszedł jeden z moich ulubieńców ― Post Mortem. Równolegle poznałam także stosunkowo nowy wynalazek, czyli przygodówki z elementami hidden object games. Wiecie, macie kupę różnorakich przedmiotów na ekranie, a pod spodem spis rzeczy, których szukacie. Do tego dochodzą różne warianty i modyfikacje tego schematu, a także szereg innych zagadek. Nie jest to szczególnie ambitny rodzaj gier, ale odprężam się przy nich równie dobrze co przy układaniu puzzli (co z kolei robię głównie latem; dziwne te moje zależności od pór roku). Na całe szczęście przygodówki to akurat te krótsze z gier, więc na nie pewnie łatwiej będzie mi znaleźć czas także po zakończeniu urlopu. Gorzej z innymi tytułami. Tyle się teraz narzeka, że gry takie niezbyt długie, a ja i tak mam problem z kończeniem napoczętych produkcji.

BLOGOWE (I OSOBISTE) PODSUMOWANIE ROKU 2014

W tym roku na blogu nie pojawiło się szczególnie wiele wpisów. Początek roku był mocny… ale w marcu zmieniło mi się życie w znacznym stopniu i przestałam mieć tyle czasu na pisanie co wcześniej. Tak się bowiem złożyło, że porzuciłam pełnowymiarową działalność freelancerską jako tłumacz i poszłam posiedzieć za biurkiem w korporacji jako analityk. Co jest zresztą dość dobrym wytłumaczeniem mojego zamiłowania do Excela i tych wszystkich statystyk czy wykresów z poprzednich wpisów ― ja się prostu dobrze czuję z danymi, arkuszami kalkulacyjnymi, pivotami i innymi takimi tworami, niezbyt fascynującymi dla większości.

Mniej czasu spędzanego w domu i na obcowaniu z kulturą sprawiło jednak, że przestałam pisać na blogu tak często, jakbym sobie tego życzyła. 22 wpisy w styczniu i 14 wpisów w lutym to raczej szczyt aktywności, którego nigdy już nie przebiję. W czerwcu i październiku nie spłodziłam ani jednej notki, w pozostałych miesiącach było ich od dwóch do sześciu. W sumie rok 2014 zakończyłam z 62 wpisami ― co może i byłoby niezłym wynikiem, ale gdybym pisywała regularnie zamiast zrywami.

Co najchętniej czytaliście? Z całą pewnością nie recenzje, stąd nie muszę mieć do siebie żalu, że nie pojawiło się ich tu zbyt wiele w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Większość wolała wpisy, nazwijmy to, bardziej ogólnej natury.

TOP 20 najchętniej czytanych wpisów w 2014 roku

  1. Biblioteczka 2.0
  2. TOP 5: Filmy o superbohaterach
  3. TOP 5: Choroby w literaturze
  4. Korzenie kultury — „Mitologia Greków i Rzymian”, Zygmunt Kubiak
  5. Świadomość a inteligencja — „Ślepowidzenie”, Peter Watts
  6. Państwo Darcy kilka lat później ― „Death Comes to Pemberley”
  7. TOP 5: Seriale, które wiedziały, kiedy się skończyć
  8. Niech przemówi film niemy ― czyli jak polski dystrybutor zabił „Robaczki z Zaginionej Doliny”
  9. TOP 5: Co mnie wkurza w wydaniach książek
  10. Książki na zesłaniu (+bonus)
  11. Co skrywają półki?
  12. TOP 5: Śpiewające czarne charaktery
  13. Gdzie się podziały tamte dystopie…
  14. Avangarda 2014 ― czyli dlaczego warto chodzić na konwenty
  15. TOP 5: Jak czytać więcej książek
  16. TOP 5: Co mnie wkurza w tłumaczeniu tytułów filmów
  17. TOP 5: Najpierw książka, potem film
  18. Gnani wiatrem zmian ― „Parade’s End” („Koniec defilady”)
  19. Serialowe zapowiedzi na styczeń 2014
  20. TOP 5: Co mnie wkurza na blogach książkowych

Wnioski? Tak. Tegoroczny rekordzista, wpis z aktualnymi zdjęciami mojej biblioteczki, zebrał ponad dwukrotnie więcej odsłon niż kolejna pozycja na liście. W TOP 20 wylądowały jeszcze dwie inne notki ze zdjęciami książek. Dowodzi to jednego: nawet na blogu niegdyś książkowym, a obecnie ogólnokulturalnym, odbiorcy najbardziej lubią oglądać zdjęcia. Nie jest to dla mnie odkryciem dekady, ale i tak proporcje były dość niespodziewane. Co nie zmienia faktu, że w dalszym ciągu nie pójdę drogą publikowania stosików, choć i oglądalność, i liczba wpisów tylko by od tego rosły. Z kolei recenzje są passe (no, chyba że są to niszowe brytyjskie seriale; to akurat fajne, że na listę wskoczyły teksty o Parade’s End i Death Comes to Pemberley), więc niewielką stratą jest to, że coraz rzadziej chce mi się pisać. Z punktu widzenia entuzjazmu odbiorców lepiej tworzyć felietony i robić zestawienia, a najlepiej jeśli są o tym, co mnie wkurza, bo hejt (nawet wyważony i mało hejterski) dziwnym trafem zawsze dobrze się klika. Ale nie bierzcie sobie tych chłodnych wniosków statystycznych do serca, jako i ja nie biorę. To tylko ciekawostki. I tak zasada jest tylko jedna ― piszę o tym, o czym akurat mi się chce. :)

Co prócz bloga? W tym roku przetłumaczyłam dwie książki ― i nie jest wykluczone, że będą to dwie ostatnie książki mojego tłumaczenia. A przynajmniej ostatnie na pewien czas. Nad pierwszą pracowałam jeszcze w styczniu i lutym, nad drugą zaś ― dodatkowo po godzinach, w lipcu i w sierpniu. Na dłuższą metę nie widzę jednak sensu w pracy na dwa etaty, tak więc mała jest szansa na to, że częściej dam się skusić na podobny deal. Ale nigdy nie mówię nigdy.

2014zycie

Nie mam zielonego pojęcia, dokąd zaprowadzi mnie dalsza droga ― i mam w tym momencie myśli różnorakie aspekty życia. Wiem tylko jedno: I just go with the flow. And I enjoy it!

3 thoughts on “Podsumowanie roku 2014 ― seriale, gry i blog

  1. Agata

    Też nie jestem na bieżąco z serialami. Chyba dojrzewam do decyzji, by kilka seriali porzucić na dobre, a z niektórymi jestem już całe lata np. Bones czy Supernatural. Poważnie zastanawiam się czy nie zrezygnować z Gotham. True Detective też do mnie nie przemówiło, ale może jeszcze do niego wrócę. Do Masters of Sex (widziałam 1 odcinek) i House of Cards (6 odcinków za mną) też zamierzam wrócić tylko nie wiem kiedy :/ Broadchurch uwielbiam, jutro robię sobie seans z 1 odcinkiem drugiego sezonu. Firefly – genialne, obok Battlestar Gallactica mój ulubiony serial sci-fi :)

    Reply
    1. Oceansoul

      Ja się właśnie waham, czy oglądać Broadchurch po każdym odcinku, czy zrobić maraton na koniec sezonu. Kusi ta druga opcja (to byłby cudowny weekend!), ale nie wiem, czy wystarczy mi cierpliwości. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *