Loading...
Literatura

Płyńcie łzy moje poprzez smutku knieje – „Płyńcie łzy moje, rzekł policjant”

"Płyńcie łzy moje, rzekł policjant", Philip K. DickWiększości książek zaliczanych do literatury fantastycznej nie trzeba odczytywać przez pryzmat sylwetek ich twórców. Fikcyjne światy i wydarzenia mówią z reguły same za siebie, a w postaciach bohaterów rzadko pobrzmiewają echem dramaty stanowiące wyimki z biografii autorów. Inaczej jest w przypadku literatury wysokiej, u źródeł której często można wskazać osobiste przeżycia i doświadczenia pisarzy. Na tej granicy — zarówno pod względem wartości artystycznej czy przynależności gatunkowej, jak i autoinspiracji — balansuje po raz kolejny Philip K. Dick.

„Płyńcie łzy moje, rzekł policjant” to historia dwóch bohaterów, a obaj mają po trosze wspólnego ze swoim twórcą. Czytelnik śledzi losy telewizyjnej i muzycznej gwiazdy Jasona Tavernera, który po ataku byłej kochanki i operacji budzi się w świecie, gdzie nigdy nie istniał. Nikt o nim nie słyszał, nie figuruje też w policyjnych kartotekach. Z podrabianymi dokumentami musi jakoś sobie poradzić i na nowo zyskać zaufanie znajomych. Głównie kobiet, tych było bowiem wiele w życiu celebryty. Podobnie jak i w życiu pięciokrotnie żonatego pisarza, który w okresie pracy nad tą powieścią rozstał się z żoną numer 4.

Drugą centralną postacią jest tytułowy policjant, Felix Buckman. Jego poczynania także związane są z kobietą — siostrą bliźniaczką Alys, pozostającą z nim w kazirodczym związku. Wprowadzenie tego motywu to oczywiste nawiązanie do Jane Dick, zmarłej w niemowlęctwie siostry autora, za której śmierć w pewnym sensie czuł się współwinny. Pamięci o Jane i nietypowej więzi, jaką przez cały czas z nią odczuwał, pisarz dał wyraz nie po raz pierwszy; to jeden z powracających motywów w jego twórczości, obecny choćby na kartach „Doktora Bluthgelda”.

Ważnym wątkiem w powieści, również powstałym na kanwie własnych przeżyć, jest opis odurzenia meskaliną. Jak powszechnie wiadomo, Philip K. Dick nie stronił od używek, po meskalinę sięgnął najpewniej jednak tylko raz — a zapis swoich doznań zawarł właśnie w „Płyńcie łzy moje…”. Wszystkie te autobiograficzne elementy w połączeniu z fikcją naukową i krążącą wokół tematu postrzegania rzeczywistości fabułą są podstawą do snucia rozważań o naturze emocji, relacjach międzyludzkich i solipsystycznym obrazie świata.

Na uwagę zasługuje także entourage powieści — policyjne państwo 1986 roku (utwór powstał w latach 1970–73), w którym obywatel nie jest świadom swoich praw i przewinień, a stróże porządku mogą nadużywać właściwych im uprawnień do dokonania prywatnej wendety. Zagubienie i niemoc Jasona Tavernera w starciu z organami władzy przywodzi na myśl Kafkowski „Proces”, z tym że osadzony w dystopijnej rzeczywistości.

„Płyńcie łzy moje, rzekł policjant” należy do grupy tych powieści Philipa K. Dicka, których wstyd nie znać, będąc miłośnikiem prozy Amerykanina. Jednocześnie nie jest to utwór trudny czy nadmiernie złożony — jego wymowa pozostaje prosta, a smaczków należy doszukiwać się przede wszystkim w splocie wydarzeń fikcyjnych i rzeczywistych oraz niezwykłego pogłosu przeżyć Tavernera i Buckmana dostrzegalnego w późniejszej egzystencji ich twórcy.

  • Tytuł: Płyńcie łzy moje, rzekł policjant (Flow My Tears, the Policeman Said)
  • Autor: Philip K. Dick
  • Wydawnictwo: REBIS
  • Seria wydawnicza: Dzieła wybrane Philipa K. Dicka
  • Rok wydania: 2013
  • Liczba stron: 308
  • ISBN: 978-83-7510-994-8


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu REBIS oraz Portalowi LubimyCzytać.

  • Chyba się skuszę po raz kolejny na potężną dawkę Dicka i zakupię prędko „Płyńcie łzy moje…”, choć „Przez ciemne zwierciadło” czeka jeszcze grzecznie na półeczce. :3

  • Jurgen

    Co ciekawe, to już trzeci polski tytuł tej powieści.

    • Jurgen

      A nie, jednak drugi.

    • Mogę jakieś źródło prosić? Według dostępnych mi informacji, tytuł od początku był taki sam (a książka w kolejnych polskich wydaniach wychodziła w tym samym, pierwszym i jedynym przekładzie Zbigniewa Królickiego – spis wydań dostępny choćby tutaj: http://encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=P%C5%82y%C5%84cie_%C5%82zy_moje,_rzek%C5%82_policjant).

    • Jurgen

      W tej wersji rzeczywistości nie ma odpowiedniego źródła. Może mnie przeniosło z innej ;-) Z jakiegoś powodu żywiłem przekonanie, że jeszcze przed Zyskiem ktoś wydał wersję zatytułowaną „Płyńcie me łzy, rzekł policjant”. Byłem tego na tyle pewien, że nie szukałem potwierdzenia w internecie. Z kolei – pierwsze jak teraz widzę – wydanie Zyska nosiło w mojej pamięci tytuł „Płyńcie łzy moje, powiedział policjant”. Właśnie to wydanie posiadam, więc mogłem szybko zweryfikować pamięć. Stąd szybka poprawka pod moim początkowym komentarzem.

      Sorry za wprowadzenie w błąd i dzięki za wyprowadzenie z niego.

  • Zabawnym jest fakt, że w momencie kiedy płody Dicka po raz pierwszy zaczęły pojawiać się na czytelniczym rynku, to chyba nikt nie traktował ich jako literatury z wyższej półki. Ileż czasu musiało upłynąć, aby twórczość tego niezwykłego artysty została w pełni doceniona.

    Co do siostry bliźniaczki, to wydaje mi się, że jej motyw przewija się także w „Wyznaniach łgarza” oraz „Valis”. Na upartego „Głosy z ulicy” oraz „Humpty Dumpty w Oakland” traktowane jako jedna historia z alternatywnymi zakończeniami to również taka dualistyczna koncepcja, której rodowodu można by się dopatrywać w tej nieszczęsnej Jane Dick.

    Jeśli chodzi o samo wydanie, to jak zawsze w przypadku Domu Wydawniczego REBIS oraz rysownika Wojtka Siudmaka, jest ono po prostu wspaniałe. Z niecierpliwością czekam na akcje typu 3 za 2, aby uzupełnić kolekcję Dicka w mojej domowej biblioteczce. Uzbierało mi się całkiem sporo zaległości.

    • Dick niestety miał pecha, doceniono go tak na dobrą sprawę dopiero po śmierci. Nawet jako pisarza sf specjalnie go nie wyróżniano, o głównym nurcie nie wspominając.

      Seria wydawnicza Rebisu też bardzo mi się podoba, zarówno koncepcja graficzna i prace Siudmaka, jak i ogólna dbałość o jakość wydania, typografia, brak literówek; no cudo. Oby jak najwięcej ‚Dicków’ jeszcze wydali, zwłaszcza opowiadań nie mogę się doczekać, bo jeszcze nie miałam okazji się zapoznać.

  • Ach, cieszę się, że tu trafiłam, czytałam to, ale sto lat temu i słabo już pamiętam, a motyw kogoś z zagubioną tożsamością trafił mi się w ostatnio przeczytanych „Handlarzach kosmosem” i nie umiałam sobie przypomnieć, skąd to znam. Teraz już wiem, dzięki.
    BTW: przepiękny tytuł.

    • Cieszę się, że przy okazji mogłam pomóc. :)
      Tytuł niestety nie mój, fragment motta do książki, zaczerpnięty przez Dicka z XVI-wiecznej pieśni Johna Dowlanda.