Pisanie o niepisaniu

By | 23 kwietnia 2014

Proszę Państwa, mamy kryzys. Właściwie nie trzeba o tym głośno mówić, każdy choć trochę zainteresowany zdołał już samodzielnie aktualny stan rzeczy odnotować. Ale skoro nie piszę o tym, że piszę, to co szkodzi napisać, że nie piszę. A może nawet spróbować zdiagnozować ten stan rzeczy.

Otóż, moi drodzy, problem jest w gruncie rzeczy szalenie prosty ― mnie się po prostu nie chce pisać. Pisać, czyli wykonywać mechaniczną czynność klepania w klawiaturę. Nie opuściły mnie pomysły, nie brakło tematów. Skurczyły się za to zasoby czasu, zmienił mój tryb życia. I okazało się, że nie potrafię wykrzesać w sobie motywacji, by znalazło się w nim miejsce także dla regularnego i częstego pisania.

Z jednej strony wciąż pojawiają się w mojej głowie impulsy, które niegdyś rozpoczynały proces pisania tekstu. Można nazwać to weną, można pomysłem na wpis, można pewnie jeszcze jakoś inaczej. Tym razem jednak chęć przełożenia tego impulsu na konkretne działanie okazuje się znacznie mniejsza od chęci porobienia w tym czasie czegoś innego. Zabrakło mi motywacji, by przedkładać pisanie nad czytanie, oglądanie czy zwyczajny wypoczynek na koniec dnia lub podczas weekendu.

Szukam tej motywacji od dobrych sześciu tygodni ― i znaleźć nie mogę. Nie potrafię wymyślić żadnego powodu, dla którego miałoby mi się bardziej chcieć, dla którego pisanie miałoby być ważniejsze niż robienie w tym czasie czegoś innego. Równocześnie przeszkadza mi ten stan rzeczy i nie przeszkadza. Nie wiem, no nie wiem, co myśleć, i czy cokolwiek z tym dalej robić. Siedzieć i czekać? Jakoś się zmuszać? Nie pisać i mieć wyrzuty sumienia? Nie pisać i niczym się nie przejmować? A może poszukać jakiegoś innego kierunku pisania, który będzie mi się chciało realizować?

Nie spodziewam się, że ktokolwiek rozwiąże za mnie te dylematy albo udzieli mi odpowiedzi na pytania, z którymi sama nie potrafię sobie poradzić. Podejrzewam, że prędzej czy później zatęsknię jeszcze mocniej za blogowaniem ― ale równie dobrze może to nastąpić jutro, jak i za miesiąc czy pół roku. A przynajmniej tak w tej chwili to odbieram. Tak więc oświadczam, że żyję, nie zapomniałam o tym miejscu, i jeśli tylko znajdę motywację, to chętnie powrócę do częstszych publikacji. Tymczasem jednak oddaję się wzmożonej kulturalnej konsumpcji w formach wszelakich! W końcu jeśli do powrotu do stukania w klawiaturę nie natchnie mnie kultura ― to chyba nic innego też tego nie zrobi.

15 thoughts on “Pisanie o niepisaniu

  1. Agata

    Chyba cierpię na to samo, i to od kilku miesięcy. Jakoś co tydzień (mniej więcej) uda wydusić jakieś notki, ale częściej już mi się nie chce. Czasem nie ma siły przeczytać wieczorem nawet strony i zasypiam przed telewizorem, więc perspektywa pisania w ogóle się oddala. Liczę, że jednak Ci wkrótce przejdzie, bo bardzo lubię tu zaglądać. Może oczekujący z niecierpliwością czytelnicy będą choćby najmniejszą mobilizacją? :)

    Reply
    1. Oceansoul

      Ja ostatnio czytam głównie w autobusie między pracą a domem, i czasami w weekendy. Na więcej nie mam z reguły czasu i siły. Po całym dniu jakoś dużo łatwiej przetrawić mi jakiś film czy serial niż powieść.
      Czytelnicy są całkiem dobrą mobilizacją, nie przeczę. :) Zawsze to jakiś argument, że warto jednak coś napisać.

    2. Agata

      Od półtora roku (odkąd pracuje na pełny etat) czytam prawie wyłącznie w autobusach i metrze, więc doskonale Cię rozumiem :) Przynajmniej dobrze, że daleko dojeżdżam to chociaż sobie poczytam :P Po powrocie do domu starcza mi siły tylko na Internety i czasem jakiś serial lub Tv :) Cieszę się, że mobilizują :)

  2. Moreni

    Mam ostatnio podobnie, tylko jakos się zmuszam do posadzenia tyłka przed komputerem i stukania w klawiaturę. Ostatnio przychodzi m to jakby łatwiej. Trzymam kciuki a znalezienie energii.:)

    Reply
    1. Oceansoul

      Dzięki. :) Może też się powinnam trochę przymusić, zamiast być takim okropnym leniem, który ciągle odkłada to ‚na jutro’, a potem mijają trzy tygodnie… ;)

  3. Megapodius

    Ja również liczę, że to stan chwilowy i mam nadzieję, że uda się znaleźć czas i pomysly.

    Reply
  4. Ambrose

    W przypadku, gdy jedno z niewielu miejsc w sieci, gdzie regularnie pojawiają się b. ciekawe recenzje na temat twórczości Dicka przeżywa okres wzmożonego milczenia moja reakcja może być tylko jedna – żal, tym bardziej, że cały czas wznawiane są kolejne pozycje tego genialnego twórcy. W każdym razie mam nadzieję, że niemoc, apatia, bierność, zniechęcenie, czy cokolwiek to jest, niedługo minie. Pozdrawiam :)

    Reply
    1. Oceansoul

      Dick ma jeszcze szansę się pojawić. O ile dojdzie do mnie „Marsjański poślizg w czasie”, bo coś dojść nie może. A potem mają pojawić się opowiadania – i przyznam szczerze, że nie wiem, czy wystarczy mi zapału na pisanie o wszystkich tomach. I tak Dick jest bezkonkurencyjnym autorem pod względem liczby napisanych przeze mnie recenzji. :)

    2. Ambrose

      Ha, książka nie może dotrzeć zgodnie z tytułem, więc wszystko przebiega planowo :)

  5. Michał Małysa

    Spróbuj ustawić sobie dźwięk maszyny do pisania w komputerze i od razu ta „mechaniczna” czynność nabierze oldschoolowej magii. U mnie podziałało, więc i tobie nadeślę link na priv. Chciałbym jeszcze kiedyś przeczytać tu recenzje dzieł traktujących o antyku.

    Pozdrawiam
    Michał Małysa

    Reply
  6. Agnieszka Hofmann

    Zaraz się okaże, że wszyscy mamy akurat jakiś przestój i przejściową (mam nadzieję) awersję do blogowania… U mnie też ostatnio notki nie pojawiają się zbyt często, a usprawiedliwienia dla tego stanu (kończenie tłumaczenia na cito, wyjazd do Polski, kolejne zlecenie na wczoraj) czasem nawet w moich własnych uszach brzmią jak tanie wymówki… Dwa lata temu zapał i motywacja pisania były na pewno silniejsze, też obserwuję u siebie oznaki zmęczenia tą formą bytności w sieci, choć każdy odzew pod najgłupszym nawet wpisem sprawia jednak wielką satysfakcję i frajdę. Ale dylemat znam i doskonale rozumiem. A jeśli ktoś ma jakieś „pacaneum”, to ja chętnie je poznam :-)

    Reply
    1. Oceansoul

      Kwestię wymówek znam doskonale. Niby zmęczenie, niby brak czasu, ale w głębi duszy i tak człowiek wie, że jakby bardzo chciał, to dałby radę. A wygrywa wewnętrzny leń. :) Może to po prostu chwilowy przesyt, a po przerwie znów zatęsknimy za intensywniejszym pisaniem.

  7. Bacha85

    Znam ten ból bardzo dobrze… W sumie odkąd zaczęłam pracować, czyli już ponad pół roku będzie… ciężko mi się zmusić do pisania. Czasem mnie coś najdzie, ale widzę, że mój blog poszedł nieco w odstawkę…

    Reply
    1. Oceansoul

      Jak widać, praca to zło; moja praca też zepsuła blogową passę. Ale liczę na to, że z czasem jakoś bardziej do niej przywyknę i znajdę gdzieś ‚okienko’ w terminarzu na blogowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *