Prawdziwa Uczta — „Pieśń czasu. Podróże”, Ian R. MacLeod

By | 22 września 2011

Co może być lepsze od jednego łakomego kąska literackiego, jakim bez wątpienia jest każdy utwór wychodzący spod pióra Iana R. MacLeoda? Jedynie dwudaniowy smakołyk, które wszystkim wygłodniałym miłośnikom prozy brytyjskiego pisarza zaserwowało wydawnictwo MAG. W sierpniowej pozycji spod szyldu jakże trafnie ochrzczonej serii Uczta Wyobraźni otrzymujemy zarówno zbiór opowiadań, jak i powieść uhonorowaną Nagrodą im. Arthura C. Clarke’a oraz Nagrodą Campbella.

Pokaźnych rozmiarów wolumin z przepiękną okładką utrzymaną w barwach jesieni i steampunkowym klimacie otwiera zbiór opowiadań i miniatur zatytułowany „Podróże”. Trudno o właściwszy tytuł – MacLeod funduje czytelnikom literacką wyprawę do niezwykłych krain, a każdą z nich potrafi odmalować w sposób wyjątkowo sugestywny. Wraz z targanymi niepokojem bohaterami przemierzamy deszczową i skąpaną we mgle Anglię lub też gorące i parne ziemie Izraela, zatęchłe ulice miast naprzemiennie z niewielkimi siołami, czy wreszcie fikcyjne Dhiol, w którym panujące stosunki społeczne wcale nie różnią się od tych znanych z rzeczywistości.

Kreowanie świata przedstawionego to nie wszystko, w czym MacLeod nie ma sobie równych. Najbardziej rzuca się w oczy jego liryczny, delikatny styl, z gracją opisujący subtelną grę światła, podmuchy wiatru czy emocje na ludzkich twarzach. Panujący w opowiadaniach nastrój wyciszenia sprzyja kontemplacji nad podjętymi tematami; w „Podróżach” autor postanowił się zmierzyć między innymi ze zmierzchem epoki i starciem tradycji z postępem, niewygodną prawdą stojącą w sprzeczności z religią, czy też niewolnictwem, obserwowanym zarówno z punktu widzenia uciśnionych, jak i ciemiężycieli.

Zbiór opowiadań to jedynie przystawka przed wyśmienitym głównym daniem. W „Pieśni czasu”, podobnie jak w swoich poprzednich powieściach, „Wiekach światła” i „Domu Burz”, MacLeod kreuje wizję schyłku epoki. Tym razem nie jest to jednak przetykana magią przeszłość, a bliska przyszłość, garściami czerpiąca z naszej rzeczywistości i rozwijająca śmielsze pomysły współczesnych wizjonerów, choć w dystopijnej otoczce. Świat nękają kolejne epidemie, zamieszki, wojna nuklearna, a w otaczającym się w coraz większym stopniu techniką społeczeństwie pogłębiają się konflikty polityczne, rasowe i religijne. Autor ponownie porusza także temat starzenia się i nienaturalnego przedłużania ludzkiego życia, choć tym razem ujmuje go inaczej niż w „Drugim przekroczeniu Styksu” czy „Dbaj o siebie”.

Rozważania na temat przyszłości i kierunku, w jakim podąża ludzkość, nie zostały uchwycone w makroskali, a zaprezentowane na przykładzie jednostki. Świat poznajemy oczami Roushany Maitland, wiekowej skrzypaczki, która pewnego dnia odnajduje na brzegu morza nieprzytomnego, nagiego mężczyznę wyrzuconego przez fale i zabiera go do domu. Cierpiący na amnezję młodzieniec o pięknym ciele, przywodzący na myśl mityczną ondynę, tyle że odmiennej płci, staje się cierpliwym słuchaczem wspomnień staruszki, której życie nigdy nie oszczędzało.

MacLeod ponownie stawia na liryczność i emocjonalność, nie stroni przy tym od naturalizmu. Dzięki zastosowaniu narracji pierwszoosobowej czytelnik doświadcza wszystkich myśli i uczuć Roushany, a że jest to bohaterka o niezwykłej wrażliwości, tę samą wrażliwość powinien wykazywać odbiorca, by w pełni docenić „Pieśń czasu”. Opowieść snuta jest nieśpiesznie, a akcja płynie wolnym, jednostajnym tempem. Elementy, przez które powieść można przypisać do gatunku science fiction, zostały zepchnięty nawet nie na drugi, a na trzeci plan, co budzić może reakcję dwojaką – z jednej strony ci, którzy nie są fanami literatury fantastycznej, bez obaw mogą sięgać po powieść MacLeoda; z drugiej zaś, osoby spodziewające się większego nacisku położonego na te właśnie komponenty, poczują się rozczarowane.

„Pieśń czasu” zachwyciła mnie od pierwszego akapitu, a podczas lektury jej urok nie osłabł ani na moment. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że mamy do czynienia z powieścią niezwykle specyficzną. Gdyby chcieć najkrócej podsumować jej tematykę, trzeba by rzec, że to po prostu opowieść o życiu. O jego wzlotach i upadkach, o refleksji, która przychodzi w ostatnich dniach egzystencji. O prawach, którymi rządzą się starość i młodość. O miłości i śmierci, o byciu siostrą, córką, żoną i matką. To książka, która zmusza czytelnika do refleksji i zanudzi tego, kto nie będzie gotów powitać jej z otwartym umysłem, skonfrontować z własnymi emocjami i uczuciami. Nie jest to jednak literatura na siłę ambitna, wydumana czy pompatyczna, nie trzeba zmuszać się do przewracania kolejnych stronic, a opowieść o zwyczajnym życiu nie tylko nie nudzi, ale wręcz nie pozwala oderwać się od lektury. To po prostu powieść-ideał, o ile w danej chwili potrzebuje się właśnie takiej książki.

  • Tytuł: Pieśń czasu. Podróże (Song of Time. Journeys)
  • Autor: Ian R. MacLeod
  • Wydawnictwo: MAG
  • Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni
  • Rok wydania: 2011
  • Liczba stron: 496
  • ISBN: 978-83-7480-218-5


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu MAG oraz Portalowi LubimyCzytać.

9 thoughts on “Prawdziwa Uczta — „Pieśń czasu. Podróże”, Ian R. MacLeod

  1. Harashiken

    Kolejna świetna recenzja i znów pusto. Gdzie te wszystkie komentarze, które rzekomo musiałabyś przenosić na innego bloga? ;)

    UW interesująca jak zawsze. Ja ostatnio powziąłem zamiar jej skompletowania, niedługo pojawią się efekty na blogu :)

    Reply
  2. Oceansoul Post author

    Gdzie? Gdzieś tak… rok i dwa lata temu? Jak jeszcze więcej wpisów było „o niczym” niż „o czymś”. Potem zaczęłam nałogowo pisać o książkach, a oni zaczęli się chować. ;)

    A Ucztą jestem zachwycona, odkąd pierwszy raz wpadła mi w oko. W ciemno kupiłam wszystkie i dopiero potem powoli zaczęłam czytać. Powoli, by wystarczyła na długo. ^^ Ale na dniach będzie o „Rzece Bogów”.

    Reply
  3. Harashiken

    Eee…? Czytelnicy chowający się jak się zaczyna pisać „o czymś”? Znaczy się, że nigdy nie miałaś prawdziwych czytelników ^^ Trzeba nad tym popracować.

    Ja też zamierzam ją w ciemno zebrać. Nie ma możliwości żeby mi się nie spodobała ;)

    Reply
  4. Oceansoul Post author

    Inaczej – mam czytelników (statystyki nie kłamią ^^), nie mam komentatorów. ;) Ale nie ubolewam jakoś specjalnie, kilka lat temu, na starym blogu, jeszcze dużo bardziej mnie to bolało. Wiadomo, to bardzo miłe, jak ktoś się wysili i napisze choć kilka zdań, doceniam. :) Ale no, w dzisiejszych czasach, gdy za komentarz służy często kliknięcie „lubię to” na fejsbuku, po prostu przywykłam. A nie chcę też jakoś nachalnie nikogo namawiać do pisania, jak sam z siebie nie ma nic do powiedzenia. Niemniej – zawsze bardzo będę cenić tych, którym chce się wysilić. ^^

    Powodzenia w zbieraniu Uczty w takim razie, zwłaszcza przy „Welinie” i „Ślepowidzeniu”, z którymi się swego czasu bardzo męczyłam, by gdzieś trafić. Ale pozostałe pozycje są chyba bez problemu dostępne. :)

    Reply
  5. Harashiken

    Nie wyobrażam sobie bloga bez komentarzy. Jeśli nikt nie ma nic do powiedzenia o tym co piszę, to nie ma sensu pisać. Ja na szczęście nie narzekam, nikt nie odkopuje starszych postów ale nowe zawsze mają po kilka komentarzy. :)

    Nie martw się ja się wysilę jak tylko pojawi się temat w którym będę miał coś do gadania. Tylko żebyś jeszcze jakoś tą subskrypcje uruchomiła to by było cacy.

    Welin jest bez problemu na allegro dostępny…. jeszcze. Liczę, że może pojawi się w empiku, jeśli nie to jednak trzeba będzie dorzucić do przesyłki albo poszukać kogoś kto poza Welinem sprzedaje jeszcze coś UW żeby przesyłka się zwróciła. Ślepowidzenie cóż… cuda czasem się zdarzają ^^

    Reply
  6. Oceansoul Post author

    Też kiedyś tak sądziłam. Potem mi się zmieniło. :) Piszę, bo muszę, bo jestem uzależniona od pisania i sprawia mi to niesłychaną frajdę. Nawet jakby nikt tego nie czytał, nie wyobrażam sobie nie pisać, to by było coś strasznego!
    Do tego dochodzi fakt, że blog to takie miejsce, gdzie mogę zebrać wszystkie teksty publikowane (z reguły w pierwszej kolejności) w kilku innych miejscach, a lubię porządek. ^^ Takich wpisów specjalnie na blog jest od pewnego czasu dużo mniej niż kiedyś. Tak jakoś wyszło. Na razie za bardzo pochłonęły mnie książki, by mi się chciało pisać o czymś innym. :D

    A w ślepowidzeniowe cuda warto wierzyć, bo sama jednego doświadczyłam. ^^ W czasach, gdy na allegro stał już po ponad sto złotych, dorwałam niczego nieświadomą posiadaczkę książki na jakimś portalu społecznościowym – i kupiłam za cenę niższą niż okładkowa. :D Tak więc trzymam kciuki. ^^

    Reply
  7. Harashiken

    To ja sobie nie wyobrażam nie czytać. Ale żeby nie pisać nie byłoby problemu. Bardziej prowadzenie bloga motywuje mnie do pisania, niż pisanie do prowadzenia bloga. Nie pisze jakoś super, a do pisania zbieram się i zbieram choć jak już skończę to jest frajda, że jednak coś się zrobiło ;)

    No i dobrze nie pisz o czymś innym, pisz o książkach! Inne rzeczy są nieważne :D

    Takie cuda to nie u mnie. Polowałem na twardookładkowego Siewcę Wiatru, kupiłem za prawie trzycyfrową kwotę, dzień później pojawił się następny za ledwie 30 zł, a tydzień później za 15. Ognie Niebios i Spustoszone Ziemie, łącznie 150 za nie dałem i się z tego niezmiernie cieszyłem bo i dobry stan i dobra cena, potrafiły powiem i po 150 za jedną czasem być. Ale oczywiście jak unikat nie schodzi po niżej jakiejś sumy to można być pewnym że zejdzie jak tylko już się go kupi. Spustoszone Ziemie chyba nawet za 20 widziałem. Ja mam po prostu pecha i tyle. A co do samego Ślepowidzenia to odkąd na nie poluje to widziałem tylko na allegro jedno za 200 zł z autografem, chyba nadal jest nawet.

    Reply
  8. Oceansoul Post author

    Też mi się zdarzyło naciąć, kupiłam Welin za 70, a może miesiąc później był ich wysyp na allegro po 30. Od tamtej pory obiecałam sobie nie szaleć i wykazywać większą cierpliwość, co jest niestety bardzo trudne, gdy na coś poluję. ^^

    Reply
  9. Harashiken

    Taa wiem, kupić, nie kupić? Nie kupisz za 70 bo może będzie taniej potem będzie drożej to kupisz jak tylko pojawi się tańszy, a potem się okaże, że jeszcze tańsze będą. Loteria normalnie.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *