Gnani wiatrem zmian ― „Parade’s End” („Koniec defilady”)

By | 7 stycznia 2014

Jak to jest, że kiedy zastanawiam się, jaki serial polecić Wam tym razem, w pierwszej kolejności przychodzą mi na myśl produkcje BBC? Najprostsze wytłumaczenie ― ich tytuły są po prostu dobre. Na dodatek oprócz seriali wielosezonowych na antenie brytyjskiego giganta pojawia się także wiele miniserii, liczących od trzech do pięciu odcinków, opowiadających zamkniętą historię, z którą można zapoznać się bez trudu przez weekend i oszczędzić sobie wieloletniego wyczekiwania na finał. Cóż więc się stanie, gdy BBC połączy siły z HBO, by wyprodukować liczącą pięć godzinnych epizodów adaptację powieściowej tetralogii Forda Madoxa Forda? Podpowiem ― to się nie mogło nie udać.

[Poniżej nakreślam ramy fabularne, które wychodzą poza pierwszy odcinek, więc teoretycznie można by to uznać za spoilery, ale nie wydaje mi się, bym zdradziła cokolwiek istotnego, co mogłoby komukolwiek zepsuć oglądanie].

Parade' s End

Benedict Cumberbatch jako Christopher Tietjens

Powieści Forda, choć nieco zapomniane do czasu premiery serialu (a w naszym kraju, poza pierwszym tomem, niestety niewydane, czego nie jestem w stanie pojąć), określane są często mianem jednego z najlepszych literackich przedstawień czasów I wojny światowej. Nie pomyślcie jednak, że serial jest w pierwszej kolejności opowieścią o genezie i przebiegu tego okrutnego konfliktu zbrojnego. Nie, to przede wszystkim historia człowieka; człowieka nieprzystającego do swoich czasów, staroświeckiego i zagubionego w tym, co się dookoła niego dzieje ― zarówno w sferze prywatnej, jak i politycznej. Christopher Tietjens nie rozumie absurdów wojny, ale i tak w niej uczestniczy, uważając to za swój obowiązek. Idzie na front, mimo że nie musi. Choć dobrze wie, że dzięki znajomościom i pozycji mógłby zostać w domu. Choć otaczają go skorumpowani politycy i bezmyślni wojskowi, których obecność musi znosić. Niełatwe jest życie edwardiańskiego arystokraty w zmieniających się czasach.

Podobnie trudno odnaleźć się Tietjensowi w coraz swobodniejszej obyczajowości XX wieku. Christopher dość pochopnie ― powodowany poczuciem obowiązku i honoru ― żeni się z kobietą, z którą właściwie nic go nie łączy. Między nim a Sylvią brakuje przede wszystkim zrozumienia potrzeb i oczekiwań drugiej strony, nie potrafią też ze sobą rozmawiać ― zwłaszcza mężczyzna, nigdy nienauczony mówić o swoich uczuciach. Sylvia za nic ma jednak pozycję małżonka i wdaje się w kompromitujące romanse, stanowiące w wyższych sferach tajemnicę poliszynela. Gdy jednak Tietjens napotyka na swej drodze Valentine Wannop, którą obdarza prawdziwym uczuciem, nie potrafi się zdobyć ani na niewierność, ani na rozwód. Przedkłada zasady, z założenia uważane za słuszne i godne dżentelmena, nad osobiste szczęście.

Parade' s End

Rebecca Hall jako Sylvia Tietjens

Choć sporą część odcinków „Parade’s End” zajmuje kwestia tego miłosnego trójkąta, to nie zgrzytałam zębami mimo swej ogólnej niechęci do tego motywu. Są ku temu dwa powody: nieoczywista historia i nieoczywiste postacie. Gdy w innych filmach, książkach czy serialach mamy do czynienia z bohaterem czy bohaterką uwikłanymi w relację z dwiema osobami, zazwyczaj z góry łatwo przewidzieć, jak to wszystko się skończy. Inaczej jest jednak w przypadku Tietjensa; choć żyjemy w innych czasach, a kodeks moralny bohatera może wydawać się nam wydumany, niedzisiejszy i całkowicie niepraktyczny, łatwo zrozumieć jego rozterki i dylematy. Obydwie opcje, jakie przed nim stoją ― czyli pozostanie przy niewiernej, ale mimo wszystko żonie, albo też opuszczenie jej ― są w jakiś sposób niewłaściwe, a dodatkowo musi jeszcze wziąć pod uwagę salonowe plotki, w dużej mierze krzywdzące i nieprawdziwe, będące jednak w mocy całkowicie go zrujnować. Trudno przewidzieć, co ostatecznie postanowi Christopher, a ja rzecz jasna Wam tego nie zdradzę.

Obydwie kobiety różnią się od siebie tak bardzo, jak to możliwe. Pani Tietjens jest neurotyczna, histeryczna, zapatrzona w siebie postacią, z początku niezwykle odpychającą. Z czasem jednak coraz łatwiej zrozumieć jej frustrację ― nie może ścierpieć obojętności męża, jego zimnokrwistości, braku emocji. Kiedy go oszukuje, tak naprawdę liczy wreszcie na jakąś reakcję, na złość, na pogardę. Gdy nie może się jej doczekać, jej desperacja tylko narasta. Choć Sylvia i Christopher ani trochę do siebie nie pasują, to tak naprawdę ich małżeństwo dałoby się uratować ― gdyby oboje chcieli mówić tym samym językiem. Valentine z kolei wydaje się na tle Sylvii bohaterką dość bezbarwną. Niezwykle spokojną, dobrą, pełną ciepła. Nie jest jednak w żadnym razie słabą kobietą; wręcz przeciwnie, to zaangażowana sufrażystką, która walczy o to, w co wierzy. Dla miłości gotowa jest na wiele poświęceń, nawet na niechwalebną rolę kochanki żonatego mężczyzny i związaną z tym niesławę.

Parade' s End

Adelaide Clemens jako Valentine Wannop oraz Benedict Cumberbatch jako Christopher Tietjens

Żałuję trochę, że postać Valentine i jej historia pozostają przez większość czasu w tle. Pierwsze skrzypce definitywnie grają w „Parade’s End” Christopher i Sylvia. W dużej mierze to z pewnością zasługa rewelacyjnych i przyciągających wzrok ról. Jako Tietjensa obsadzono Benedicta Cumberbatcha, który jak nikt inny potrafi przekazać rozterki swego małomównego bohatera samym gestem czy spojrzeniem (a przy tym trudno doszukiwać się u niego powtarzania środków, jakie zaprezentował jako Sherlock czy Khan). W scenach wspólnych uwagę widza często kradnie jednak żywiołowa Sylvia popisowo zagrana przez Rebeccę Hall.

W „Parade’s End” jest oczywiście miejsca dla kilku wątków i postaci drugoplanowych, pozostawię Was jednak z opcją samodzielnego ich odkrywania. Nikt nie powinien żałować tej pięciogodzinnej podróży do tak innego świata. Tym razem nie zachwyca on swoim blichtrem i bogactwem, jak choćby w osadzonym w podobnym czasie „Downton Abbey”, ale raczej zasmuca, także dzięki zimnej kolorystyce i oszczędnej, melancholijnej ścieżce dźwiękowej. Jeśli jednak lubicie klimat początków XX wieku i brytyjskie produkcje, koniecznie musicie obejrzeć „Koniec defilady”.

PS Polskie wydanie serialu, które można znaleźć w niektórych sklepach, różni się nieco od wydania brytyjskiego (dostępnego choćby na Amazon.co.uk) ― zamiast pięciu odcinków mamy trzy dłuższe, ale kilka scen wycięto. Dlatego lepiej zaopatrywać się w oryginał.

2 thoughts on “Gnani wiatrem zmian ― „Parade’s End” („Koniec defilady”)

  1. Agata

    Być może obejrzę bo płynę na razie na fali zachwytu 3 sezonem Sherlocka i Benedicta :) Zwierz popkulturalny już dawno namawiał, ale jakoś odstręczał mnie Cubmerbatch z blond włosami i dziwnymi policzkami :P Mam ochotę obejrzeć dla samej Hall, która podobno zagrała świetnie.

    Reply
    1. Oceansoul

      3. sezon niestety zaraz się kończy, tak więc polecam na niedosyt Benedicta. :) A i Hall jest rewelacyjna; wcześniej jakoś nie zwracałam na jej obecność w filmach szczególnej uwagi, ale teraz na pewno się to zmieni. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *