Pozwolisz?

– Nie znasz mnie, nie udawaj więc, że mnie rozumiesz! – krzyknęła, chciała wyjść z pokoju, ale nie pozwolił jej. Złapał za ramię, delikatnie, acz stanowczo. Nie zaprotestowała, nie próbowała wyrwać się z uścisku.

– Chyba nie sugerujesz, że ktokolwiek z nich zna cię lepiej. Spójrz tylko na tych ludzi – zawistni, zazdrośni, ograniczeni. Nie przerywaj – dodał, widząc, jak otwiera usta, chcąc zaprzeczyć. – Wiem, że zaraz zaczniesz ich usprawiedliwiać. Ale dość już złudzeń, czas przejrzeć na oczy i pogodzić się z tym, w jakim świecie tak naprawdę żyjesz.

– I niby ty masz mi w tym pomóc, tak? – jej głos ociekał sarkazmem. – Przecież znam cię ledwie…

– Jeden dzień, wiem – nie dał jej skończyć. – A ile twoim zdaniem potrzeba czasu, żeby poznać człowieka? Miesiąca, dwóch? Roku? Kilku lat? Spójrz na tych, których znasz już pół życia, ile razy cię zawiedli? Ile wiedzą o tobie – tyle, ile chciałaś im powiedzieć, czyż nie? Nigdy nie potrafili spojrzeć głębiej, nie chcieli widzieć więcej. Dlaczego wciąż ich bronisz? Dobrze wiesz, że nikt z nich nie zrobiłby tego samego dla ciebie.

– Skąd mam wiedzieć, że ty jesteś inny? – spytała cicho, a płomień gniewu, który palił ją wewnątrz jeszcze chwilę temu, zniknął zdmuchnięty.

– Nie masz wiedzieć. Masz czuć. Podaj mi rękę i zamknij oczy.

Usłuchała. Postanowiła zaufać niemalże obcemu człowiekowi. Nie bała się go, ale czuła się tak niepewnie, gdy świdrował ją wzrokiem, jak gdyby chciał przeniknąć do jej uczuć, wspomnień, marzeń. Ale w momencie, gdy mocno ścisnął jej dłoń, poczuła się bezpieczna. Pstryknął palcami tuż przy jej uchu. Poczuła, jak odrywa się od ziemi i dryfuje w przestrzeni pozbawionej światła, dźwięku, ciepła. Po chwili jej stopy na powrót dotknęły stałego lądu, a w tym samym momencie prawie przewrócił ją silny podmuch lodowatego wiatru. Spanikowana, zacieśniła uścisk i otworzyła oczy.

Obróciła głowę w prawo i w lewo, ale wszędzie widziała jedynie bezkresną pustynię skutą lodem. Na horyzoncie biały śnieg zlewał się z jasnoszarym niebem. Dął wicher, niosąc ze sobą śnieżne płatki, które przylepiały się do jej rozwianych włosów i ubrania. Zadrżała.

– Gdzie ty mnie zaciągnąłeś? Zamarzniemy tu! – usiłowała przekrzyczeć świst wiatru. On jednak wydawał się być niewzruszony, a jego głos był cichy i opanowany.

– Jesteśmy na lodowym pustkowiu. Nie, nie w strefie polarnej, na kole podbiegunowym. Jesteśmy po prostu w twoim wnętrzu.

Gdyby mogła, parsknęłaby śmiechem, ale była już zbyt zdrętwiała z zimna. Milczała więc, czekając, czy powie coś jeszcze.

– Nie zrozum mnie źle. Nie sugeruję, że nie ma w tobie ciepła, radości życia, że nie zakwitasz blaskiem, jesteś cały czas taka sama, przewidywalna. Ale przyjrzyj się – właśnie w takich warunkach żyje obecnie twoja dusza, w miejscu, gdzie nie jesteś w stanie wytrzymać dłużej niż kilka minut.

Ponownie pstryknął palcami, a arktyczny krajobraz ustąpił miejsca pomieszczeniu, w którym uprzednio się znajdowali.

– Co to miało znaczyć? – spytała, wciąż lekko zdezorientowana, nie wiedząc, czy ta przedziwna podróż miała miejsce naprawdę, czy też może zdarzyła się jedynie w jej wyobraźni.

– Próbuję ci jedynie przekazać, jak bardzo unieszczęśliwiasz samą siebie. Zamknęłaś swą duszę na skutej lodem pustyni, odizolowałaś od ludzi, świata, ciepła, spektrum barw. Odbierasz jej życie. Czy tego właśnie chcesz? Przecież wiem, że nie. Więc skończ z tym. Nie uciekaj co chwila do tego niezaludnionego świata, tylko mów o tym, co cię boli. Nie duś tego w sobie, udając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, skoro wcale nie jest. Nie broń ludzi, przecież nie zbawisz świata. Zaakceptuj rzeczywistość taką, jaką jest naprawdę. Co nie znaczy – stań się taka sama. Nie, tego nie wolno ci zrobić.

Długo milczała. Analizowała to, co mówił wcześniej, jak i to, co powiedział przed chwilą.

– Pomyliłam się – rzekła w końcu. – Znasz mnie. Chwilami nawet lepiej, niż ja znam samą siebie. I jeden dzień wystarczył. Choć nie miałabym nic przeciwko, gdyby zmienił się w pół życia.

Uśmiechnęła się po raz pierwszy. On zrobił to samo.

– Zostaniesz? – spytała.

– Zostanę – odpowiedział. – Zostanę tak długo, jak będziesz chciała. I pomogę ci się odnaleźć, o ile tylko mi na to pozwolisz. Pozwolisz?

– Pozwolę.

Napisano 24.06.2008

5 thoughts on “Pozwolisz?

  1. Tarosatoshi (po prostu Taro)

    Ciekawe… najpierw czytałem forum Dragon Age, zainteresowały mnie Twoje posty, potem dostałem się do bloga, odczytałem temat o postanowieniu noworocznym, chciałem to skomentować ale zbytnio duży był tam tłok. Ostatecznie znalazłem się tutaj i ku memu zdziwieniu nie zauważyłem ani jednego komentarza. Zapewne niebawem skończę pisać i więcej się tu nie pojawię gdyż… no właśnie czemu? Sam nie wiem. Może dlatego że nie jestem tu niezbędny.

    Do rzeczy jednak. Przeczytałem to opowiadanie. Jestem ciekawy czy napisałaś je sama, z tego że to Twa strona, wnioskuję że owszem.

    Muszę wyznać że ten fragment bardzo mi się spodobał, poruszył ważną kwestię zarówno osobowości jak i kontaktów międzyludzkich. Wielu jest ludzi którzy potrzebują długiego czasu by nazwać kogoś chociażby przyjacielem. Są też inni którzy ufają bezgranicznie zauroczeni pierwszym wrażeniem. Nazywamy ich a) szczęściarzami gdy ufają właściwym osobą, lub b) osobami naiwnymi, gdy stają się kukiełkami w dłoniach animatora.

    Podobał mi się obraz tego chłopca – mężczyzny. Jest pewny swego i nie jest kimś „złym”, sprawia wrażenie kogoś kto pragnie pomóc osobie zagubionej, nie dlatego że tego potrzebuje, a dlatego że tego pragnie, a termin pragnienia jest tutaj nieokreślony. Często odczuwane uczucie.

    Dziewczyna jest zasadnicza, wie kim jest i czego chce, nie jest zachwiana, jest bezpośrednia, jednak jej serce nie do końca jest takie chłodne (stałe i niewzruszone – zasadnicze) jak się wydaje. Nie jest głupią, zaślepioną istotą, widzi fakty i przyjmuje jej. Zaryzykował bym stwierdzenie że nie jest dumna i zadufana w sobie, jednak mógłbym stwierdzić to wyłącznie na podstawie tego fragmentu. Mądra istota…

    Droga Autorko, nie znam Twej osoby jednak pragnę podziękować Ci za to co napisałaś. Niewiele jest opowieści i tekstów pisanych o czymś takim, dlatego że współcześni ludzie, i nie ludzie tego nie czują. Nie rozumieją, nie zastanawiają się i uważają taki stan rzeczy za zbyteczny więc pozostawiają go w takim stanie jakim jest.

    To co napisałaś jest bardzo trafne, mądre i… piękne, jak by nie patrzeć. Rzadko kiedy me oczy mają zaszczyt ujrzeć dzieło duszy.

    Chciałbym usłyszeć Twą odpowiedź oraz dalsze fragmenty ( o ile już ich nie przegapiłem w wieczornej godzinie) i ubolewam że chyba nie będę miał okazji.

    Jeśli mógłbym prosić, podałem swój e – mail, może byłabyś skłonna informować mnie o swych dziełach, (jeśli chciałabyś oczywiście posłuchać co mam do powiedzenia). Będę wdzięczny

    Taro

    Reply
  2. Oceansoul Post author

    Przyznam, że tak ładnego i długiego komentarza to jeszcze na tym blogu nie widziałam, tak więc trochę czasu zeszło, nim udało mi się zebrać myśli i odpisać.

    Na wstępie zapewniam Cię, że obecność każdego z czytelników jest niezbędna, a czytelników tak wnikliwych i chcących poświęcić czas na dokładną analizę tego, co czytają, to witam z otwartymi ramionami i zachęcam do pozostania. Choć oczywiście z przyjemnością poinformuję o nowych opowiadaniach. Te jednak nie pojawiają się często, dlatego zapraszam również do czytania części blogowej :).

    Oczywiście, twór wyżej, jaki i wszelkie pozostałe, jest mój. Co pewnie dość widocznie, każdy tekst inspirowany jest jakimiś osobistymi przeżyciami, ale sporo fikcji odpowiednio wymieszanej w każdym z nich jest, ja jako ja nie występuję w żadnym, choć w każdym jest jakaś część mojej osobowości i doświadczeń. Póki co – z dwóch grup, które wymieniasz, ja jestem raczej naiwniakiem, a nie szczęściarzem.
    Dalszych fragmentów póki co nie mam, ale może kiedyś, kto wie? :)

    Dziękuję przepięknie za wszystkie miłe słowa, to naprawdę niesamowicie podbudowujące i nie przesadzam ani trochę. Mam nadzieję, że mimo wszystko będziesz częściej zaglądać. :)

    Pozdrawiam!
    Ocia

    Reply
  3. Taro

    Rozumiem, w takim razie z wielką chęcią tu pozostanę i na bieżąco będę śledził wydarzenia. Jednakże często tłoki mnie przerażają, stąd brak komentarza na blogu, jednakże wiedz że przeczytałem to.

    Co zaś tyczy się bycia naiwniakiem. Każdy nim jest przez pewien okres czasu czyż nie? Tak powinno być, przez ten stan rzeczy, zawód, smutek uczymy się życia. Dzięki smutkowi jesteśmy w stanie określić i docenić szczęście. Żeby trafić na odpowiedniego przyjaciela. Takiego jak mężczyzna w wyżej opisanym fragmencie potrzeba długiego czasu, jednakże nadchodzi taki dzień. Nawet nie wiesz kiedy, nie spodziewasz się tego że to może być on i to jest najpiękniejsze, tak jak sama powiedziałaś. Miłe rzeczy niespodziewane są dużo przyjemniejsze niż spodziewane. Może masz go/ją pod nosem? Tego nie wiesz. Nadejdzie jednak ten czas. Użyłbym tu słów „obiecuję Ci” – jednakże nie chciałbym być źle zrozumiały. Chodzi mi raczej o to, że w naszym życiu zawsze po jakimś czasie trafimy na czego nie oczekujemy.

    Cieszę się że poznałem tak „inną” ( w pozytywnym sensie oczywiście – wyjątkową) osobę do korespondencji :)

    Reply
  4. Oceansoul Post author

    Naiwność, choć może nie powinna, kojarzy mi się całkiem pozytywnie, na dobrą sprawę. Z idealizmem, z wiarą w ludzi, z nadzieją. I choć często źle się to kończy, to, jak mówisz, zawsze czegoś to uczy. Choć czasami też uparcie sobie tej nauki odmawiam, mam wrażenie, gdyż rezygnacja z naiwności wydaje się gorzka i na dłuższą metę gorsza od ciągłej wiary, że tym razem będzie inaczej.

    Mam nadzieję, że też trafię kiedyś na to, czego oczekuję. Oczywiście, jak pewnie każdy, czasem mam tego oczekiwania serdecznie dość, chcę ‘teraz, natychmiast’, a że cierpliwość moją mocną stroną nigdy nie była, to potem przychodzi irytacja. Ale po irytacji zwykle znów przez trochę panuje względne wyciszenie i oczekiwanie z nadzieją.

    I ja się cieszę :)

    Reply
  5. Taro

    Idealizm? Owszem, to jest idealizm. A to jest piękne, wiara, naiwność, ciągłe parcie do przodu, do jakiegoś celu tak naprawdę nie tyle wysilając się co, podejmując decyzje. Będąc otwartymi na ludzi, możemy spotkać kogoś wartościowego, zaś selekcjonując ich możemy odrzucić kogoś, kto na pierwszy rzut oka był negatywnie przez nas postrzegany, a wewnętrznie piękny i przez nasze usposobienie – w jakiś sposób pożądany.

    Trochę namieszałem? Dasz radę ^^

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *