Ostatnia Podróż

Elektroniczny zegar, którego metaliczna obudowa idealnie komponowała się ze szklaną komodą, zapikał cicho, sygnalizując wybicie kolejnej godziny. Julia Wisłocka uniosła wzrok znad trzymanego w rękach ciekłokrystalicznego ekranu, który wyświetlał tytuł ostatniego rozdziału najnowszej książki Roberta Goodwina, ulubionego pisarza starszej pani. Poprawiła zsuwające się z nosa duże, okrągłe okulary w grubej, srebrzystej oprawie, po czym zerknęła na cyferblat czasomierza. Wskazywał ósmą wieczorem. Energicznie wstała z bujanego fotela, który delikatnie kiwał się to do przodu, to do tyłu, a przypominające płozy sań, chromowane nogi mebla, odbijały mocne światło rzucane przez akrylowy żyrandol.

- Trójka – rzekła, w drodze do kuchni mijając telewizor. Plazma natychmiast włączyła się na wskazanym kanale, a do uszu kobiety dobiegł bezbarwny, sztywny głos prezenterki.

„- Piątek, trzydziesty pierwszy grudnia. Eliza Mazurkiewicz, dobry wieczór państwu. Rozpoczynamy ostatnie wieczorne wydanie wiadomości w tym roku.”

Pani Wisłocka na powrót osunęła się na obity szarą skórą fotel, rękami obejmując kubek parującej herbaty. Naczynie w mocno czerwonym kolorze, z naniesionymi nań białymi, abstrakcyjnymi wzorami, delikatnie ogrzewało dłonie, nie pozwalając ściankom na nagrzewanie się do zbyt wysokiej temperatury. Ciepło pozostającego wewnątrz napoju było zaś dostosowane do woli konsumenta.

„- Zanim pozwolę sobie na podsumowanie mijającego półwiecza, kilka najświeższych informacji z kraju i zagranicy.

Podczas dzisiejszego posiedzenia, Parlament Europejski kwalifikowaną większością głosów zatwierdził decyzję o naniesieniu poprawek do konstytucji, obowiązującej we wszystkich czterdziestu sześciu krajach członkowskich Unii Europejskiej. W Strasburgu jest nasz korespondent, Jan Glebowiak. Witaj, Janku. Przypomnij proszę, o najważniejszych zmianach w ustawie zasadniczej oraz ich skutkach dla obywateli Unii.

- Witaj, Elizo. Dobry wieczór państwu.”

Ekran przedzielony był na dwie połowy. Po lewej stronie prezenterka, wciśnięta w ciasną garsonkę w kolorze kawy z mlekiem, mrugała nerwowo, marszcząc brwi i czekając na monolog Glebowiaka, po prawej zaś tęgi mężczyzna, o dziwacznie przyciętych wąsach i jaskrawym krawacie w odcieniu dojrzałego banana, zdobionym dużymi, czerwonymi grochami, uśmiechał się do telewidzów, prezentując nienagannie równe i śnieżnobiałe uzębienie. Staruszka upiła łyk malinowej herbaty. Prawy panel powiększył się i zajął cały ekran telewizora.

„- Zmiany, które zaczną obowiązywać z dniem jutrzejszym, dotyczą przeróżnych resortów i dziedzin życia. Największa praca czeka rzecz jasna ministrów technologii, którzy na konieczną modernizację mają najwięcej czasu. Ze swoich działań rozliczeni zostaną 31 grudnia 2053 roku, czyli za trzy lata. Przez ten czas będą musieli zapewnić mieszkańcom każdego zakątka swojego kraju bezprzewodowy i darmowy dostęp do Internetu oraz połączyć wysiłki, by zlikwidować problem roamingu w sieci telefonów komórkowych, pozwalając pozostać na rynku kilku operatorom, oferującym swoje usługi w całej Unii. Zwiększone zostaną także dotacje dla najuboższych na zdobycze technologii. Od tej pory każda rodzina, o przychodzie liczącym mniej niż pół tysiąca Euronów na jednego domownika, otrzymywać będzie każdego roku tak zwane ‘sprzętowe’, w wysokości dwóch tysięcy Euronów, które mogą być przeznaczone jedynie na zakup urządzeń elektronicznych.

Tymczasem Ministerstwa Infrastruktury, które w ciągu ostatniej dekady doskonale wywiązały się z projektu likwidacji wsi, będą przez najbliższe dwa lata rozbudowywać sieć sześciopasmowych autostrad, zarządzą także budowę portów lotniczych we wszystkich miastach liczących więcej niż dwieście tysięcy mieszkańców.

- A co z najbardziej dyskusyjną kwestią, w której deputowani dochodzili do porozumienia przez wiele miesięcy? Mianowicie ze zmianami na niwie edukacji?” – wtrąciła prezenterka, ukazując się w niewielkim oknie, w górnym lewym rogu telewizora.

„- Uważany przez wielu za kontrowersyjny pomysł uznania języka Internetu za równoważny odpowiednik języków ojczystych w szkołach i na uczelniach, został ostatecznie zaakceptowany. Od tej pory dzieci i młodzież mogą raz na zawsze zapomnieć o większości zasad gramatyki, ortografii czy interpunkcji, od wieków niepotrzebnie utrudniających nam życie, a także na równi z językiem formalnym używać mowy potocznej, skrótów i makaronizmów. Z programu nauczania wycofano ostatecznie resztę lektur szkolnych, za bardziej przydatne w życiu codziennym uznając poznawanie ojczystej mowy z mediów niż przestarzałych zabytków literatury. Równocześnie, mając na względzie wzrastającą wśród uczniów agresję i tendencję do popełniania czynów przestępczych, zwiększona zostanie dyscyplina w placówkach edukacyjnych. Od przyszłego roku w każdym budynku porządku pilnować będzie nie dwóch, lecz sześciu funkcjonariuszy policji, a ilość zamontowanych w klasach i na korytarzach kamer zostanie podwojona. Politycy liczą, że dzięki temu uda się zmniejszyć zjawisko morderstw, napaści, pobić i kradzieży wśród nieletnich.

- Bardzo dziękuję, Janku.

Wróćmy do wydarzeń, które miały miejsce dziś rano w naszym kraju.”

Glebowiak posłał w kierunku kamery ostatni czarujący uśmiech, po czym zniknął z wizji, a ekran ponownie wypełniła siedząca sztywno Eliza Mazurkiewicz. Julia Wisłocka nerwowo zacisnęła dłoń na poręczy fotela, prosząc w duchu o jak najszybsze zakończenie programu informacyjnego.

„- Około godziny dziesiątej, w niewielkiej miejscowości Rędziny, leżącej w południowo-zachodniej części kraju i liczącej sześćdziesiąt trzy tysiące mieszkańców, zatrzymany został 14-letni Robert K., podejrzany o zamordowanie rodziców, siostry i babci, z którymi mieszkał na skraju miasteczka. Do bestialskiego mordu doszło trzy dni temu – wtedy też zniknął Robert K. Znaleziony przez funkcjonariuszy, ukrywający się w gotowej do rozbiórki, nieczynnej od pół roku przetwórni mleka, został natychmiast przetransportowany na komisariat, gdzie przyznał się do postawionych mu zarzutów. Jako motyw zbrodni nastolatek podaje rodzinną kłótnię, podczas której został ukarany zakazem dostępu do komputera przez najbliższy miesiąc. Powodem wyznaczenia kary były słabe oceny chłopca w szkole. W nocy zdenerwowany 14-latek zadźgał domowników kuchennym nożem, po czym uciekł z domu. Następnego dnia rano ciała znalazła sąsiadka. Robertowi K., który z racji młodego wieku nie może trafić do więzienia, grozi jedynie przeniesienie do zakładu poprawczego.”

W trakcie relacji na ekranie pojawiła się twarz rzeczonego Roberta. Chłopak nie wyróżniał się niczym szczególnym: pryszczaty wyrostek, o krótkich ryżych włosach i lekko wyłupiastych oczach – pełno takich w społeczeństwie. Gdyby nie zacięty, nieprzystępny i gniewny wyraz twarzy, w niczym nie przypominałby człowieka zdolnego do zabójstwa swych bliskich.

„- Za niecałe cztery godziny rozpoczniemy drugie półwiecze XXI wieku. W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat doszło do wielu niezwykle istotnych dla ludzkości zmian. Przypomnijmy więc krótko o najważniejszych z nich. Materiał przygotował dla państwa Dariusz Rogal. Darku, oddaję ci głos.”

Tym razem obraz wypełnił anemiczny mężczyzna niewielkiego wzrostu, łysiejący na czubku głowy i sprawiający wrażenie życiowego nieudacznika. Krawat w kolorze zgniłej zieleni przekrzywił się lekko, gryząc się niemiłosiernie z za dużą, fioletową marynarką, smętnie zwieszającą się z ramion prezentera. Guzik przy kołnierzyku bladoniebieskiej koszuli w żółte prążki był urwany i zwisał smętnie, zawieszony na nitce.

„- Serdecznie witam wszystkich zgromadzonych przed ekranami telewizorów i komputerów. Przygotowany przeze mnie materiał filmowy, opatrzony stosownym komentarzem, zaprezentuje światowej rangi przemiany, które dokonały się przez pierwszą połowę tego stulecia.”

Dziennikarz zniknął z ekranu, ustępując miejsca filmowej prezentacji. Kamera pokazywała wiejskie krajobrazy, niewielkie wsie i miasteczka, pracę rolników i hodowców.

„- Cywilizacja, której tempo rozwoju zwiększa się nieustannie, zdecydowała się na ostatecznie wyeliminowanie życia wiejskiego i wiejskiej społeczności z wysoko zindustrializowanego świata. Większość zabudowań została rozebrana lub zrównana z ziemią, a mieszkańcy przesiedleni do nowo utworzonych miast i aglomeracji. Zniszczono pola uprawne, pojedyncze egzemplarze zwierząt hodowlanych rozesłano do ogrodów zoologicznych na całej planecie. Przypomnijmy: wszystko to stało się możliwe dzięki odkryciu amerykańskiego naukowca. W roku 2015 Josh Burnett skonstruował sprzęt, umożliwiający zastąpienie dotychczasowego pożywienia jedzeniem wytwarzanym technologicznie. Z pobranego z roślin i zwierząt DNA udało się wyprodukować gotową żywność, przewyższającą produkty naturalne wartością odżywczą i datą przydatności do spożycia. Przez lata kolejne państwa wznosiły zakłady, oparte na wciąż doskonalonym pomyśle Burnetta, dzięki czemu w tym roku z globu zniknęły ostatnie wsie.”

Piękne, malownicze landszafty zastąpiły ogromne fabryki, w których przy kilometrowych taśmociągach nieustannie pracowały roboty. Grupa naukowców w białych kitlach stała na końcu łańcucha produkcyjnego, podziwiając efekty pracy maszyn, i z triumfem na twarzy prezentując przed kamerą metrowej średnicy kapusty, pięciokilogramowe marchewki czy wyjątkowo chude mięso wieprzowe.

„- To oczywiście nie jedyna istotna zmiana. W latach trzydziestych XXI wieku rozwinęła się nowa gałąź przemysłu meblarskiego. Na wyposażenie obecnych mieszkań składają się niemal wyłącznie przedmioty szklane, metalowe, wykonane z plastiku, akrylu czy innych tworzyw sztucznych. Drewno – od lat dwudziestych towar deficytowy, obecnie zaś całkowicie niedostępny – wyszło z użycia z powodu całkowitego przetrzebienia lasów i puszczy. Jedyne egzemplarze, pielęgnowane niczym drogocenne zabytki muzealne, zobaczyć dziś można w palmiarniach i ogrodach dendrologicznych. Ich rolę jako tak zwanych „płuc Ziemi” zastąpiły ogromne maszyny, pobierające z powietrza dwutlenek węgla, a wydzielające tlen. Według obowiązującego na świecie prawa, w każdym miejscu globu musi znajdować się przynajmniej jedno takie urządzenie na sto kilometrów kwadratowych.”

Julia Wisłocka sięgnęła po syntetyczne chusteczki higieniczne o różanym zapachu, ocierając spływające po pomarszczonych policzkach łzy. Nie słuchała dalej relacji Rogala, nie zwróciła uwagi na szczebiot Mazurkiewicz, która na powrót zagościła na ekranie.

Ostatnie dwadzieścia lat jej życia było bardziej intensywne i pełne zmian, niż wcześniejsze pięćdziesiąt. Urodzona w niewielkiej wsi na zachodzie kraju, jak przez mgłę pamiętała wczesne dzieciństwo w komunistycznej Polsce. Przemiany, lata szkolne i studenckie, a następnie podróż po fascynującej Europie Zachodniej. Wizyta w Ameryce, pobyt w Australii. Pięćdziesiąte urodziny obchodziła w rodzinnych Świątkach, gdzie chciała spędzić resztę życia. Wtedy też w Polsce przyjęła się nowa moda na industrializację. Przesiedlono ją do Poznania, obecnie liczącej trzy miliony mieszkańców metropolii, jej dom zrównano z ziemią. Teraz stoi tam jedna z owych maszyn, produkujących zbawczy tlen. Wcześniej jednak musiała patrzeć, jak z jej ulubionego zagajnika wycinane są ostatnie drzewa, stuletnie dęby i rozłożyste buki, sięgające nieba sosny. Z ziemi wyrywano połacie mchu i krzewinki, które latem obrodziłyby jagodami. A wszystko to z uśmiechem na ustach i szczytnymi hasłami „nowej, lepszej przyszłości”, „zbawczego rozwoju gospodarczego” czy też „industrialnej rewolucji, niezbędnej całemu światu”.

W Poznaniu zakupiła czterdziestometrową kawalerkę w jednym z nowo wniesionych wieżowców. Meble nowej generacji, sprzęt AGD i RTV – jeszcze nowszej. Sztuczne jedzenie dla sztucznych ludzi, karmiących się medialną papką i zapychających emocjonalne luki entuzjazmem z najnowszych zdobyczy techniki. Nie było książek o papierowych kartkach, których rozkoszny szelest tak uwielbiała. Nie było kolorowych zasłon w oknach – tylko plastikowe żaluzje i rolety, chroniące przed promieniami słońca. Nie było miękkich dywanów i pluszowych obić mebli, nie było nawet puchowej pościeli. Wszystko sztuczne, szklane, zimne i obce. Tak, jak ludzie, jak społeczeństwo.

Otworzyła drzwi balkonowe i głęboko wdychała powietrze. Pachniało zupełnie inaczej niż to w Świątkach, w sosnowym zagajniku. Spojrzała w niebo. Gwiazd nie było widać, a zarys Księżyca był ledwo dostrzegalny. Światło bijące od miasta nie pozwalało na obecność ciał niebieskich. Był trzydziesty pierwszy grudnia – ale nigdzie nie było śniegu. Nie było nawet zbyt zimno – kilka czy nawet kilkanaście stopni powyżej zera. Globalne ocieplenie zrobiło swoje, a dotykiem śnieżnego puchu cieszyć się mogli tylko mieszkańcy Syberii, Alaski lub niemal doszczętnie stopniałych biegunów.

Niewiele namyślając się, wróciła do mieszkania i wyciągnęła z szafy pierwszą z brzegu walizkę. Spakowała kilka najprzydatniejszych drobiazgów, zamówiła taksówkę.

Ponownie stanęła na balkonie. Po chwili z dziewiątego piętra na pusty skwer za blokiem spadał laptop, tablet, odtwarzacze do różnego rodzaju plików, a wreszcie ogromna plazma, której kilka lat temu zazdrościły jej wszystkie sąsiadki. Seria huków, błysnęło kilka iskier.

***

Trzy, dwa, jeden… Zero. Wybiła północ.

- Witaj, Nowy Roku – powiedziała cicho staruszka, siedząc na metalowej walizce i patrząc w rozgwieżdżone niebo. W tle słychać było odległą o około sto metrów maszynę tlenową, a na horyzoncie majaczyły wielobarwne fajerwerki, odpalane przez mieszkańców najbliższego miasta. Prawie jak za dawnych lat. Prawie tak, jak miało być. Wstała, przeszła kilka kroków. W tym miejscu stała kiedyś tablica z wypisaną czarnymi literami na białym tle nazwą „Świątki”, a tu, dosłownie kilka metrów nieopodal, znajdowała się furtka do przydomowego ogrodu. Odnalazła ‘swój pokój’. Położyła się na ‘łóżku’, nie przejmując się wchodzącą w ciasno spięte, siwe włosy mokrą ziemią. Zamknęła oczy. Czuła, że właśnie wstępuje na drogę do wieczności, rozpoczynając ostatnią podróż. Pełna nadziei. Licząc, że owa wieczność okaże się dawną rzeczywistością – tą drewnianą, a nie szklaną; prymitywną, a nie pełną nowoczesnej techniki. Tą prawdziwą, a nie sztuczną.

Napisano 09.02.2007

  • Therendil

    :) Dobre, ciepłe opowiadanie o tęsknocie za czymś co odeszło. Czy przypadkiem nie trzymasz w szufladzie więcej takich perełek?

    Pozdrawiam
    AQ

  • Oceansoul

    Dziękuję :)
    W szufladzie niestety tylko napoczęte, niedokończone teksty, więc niczego nadającego się do prezentacji obecnie w niej nie znajdę. Ale pracuję nad tym.
    Pozdrawiam :)

  • Taro

    Nie mam prawa tego nie skomentować chociażbym zobaczył miliony komentarzy i bynajmniej… by mnie nie zdziwiły.

    Moja droga Oceansoul… Niesamowite… Nie wiem co, nie wiem jak to określić, więc po prostu będę pisał w niemym zachwycie, coraz bardziej mnie zaskakujesz.

    Gdy zacząłem to czytać, stwierdziłem że zaczyna się ciekawie, gdy przeczytałem o wiadomościach w telewizji powiedziałem sobie w duchu – „Zawsze miałem problem z wplataniem daty do opowiadań” – tutaj jednak, zostało to wplecione bez żadnej skazy. Nie jest to pamiętnik, w którym górnym prawym roku wybita jest czarnym tuszem data. Nie jest to również wpis na początku „Był rok 2050″. Wplotłaś to doskonale, podziwiam, ale to jest nic, w porównaniu do całości.

    Oh..ah… co ja mam mówić, co pisać.

    Gdy skończyłem przeszedł mnie dreszcz wzdłuż pleców. Doskonały opis nowoczesnego świata, wszystko sensownie wytłumaczone oraz możliwe, rewolucja, idealny świat czyż nie?

    Idealny… tutaj nasuwa się pewien ważny termin. Czym jest idealny świat? Doskonale przedstawiłaś to wszystko, a szczególnie starszą kobietę i jej odczucia. Kogoś kto pamięta przez całe swoje życie, starą wieś… w której biegała jako małe dziecko, zieleń do o koła. Śpiew ptaków i ludzi, ludzi pracujących w polu, w pracy. W pocie czoła. Gdy jedzenie własne, uprawiane lub kupowane w sklepie ze świadomością że „wiejskie” – dobre, świeże i prawdziwe. Gdy prestiżem mieszkańców miast było właśnie to. Gdy ojciec wchodził zadowolony do domu, kładł na stole ser, mleko i jajka mówiąc donośnym głosem „Dzieci, kupiłem Wam to wszystko, prawdziwe i świeże, ze wsi od ciotki Klotyldy”. Dzieci zaś ucieszone (bądź kręcące nosem – zostańmy przy pierwszym) jadły ze smakiem, co za smak, taki mocny wyraźny. Taki inny niż chemia w okół nas. Chemia w każdym supermarkecie.

    Przedstawiłaś szkołę i prawdziwych ludzi, ludzkich ludzi, dawnych ludzi, dawne świeże jeszcze wspomnienia o pięknie. Jak wiele jest rodzajów tego piękna? Każdy posiada inny gust prawda? Jednak wszystkich łączą podobne więzi i podobne wspomnienia „Wsi spokojna, wsi wesoła”. Wszyscy wiemy że nie każdy w tym gustuje, niektórzy wolą zgiełk miast, jednak założę się, że każdy ma pewne wspomnienie. Każdy chociaż raz, będąc u babci na wsi, wyszedł na dwór, na piękną zieloną łąkę, świeże wiejskie powietrze, w oddali widząc gęsi kury, ludzi w polu, pasące się krowy, podszedł do drzewa i miał piękne wspomnienia. Wspomnienia których nie było, które zwą się troskami. W takich miejscach i w takich chwilach one całkowicie odchodzą. Brak wspomnień staje się wspomnieniem najpiękniejszej chwili w życiu, o której zapomnimy już za chwilę, po to, by przypomnieć ją sobie za parę lat, ze łzami w oczach, ze wzruszeniem na sercu.

    A teraz, chemiczny świat, tak raniący starych ludzi, tak naturalny dla ludzi „techniki”. Co nowe, co bardziej zmechanizowane to lepsze. Jacy ludzie są inni. Jaki świat staje się zimny i sztuczny. Wszystkie wartości tamtych czasów. Opowiadania, poezja, książki które czytamy bo musimy w szkołach. Lektury, Mickiewicz, Sienkiewicz, Żeromski, Kochanowski, to wszystko, co musimy… a za czym potem sercami tęsknimy.

    Ile ja mógłbym jeszcze pisać, ile chciałbym mówić i mówić i mówić, gdy słów mi brak bo ich niema. By zamknąć oczy kładąc się na ziemi pełnej chemii i maszyn. By otworzyć je znów będąc na pięknej zielonej łące, słysząc szum drzew do o koła, cichy gwar wsi, wesołe śpiewy. Następnie wstać, o tyle lat młodszy i pobiec przed siebie z latawcem, i z kijem, i skakać, i śpiewać, i rzucać się na ziemie, i krzyczeć radośnie.

    Tak wiele bym mówił, by zamknąć znów oczy, by zamilknąć bo mówić nie trzeba acz czuć…

    To jest idealny świat…

    To jest piękne… Niesamowite… Wspaniałe… Dziękuję że mogłem to przeczytać i poczuć