O zgubnych skutkach nałogu i bezsensie czynienia postanowień

By | 24 grudnia 2012

Zapowiadałam ostatnio, że opowiem wam o zgubnym nałogu, więc nadeszła chwila, kiedy słowa dotrzymuję. Pewnie każdy z was przynajmniej raz obiecywał sobie, że dość już tego kupowania książek. Ba, może nawet obiecujecie to sobie regularnie. Przekonujecie się, że najpierw wypada uporać się z tą długaśną kolejką, która już czeka w domu, że nie macie miejsca na kolejny regał, że chcecie odłożyć gotówkę na inny cel albo że trzeba nauczyć się panować nad swoim zakupoholizmem, no bo w końcu żaden nałóg nie jest zdrowy.

I ja tam byłam, całkiem niedawno. Po kolejnej przeprowadzce w sierpniu, kiedy przez ileś dni trzeba było nosić i wozić niezliczoną ilość masakrycznie ciężkich pudeł wypełnioną książkami, powiedziałam: stop. W tempie, w jakim przyrastała mi ilość nowych nabytków, groziło mi utonięcie pod nadmiarem woluminów i zgromadzenie zapasów na najbliższe dziesięć lat czytania (sic!), a przecież czytam rocznie całkiem sporo. Co więcej, kiedyś trzeba będzie przeprowadzić się znowu. A potem pewnie jeszcze raz, i jeszcze raz – każdorazowo z coraz większą ilością pudeł i liczbą regałów przyrastającą w postępie geometrycznym. Postanowiłam więc zaprzestać kompulsywnego kupowania, ograniczyć się do książek do recenzji i czytania olbrzymich zapasów zalegających na półkach.

Jak się skończył trwający od sierpnia odwyk? Efektem jo-jo…

Tak wygląda odbijanie sobie niespełna półrocznej przerwy i ilość książek, jaka przybyła w ciągu obecnego miesiąca. Oczywiście, mogę winić grudzień, ponieważ większość pozycji to świąteczne prezenty (od innych i od siebie samej), ale prócz tego trafiła się też jedna cegła z Salonu Ciekawej Książki, dwie perełki do recenzji, kilka pozycji z przeróżnych promocji i wyprzedaży… Tak czy siak, nie mogę być z siebie dumna. Nie mam też pomysłu, jak wyrwać się ze szponów książkowego zakupoholizmu, bo skoro nie działa ograniczanie się i nie działa abstynencja całkowita, nie skutkują też zdroworozsądkowe argumenty… Postanowienia noworocznego związanego z zakupami nie śmiem więc planować. Życzyć sobie mogę już tylko niekończących się regałów, a do kolejnej przeprowadzki wynająć ciężarówkę i tragarzy.

Tak więc przestrzegam — nie czyńcie postanowień, nie decydujcie się na odwyk, nie idźcie tą drogą. Bo kończy się, jak się kończy.

32 thoughts on “O zgubnych skutkach nałogu i bezsensie czynienia postanowień

    1. Harashiken

      Tylko problem jest z tym gdzie to stawiać. Mnie już miejsce na drugi rząd się kończy i co potem? :( A jeszcze tyle do kupienia…

    2. Oceansoul Post author

      Hmm, ja mam w tej chwili trzy regały tzw. piwniczne, które utrzymają spokojnie po kilkaset kilo książek leżących w kilku rzędach. Tak więc miejsce teoretycznie jeszcze się znajdzie, ale estetyka takiego rozwiązania jest… cóż, wręcz ujemna.
      Co potem? Nowe regały. Jak nie ma na miejsca – hmm, nowe mieszkanie? :D Ekstremalne, ale czego się nie robi dla ukochanej biblioteczki. ^^

  1. Fka

    Pewnie wiele osób ma ten problem ;) dawno temu praktycznie nie kupowałam książek, w ogóle czytałam niewiele poza szkolnymi lekturami, choć i tak więcej niż przeciętny zjadacz chleba. Później odkryłam fantastykę, a jeszcze później zaczęłam te książki kolekcjonować. Po założeniu bloga czyli od września tego roku kupowanie stało się bardziej intensywne, przez te 4 miesiące kupiłam jakieś 70 książek. Wszelkie stosy na blogach, pochlebne recenzje, promocje w księgarniach internetowych, to wszystko wzmaga moją potrzebę posiadania książek na własność. Muszę kupić dziś bo za rok czy dwa jakaś książka może być niedostępna. A przecież póki co moim jedynym dochodem jest stypendium, więc i tak jestem ograniczona. Choć nie czuję się uzależniona to wiem, że w nadchodzącym roku muszę mocno przystopować z kupowaniem książek i zacząć odkładać na studia podyplomowe. Nie będzie to łatwe ;)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      No właśnie, też mam ten problem – bardzo chcę konkretne wydanie albo po prostu konkretną książkę (np. niezbyt popularnego autora), więc muszę kupić już teraz, bo potem nie będzie… Niestety, dziwna jest polityka niektórych wydawców dotycząca nakładów czy wznowień, więc wolę kupować od razu, niż potem przepłacać na allegro. A moja estetyka nie pozwala mi mieć na przykład książek z jednej serii w dwóch różnych wydaniach, no nie i koniec. :D

  2. Agnieszka

    Nie postanawiam niczego podobnie okrutnego i bezcelowego… Nie ma co się katować i mamić złudnymi obietnicami:-) Na szczęście nie planuję przeprowadzki w najbliższych latach…

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Ta przeprowadzka zdecydowanie najbardziej spędza mi sen z powiek. Pozostałe argumenty łatwiej mi obalić, ale perspektywa noszenia raz po raz ponad tysiąca książek jest… straszna, no straszna.

  3. Serenity

    Całe szczęście, że bywam zazwyczaj biedna jak mysza kościelna i na zakup większej ilości książek po prostu mnie nie stać. Bo i tak już zapchałam wszystkie wolne regały książkami i trzeba by chyba było układać na półkach tetrisa.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Też już zapchałam, stoją w trzech rzędach albo leżą… :D A kolejnego regału też już nie ma gdzie upchnąć. Całe szczęście, że mam niesamowicie wytrzymałe regały i przynajmniej nie przeszkadza im taka ilość tomów jeden na drugim.

  4. Marta Zych

    Bardzo podoba mi się Twój wpis, chociaż książkową zakupoholiczka nie jestem, a to z prostej przyczyny – czytam książki na tablecie albo czytniku e-booków i dzięki temu oszczędzam miejsce i pieniądze (zwykle e-książki są tańsze). Wiem, że to nie to samo (szczególnie dla takiego fana książek, jak Ty), ale na pewno łatwiej w trakcie przeprowadzki. :-)

    A gdybyś chciała poczytać o noworocznych postanowieniach, to zapraszam na moją stronę, na której znajdziesz wpis związany z tym tematem: http://www.martazych.pl/rozwoj-osobisty/noworoczne-postanowienia/

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Też bardzo lubię czytać e-booki, ale jeśli książka mi się podobała, a do tego jest ładnie wydana, to i tak muszę kupić egzemplarz papierowy, to silniejsze ode mnie. :)
      Chętnie poczytam, może uda mi się kiedyś jakieś postanowienie zrealizować, choć raczej nie będzie to nic związanego z powstrzymywaniem się od zakupów.

  5. Moreni

    Heh, ja się jeszcze swojego postanowienia trzymam i nie kupuję. Ale nie mam zamiaru go zapisywać w jakichś postanowieniach noworocznych. W tych to raczej trzeba zawrzeć zmniejszenie ilości książek hurtowo czytanych.;) W każdym razie życzę Ci dotrzymania postanowień noworocznych, jakie by nie były (np. zakupu nowych, pojemnych regałów i gumowej biblioteczki;)).

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Ale jak to – zmniejszenie ilości czytanych? Czemu chcesz czytać mniej? ^^
      Ja raczej będę sobie życzyć zwiększenia przerobu, może wtedy będę mieć mniejsze wyrzuty podczas zakupów. :D
      Dziękuję, przyda się zdecydowanie!

    2. Moreni

      Bo czytanie to hobby czasochłonne, a ja chciałabym więcej czasu przeznaczyć na doskonalenie innych umiejętności.:) Zwiększenie przerobu też by się przydało, ale już się przekonałam, że nie umiem tego zrobić bez szkody dla przyjemności czytania.:(

  6. Immora

    Ja sobie nic nie obiecuję, bo wiem jak to się skończy :P Ale u Ciebie efekt jojo jest spektakularny ;D Miłej lektury! ^^

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Dziękuję! ^^ Już zaczęłam pochłaniać, na początek powtórka z „Hobbita” w przepięknym wydaniu, trzeba sobie przypomnieć przed wizytą w kinie. :D

  7. Trojka

    Ten problem chyba spotyka większość czytelników-kolekjonerów. Sam wiele rzeczy w przyszłości gromadziłem, i tak samo wpadłem z książkami. Śmiało w ciągu roku byłbym w stanie wydać ok. 5000 zł. na same nowe pozycje do biblioteczki. Przyznam że większą frajdę daję mi kupowanie książek niż ich czytanie, wstyd przyznać. A z listopadowej wypłaty połowa poszła na książki, … a tak sobie obiecałem że koniec z nałogiem, a tu nuż, kolejna wtopa.

    Jest jednak jedno stałe rozwiązanie, likwidujące problem zakupocholizmu, jest jednak one drastyczne. Należy zmienić źródło zainteresowań, zmienić częściowo swoje życie (trochę banałem zalatuje), zając się czymś całkowicie odmiennym, a samo czytanie traktować jako stały, acz niepriorytetowy aspekt życia.

    Jedna rada, albo poddajesz się nałogowi, albo całkowicie rezygnujesz z źródła nałogu, smutne ale prawdziwe.

    Reply
    1. Trojka

      Oczywiście chodziło mi o przeszłość, a nie przyszłość… nie jestem Martym McFly’em ;).

    2. Oceansoul Post author

      Ja bym się nie pokusiła zsumować kwoty, jaką w rok wydaję, ale 5 tysięcy na pewno to nie będzie, może tak z jedna druga tego? Ale tylko zgaduję, wolę nie znać dokładnych danych, żeby się nie przerazić.
      Źródła zainteresowania nie zmienię, bo już i tak mam za dużo innych zainteresowań. Muszę wydawać jeszcze na gry komputerowe, konsolowe, planszowe, na filmy i muzykę… Tyle że książki to zdecydowanie nałóg numer 1 i jak trzeba wybierać, to zawsze wybiorę książkę. A na całkowitą zmianę stylu życia z pewnością się nie pokuszę – bo z obecnym mi bardzo dobrze. No, przydałoby się co najwyżej więcej zarabiać, ale może kiedyś się uda… :D

    3. Trojka

      Co do efektu jo-jo, to miałem ten sam objaw. Przez pierwsza połowę roku 2012 kupiłem tylko pięć książek, a w ciągu jednego miesiąca (bodaj września) zakupiłem przeszło 30 pozycji, chore.

  8. Fimbulvinter

    Oj, chyba złapałem tą samą chorobę ostatnio. Powstrzymuje mnie to, że samemu nie zarabiam jeszcze i muszę prowadzić ostrą selekcję, jednak ostatnio wszedłem na strych i znalazłem Lema razy 3, jest jeszcze Quo Vadis, który czeka, Boska Komedia, dwie ostatnie Diuny, których nie mogę wymęczyć a różne serie kuszą, bo Uczta Wyobraźni nie będzie dostępna niedługo. bo Dicka znać wypada, bo Dukaj, bo Lema nie czytałem, bo Hobbit wychodzi i warto by sobie odświeżyć a książki niema w domu, bo w 2013 ekranizacje Hyperiona o Gry Endera, bo już mało pierwszych Panów Lodowego Ogrodu na allegro, bo to bo tamto bo jeszcze Bioshock, The Last of Us i Beyond wychodzi, bo Starcraft 2 Zergi. Nie jest dobrze, zwłaszcza, że te Diuny ostatnie ciężko idą.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      The Last od Us i Beyond też mnie bardzo zainteresowały, acz ostatnio mam niestety dużo mniej czasu na granie – tak więc tyle dobrego, że spokojnie dam radę poczekać na spadek cen i/lub wydanie w jakiejś tańszej serii.
      Z książkami gorzej, bo tu niestety jest to ryzyko, że potem już się danej pozycji nie dostanie. Na razie odpuściłam tylko zbieranie Lema, bo to jednak – całościowo – duży koszt, a wierzę w to, że taki autor zawsze będzie w Polsce do kupienia, w tym czy innym wydaniu.

    2. Fimbulvinter

      Po tym jak wyczytałem na wiki (choć to mogło być dawno nieedytowane), że w Niemczech i Rosji sprzedało się więcej Lemów niż w Polsce (nie, nie łącznie) mogę uwierzyć, że kiedyś Lem będzie niedostępny. Co do gier to niema szans, żebym kupił wszystkie premiery. Prawdopodobnie ograniczę się do jednej i pewnie PCtowej, czyli Zergi lub Bioshock. Z książkami nigdy problemu nie miałem bo po porostu nie czytałem więcej niż LotR i lektury, a teraz jak mnie wzięło to puścić nie może i chcę ciągle więcej. Niestety, Diuny mnie powstrzymują przed kupowaniem a resztki rozsądku zabraniają kupowania.

  9. viv

    Ja sobie wciąż obiecuję. Cale szczęście nie robię odwyków, wiec przynajmniej obywa się bez efektu jojo ;) Ale wyników mojego nabywania listopadowo-grudniowego nie chce mi się nawet układać, żeby zaprezentować stosik. Za dużo tego. A czasu na czytanie coraz mniej. I w sumie to mnie najbardziej boli. Bo gdybym chociaż część tego, co kupuję, czytała, to byłoby jakieś sensowne uzasadnienie dla nabywania. A czasu ledwie starcza na recenzyjne, które też niby ograniczam, a tego nie widać :)
    Btw Wesołych Świąt! :)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Przyznam, że czasem się nawet zastanawiam, ilu spośród swoich książek w ogóle nie zdążę przeczytać… Recenzyjne faktycznie odbierają czas tym z domowej biblioteczki, ale z drugiej strony – jeśli potem i tak miałabym je kupić i przeczytać, to w sumie na jedno wychodzi. Tak więc jedyne, o czym jeszcze mogę pomarzyć, to szybka emerytura, żeby wystarczyło czasu na nadrobienie zaległości. :D
      Wesołych Świąt! :)

  10. Viginti Tres

    Cudowny ten efekt jo-jo. :) Ale brakuje chyba „Trans-Atlantyku”? Mnie nie tykają się żadnego rodzaju zakupoholizmy, z czego jestem w pewnym stopniu dumna, z drugiej jednak strony bywa tak, jak wspomniałaś przy polityce wydawnictw. Na przykład nie znajdę już nigdzie „Welinu” Duncana (a kiedy słyszę kolejną opinię o tym, że postmodernistyczne bazgroły, chcę coraz bardziej!), chyba że na Allegro za sto złotych…

    Reply
    1. Fka

      Dokładnie mam ten problem z „Welinem” bo nigdzie go dostać nie można oprócz allegro, a ja jeszcze na tyle nie oszalałam, żeby dać prawie 100 zł za książkę, którą wcześniej można było kupić za 30. Z drugiej strony chciałabym mieć całą UW i 2 pozycji mi brakuje, z czego „Ślepowidzenie” ewentualnie mogę odpuścić, ale „Welin” ma kontynuację w Uczcie więc dobrze byłoby mieć komplet… Szkoda, że książki z UW mają tylko jeden nakład i koniec.

    2. Oceansoul Post author

      Pewnie Was nie pocieszę, ale swój „Welin” kupowałam dwa lata temu – i już wtedy musiałam dać za niego 70 złotych, więc aż dziwne, że teraz w ogóle są jakieś egzemplarze… (Swoją drogą, strasznie mnie mierzi to windowanie cen niektórych książek na allegro, takie wyzyskiwanie książkoholików. I nie, w tym przypadku nie przekonują mnie argumenty o wolnym rynku). Ze „Ślepowidzeniem” jest o tyle lepiej, że jest przynajmniej dostępny w innej wersji, a ponoć w przyszłym roku ma wyjść edycja twardookładkowa z ilustracjami, więc może osłodzi ona nieco brak UW (albo zmusi do kupienia drugiego egzemplarza :D).

      A „Trans-Atlantyk” już mam w innym wydaniu, które też jest całkiem ładne i w twardej oprawie z obwolutą, tak więc chyba odpuszczę sobie ponowny zakup. Ale przemyślę to pewnie jeszcze raz, jak już wyjdzie, bo dopiero na przyszły rok jest zapowiedziany.

  11. viv

    Ja „Welin” znalazłam w antykwariacie w zeszłym roku, tuz przed Wigilią. Niestety byli świadomi, ile mogą za niego dostać na allegro. Ale jak sprzedałam na miejscu 2 paranormale i dołożyłam chyba 50 zł, to był mój. Dobre i tyle :)
    A na allegro czasem można trafić perełki za grosze. Enga chyba i „Welin”, i „Ślepowidzenie” z UW bardzo tanio kupiła, moja siostra tez często białe kruki kupuje za kilka złotych. Tylko trzeba mieć czas, żeby wciąż sprawdzać, czy się aby coś ciekawego nie pojawiło. I dużo cierpliwości.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Też mi się zdarzyło upolować na Allegro parę białych kruków za nieduże pieniądze, ale ostatnio mocno się zraziłam do okazji i kupowania od użytkowników niebędących sklepami – znalazłam cztery tomy Pana Lodowego Ogrodu w korzystnej cenie, 100 złotych z przesyłką za komplet. Skończyło się przedświąteczną wizytą na policji i składaniem zawiadomienia o przestępstwie… Tak więc zanim następnym razem połaszczę się na jakąś okazję, zastanowię się trzy razy, bo to potem więcej z tym zachodu niż oszczędności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *