O wizjach fantasmagorycznych — „Alice in Wonderland”

By | 8 marca 2010

Kilka słów wstępu – ostatni akapit tego tekstu można uznać za zawierający spoilery. Co prawda, jeśli ktoś czytał książkę oraz widział zwiastun filmu/czytał opis dystrybutora, nie powinien być niczym zaskoczony, no ale gdyby ktoś jednak unikał nawet takich informacji, to ostrzegam.

Jak wie już pewnie większość świata, w dniu wczorajszym obejrzałam wreszcie Alicję w Krainie Czarów. Co tu dużo mówić – film trzyma poziom książkowego pierwowzoru jeśli o poziom zakręconych wizji chodzi i, choć nie nazwałabym go w żadnym razie adaptacją, a co najwyżej obrazem inspirowanym, duchem wierny jest prozie Lewisa Carrolla. Ortodoksyjni czytelnicy poczują się pewnie oburzeni – no bo jak to, nie dość, że tytułowej Alicji daleko do małego dziewczęcia z kart powieści, to jeszcze wątki z Przygód w Krainie Czarów i Po drugiej stronie lustra zostały wymieszane, pocięte i posklejane na nowo; właściwie można by rzec, iż znane z obydwu utworów postacie wrzucono do świata wzorowanego na tym, który opisał Carroll, ale przedstawiono je w zupełnie nowej opowieści.

Co więc łączy wizję Tima Burtona z wizją Lewisa Carrolla, i dlaczego ja, zwykle żarliwie broniąca wszelkich odstępstw od literackich pierwowzorów, nie tylko nie krytykuję Alicji, ale jestem nią wręcz zachwycona? Otóż, łączy je tytułowa fantasmagoria, oniryczność, podsumowywane przez mniej wysublimowanych użytkowników Filmwebu jako „tam wszyscy zachowują się jak najarani”. Ale sporo w tym racji – w końcu gdzie indziej możemy spotkać galerię tak barwnych i przesiąkniętych szaleństwem postaci? I to szaleństwem w różnych stężeniach i odcieniach – począwszy od świadomego po części własnego wariactwa Kapelusznika, przez sprawiającego wrażenie niczego nieświadomego Marcowego Zająca czy ogarniętą manią wielkości (oraz, oczywiście, manią ścinania głów) Czerwoną Królową, po Białą Królową, której spojrzenie oraz przedziwne ruchy przywodzą na myśl osobę pod ciągłym wpływem środków odurzających.

Drugim największym plusem filmu jest gros nawiązań, które z pewnością wyłapią oczy i uszy czujnych czytelników. Mamy więc kapelusznikowe „Dlaczego kruk jest podobny do biurka?” (trzymam się w swoim tekście tłumaczenia z książki, nie z filmu, które uważam za dużo mniej udane), motyw przemalowywania na czerwono białych róż, grę w krokieta z użyciem jeża i flaminga oraz – co mnie najbardziej urzekło – nagromadzenie przedziwnych słów, które przeciętnej osobie niewiele mówią. Ale kontaminacji, za pomocą których Carroll stworzył najbardziej znany wiersz absurdalny, zabraknąć nie mogło! W końcu jak inaczej opowiadać o Dżabbersmoku*, jak tylko tak:

Było smaszno, a jaszmije smukwijne
Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
Peliczaple stały smutcholijne
I zbłąkinie rykoświstąkały.

Ach, Dżabbersmoka strzeż się, strzeż!
Szponów jak kły i tnących szczęk!
Drżyj, gdy nadpełga Banderzwierz
Lub Dżubdżub ptakojęk!

W dłoń ujął migbłystalny miecz,
Za swym pogromnym wrogiem mknie…
Stłumiwszy gniew, wśród Tumtum drzew
W zadumie ukrył się.

Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Raz-dwa! Raz-dwa! I ciach! I ciach!
Miecz migbłystalny świstotnie!
Łeb uciął mu, wziął i co tchu
Galumfująco mknie.

Cudobry mój; uściśnij mnie,
Gdy Dżabbersmoka ściął twój cios!
O wielny dniu! Kalej! Kalu!
Śmieselił się rad w głos.

Było smaszno, a jaszmije smukwijne
Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
Peliczaple stały smutcholijne
I zbłąkinie rykoświstąkały.

Wiersz ten, pojawiający się w Alicji po drugiej stronie lustra, stanowi pomost między wersją literacką a filmową. To, o czym Carroll jedynie napomknął, jak Banderzwierz, Dżubdżub czy miecz migbłystalny, a wreszcie sama walka z Dżabbersmokiem, stało się osią fabularną scenariusza. Może to i lepiej, że tak zdecydowano, miast silić się na odwzorowanie wcześniejszych przygód małej Alicji, których i tak nie dałoby się zmieścić w dwugodzinnym filmie. Jednak założenie, że wydarzenia znane z powieści należą do przeszłości, w której to dziewczynka usłyszała opowieść o pokonaniu Dżabbersmoka, co z kolei nastąpiło w przyszłości, rodzi pewną wątpliwość – to przeoczenie czy celowa pętla czasowa? A może po prostu kolejne szaleństwo tej przedziwnej krainy?

*Tytuł oraz wiersz w przekładzie Macieja Słomczyńskiego.

  • Dim-dim

    Jako ciekawostkę mogę Ci polecić esej Tolkiena „O baśniach”, w którym autor argumentuje, że oniryczna Alicja nie należy do gatunku „fantastyka” ;) Do samego filmu zaś odniosę się, jak już będę miał okazję go obejrzeć^

  • Oceansoul

    Wydaje mi się, że nie tylko Tolkien mógł być tego zdania, Alicję dość trudno sklasyfikować. Ale esej już znalazłam (link, gdyby ktoś jeszcze był zainteresowany), tak więc zapoznam się w wolnej chwili, dzięki! ^^

  • Aerka

    Alicja to przede wszystkim na pewno nie bajka. Wręcz nie powinno się jej czytać dzieciom, bo wypacza umysł, czego jestem modelowym przykładem.
    Poza tym Ociu, notka! <3 Kochamy Dżabbersmoka! I nabrałam po przeczytaniu takiej ochoty, że już po prostu muszę obejrzeć, a nie mam z kim i za bardzo jak! :< A na esej się napaliłam, a po angielsku. Super. ^^

  • Dim-dim

    a to problem? w razie czego mogę przesłać polską wersję ;)

  • Aerka

    Czy to problem? O rany, nie cierpię angielskiego i go nie umiem! ^^ Jak masz, to byłabym niesamowicie wdzięczna. ^^

  • Oceansoul

    To polub, już Cię Ocia indoktrynuje! :D Ale im szybciej zaczniesz czytać, tym lepiej! xD
    A takiego wypaczonego umysłu, jak Twój, Aerko, to bym sobie u jeszcze kilku osób życzyła. :) Czytajmy dzieciom Alicję!! Trzeba by z tego ogólnopolską akcję zrobić!


    Ogłoszenie parafialne: ktokolwiek wie, gdzie mogę dostać wydanie Alicji po polsku i po angielsku (a wiem, że takie istnieje) – niech da znać. Albo najlepiej to niech mi kupi, ładnie proszę! *^^*

  • Aerka

    Oddam ci swoje! <3

  • Dim-dim

    A ja się trochę zawiodłem na Alicji. Nic poza bardzo przyzwoitym kinem rozrywkowym nie zobaczyłem. No i cyfrowy IMAX w łodzi jest milion razy lepszy niż Multikino w wawie ;)

  • Ch.

    A to musi być wydanie wydanie? Bo przecież jest Alicja na Gutenbergu, obie części, ba, nawet z audio.

  • Oceansoul

    Ano chciałabym wydanie książkowe. Znalezienie czegoś w sieci to żaden problem, ale jednak ładne wydania książek to zupełnie co innego. :) Internetu na półce nie postawię. :D

  • Ch.

    No to chyba Empik albo eBay… Ja to kojarzę, bo znajoma kiedyś posiadała, tylko niestety nie pamiętam czyje tłumaczenie (a to ma kolosalne znaczenie, rym, joł).

    Na pocieszenie (monorym! joł!): http://home.agh.edu.pl/~szymon/jabberwocky.shtml

  • Oceansoul

    Znam to, znam. :) Ja jestem zwolenniczką przekładu Słomczyńskiego oraz wzorującego się na nim przekładu Stillera. Pozostałe podobają mi się dużo mniej albo wcale.
    A w Empiku jak jestem, to zawsze sprawdzam, kiedyś może uda mi się upolować. :)

  • Ch.

    Empik w sensie – łapiesz za cojones jakiegoś managera czy kierownika, czy co ważniejszego sprzedawcę i żądasz zamówienia tej książki, or else…! ;)

  • Oceansoul

    Jak nie ma tego w ofercie Empiku na ich stronie internetowej, to też można? ^^ To jak tak, to może kiedyś faktycznie kogoś przycisnę. :D Albo o wersję czysto angielską, którą powinno być łatwiej dostać, polską tak właściwie mam… ^^

  • Ingmar

    E tam eBuy. Allegro. :] Ostatnio kupowaliśmy ze znajomymi dwutomowe wydanie Alicji w przekładzie Słomczyńskiego. Jakoś 30 zł + koszty przesyłki.

  • Oceansoul

    Wydanie polskie to nie problem znaleźć, ale tego dwujęzycznego to nie ma nigdzie, przeguglałam co tylko się dało. No ale na Allegro regularnie będę sprawdzać. ^^

  • Reynevan

    Zaczynamy odliczanie, za 2 dni miesiąc bez notki.

    3…

  • Reynevan

    Już jutro miesięcznica ;]