O sitach i pisaniu

By | 19 kwietnia 2010

Tak, dobrze podejrzewacie, w tym wpisie będę tłumaczyć się z łamanych obietnic, z milczenia i z ciągłych przerw w publikowaniu nowych tekstów. Ale to też dla mnie możliwość dokonania pewnej introspekcji i ubrania w słowa myśli od pewnego czasu krążących mi po głowie.

Sito. Potworna, potworna rzecz! Gdy na początku marca planowałam kolejne wpisy, miałam kilka szkiców, drugie tyle pomysłów. A zostało z nich… No, mało co z nich zostało. Nie, nie z winy mojej krótkiej pamięci, a przynajmniej nie wyłącznie z jej winy. Po prostu koncepcje, które jeszcze wczoraj uznawałam za dobre, dziś już mi się nie podobają. Wynika z tego, iż pisać powinnam od razu, gdy tylko pojawi się idea – w przeciwnym wypadku szanse na powrót do niej są raczej mizerne. Z drugiej zaś strony, co da spisanie i opublikowanie czegoś, co szybko przestanie mi się podobać? Tego nie wiem, ale liczę, że coś zawsze da, w najgorszym razie wprawę w formułowaniu myśli, kolejne zadrukowane kartki. Gdybym w to nie wierzyła, pisanie całkowicie straciłoby sens, a do tego dopuścić nie mogę, czy też raczej – nie chcę.

Ostatnio coraz więcej myślę o pisaniu szeroko pojętym. O tym, co tak naprawdę chciałabym robić, oraz o możliwościach, jakie mam albo mogę mieć. Wnioski? Pierwszy to taki, że zdecydowanie za dużo myślę. I za mało robię. Źle dzielę czas – chyba. W końcu wszyscy mają go tyle samo, więc jakim cudem ja miałabym za mało na tyle rzeczy? Oczywiście, jest też opcja, że po prostu zbyt wiele chcę, ale tę odrzucam, jako zbyt ograniczającą i pesymistyczną. Póki co skoncentruję się więc na stopniowej realizacji kolejnych zamierzeń i porządkowaniu planów. Wydaje mi także, że znalazłam niektóre z odpowiedzi, których długo szukałam. Wiem już, dlaczego mój poprzedni projekt powieści przestał mi się podobać i gdzie tkwią błędy. Wiem, co od samego początku robiłam nie tak. I mam nadzieję, że będę potrafiła tę wiedzę wykorzystać.

Póki co – mam nadzieję, że wracam na dobre. Dość tych przerw. Witajcie.

9 thoughts on “O sitach i pisaniu

  1. Ingmar

    Powiem tylko, że w przypadku blogów zaskakująco łatwo jest wpaść w pułapkę pisania o pisaniu. A w zasadzie – pisania o przyszłym pisaniu. Więc, ten, no, bewere.

    Reply
  2. Dimmy

    Ale tu chyba zasadniczym problemem nie jest pisanie na bloga…
    W każdym razie trzymam nieodmiennie kciuki :)

    Reply
  3. Erador

    Czasem mam podobnie, tyle że już po napisaniu czegoś. Przykładowo – ostatnio skasowałem dwa rozdziały powieści, którą staram się ukończyć od dłuższego już czasu, po czym napisałem je od nowa; nie spodobał mi się mój styl, szyk zdań i ogólnie pomysł. Przez to zawiesiłem tworzenie na ponad miesiąc i jeszcze do tego nie powróciłem.
    Wracając do tematu: nigdy nie prowadziłem bloga, dziennika czy pamiętnika, więc się na tym nie znam, ale uważam, że lepiej od razu napisać co ma się w głowie, niż potem żałować, że się tego nie zrobiło i jest na blogu cisza. Jak sama napisałaś, w najgorszym razie da Ci wprawę w formułowaniu myśli. Ale powtarzam, nie mam w tym żadnego doświadczenia, więc mogę się mylić.
    Tak na koniec – cieszę się z kolejnej notki i mam nadzieję, że następne będą pojawiać się częściej :)

    Reply
  4. Oceansoul Post author

    Po pierwsze – dzięki, że wciąż tu jesteście i to czytacie. ;) Mam nadzieję, że to ostatni wpis tego typu na długi, długi czas, bo bez sensu ciągle pisać tym, że się nie pisze, czyż nie?
    Dimmy – ano nie, pisanie bloga nie jest problemem w tym samym sensie, co pisanie dzieł/”dzieł” literackich, po tym, co zostawiłam na starym blogu, nic już nie jest mi straszne i w tym wypadku wszelkie wpadki popełniane przy starych wpisach w ogóle mnie nie martwią, staram się tylko wyciągać z nich wnioski.
    Gorzej jest właśnie z książką, w tym wypadku mam też częściowo to, o czym napisał Erador. Dość dodać, że wyrzucić będę musiała wszystko, co niegdyś napisałam, zacząć całkowicie od początku. Ale o tym, jakie konkretnie popełniłam błędy, postaram się kiedyś szerzej napisać, bo uważam to za całkiem ciekawe zagadnienie. Póki co, mogę powiedzieć jedno – nie zaczynam pisać niczego, póki nie stworzę dokładnego, jasnego planu, co po czym i dlaczego. Pisanie na hurra pod wpływem weny może się sprawdzać przy krótkich opowiadankach, ale nie przy grubej powieści, jeśli ma być ona spójna i mieć sens. Tak więc – daję sobie teraz czas na myślenie, projektowanie tego, na spisywanie przyjdzie pora. A o blogu postaram się przy okazji nie zapomnieć, w końcu potem dzięki niemu mam co wspominać po latach i mogę śledzić ewolucję tego, co piszę i jak piszę. ;)
    P.S. Ale się rozpisałam!

    Reply
  5. Ingmar

    >>Dość dodać, że wyrzucić będę musiała wszystko, co niegdyś napisałam, zacząć całkowicie od początku.<< E tam, nie wyrzucaj, wrzuć do neta. Może przy okazji znajdzie się wydawca. xP

    Reply
  6. Oceansoul Post author

    Myślę, że to by jedynie wystraszyło potencjalnych wydawców. :D Tak więc, w życiu, wstyd mi za to! Nawet nie ze względu na styl czy jakieś błędy, ale raczej naiwność i infantylność wielu elementów w treści.
    Chociaż… Skoro ludzie wydają i kupują takie ‘dzieła’ jak Zmierzchy i podobne, to chyba nawet moje najgorsze wypociny mają nieco wyższy poziom, tak więc może i ktoś by to wydał. xD Póki co jednak ambicja stworzenia czegoś lepszego jest we mnie zbyt silna. ^^

    Reply
  7. Aerka

    Ociu! Mam wrażenie, że całe twoje życie to myślenie o potencjalnych wszelkiej maści! :D

    Reply
  8. Oceansoul Post author

    A co to niby miało znaczyć?!
    Albo nie, nie odpowiadaj. ^^ Wystarczy, że Ty wiesz, jak bardzo jestem straszna!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *