Baśń o Kościeju Nieśmiertelnym — „Nieśmiertelny”, Catherynne M. Valente

By | 12 maja 2012

Gdy myśli się o połączeniu stylistyki baśniowej, poetyckiego stylu i fantastyki niesztampowej, do głowy przyjść może tylko jedno nazwisko – Catherynne M. Valente. Amerykańska pisarka jest dobrze znana miłośnikom serii Uczta Wyobraźni, w której wpierw ukazały się dwa tomy „Opowieści sieroty”, często porównywanych do „Baśni z tysiąca i jednej nocy”, a następnie oniryczny „Palimpsest”. Teraz do tego szacownego grona dołącza „Nieśmiertelny”, u podstaw którego stoi wykorzystanie motywów z rosyjskiego folkloru.

Maria Moriewna nie jest zwyczajną dziewczyną – dostrzega bowiem rzeczy, o jakich nie śniło się przeciętnemu mieszkańcowi Piotrogrodu. Obserwuje, jak ptaki przemieniają się w mężczyzn, a następnie zostają mężami jej sióstr. Bierze udział w zebraniu domowików, opiekuńczych duchów domu, przyjaźni się z leszym, wiłą i rusałką, poluje na żar-ptaki, odwiedza ją Baba Jaga. Wreszcie – daje się uwieść Kościejowi Nieśmiertelnemu, najbardziej znanemu czarnemu charakterowi z rosyjskich klechd i legend.

Historia Marii i Kościeja w wykonaniu Valente nie jest jednak typową baśnią, w której bohaterów dzielimy na dobrych i złych, a fabuła zmierza do przewidywalnego zakończenia. Protagoniści to postaci niejednoznaczne, pozbawione konkretnych etykietek. Maria po wielokroć buntuje się – przeciw zasadom panującym w domu, przeciw porządkowi społecznemu, przeciw temu, co rzekomo jej pisane. Skomplikowane są relacje bohaterki z Kościejem, hipnotyzuje ich wzajemne przyciąganie się i odpychanie, naprzemienne podporządkowywanie sobie. Ta trudna miłość, w której nie brakuje udręki, słabości i błędów, a także aspektu cielesnego, nie jest obrazem, do jakiego przyzwyczaiły nas legendy i podania.

Tło opowieści o Marii Moriewnie – opowieści uniwersalnej, odpowiedniej dla dowolnej scenografii – stanowi w „Nieśmiertelnym” przechodząca przemiany ustrojowe Rosja. Baba Jaga jest tu Przewodniczącą, domowiki tworzą Komitet i zwracają się do siebie per „Towarzyszu”, a symbolem kolejnych zmian u władzy są Piotrogród i ulica Grochowa, przemianowane później na Leningrad i ulicę Dzierżyńskiego. Jeśli powieści można cokolwiek zarzucić, to ciut marginalną rolę historii, która często spychana jest jedynie do roli ozdobnika. Od prawdziwej wojny o wielokroć ważniejsza jest ta, jaką toczą ze sobą Car Życia i Car Śmierci.

Trudno mieć jednak cokolwiek za złe Valente, gdy wsiąka się w ten przepełniony magią świat i daje się porwać jedynej w swojej rodzaju narracji. Łatwo odgadnąć, że amerykańska autorka jest także poetką – zdania, które tka z niezwykłą lekkością, pełne są plastycznych metafor, obrazowych porównań i lirycznego nastroju. Snuta opowieść pachnie surowym rosyjskim klimatem; chwilami przywodzi na myśl pisarstwo Bułhakowa, u którego realizm magiczny przeplata się z ponurą rzeczywistością, chwilami zaś – Andersena, zwłaszcza gdy Valente powtarza ten sam motyw po wielokroć, co jest manierą właściwą baśniom. To oczywiście skojarzenia dość odległe, bowiem amerykańska pisarka wypracowała własny, unikalny styl, trudny do pomylenia z czyimkolwiek innym.

„Nieśmiertelny” roztacza magię już od pierwszych stron. Jego baśniowość urzeka, a brak schematyczności oraz zabawa konwencją stanowią o tym, że mamy do czynienia z kolejną perełką godną serii Uczta Wyobraźni. Catherynne M. Valente należy zaś do grupy tych nielicznych powieściopisarzy, których pokochać można po raptem kilku zdaniach, a nim czytelnik się obejrzy – książka kończy się i odbiorcom pozostaje jedynie tęskne wyczekiwanie na następny utwór autorki.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu MAG oraz Portalowi Insimilion.

9 thoughts on “Baśń o Kościeju Nieśmiertelnym — „Nieśmiertelny”, Catherynne M. Valente

  1. Serenity

    A ja byłam pewna, że czytałaś inne powieści pani Valente. Przynajmniej wyżej wspomniane „Opowieści sieroty”, które zdaje się, że widziałam na Twojej półce z Ucztą.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Na półce mam wszystkie książki z UW, prawda. :) Ale „Nieśmiertelny” był moim pierwszym spotkaniem z twórczością Valente – i bardzo zachęcił mnie do pozostałych.

  2. Silaqui

    Przyznam szczerze, że początkowo, czytając jedynie opis książki i patrząc na okładkę myślałam, że będzie to pozycja słaba.
    Ale wychodzi na to, że się myliłam, bo Twoja recenzja jest kolejną zachwalającą twórczość Valente.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Opisów unikałam, a po okładce sądziłam, że będzie to mniej baśniowe, a bardziej historyczno/polityczne. Ale koniec końców – ważne, że to naprawdę dobra i pięknie napisana książka. :)

  3. Agnieszka

    Mam dokładnie takie same wrażenia po lekturze tej książki. Nie mogę pojąć, dlaczego Niemcy uparcie ignorują jej twórczość…

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Może jeszcze kiedyś wydadzą Valente, czego im życzę. ^^ Z drugiej strony – mam wrażenie, że u nas ignoruje się niemiecką fantastykę. A przynajmniej nie kojarzę zbyt wielu autorów (Moers, Funke, Honisch… i tu mi się kończą pomysły, był jeszcze ktoś godny uwagi?).

    1. Oceansoul Post author

      Miło mi, że o mnie pomyślałeś i otagowałeś, ale wciąż nie uśmiechają mi się ani stosiki, ani łańcuszki na moim blogu. Tak więc nie ma co liczyć. ;)

      A lekturę książki (i recenzji) oczywiście polecam. ^^

    2. Harashiken

      Cholera faktycznie Ty przecież nie publikujesz stosików… Jak możesz, odbierać ludziom tą przyjemność. Cóż będę wierzył, że pewnego dnia się nawrócisz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *