Nieregularny Przegląd Literacki #005

By | 27 stycznia 2013

Kolejna część Nieregularnego Przeglądu zawitała szybciej, niż zakładałam. Jest to po części spowodowane chronicznym lenistwem do recenzowania książek, których zrecenzowania nikt ode mnie nie wymaga, a zarazem ogólnym przesytem słowa pisanego — po tych kilku godzinach dziennie nad klawiaturą w ramach pracy naprawdę coraz trudniej jest mi się zebrać do napisania jeszcze czegoś ‚dla siebie’. Doprawdy, straszna szkoda, że nie mogę przelewać myśli siłą woli na czystą kartkę w Wordzie…

***

„Bezduszna”, Gail Carriger
Romans paranormalny — czy w tej konwencji można napisać cokolwiek strawnego? Powątpiewałam. Po czym zabrałam się za pierwszą powieść z cyklu Protektorat Parasola i przeżyłam prawdziwy szok — a jednak da się, można! Przede wszystkim, w odróżnieniu od innych tworów z tego nurtu, książka ta jest napisana rewelacyjną angielszczyzną, bogatą leksykalnie i stylistycznie, a przy tym upstrzoną ciętym dowcipem. Jeśli zaś chodzi o postaci protagonistów i wątek miłosny — pewnie bluźnię, ale śmiem stwierdzić, że pannie Tarabotti i lordowi Macconowi najbliżej do Elizabeth Bennet i Pana Darcy’ego; jest między nimi ten specyficzny rodzaj chemii, gdzie zamiast słodkich słówek, wzdychania i rozwlekłych spojrzeń godnych ameby otrzymujemy świetne, ironiczne dialogi i relację dwóch charakternych indywidualności. Choć akcję powieści osadzono w wiktoriańskiej Anglii, bohaterka nie jest bierną adoratorką wyidealizowanego i przecudnej urody ukochanego, tylko heroiną z krwi i kości, która sama stanowi o swym losie i wcale nie potrzebuje do szczęścia adonisa-stalkera. Tak więc brawa, pani Carriger, przywraca pani wiarę w to, że da się napisać dobry romans połączony z fantastyką, humorem i przygodą (oraz szczyptą steampunku!).
Czego zabrakło? Jakby tak było więcej steampunku, to bym się zachwycała jeszcze bardziej. No i nie można zapominać, że to wciąż po prostu lekkie, wciągające czytadełko i nic poza tym — tyle że zaskakująco dobre w swojej klasie.
Dla kogo? Dla powątpiewających w kondycję mariażu romansu i fantastyki, którzy chcą przeżyć zaskoczenie. I, wybaczcie seksizm, mimo wszystko raczej dla pań.

„Wrony i wąż”, Aldous Huxley
Jedyny utwór autorstwa Huxleya, słynącego przede wszystkim z rewelacyjnej antyutopii „Nowy, wspaniały świat”, przeznaczony dla dzieci. To krótka baśń o małżeństwie wron, którym wąż każdego popołudnia wyjada jaja z gniazda. Pan wąż z pomocą sąsiada, pana Sowy, próbuje znaleźć rozwiązanie problemu. Historia jest króciutka, prosta, ale pełna uroku. Uwagę przykuwa przede wszystkim przepiękną stroną wizualną — od wydawnictwa Dwie Siostry otrzymujemy książkę o dużym formacie, gęsto ozdobioną ilustracjami, w tym dwustronicowymi rozkładówkami, pozbawionymi tekstu. Nie są to jednak zwykłe ilustracje, znane z przeciętnych książek dla najmłodszych. Grafiki autorstwa Agaty Dudek przypominają w formie kolaż, elementy nakładają się na siebie, a kolorystyka ogranicza się z reguły do trzech czy czterech kontrastujących ze sobą barw. Rewelacja — polecam serdecznie, zwłaszcza tym, którzy mają dodatkowy pretekst do zakupu w postaci dzieci.
Czego zabrakło? Za krótkie! Marzyłby mi się cały zbiór tego typu baśni (różnych autorów), ozdobionych ilustracjami w jednakowym stylu.
Dla kogo? Dla małych i dużych, zwłaszcza pod jednym dachem. Oraz jako ciekawostka dla fanów Huxleya.

„Mówca umarłych”, Orson Scott Card
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz autor zaskoczył mnie równie mocno, co Card, a do tego zrobił to dwa razy pod rząd. Po genialnej „Grze Endera” nic nie zwiastowało, że druga część cyklu będzie tak kompletnie inna od pierwszej. Nie ma walk w kosmosie, Robali, a Ender-Mówca umarłych to prawie że inna osoba niż Ender-cudowne dziecko. Scen akcji właściwie nie ma, zamiast tego otrzymaliśmy dużo religii, filozofii i biologii. A choć jedna i druga powieść koncentruje się na ludziach i ich kontaktach z inną rasą — to nawet problematyka jest zupełnie odmienna. A co najbardziej zdumiewające — choć „Mówca umarłych” nie ma z „Grą Endera” prawie nic wspólnego, wciąż jest po prostu świetną książką, którą zdecydowanie warto przeczytać.
Czego zabrakło? Brakowało mi trochę niektórych elementów z „Gry Endera” — psychologicznych gier, rozterek głównego bohatera, koncentracji na postaci Endera, który w „Mówcy Umarłych”, choć wciąż ważny, ustępuje pola innym postaciom i ich problemom.
Dla kogo? Dla szukających książki science fiction, która ich niczym nie odstraszy, a równocześnie mających ochotę po prostu na bardzo dobrą lekturę. Miłośników Endera z kolei nawet nie trzeba namawiać, pewnie już dawno ją przeczytali.

„Bajki robotów”, Stanisław Lem
I co ja mam napisać o książce, która jest wspaniała od pierwszego do ostatniego zdania? Że Lem niebywale włada piórem, a jego pomysłowość, język (neologizmy!) i splatanie świata nauki ze światem baśni są nietuzinkowe i zwalające z krzesła? Przecież to oczywiste, przecież każdy już to wie. Choć mamy dopiero styczeń — już teraz jestem gotowa się założyć, że proza Lema to moje prywatne objawienie 2013 roku. „Bajki robotów” są urzekające — nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu, widząc wykorzystanie znanych motywów baśniowych, nie podziwiać czerpania ze stylistyki charakterystycznej dla klechd i podań, nie zamyślać się nad refleksjami tak zręcznie przemycanymi w krótkich fabułkach. Na usta ciśnie mi się przede wszystkim jedno określenie — to literatura inteligenta. Grająca z czytelnikiem, który umie ją docenić. Nie potrafię sobie wyobrazić, że „Bajki robotów” mogą się komuś w miarę oczytanemu nie spodobać — to po prostu literatura przez wielkie L.
Czego zabrakło? Powinnam wykreślić tę bzdurną kategorię, którą sama sobie wymyśliłam — czytam za dobre książki i nie ma tu potem czego wymienić.
Dla kogo? Dla każdego, kto wyzbył się mentalności „lektura, fuj, 1/10”. Gęsi pasać, a nie Lema czytać!

„Trafny wybór”, J.K. Rowling
Pamiętam, że gdy powieść pierwszy raz pojawiła się w zapowiedziach, wyobrażałam ją sobie zupełnie inaczej — skoro zaczyna się od trupa, to pewnie kryminał, a skoro angielskie miasteczko — to pewnie sporo komediowo-satyrycznych akcentów. W obu przypadkach pomyliłam się całkowicie. „Trafnemu wyborowi” bowiem najbliżej do powieści społeczno-obyczajowej, pełnej dramatów i odpychających bohaterów, ukazującej sympatie, antypatie i układy panujące wśród mieszkańców niewielkiego Pagford. Co najważniejsze, Rowling wciąż czyta się wyśmienicie. Podczas lektury opisów niektórych sugestywnych scen albo wyjątkowo obskurnych pomieszczeń żołądek podchodził mi do gardła; wściekałam się na ojca terroryzującego własną rodzinę, na powracającą do nałogu matkę-narkomankę, na nastolatka wiecznie wyśmiewającego koleżankę o egzotycznej urodzie. Emocjonalność utworu i udana próba poruszenia czytelnika problematyką stosunkowo mu bliską to w moich oczach największy plus powieści. Innym jest podziwiana przeze mnie umiejętność wprowadzania do akcji kolejnych postaci — w sposób wyjątkowo zgrabny, wplatając ich w istniejącą już sieć powiązań, równocześnie obdarzając każdego z bohaterów czymś na tyle charakterystycznym, by był nie do pomylenia. Nie pojmuję, jak można przy „Trafnym wyborze” narzekać na nudę.
Czego zabrakło? Nie wszystkie wątki potraktowano na równych warunkach — jedne postaci otrzymały więcej miejsca, inne musiały więc zostać zepchnięte na dalszy plan. Pewne kwestie właściwie tylko nadgryziono, a finalnie do niczego nie prowadziły.
Dla kogo? Dla tych, którzy nie liczą na nic zbliżonego do Harry’ego Pottera. A także dla tych, którym nie przeszkadza dosadność, wulgaryzmy i przedstawienie ponurych aspektów życia bez koloryzowania.

21 thoughts on “Nieregularny Przegląd Literacki #005

  1. Fimbulvinter

    Ender to książka czy audiobook? Chciałem kupić serię na raz, ale nie ma na allegro drugiego tomu w tym wydaniu co pozostałe.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Ja akurat pierwszego i drugiego tomu tylko słuchałam, wersji papierowych nie mam. Z kolejnymi tomami pewnie też poczekam na nagrania, gdyż wyjątkowo pasuje mi głos Rocha Siemianowskiego, a do tego same książki należą do tych, które dobrze mi się śledzi w wersji audio.
      A drugi tom chyba ma chwilowo wyczerpany nakład, na stronie wydawcy też go nie ma.

    2. Immora

      Chociaż i czytałam i słuchałam pierwszy tom to obie metody są równie dobre. A głos Rocha Siemianowskiego jest niesamowity i już zawsze będzie mi się kojarzył z Enderem :)

  2. Viginti Tres

    Wszyscy piszą o dosadności i wulgaryzmach u Rowling, tak że nie wiem już, czy ja jakieś patologiczne książki czytuję (ewentualnie korzystam z patologicznych mediów), że jestem uodporniona? Jakoś wcale nie zarejestrowałam tego rażącego brudu w słownictwie. Wiarygodnie napisane są dialogi bohaterów z underclass, i jest to absolutnie uzasadnione, ale czy faktycznie są one aż tak skrajne? To pewnie jedna z tych kwestii, przy których każdy może odpowiedzieć wedle własnego poczucia estetyki, a ja się czepiam nie wiadomo po co, ale kiedy widzę opinie (a widziałam gdzieś kiedyś) pt. „zła książka, bo tyyyle brzydkich słów”, to czuję się dziwnie. ;)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Ja jestem o tyle wyczulona, że dość mocno mnie rażą wulgaryzmy w codziennym życiu, w internecie, etc. Ogólnie nie lubię nadmiernie wulgarnych ludzi i często ucinam kontakty/rozmowy z takowymi. Dlatego pewnie w literaturze od razu rzucają mi się w oczy. Ale w przypadku powieści Rowling nie wyobrażam sobie wygładzenia języka, więc nie nazwałabym ich rażącymi, co po prostu obecnymi/uzasadnionymi. Czy są skrajne? Pewnie nie, ale ja chyba nie czytuję tych skrajnych książek, a przynajmniej żadna mi w tej chwili nie przychodzi na myśl. Jeśli zaś chodzi o opisy szeroko pojętego brudu – mnie ruszały. Ale ja z wiekiem coraz bardziej pedantyczna jestem i ogólnie łatwo obrzydzić mnie opisem od dawna niesprzątanych pomieszczeń. ^^
      Tych opinii, jaka to właśnie kiepska książka, bo wulgaryzmy, bo nieobyczajna i w ogóle – sporo widziałam, i dziwią mnie trochę, bo nie wiem, jak inaczej w takim razie oddawać te właśnie aspekty ludzkiego życia i napisać realistyczną powieść.

  3. Agata P

    Czytałam „Bezduszną” i całkiem dobrze się bawiłam, chyba za sprawą fajnie poprowadzonego wątku pomiędzy Alexią a Macconem. Tyle czasu czytałam na „Trafny wybór” a zupełnie nie mogę się za niego zabrać :/ Przez „Mówcę umarłych” nie przebrnęłam, choć „Grę Endera” uwielbiam.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Mam całkiem podobnie z wieloma książkami – tak na nie czekam, na premierę, na zakup, a potem, jak już je mam… to wcale ich nie czytam, tylko leżą i leżą. Pewnie tradycyjnie wina tego, że książek dużo, a czasu mało. Z „Trafnym wyborem” powinno być o tyle łatwiej, że bardzo szybko się go czyta. :)

    2. Fka

      O, ja tak aktualnie mam z 4 tomem Pana Lodowego Ogrodu, który kupiłam w dniu premiery i ciągle odkładam na później. Na „Bezduszną” normalnie bym nigdy nie zwróciła uwagi, ale jakiś czas temu przeczytałam recenzję na blogu Moreni i czuję się zachęcona :) „Mówcy umarłych” brakuje mi do kompletu, bo kupić się nigdzie akurat nie da, mam nadzieję że będzie jakiś dodruk. A „Bajki robotów” pamiętam, że były kiedyś lekturą i bardzo mi się podobały. To jedyna książka Lema jaką czytałam. Kiedyś muszę nadrobić zaległości ;)

    3. Oceansoul Post author

      Też bym nie zwróciła, ale pozytywne recenzje u Viv i Moreni mnie zachęciły, jak się okazało – słusznie. :)
      Na więcej Lema mam straszliwą ochotę i w tym roku na pewno postaram się przeczytać jeszcze kilka jego utworów – ale raczej nie w tym kwartale, gdyż wyjątkowo dużo innych, pilnych lektur mi się nawarstwia…

    4. Jurgen

      Och nie, Oceansoul! Jak się powiedziało „A”, trzeba powiedzieć „B”. Skoro przeczytałaś „Bajki Robotów”, powinnaś jak najszybciej wziąć się za „Cyberiadę”. Większość ludzi tak właśnie robi, zwłaszcza że zazwyczaj wydawcy Lema łączyli te dwie rzeczy w jednym tomie. Dobra, „większość ludzi” to wątpliwy argument, przyznaję. Jednak, moim zdaniem, czytać „Bajki…” bez „Cyberiady” to jak zjeść przystawkę, a zostawić danie główne i deser.

    5. Oceansoul Post author

      Skoro tak, to „Cyberiada” będzie moim najbliższym Lemem. :) Jak już mi się uda kupić całą kolekcję jego dzieł, to obiecuję od razu zabrać się za lekturę.

  4. Agnieszka

    Fajny zestaw, mógłby wyjść też ode mnie:-) Ten cykl Carriger obiecuję sobie już od dawna, cykl o Enderze będę sobie odświeżać i podsunę też moim Smokom – powoli zaczynają wchodzić w taki wiek, że można im sugerować lektury albo czytać razem z nimi pozycje, do których nie trzeba się aż tak bardzo przemagać… No a Rowling to Rowling, przeczytana, zaakceptowana, pochwalona.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Z Enderem świetny pomysł – sama strasznie żałuję, że nie sięgnęłam po niego po raz pierwszy w młodszym wieku. Pewnie robi jeszcze większe wrażenie, gdy czytelnik jest w wieku zbliżonym do bohatera.

  5. Silaqui

    „Bezduszna” podobała się i mnie, i rzeczywiście: odrobina więcej steampunku byłaby zdecydowanie na plus.
    „Mówcę umarłych” czytałam już jakiś czas temu, poluję na „Ksenocyd”, ale chyba poczekam, aż wyjdzie jako audiobook (licytowałam ostatnio książkę i się nie udało wygrać, więc się zraziłam do allegro i tyle ;P)
    „Bajki robotów” przyswoiłam dopiero kilka lat temu, i pamiętam, że często podczas lektury się uśmiechałam. Szkoda, ach jaka szkoda, że w podstawówce katowali mnie Pirxem, a nie „Bajkami” :(

    Nowa Rowling jakoś mnie kompletnie nie pociąga, może za kilka lat, jak szum medialny ucichnie.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Z „Ksenocydem” też postanowiłam poczekać na audiobook, jakoś już tak przywykłam do formy audio przy tej serii. Mam nadzieję, że nie każą nam jednak zbyt długo czekać.
      A u mnie w szkole w ogóle nie było Lema – i żałuję, bo dzięki temu poznałabym go dużo wcześniej. (Z kolei urazu do książek tylko dlatego, że je kazali czytać, nigdy nie miałam, więc nic złego by z tego nie wynikło).

  6. Jezebel

    O, miło widzieć względnie pochlebną opinię o książce Gail Carriger, bo od dłuższego czasu się miotam pomiędzy ‚czytać, bo realia takie, jakie lubię’ a ‚nie czytać, bom za stara i się rozczaruję naiwnym powieścidłem dla nastolatek’ :o)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Ja znalazłam sobie całkiem niezłe usprawiedliwienie do czytania – było nie było – paranormalnego romansidła: czytałam po angielsku. :D Jak się okazało, spodobał mi się styl i słownictwo (pierwszy raz na oczy widziałam niektóre określenia związane z modą, więc był też aspekt edukacyjny), do tego realia, a i ten romans całkiem sympatyczny wyszedł, no to uniknęłam wyrzutów sumienia i/lub rozczarowania.

    2. Jezebel

      No nie, książka wymagająca usprawiedliwiania się przed samą sobą z jej czytania :D Dobre. Ostatnio czytałam książkę, nad którą medialny patronat objęło m.in. Bravo, więc gorzej już chyba nie będzie.

    3. Oceansoul Post author

      Wymyśliłam sobie tę kategorię, czytając książki z uniwersów gier – tylko że przy nich zabrakło pozytywnego rozczarowania i jedynym usprawiedliwieniem dla czytania kolejnych części były właśnie kwestie obcojęzyczne. :D
      Podobnie zdarzało mi się robić z dość odmóżdżającymi serialami. No ale czasem trzeba mieć jakieś guilty pleasure… ^^

  7. viv

    A ja dopiero teraz przeczytałam Twoje zestawienie (sama ostatnio nie mam czasu i siły nie tylko na pisanie własnych, ale i czytanie cudzych, niestety). I bardzo się cieszę, że „Bezduszna” nie rozczarowała (IMO „Bezzmienna” i „Bezgrzeszna” są jeszcze lepsze, bo mniej romansowe, ale jak się przekonałam, zdania w tym względzie są podzielone). Tez uważam, że to książka generalnie dla pań, choć kolejne części mogą byc strawne i dla panów :)
    Poza tym ogromnie się cieszę, że i Ciebie Lem zachwycił. „Bajki” są naprawdę genialne. Póki co z trzech przeczytanych przeze mnie pozycji najmniej mi się podobał „Kongres futurologiczny”, ale może to być wina okoliczności – czytałam podczas jazdy pociągiem i generalnie byłam tak zmęczona, że co chwila usypiałam. Miałam nawet od razu przeczytać raz jeszcze, ale za dużo jednak z książki jeszcze we mnie było, więc zostawiłam ten temat na kiedyś.
    Card przede mną i Rowling też (i to w wersji dla dzieci, i dla dorosłych), ale doba jest za krótka na wszystko :)
    Za to przeczytam w styczniu „Blade runnera” – i już rozumiem zachwyty :)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      To ja się cieszę, że Ci się „Blade Runner” spodobał. :) W tym roku miałam już okazję podejść do niego po raz drugi (tym razem audiobook) – i podobał mi się chyba jeszcze bardziej.
      A z Lemem zapowiada się dłuższa przygoda – postanowiłam jednak wyrzec się innych zakupów i nazbierać na cały komplet z Agory. Tak więc cieszę się podwójnie, że mnie namówiłaś do zapoznania się z autorem. ^^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *