Nieregularny przegląd filmowy #007 (Oscary 2014)

By | 17 stycznia 2014

Wzorem zeszłego roku kilka najbliższych Nieregularnych przeglądów postanowiłam poświęcić filmom nominowanym w różnych kategoriach do tegorocznych Oscarów. Jeśli mój plan obejrzenia choć większości produkcji branych pod uwagę przez Akademię powiedzie się, przed galą pokuszę się o pełne zestawienie kategorii i moich faworytów. Dziś przedstawię Wam pierwsze pięć filmów, które udało mi się obejrzeć już wcześniej (większość tytułów dopiero zagości na ekranach naszych kin i nimi zajmiemy się w lutym). Nominacje możecie przejrzeć choćby tutaj, a ja zapraszam do lektury.

***

„Grawitacja”, Alfonso Cuaron„Grawitacja”, Alfonso Cuarón (Gravity; 2013)
Jeden z tegorocznych oscarowych faworytów, nominowany aż w dziesięciu kategoriach ― zarówno tych technicznych, jak i dla reżysera Alfonso Cuaróna, Sandry Bullock w roli głównej i jako najlepszy film. W przypadku seansu „Grawitacji” najbardziej zachwyciły mnie właśnie technikalia ― długie ujęcia, odpowiednio dozowana muzyka przetykana długimi fragmentami ciszy, efekty specjalne, świetne wykorzystanie trójwymiaru. Film Cuaróna to przede wszystkim pełna napięcia wyprawa w kosmos, w której człowiek wydaje się ledwie drobinką w tej ogromnie przytłaczającej próżni. To właśnie emocje, a nie nieco pretekstowa fabuła (jak dla mnie zbyt naszpikowana nieszczęśliwymi zbiegami okoliczności) odgrywają główną rolę i decydują o tym, czy obraz będzie się podobał, czy też nie. Mnie urzekł między innymi dlatego, że zawsze gdzieś tam odczuwałam tę małość względem ogromu wszechświata, a perspektywa zagubienia się w tej pustce, choć przecież jakże nieprawdopodobna dla zwykłego człowieka, wydaje się czymś przerażającym. Nie zachwycam się jednak ponad miarę rolą Sandry Bullock, odebrałam ją jako poprawną, i to wszystko. Z dwójki astronautów lepiej wspominam George’a Clooneya.

„Blue Jasmine”, Woody Allen„Blue Jasmine”, Woody Allen (2013)
Nominacja dla Cate Blanchett dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej nie zaskoczyła chyba nikogo, kto widział najnowszy film Woody’ego Allena. Jej rola kobiety na skraju załamania nerwowego, która pewnych rzeczy nie dostrzega, innych zaś dostrzegać nie chce, jest fenomenalna. Tytułowa Jasmine miała wszystko, o czym marzyła ― bogatego i przystojnego męża, luksusowe życie, piękne domy, drogie ubrania, wystawne przyjęcia. Gdy wyszły na jaw finansowe malwersacje jej małżonka, a cała fortuna przepadła, jej świat runął. Bohaterka przenosi się wprost z nowojorskich salonów do nieciekawej dzielnicy San Francisco i zamieszkuje z siostrą, niezamożną rozwódką. Kobiety wydają się skrajnie różne i odmiennie pojmują stan nazywany szczęściem, ale obydwie potrzebują mężczyzny, który niejako je definiuje. Allen pokazuje, nie po raz pierwszy zresztą, tę smutniejszą stronę relacji międzyludzkich, związki oparte na egoizmie, finansowej stabilizacji czy potrzebie usilnego posiadania kogokolwiek u boku. Z nieznanych przyczyn film reklamowano u nas jako komedię, jeśli jednak, podobnie jak ja, śmialiście się w głos na „Zakochanych w Rzymie”, tu przygotujcie się raczej na inne emocje. Jak śmiech, to tylko przez łzy, gdy Jasmine po raz kolejny zapija leki wódką i wierzy, że wszystko będzie dobrze.

„Krudowie”, Chris Sanders, Kirk De Micco„Krudowie”, Chris Sanders, Kirk De Micco (The Croods; 2013)
Pierwszy z obejrzanych przeze mnie tytułów w kategorii najlepszy długometrażowy film animowany. Produkcja studia DreamWorks, opowiadająca o sympatycznej rodzince jaskiniowców. Można by rzecz, że to tacy Flintstonowie na miarę XXI wieku. Główną osią fabularną jest konflikt międzypokoleniowy między nastoletnią Eep, ciekawą świata i żądną przygód, a jej konserwatywnym ojcem, który lubi tylko to, co już zna, a nadopiekuńczość wydaje mu się idealną metodą wychowawczą. Historia i płynący z niej morał są oczywiście przeznaczone dla młodszego widza, ale nie przeszkadza to w cieszeniu się filmem także w późniejszym wieku. Zachwyca szczególnie przepiękna grafika i sympatyczne postacie, z których każda ma przecież trochę racji. Studiu DreamWorks zabrakło jednak w tym przypadku ikonicznego bohatera, jaki mógłby zostać zapamiętany na dłużej ― jak miało to miejsce choćby z Pingwinami czy Królem Julianem z „Madagaskaru”. Z drugiej strony, najprawdopodobniej oznacza to brak kontynuacji, co z reguły jest świetną wiadomością. No, pomijając nadchodzący w tym roku sequel „Jak wytresować smoka”, ale któż nie pokochałby Szczerbatka!

„Minionki rozrabiają”, Pierre Coffin, Chris Renaud„Minionki rozrabiają”, Pierre Coffin, Chris Renaud (Despicable Me 2; 2013)
Mój prywatny kandydat na film o najgłupszym polskim tytule (i tak, jakby ktoś pytał, wyobrażam sobie wprowadzenie tej serii na nasz rynek w wiernym przekładzie jako „Jam nikczemny”). A także jedno z większych rozczarowań jeśli chodzi o zeszłoroczne animacje. Na seansie części pierwszej, „Jak ukraść księżyc”, bawiłam się zdecydowanie lepiej. O „Minionkach…” trudno mi właściwie powiedzieć coś więcej poza tym, że to film sympatyczny i zgodny ze wszystkimi schematami, jakie spełnić ma animacja ― jest kolorowo, radośnie, dużo się dzieje, ktoś się przewraca, a żółte stworki gaworzą w swoim dziwnym narzeczu. Powraca też Gru, ale brakuje mu trochę tego uroku, który miał jako złoczyńca w części pierwszej. Spośród aktualnych marek studia Illumination Entertainment wolę jednak „Loraxa”. Jeśli Akademia chciała w tej kategorii nominować jakąś kontynuację, to ja postawiłabym raczej na „Uniwersytet Potworny” Pixara.

„Polowanie”, Thomas Vinterberg„Polowanie”, Thomas Vinterberg (Jagten; 2012)
Ci, którzy śledzą profil bloga na Facebooku, wiedzą już, jak bardzo zachwycił mnie ten film ― do tego stopnia, że postanowiłam nieco lepiej poznać kino skandynawskie (a już obowiązkowo te produkcje, w których podobnie jak w „Polowaniu” w głównej roli występuje fenomenalny Mads Mikkelsen). Dzieło Vinterberga należy do kina nieśpiesznego, kameralnego, ale przy tym bardzo blisko widza. Podczas oglądania niejednokrotnie odczuwałam dyskomfort, mimowolnie przechwytując emocje towarzyszące bohaterowi ― mężczyźnie próbującemu ułożyć sobie życie po rozwodzie, niesłusznie oskarżonemu przez małomiasteczkową społeczność o molestowanie seksualne podopiecznej z przedszkola, w którym pracuje, a zarazem córki jego bliskich przyjaciół. Choć to temat trudny, nie on jest tak naprawdę osią fabuły; równie dobrze zamiast o pedofilię można by podejrzewać Lucasa o dowolną inną niegodziwość. Tu liczy się raczej bezwzględność zamkniętej społeczności w piętnowaniu jednostki, zaszczutej i bezradnej, której nie pomogą ani fakty, ani prawo. Obraz wstrząsający i wywołujący ― przynajmniej u mnie ― poczucie ogromnej bezsilności, niesłabnącej mimo oczywistego faktu, że to przecież tylko film.

Widzieliście już któryś z powyższych tytułów albo planujecie się z nimi zapoznać?

6 thoughts on “Nieregularny przegląd filmowy #007 (Oscary 2014)

  1. Ewa Serenity Iwaniec

    Muszę się zabrać za „Polowanie”, bo od dawna już odkładam seans. „Grawitacja” mnie jakoś tak… odrzuca.

    Reply
    1. Oceansoul

      „Grawitację” warto przede wszystkim dla zdjęć i efektów, robi wrażenie. Najlepiej na ogromnym ekranie. Dla samej fabuły – to już moim zdaniem żaden must watch.

  2. Agata

    Widziałam dwa pierwsze filmy. „Grawitacja” pod względem technicznym była świetna, ale fabularnie mnie nie powaliła. Blue Jasmine też mi się podobało, choć jest tak inne od dwóch wcześniejszych filmów Allena. Choć wielką fanką Blanchett nie jestem to mocno trzymam za nią kciuki w wyścigu po Oscara :)

    Reply
    1. Oceansoul

      Muszę starsze filmy Allena koniecznie pooglądać, bo zaczęłam od „Vicki Cristina Barcelona”, a ponoć te nowsze produkcje różnią się mocno od tych starszych. A najbardziej i tak lubię „O północy w Paryżu”. :)

  3. Agnieszka Hofmann

    „Grawitację” bardzo chciałam zobaczyć w kinie, ale już niemal nigdzie tego nie grają. Obczaiłam jedno kino w Monachium, gdzie jeszcze leci, może się wybierzemy w ten weekend. Z pozostałych obowiązkowo „Polowanie”. Mam ten film już w koszyku, czekam tylko na okazję, żeby go sobie sprawić. Imieniny niedługo wypadają:-)

    Reply
    1. Oceansoul

      Dla „Grawitacji” warto do kina się wybrać. Obawiam się, że na mniejszym ekranie to już niestety nie będzie to samo. Za to na „Polowaniu” pewnie bym w kinie nie wysiedziała, bo taki typ filmu, kiedy muszę czasami wcisnąć pauzę i poprzeżywać. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *