Nieregularny przegląd filmowy #006

By | 20 grudnia 2013

Pora odgrzebać kilka nieco zapomnianych cykli. Na pierwszy ogień weźmy więc Nieregularny przegląd filmowy. Jako że w tym roku udało mi się obejrzeć jeszcze więcej filmów niż w poprzednim, materiału na kilka odcinków z pewnością nie zabraknie. Dzisiejszym tematem przewodnim będą tegoroczne nowości, dobrane jednak w sposób dość losowy. ;)

***

„Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia”„Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia”, Francis Lawrence (The Hunger Games: Catching Fire; 2013)
Choć swego czasu bardzo narzekałam na książki Suzanne Collins, które mam za przereklamowane i kiepsko napisane, całkiem lubię filmy powstałe na ich podstawie. Pierwszy był zupełnie w porządku, drugi zaś ― lepszy od swojego poprzednika. Dużo spokojniejszy, poważniejszy, chwilami bardzo emocjonalny. Trzeba jednak przyznać, że tak na dobrą sprawę moja przychylność wobec tych ekranizacji wynika w głównej mierze z sympatii do Jennifer Lawrence i niektórych kreacji drugoplanowych (Woody Harrelson, Donald Sutherland, Stanley Tucci). Gdyby zaś wykreślić z fabuły dwóch typków o maślanych oczach, nie miałabym nic przeciwko. Wręcz przeciwnie ― większość ich scen, zwłaszcza Gale’a, była niestrawna i kiczowata. Kiedy świat staje w ogniu, prezydent chce zabić twoją rodzinę, a ty masz wziąć udział w kolejnych igrzyskach i najprawdopodobniej zginąć ― to chyba nie najlepsza pora, by zastawiać się, który z chłopiąt bardziej ci się podoba. Na całe szczęście film ponownie poradził sobie z tymi wątkami lepiej niż powieść, a brak irytującej narracji pierwszoosobowej, w której Katniss powtarzała ciągle to samo, był niewątpliwym plusem. Dodajmy do tego bardzo efektywną stronę wizualną i sprawną reżyserię. Na dwuczęściowe zakończenie ‚trylogii’ nie czekam z zapartym tchem, ale pewnikiem nie odmówię sobie sięgnięcia po nie. Choć to rozdrabnianie się ze względów innych niż finansowe nie do końca pojmuję.

„Kick-Ass 2”„Kick-Ass 2”, Jeff Wadlow (2013)
Udany następca części pierwszej, a zarazem kolejna komiksowa ekranizacja, z której ta komiksowość aż się wylewa (oparta na dostępnej także w Polsce serii Marka Millara i Johna Romity Jr.). Znajdziemy w niej brutalny humor, przerysowane do granic postacie superbohaterów i ― szczególnie ― superwrogów, a także olbrzymi dystans do historii, która na dobrą sprawę nie jest ani oryginalna, ani zaskakująca, ani błyskotliwa, ale podana w sposób tak wyrazisty, że nikogo nie pozostawi obojętnym. Przed seansem warto dowiedzieć się, co tak właściwie widz decyduje się oglądać, ponieważ kontrowersyjna konwencja równie wielu zniesmacza, co zachwyca, a internetowe wypowiedzi pełne są głosów oburzenia na temat niesmacznych żartów i nadmiaru brutalności. Fani komiksów, kinowych zabaw i ironicznej przemocy w tarantinowskim stylu powinni być jednak zadowoleni. Co prawda zabrakło nieco świeżości części pierwszej, a starsza Hit-Girl nie jest już równie urocza, co kilka lat temu, wciąż jednak można się podczas seansu dobrze bawić i kibicować grupie najmniej superbohaterskich superbohaterów.

„Dary Anioła: Miasto kości”„Dary Anioła: Miasto kości”, Harald Zwart (The Mortal Instruments: City of Bones; 2013)
Do dziś nie przestaję się zastanawiać, po co w ogóle oglądałam ten film. Chyba tylko w tym celu, byście wy nie musieli. Oraz rzecz jasna by dowiedzieć się, o co tyle krzyku; seria książek Cassandry Clare jest jedną z najpopularniejszych młodzieżówek urban fantasy, także w naszym kraju, gdzie niecierpliwe fanki bombardują forum Wydawnictwa MAG żądaniami kontynuacji. Ekranizacja była więc tylko kwestią czasu. A w niej? Marysuistyczni bohaterowie, klisze klisz, emo nastolatkowie w czarnych ciuchach zrzucający złowrogie spojrzenia, wampiry, wilkołaki, demony, motyw „jestem twoim ojcem”, motyw „to twoja siostra”, i tak dalej ― wszystko to, co każdy już dawno widział. Uczciwie warto wspomnieć, że w produkcji znalazło się miejsce także dla kilku ironicznych przebłysków i zabawnych komentarzy (a nawet dla Jana Sebastiana Bacha walczącego z demonami), ale to zdecydowanie za mało, by całość była strawna i godna polecenia.

„Don Jon”„Don Jon”, Joseph Gordon-Levitt (2013)
Film obejrzałam mimo wcześniejszej lektury mieszanych recenzji z uwagi na osobę Josepha Gordona-Levitta, który nie tylko wcielił się w główną rolę, lecz także odpowiadał za scenariusz i reżyserię. Miało być trochę komediowo, trochę dramatycznie ― a wyszło niestety bardzo nijako. Ani do śmiechu, ani do płaczu. Początek zapowiadał ironiczne podejście do schematów komedii romantycznej, i choć w pewnym sensie był to całkiem udany motyw, to dość szybko film zaczął pożerać własny ogon. Sam temat uzależnienia od pornografii i problemów z budowaniem długotrwałego związku jest naprawdę dobry, ale druga połowa produkcji wypada strasznie blado pod względem fabuły i pomysłu. A może tylko mnie w ogóle nie podszedł wątek z Julianne Moore? Po kilkudziesięciu minutach zaczyna nużyć także powtarzalność formy. Film tylko dla zagorzałych fanów Gordona-Levitta i zjawiskowo wyglądającej Scarlett Johansson.

„Labirynt”„Labirynt”, Denis Villeneuve (Prisoners; 2013)
Jeden z najlepszych tegorocznych filmów spośród tych, które gościły już na naszych kinowych ekranach. W pozornie spokojnym, niewielkim miasteczku, dochodzi do porwania dwóch dziewczynek. Podejrzenia natychmiast padają na jednego z mieszkańców, policja jednak pracuje opieszale, więc jeden z ojców postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Brzmi wtórnie, ale wierzcie, to fantastycznie obsadzona i zagrana produkcja (moim faworytem jest Hugh Jackman jako krewki ojciec, inni chwalą też Jake’a Gyllenhaala w roli prowadzącego śledztwo detektywa), trzymająca w napięciu do ostatniej sceny, zaskakująca mimo dość banalnego zawiązania akcji i niejednokrotnie budząca moralny niepokój u widza podczas seansu. Do tego senne miasteczko, zimne barwy i gęsta, niepokojąca atmosfera. Obejrzyjcie koniecznie (ale nie czytajcie zbyt wiele na temat filmu wcześniej, by nie natrafić na spoilery!).

  • Agata

    Widziałam tylko Dary Anioła i była to strata czasu. Filmu nie uratował nawet Rhys-Meyers. Na Igrzyska miałam iść do kina już dawno, ale się odwlekło i pewnie w końcu wcale nie pójdę, bo zaraz „Hobbita” będą grali. Podoba mi się określenie o „typkach z maślanymi oczami” ;) W planach na święta mam zachwalany „Labirynt”.

    Pozdrawiam

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Na „Hobbita” też się wybieram w ramach pożegnania tegorocznego sezonu filmowego. :) Kolejne seanse dopiero w 2014.