Nieregularny przegląd filmowy #005

By | 18 maja 2013

Dziś przegląd kompletnie nietematyczny. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że coraz trudniej natknąć się na film niepowstający na podstawie czegoś — powieści, sztuki teatralnej, komiksu. Znak czasów? Zanik kreatywności filmowców? Większe zyski dla wytwórni? A może po prostu tyle ciekawych materiałów można zaczerpnąć z innych źródeł, że nie ma sensu wymyślać niczego nowego? Gwiazdą wpisu jest rzecz jasna najnowsza adaptacja „Wielkiego Gatsby’ego”, tym razem według wizji Baza Luhrmanna — kto widział jego „Romeo i Julię” i/lub „Moulin Rouge!”, wie, że na pewno nie będzie to zwyczajna ekranizacja. Zapraszam do lektury!

***

„Piękne istoty”„Piękne istoty”, Richard LaGravenese (Beautiful Creatures; 2013)
Nie do końca wiem, czemu w ogóle zdecydowałam się oglądać ten film. Przeważyły chyba role Jeremy’ego Ironsa i Emmy Thompson, które — choć drugoplanowe — są z całego tego obrazu najbardziej godnym uwagi elementem. Drugą zaletę może stanowić krytyka małomiasteczkowej społeczności, a trzecią — klimat Południa USA, z wojną secesyjną w tle i rewelacyjnym akcentem aktorów. Cała reszta to niestety potworna sztampa, jakich mnóstwo: nastoletnia Wielka Miłość (z obowiązkową kliszą „chcemy być ze sobą, ale nie możemy”), magia bez ładu i składu, trwająca od pokoleń klątwa, zło złe dla samego zła i jednowymiarowi bohaterowie. Podsumowując — trochę wyższa półka niż „Zmierzchy”, ale to wciąż tylko paranormalny odmóżdżacz, więc lepiej w tym czasie, śladem głównego bohatera tegoż filmu, poczytać powieści Vonneguta.
Pierwowzór: Jak się dowiedziałam po obejrzeniu, pierwowzorem był noszący taki sam tytuł jak film pierwszy tom kolejnego modnego cyklu paranormalnego — Kronik Obdarzonych. Brzmi idiotycznie, ale widocznie tak w tej branży trzeba. Czytać nie zamierzam.
Podobne produkcje: Pewnie sporo — i pewnie nie warto. Nie próbujmy więc ich sobie przypomnieć.

„Now is Good”„Now is Good”, Ol Parker (2012)
„Now is Good” to z kolei przykład na to, jak dobrze zrealizować temat trudny, a zarazem dość oklepany. Mamy śmiertelnie chorą siedemnastolatkę, która rezygnuje z nieprzynoszącego efektów leczenia białaczki i postanawia przeżyć pozostałe jej chwile życia tak intensywnie, jak to możliwe. W przyspieszonym tempie przechodzi dość typowy, nastoletni bunt — wymykanie się z domu, narkotyki, drobna kradzież w sklepie — oraz przeżywa pierwszą miłość. Ciekawsze od tego wszystkiego są jednak relacje Tessy z rodzicami, którzy kompletnie nie potrafią poradzić sobie z chorobą i perspektywą śmierci córki. Choć w gruncie rzeczy bohaterowie chcą jak najlepiej, to nie umieją ze sobą rozmawiać, nie umieją dać sobie rady z całym nawałem niełatwych emocji. I to jest w tym filmie szczególnie dobre — proza tego, jak trudno porozumieć się z ludźmi, szczególnie tymi, którzy są w życiu najważniejsi. Oczywiście, trochę lukru się w filmie znalazło, ale w jak najbardziej akceptowalnych dawkach. Jeśli więc lubicie sobie popłakać podczas seansu, to ten tytuł będzie jak znalazł.
Pierwowzór: Powieść Jenny Downham „Zanim umrę”.
Podobne produkcje: Oglądałam dawno temu dość podobny film — „Szkołę uczuć”, czyli „A Walk to Remember”. Jakie to było złe! Zestawienie tych dwóch produkcji to wręcz idealny przykład tego, jak można ten sam temat przedstawić w sposób wzruszający i prawdziwy, a jak w cukierkowy do niestrawności i obrażający inteligencję widza. Od tego drugiego lepiej trzymać się z daleka.

„300”„300”, Zack Snyder (2006)
Przyznaję, że lubię filmy Snydera — a to chyba jeden z tych twórców, którzy dość mocno dzielą odbiorców na fanów i zniesmaczonych. Jego „300” to w gruncie rzeczy blisko dwugodzinna masakra, ale masakra w jakim stylu! Tu na każdą odciętą głowę i przeciętą tętnicę aż miło popatrzeć. Samą fabułę, jak i zakończenie, zna każdy, kto chodził na lekcje historii w pierwszej klasie gimnazjum, ale mimo to bardzo łatwo wyrzucić to z pamięci i dać się porwać wydarzeniom przedstawionym na ekranie. Z drugiej strony, daleka jestem od obwoływania tego filmu (czy szerzej — tego typu kina) mianem arcydzieła. To specyficzny typ rozrywki — co prawda dla wielu zachwycającej wizualnie i koncepcyjnie — ale tylko prostej rozrywki. Trzeba też przymknąć oko na typowe patetyczne przemowy i wybielanie wizerunku Greków, którzy w rozrachunku wcale nie byli lepsi od Persów, a wymowa samej potyczki zależy wyłącznie od punktu widzenia. Niemniej, jeśli się takie widowiska lubi — i jeśli lubi się efektywne odcinanie kończyn — to warto rzucić okiem.
Pierwowzór: Powieść graficzna autorstwa Franka Millera.
Podobne produkcje: Moje skojarzenie jest oczywiste — cztery sezony Spartacusa ze stacji Starz. Choć to produkcja jeszcze bardziej bezkompromisowa jeśli chodzi o przedstawienie przemocy i erotyki. Ale jako że ostatni sezon serialu jest zaskakująco dobry, to polecam miłośnikom konwencji.

„Wielki Gatsby”„Wielki Gatsby”, Baz Luhrmann (The Great Gatsby; 2013)
Z dużą niecierpliwością czekałam na ten film — ale i z dużym zaniepokojeniem. Filmy Baza Luhrmanna, które wcześniej oglądałam, wzbudziły bowiem we mnie dość różnorodne odczucia: adaptacja „Romea i Julii” wydała mi się średnio trafiona, za to „Moulin Rouge!” plasuje się w czołówce moich ulubionych musicali. Wracając jednak do Gatsby’ego… Najtrafniej umieścić go chyba gdzieś w połowie skali między wspomnianymi wyżej produkcjami. Z jednej strony wszystko zdaje się być koncepcyjnie zapięte na ostatni guzik — pełne przepychu i kolorów, efektowne zdjęcia, odpowiednie tempo opowiadanej historii, świetne połączenie klimatu lat 20. i jazzowych rytmów ze współczesną muzyką. (O ile przed seansem nie byłam do ścieżki dźwiękowej przekonana, tak po nim pozostaję urzeczona). Do tego fantastyczne kostiumy i świetna postać tytułowego bohatera w wykonaniu Leonarda DiCaprio. Czegoś jednak zabrakło — i to bardzo enigmatycznego czegoś. Jakiejś iskry, spajającej to wszystko. Emocji, które w kilku scenach wypierała nadmierna krzykliwość i jarmarczność. Przejęcia losami bohaterów. Film, choć poprawny, choć audiowizualnie z pewnością godny uwagi, nie ma jednak w sobie tej siły wyrazu, którego po nim oczekiwałam. Ale i tak polecam wybranie się na seans — byle po wcześniejszej lekturze książki.
Pierwowzór: Powieść Francisa Scotta Fitzgeralda, amerykański klasyk wydany w 1925 roku. Króciutka, więc nawet dla nienałogowych czytaczy powinna zostać pozycją obowiązkową.
Podobne produkcje: Nie jest to rzecz jasna pierwsza ekranizacja głośnej książki; sama planuję jeszcze obejrzeć wersję z Robertem Redfordem z 1974 roku — przez wielu uznawaną za najlepszą.

8 thoughts on “Nieregularny przegląd filmowy #005

  1. Bacha85

    Wielki Gatsby, jako jedyny z tej wyliczanki kusi mnie na seans. Książkę niedawno czytałam i ciekawa jestem Leonarda DiCaprio. (wprawdzie szczerze go nie lubię, ale talent to on jednak ma :))

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      To ja mam akurat odwrotnie, aktora szczerze lubię od obejrzenia „Aviatora” – imho naprawdę genialna rola. No i dość ciekawie filmy dobiera (a przynajmniej większość w moim guście :D).

  2. Immora

    „Piękne istoty” to jakaś porażka :P Czytałam powieść i już ona była beznadziejna, a ten film… Nieporozumienie. Na Gatsby’ego nie czekam jakoś strasznie, do kina nie pójdę, ale potem zobaczę.

    Reply
  3. Agata P

    „Piękne istoty” czytałam, bardzo słaba książka i zmarnowane kilka dni. Nastawiałam się, że film będzie lepszy (ze względu na Ironsa i Thompson), ale chyba nie będę marnować kolejnych dwóch godzin, zamiast tego obejrzę „Wielkiego Gatsby’ego”. Zaciekawiłaś mnie „Now is Good”, do „Szkoły uczuć” mam sentyment z lat młodości ;) ale zdaję sobie sprawę, że nie jest to wybitny film.

    Reply
  4. Serenity

    Dopiero teraz obejrzałaś 300? O.o
    Trailer Wielkiego Gatsby’ego szalenie pozytywnie nastawił mnie do tej produkcji i strasznie bym chciała go zobaczyć, ale po przeczytaniu Twojej opinii trochę się zaniepokoiłam.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Ja wiem, że trochę wstyd, ale miewam jeszcze gorsze zaległości – przykładowo, w kwietniu oglądałam „Gladiatora” i „Braveheart”, a to też już chyba widział każdy. :D No i jest jeszcze grupka filmów, których wciąż nie widziałam, a które też już pewnie wszyscy widzieli, ale tu to się w ogóle nie przyznaję. ^^

  5. Bacha85

    Ja też nie widziałam Gladiatora i Bravehaert :) są w wiecznych planach… (w sumie 300 też jeszcze nie widziałam…)

    Reply
  6. Radosia

    Wielki Gatsby bardzo mnie ciekawi i wybiorę się na to do kina – może nie ma najlepszych recenzji, i wiele osób tak jak Ty wspomina, że jest bardziej kolorowo i efektownie niż angażująco emocje, ale właśnie taki film chciałabym w kinie zobaczyć:)
    300 to film, który mi się podobał, ale nie zrobił na mnie aż tak wielkiego wrażenia. Ostatnio widziałam go ponownie, jak w TV leciał i dopiero teraz zauważyłam, że gra tam aktorka znana z roli Cersei w Grze o Tron:)
    A pierwszych dwóch filmów nie widziałam, Now is Good zapewne obejrzę, ale Piękne istoty, hmm. wszystko zależy od tego, czy obecność Jeremy’ego Ironsa będzie wystarczająca, jak znajdę czas na obejrzenie tego. A ostatnio wzięłam się za systematycznego oglądanie zaległych produkcji, które mam i od dawna powinnam je zobaczyć :)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *