„Ms. Marvel Vol. 1: No Normal”, G. Willow Wilson, Adrian Alphona

By | 6 grudnia 2014

Stało się. Spodziewałam się, że ten dzień prędzej czy później nastąpi, nie podejrzewałam jednak, że będzie miał miejsce już w tym roku. Tymczasem pierwszego grudnia zostałam szczęśliwą posiadaczką konta w Marvel Unlimited ― co oznacza nieograniczony dostęp do wszystkich możliwych komiksów wydawnictwa. O samej usłudze porozmawiamy innym razem, dzisiaj zaś chciałabym się skupić na pierwszym tytule, który dogłębnie mnie oczarował, inaugurując tym samym ― cykliczne w swym zamierzeniu ― pisanie o komiksach dla początkujących, do których oczywiście i ja się zaliczam. Dobrze wiem, że w komiksach Marvela, ich przedziwnej numeracji, pojawiających się i znikających seriach, można bardzo szybko się pogubić. Sama czynię to regularnie. Aby więc oszczędzić gubienia się innym i zachęcić nieprzekonanych ― niniejszym postanawiam relacjonować Wam moje przygody z komiksami. Z naciskiem na tomy, do których warto siąść bez długich przygotowań, nie zastanawiając się, od czego tu zacząć i czy trzeba czytać równolegle także inne tytuły. Zapraszam!

***

Ms. Marvel Vol. 1: No NormalWybór komiksu, który zostanie moją pierwszą lekturą natychmiast po dorwaniu się do Marvel Unlimited, był banalnie prosty ― zbierająca liczne pochwały seria „Ms. Marvel” z 2014 roku, z zupełnie nową bohaterką, niepowiązaną z całym uniwersum. Choć i niezupełnie zieloną w temacie. Kamala Khan, nasza protagonistka, jest bowiem wielką fanką Avergers i autorką fanfików o Iron Manie, Kapitanie Ameryce i pozostałych. Rozpoczyna swoje przygody trochę z podobnej pozycji co czytelnik, który ma ogólne wyobrażenie o świecie superbohaterów, ale nie zna go od podszewki. Perspektywa idealna!

Pozachwycajcie się spadającą z drzewa wiewiórką razem ze mną.

Pozachwycajcie się rysunkami razem ze mną.

Kim jest Kamala?

Nastolatką mieszkającą w New Jersey, Amerykanką pakistańskiego pochodzenia, Muzułmanką wychowywaną przez dość surowych, ale kochających rodziców. Nie brzmi jak wstęp do typowego komiksu superbohaterskiego, czyż nie? Ale ile można czytać o łaknących zemsty sierotach, o naukowcach-geniuszach czy milionerach zbudowanych niczym greckie posągi. Nowa Miss Marvel jest na wskroś zwyczajna. Chodzi do szkoły, ma kilku przyjaciół i kilku wrogów, żadnej traumy na koncie, a jej największym problemem jest zakaz pójścia na wieczorną imprezę. Wciąż szuka swojego miejsca w gronie rówieśników, trochę boryka się z samoakceptacją, próbuje pogodzić rodzinne tradycje i kulturową przynależność z dobrze znaną chyba każdemu, kto był kiedyś natolatkiem, potrzebą bycia akceptowaną przez środowisko.

Spójrzcie na mimikę postaci w tle!

Spójrzcie na mimikę postaci w tle!

O co chodzi?

Gdy na skutek nieco pochopnie wypowiedzianego życzenia (będącego w istocie idealną ilustracją motywu „be careful, what you wish for”) Kamala zyskuje supermoce pozwalające zmieniać wygląd i rozmiar całego ciała lub wybranych jego częsci, do jej codziennych problemów dochodzi sekretna tożsamość i próba okiełznania nowych umiejętności. Dziewczyna chce oczywiście czynić dobro i nie potrzebuje wujka Bena, by wiedzieć, że moc wiąże się z odpowiedzialnością. Błyskawicznie popada jednak w kłopoty, a im bardziej się stara, tym gorzej się to kończy. Szlaban w domu, koza w szkole, postrzał w brzuch już przy pierwszej próbie zatrzymania sklepowego rabusia. W dodatku jakie te stroje są niewygodne! Zbyt ciasne i skąpe, z niepraktycznym i niewygodnym obuwiem w komplecie. Istny koszmar!

Nie mam pojęcia, czemu Iron Man i Kapitan trzymają zwierzaki, ale to takie urocze!

Nie mam pojęcia, czemu Iron Man i Kapitan trzymają zwierzaki, ale to takie urocze!

Jak to wygląda?

Przeuroczo. Tylko tak, jednym słowem, potrafię podsumować rysunki Adriana Alphony. Są miękkie, utrzymane w ciepłych barwach, często upraszczają mimikę postaci (ale jakże wymowną ją czynią!). Szalenie pasują do opowiadanej historii i głównej bohaterki. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że najpierw przeczytałam cały zeszyt, a później strona po stronie oglądałam go jeszcze raz, omijając dymki, a wzrok skupiając wyłącznie na rysunkach. Kamala w wykonaniu Alphony jest nieco łamagowata i zagubiona, dość pokracznie próbuje zapanować nad swoimi mocami (a to jej nogi stają się nienaturalnie cienkie, a to pięści nieproporcjonalnie wielkie). Nie potrafię się też nie uśmiechać, dostrzegając niektóre szczegóły drugiego planu ― a to jakieś zabawne szyldy czy wywieszki, a to zwierzęta, które można określić tylko jednym słowem: adorkable. No i te krzywe kadry, z ramkami jakby odręcznie rysowanymi! Obiecałam już sobie, że przeczytam wszystko, co wyjdzie spod pióra tego rysownika.

Sowa na drugim planie!

Sowa na drugim planie!

Jak to czytać?

Bardzo prosto. Szukamy serii Ms. Marvel z roku 2014. Zaczynamy od zeszytu z jedynką na okładce, a potem sukcesywnie bierzemy się za kolejne. Nowy zeszyt wychodzi raz w miesiącu, w tej chwili dostępne jest dziewięć (dla posiadaczy zwykłych kont Marvel Unlimited ― pierwsze cztery z uwagi na półroczne opóźnienie). Możemy też kupić pierwszy tom o podtytule „No Normal”, który zbiera zeszyty 1-5, stanowiące fabularną całość. Tom drugi, „Generation why” z zeszytami 6-11, powinien zaś ukazać się pod koniec marca.

Okładki zeszytów 1-5, czyli tych zebranych w pierwszym tomie

Okładki zeszytów 1-5, czyli tych zebranych w pierwszym tomie.

Czy warto?

Po stokroć ― tak! Nawet jeśli nie czytacie komiksów. Nawet jeśli nie wiecie nic o świecie Marvela. Czy jakimkolwiek innym komiksowym uniwersum. Albo jeżeli znudzili się wam śmiertelnie poważni, ratujący świat, generyczni herosi. Może szukacie czegoś innego, lekkiego, z niesztampową bohaterką i perspektywą bliższą czytelnikowi. Ja wiem już, że cyfrowy dostęp do w tym przypadku za mało ― i gdy tylko ukaże się drugi tom, od razu kupuję obydwa. Wam gorąco polecam to samo. Nie można nie pokochać Miss Marvel!