Masakra na mitologii — „Starcie Tytanów”

By | 30 kwietnia 2010

Znacie mit o Perseuszu? Greckim herosie, który uciął głowę Meduzie, pokonał morskiego smoka, poślubił Andromedę, przypadkiem zabił własnego dziadka, a potem został królem i żył długo i szczęśliwie? Znacie? Jeśli tak – zupełnie niepotrzebnie. Hollywood po raz kolejny postanowiło bardzo swobodnie potraktować dorobek antycznej cywilizacji, ze znanego mitu zaczerpnięto więc niektóre imiona i sytuacje, połączono ze sobą na chybił-trafił, a braki uzupełniono pomysłami wyjętymi z teczki oznaczonej etykietką „to się z pewnością dobrze sprzeda”. I tak powstało Starcie Tytanów.

W telegraficznym skrócie – Grecy strzelili focha i nie modlą się już do bogów. Hades postanawia dać im nauczkę, przy okazji zaś próbuje zemścić się na swym bracie Zeusie za niegdysiejszy niesprawiedliwy podział obowiązku i przydzielenie mu Tartaru. Zeusowy syn Perseusz nie pała sympatią do stryjka Hadesa, który przypadkiem zabił jego przybraną rodzinkę, staje więc po stronie ludzi, postanawia pomóc mieszkańcom Argos i pokonać Krakena – morskiego potwora, pupila boga podziemi. Po drodze przewijają się znane motywy czy postaci, jak Meduza, starki, Andromeda czy pegaz, odpowiednio zmodyfikowane, ale nie wiadomo właściwie, w jakim celu. Najbardziej na tych zabiegach ucierpiała Io, w mitologii rzeczna nimfa i kochanka Zeusa, niemająca właściwie związku z całą historią – ot, jeden z jej wnuków był królem Argos, po nim zaś władzę w polis przejął dziadek Perseusza. Sama Io w wyniku klątwy została przez zazdrosną Herę zamieniona w krowę, co na filmowe realia przełożyło się tak, iż nimfa jest nieśmiertelna i chodzi krok w krok za głównym bohaterem. Zaprawdę, podziwiam skojarzenia rodzące się w głowach scenarzystów. A to dopiero wierzchołek góry absurdów, jakimi raczony jest nieszczęsny widz.

Otóż nasz dzielny rybak Perseusz, który – jak sam kilkakrotnie podkreślał – nigdy nie trzymał w ręku miecza, już podczas pierwszej lekcji władania orężem pokonuje swojego nauczyciela, doświadczonego wojownika. Dzień później wszyscy słuchają jego rozkazów (mimo że prezentuje postawę nadętego buca, zaślepionego chęcią zemsty i obrażonego na cały grecki panteon) oraz patetycznych przemów, których rzecz jasna nie mogło zabraknąć. Do filmu wepchnięto także dżinny, których związków z mitologią nie stwierdzono (nawet ciocia wikipedia wie, że to wytwory kultury arabskiej, a nie śródziemnomorskiej) – i choć wzbudziły moją sympatię elokwentnymi wypowiedziami typu „Hrhhh” lub „Grhhh”, to jednak pasują do realiów jak pięść do nosa. Brakowało już tylko magicznej lampy, latającego dywanu i czterdziestu rozbójników. Czarę goryczy przelali zaś olimpijscy bogowie, błyszczący i świecący niczym tłajlajtowe wampiry – tak, ja wiem, że to pewnie modne w niektórych kręgach, ale, na bogów, są chyba jakieś granice!

Zalety? Cóż, po wyłączeniu mózgu zostaje całkiem przyjemna, relaksująca sieczka, pomijając fragmenty, kiedy na ekranie migają jakieś kolorowe smugi i nie do końca wiadomo, co się tak właściwie dzieje. Nie wiem, czy to też wina kiepskiej konwersji na 3D, czy też to osobna wada, ale jeszcze w żadnym filmie nie widziałam takiego chaosu i nieostrego obrazu. Miło było za to popatrzeć na duet Neeson-Fiennes w rolach zwaśnionych braci, ale sceny z ich udziałem to może z 10% całości, więc niewielka pociecha, oraz ujrzeć w epizodycznych rolach Nicholasa Houlta i Polly Walker. Przez pozostały czas resztki przyjemności z oglądania filmu ratują tylko niezwykle zgrabne łydki Sama Worthingtona, szkoda tylko, że zafundowano mu fryzurę „na dresa”, przez co odstaje na tle pozostałych długowłosych Greków i wygląda, jakby się urwał z innej bajki. Albo też przez cały czas za bardzo kojarzył mi się z Jake’iem Sullym z Avatara.

A jakby tego wszystkiego było mało, to oczywiście nie ma co liczyć na pełne zakończenie, a jedynie na wykrzyczenie widzowi w twarz: „To będzie trylogia, buhahaha! Przyjdźcie do kina jeszcze dwa razy, to może się dowiecie, jak się kończy!”. Ja jednak nie jestem pewna, czy chcę wiedzieć.

  • Tytuł: Starie tytanów (Clash of the Titans)
  • Reżyseria: Louis Leterrier
  • Scenariusz: Travis Beacham, Phil Hay, Matt Manfredi
  • W rolach głównych: Sam Worthington, Liam Neeson, Ralph Fiennes, Gemma Arterton
  • Rok produkcji: 2010
  • Czas trwania: 1 godz. 46 min.

4 thoughts on “Masakra na mitologii — „Starcie Tytanów”

  1. Daniel

    ja czekałem aż pojawi się tylko Kaya Scodelario ( Effy). No i pojawiła się… na 3 sekundy przy czym nie mówi ani słowa…

    Reply
  2. Oceansoul Post author

    Przyznam, że w trakcie oglądania nawet jej nie wyłapałam, dopiero jak czytałam spis, kto grał, to zobaczyłam jej nazwisko, ale i tak nie mogłam skojarzyć, kiedy ją pokazali. :D Ale skoro była 3 sekundy, to już się nie dziwię, że nie zauważyłam. Dobrze, że przynajmniej Hoult (znaczy Tony ^^) był trochę dłużej, przynajmniej do czasu, aż się nie zapatrzył w Meduzę. *^^*

    Reply
  3. dimmy

    ehhh komcio mi się skasował…

    chciałem powiedzieć, że uśmiałem się jak norka, czytając ten tekst :D no i podziękować, za uratowane dwie godziny mojego życia, bo filmu raczej nie obejrzę^

    Reply
  4. Oceansoul Post author

    Cała przyjemność po mojej stronie. ^^

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *