Supercalifragilisticexpialidocious! ― „Mary Poppins”

By | 20 stycznia 2014

Gdy w 1965 roku Julie Andrews odbierała Złotego Globa za rolę „Mary Poppins”, dziękowała… Jackowi Warnerowi, producentowi „My Fair Lady”[1]. To on, wybierając do roli Elizy Doolittle znaną już wówczas Audrey Hepburn zamiast czekającej na debiut w filmie kinowym Andrews, umożliwił Julie zagranie w produkcji Walta Disneya. Obsadzenie początkującej aktorki w roli nietypowej guwernantki okazało się strzałem w dziesiątkę; nie tylko zadowoliło niezwykle wymagającą autorkę książkowego pierwowzoru, Pamelę Travers, która musiała zatwierdzić każdy wybór filmowców, lecz także przyniosło filmowi uznanie widowni, krytyków i pięć Oscarów. W Stanach Zjednoczonych to produkcja kultowa, która dla Andrews stała się trampoliną do sławy, a wytwórni przyniosła olbrzymie zyski. Tymczasem w Polsce mało kto ją kojarzy, a jeszcze mniej osób zdecydowało się na seans. Najwyższa pora to zmienić!

„Mary Poppins”

Dzieci państwa Banks, Jane i Michael, nie należą do najgrzeczniejszych. Ich ciekawość świata i żywiołowość, a także uciekanie opiekunce podczas spacerów sprawiły, że kolejna już niania rezygnuje z pracy. Rodzice nie mają zaś czasu ich doglądać ― ojciec to typ poważnego bankiera, który w domu pragnie widzieć porządek i dyscyplinę, a matka jest zaangażowaną sufrażystką walczącą o prawo głosu dla kobiet w edwardiańskiej Anglii. Choć wszyscy członkowie rodziny tak naprawdę kochają się, każdy z nich mówi innym językiem i nie rozumie potrzeb pozostałych. Wtedy pojawia się Mary Poppins i stopniowo wprowadza nowy porządek, który odmieni życie Banksów. To guwernantka idealna ― potrafi zbudować swój autorytet, wie także, kiedy jest czas na zabawę, a kiedy na obowiązki. W ciekawym wypełnianiu dzieciom czasu wolnego pomaga jej dobry znajomy, Dick Van Dyke, lekkoduch podejmujący się przeróżnych zajęć, od ulicznego człowieka-orkiestry, po kominiarza. Całą czwórkę czekają magiczne przygody i nietypowe rozrywki.

„Mary Poppins”

„Mary Poppins” to w pierwszej kolejności produkcja skierowana do widzów najmłodszych, nie oczekujcie więc złożonego scenariusza czy zaskakujących zwrotów akcji. Ale też nie zniechęcajcie się przedwcześnie, próżno bowiem szukać wielu równie dobrych filmów familijnych. Magia tego obrazu jest wprost niesamowita, a choć od premiery minęło już pięćdziesiąt lat, to efekty specjalne ― które powstały przecież bez użycia komputerów ― nadal robią wrażenie. Nie sposób nie zachwycić się sceną, gdy bohaterowie piją herbatę, unosząc się wraz ze stołami i krzesłem pod sufitem, albo gdy podziwiają panoramę Londynu o zmierzchu, a w kolejnych oknach zapalają się światła. Warto wspomnieć także o dłuższej sekwencji łączącej występy aktorów z ręcznie rysowaną scenerią i postaciami zwierząt, zastosowanej na wiele lat przed tym, nim stało się to popularnym zabiegiem ― dziś nazywa się go „Efektem Królika Rogera”[2], choć „Kto wrobił Królika Rogera jest filmem późniejszym o 24 lata.

„Mary Poppins”

Same efekty nie wystarczyłyby jednak, by przenieść się w ten świat fantazji i na ponad dwie godziny uwierzyć w istnienie Mary Poppins. Taki stan jest zasługą przede wszystkim dwóch czynników ― fenomenalnej Julie Andrews, która stała się swoją bohaterką w każdym calu, oraz piosenek napisanych przez Richarda i Roberta Shermanów, dla których także był to debiut w filmie pełnometrażowym, a zarazem początek owocnej współpracy z Walt Disney Studios w tym zakresie (zawdzięczamy im choćby muzykę w licznych częściach „Kubusia Puchatka”, „Aryskotratach” czy „Księdze dżungli”). Wystarczy jednorazowe obejrzenie „Mary Poppins”, by potrafić zanucić większość utworów; podejrzewam, że nawet część osób nieznających filmu może kojarzyć choćby „Chim Chim Cher-ee” (laureat Oscara), „A Spoonful of Sugar” czy „Supercali-fragilisticexpialidocious”. To także z tego filmu pochodzi ukochana piosenka samego Walta Disneya, „Feed the Birds”, w której szczególnie zachwyca czterooktawowy głos Andrews.

Jeśli nie należycie do osób chronicznie unikających czy to kina familijnego, czy to musicali, z sentymentem wracacie za to do produkcji Disneya z czasów własnego dzieciństwa, powinniście koniecznie zapoznać się z najcudowniejszą guwernantką świata literacko-filmowego. To także idealny przykład filmu, któremu ani trochę nie zaszkodził upływ połowy wieku ― wciąż czaruje i zachwyca, a jego ścieżki dźwiękowej można słuchać nieprzerwanie. Przenieście się więc do świata, gdzie każdy kominiarz jest szczęśliwszy niż każdy bankier, a magiczne parasolki nie są niczym niezwykłym. A ja tymczasem zabieram się za dokument produkcji BBC o Pameli L. Travers[3], a potem oczywiście za „Ratując pana Banksa” ― nie mogę się doczekać!

  • Tytuł: Mary Poppins (Mary Poppins)
  • Reżyseria: Hamilton Luske, Robert Stevenson
  • Scenariusz: Bill Walsh, Don DaGradi
  • W rolach głównych: Julie Andrews, Dick Van Dyke, David Tomlinson
  • Rok produkcji: 1964
  • Czas trwania: 2 godz. 20 min.

[1] Źródło: http://www.youtube.com/watch?v=OPmVf6HPz00
[2] Źródło: http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/RogerRabbitEffect
[3] Też możecie go obejrzeć: http://www.youtube.com/watch?v=s3sqRDqVEBE

6 thoughts on “Supercalifragilisticexpialidocious! ― „Mary Poppins”

  1. Agata

    Kultowy film, zwłaszcza dla miłośników musicali i trochę wstyd się przyznać, ale nie widziałam…życie jest za krótkie :/

    Reply
    1. Oceansoul

      Też mam takie wrażenie, patrząc na liczbę fantastycznych książek, filmów, etc. Na całe szczęście najprawdopodobniej zostało go jeszcze trochę do wykorzystania. :)

  2. Megapodius

    Może do nieznajomości w Polsce przyczyniló się to, że przez pewien czas pokazywano go tylko z polskim dubbingiem, ktorego jakość jest taka jakiej można się spodziewać po polskim dubbingu.

    Reply
    1. Oceansoul

      Jeszcze kilka lat temu pewnie by do mnie ten argument przemawiał – ale dziś, gdy bez opóźnienia oglądamy seriale z całego świata, dotarcie do popularnego filmu to przecież żaden problem. Nie chce mi się wierzyć, że wszystkie inne filmy ludzie oglądają tylko w tv. ;) Prócz wersji internetowej jest też dostępne wydanie dvd, z tych tanich, w dwóch wersjach językowych i z dodatkami. Tymczasem niektóre gorzej dostępne i w ogóle niewydane u nas pozycje mają znacznie więcej widzów choćby na takim Filmwebie.

  3. Cebulka

    Nie chcę zabrzmieć snobistycznie, ale… książka lepsza :p Jest bardzo ciekawa i trzeba przyznać, że bardzo nietypowa. Będąc na studiach pedagogicznych nieraz aż mi się czoło marszczyło kiedy ją czytałem. Trochę trudno z dostępnością, ale myślę, że warto.

    Reply
    1. Oceansoul

      Bez obaw, w tym miejscu to żaden snobizm, z reguły też wolę książki od ich ekranizacji. :)
      Po „Mary Poppins” na pewno kiedyś sięgnę, na razie czekam na jakieś wznowienie wszystkich części w jednym tomie. Wiem, że już kiedyś takie wydanie było, ale obecnie pozostaje niedostępne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *