Jak trybiki w wielkiej maszynie — „Mars”, Rafał Kosik

By | 2 czerwca 2012

Nie jest łatwo napisać wciągającą powieść science fiction. Naukowcy są często marnymi pisarzami – a choć pomysłów mają wiele i umieją trafnie przewidywać rozwój technologiczny, brak lekkiego pióra uniemożliwia im wplecenie tych wizji w interesującą fabułę i poprowadzenie jej za pomocą wiarygodnych postaci. Z kolei pisarze-laicy mogą z łatwością utonąć w meandrach ‚science’, zepchnąć naukowość na trzeci plan lub też naszpikować przemilczeniami czy niewiarygodnościami. Na szczęście możliwe jest spotkanie książki, która nie razi ani logicznymi błędami, ani topornym stylem – wystarczy sięgnąć po „Marsa”.

Historia osnuta została wokół tytułowej planety, którą ludzkości udało się ostatecznie skolonizować. Egzystencja na Marsie nie należy jednakże do usłanych różami – mimo wieloletnich wysiłków wciąż brakuje tam roślinności, tlen musi być więc wytwarzany sztucznie, a suchy i gorący klimat, nieskalany ani jedną kroplą deszczu, nie tworzy szczególnie komfortowych warunków. W dodatku, to, co miało być początkiem nowego życia, świeżym startem dla wielu, szybko okazuje się powtórką tego, co tak dobrze znają z Ziemi – przepaść między bogatymi, których stać na luksusowe apartamenty i drogie jedzenie sprowadzane z ojczystej planety, a biednymi, wykonującymi mozolne prace fizyczne, powiększa się z każdym rokiem. Politycy są skorumpowani, a walka o władzę przysłania próbę polepszenia bytu mieszkańców.

Akcja powieści rozpoczyna się w 2305 roku, kiedy Mars stoi u progu przyjęcia kontrowersyjnej ustawy paliwowej, a jej zagorzały przeciwnik, senator Richard Griffin, usiłuje w tajemnicy doprowadzić do uderzenia komety o powierzchnię planety. W gąszcz politycznych spisków wplątane zostają przypadkowe osoby – Allen Ryan i Doris Westwood – ale bez obaw, to nie jest jedna z tych książek, w których dwójka bohaterów ocala ludzkość przed katastrofą, po czym odjeżdża w kierunku zachodzącego słońca. Allen i Doris to raczej trybiki w wielkiej maszynie, a choć znane są im rządowe sekrety – niewiele mogą zdziałać.

Intryga „Marsa” składa się z kilku warstw, a do jej rozwikłania potrzeba będzie wielu lat i kolejnych destrukcyjnych dla planety i jej mieszkańców wydarzeń. Choć utwór Rafała Kosika posiada znamiona thrillera politycznego, to jego najważniejszą płaszczyzną pozostaje ta socjologiczna, skoncentrowana na działaniach i mentalności ludzkości. Ludzkości, która wciąż popełniają te same błędy. W swej wymowie utwór pozostaje pesymistyczny; to ten typ science fiction, jaki odbiera ochotę na czynienie dalszych postępów technologicznych, szczególnie mających związek z przestrzenią kosmiczną i podporządkowywaniem sobie natury.

Debiutancką powieść Rafała Kosika czyta się jednym tchem. Pisarz może poszczycić się rzadkim darem prowadzenia narracji w sposób tak zajmujący, że kolejne strony i rozdziały pochłania się bez żadnego wysiłku. Stylistycznie nie jest to co prawda wyszukana uczta, ale solidne rzemiosło – jak najbardziej. Nieco gorzej prezentują się bohaterowie – są do bólu przeciętni, a ich relacje – przewidywalne. Można usprawiedliwić to jedynie faktem, iż to nie oni są w tej historii najważniejsi.

Jak najtrafniej scharakteryzować „Marsa”? To po prostu inteligenta literatura rozrywkowa – a niewiele takich pozycji trafia się na rynku. Kosik potrafi zaskoczyć, poruszyć, zaciekawić. Stworzył powieść idealną dla każdego, kto do science fiction podchodzi nieufnie, obawiając się pozycji nieprzystępnej, nielogicznej, nadmiernie skomplikowanej lub spłyconej. Nie można jednak zapominać, że to utwór nie o czerwonej planecie, podboju kosmosu czy technologicznym postępie, a o naturze ludzkiej.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Powergraph oraz Portalowi Insimilion.

15 thoughts on “Jak trybiki w wielkiej maszynie — „Mars”, Rafał Kosik

  1. viv

    Kurcze, kusisz niesamowicie. Mój Mars od czwartku stoi na półce. Aż zerknęłam przed chwilą na okładkę i widzę, że jest patronat Gildii, więc mam usprawiedliwienie, żeby szybko po niego sięgnąć ignorując resztę książek oczekujących na chwilę mojej atencji ;) Zwłaszcza, że aktualnie czytana Magia krwi okazała się męcząca i będę po niej potrzebowała czegoś ciekawego :)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Mnie Silaqui skusiła i nie żałuję, że przyspieszyłam swoje sięgnięcie po Kosika. :) W tym miesiącu mam zamiar spałaszować Vertical i Obywatela.

  2. Harashiken

    Ciekawe, ciekawe, kiedyś reszta pozycji Kosika na pewno zagości na moich półkach. Choć zbiór opowiadań „Obywatel…” zupełnie do mnie nie trafił to powieści zapowiadają się bardzo interesująco.

    Reply
  3. Agnieszka

    Nawet się zdziwiłam, że piszesz o debiutanckiej powieści Kosika, a to faktycznie jest wznowienie, a cały cykl Felix, Net i Nika wyszedł dopiero później… Poza pierwszym tomem wspomnianego cyklu, który mozolnie czytałam dzieciakom na głos, nie miałam jeszcze przyjemności z panem Kosikiem, choć przyznam, trochę kusi.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      A „Felixa…” jak oceniasz? Tylko dla młodszych czytelników czy starszym też się może podobać?

  4. Serenity

    A Ocia wciąż nie dorzuca linka do oryginalnej recenzji. Kochana może Twoje teksty w Insi będą miały wtedy więcej wyświetleń ;)

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Znaczy zamiast tego na stronę główną, to do konkretnej recenzji? ^^ Da się zrobić. :D

  5. Silaqui

    Czytając „Marsa” miałam nędzny, wręcz tragiczny pogląd na rodzimą SF. Kosik,choć w „Marsie” nie powala Herberta, to zachwyca. A im dalej w las, tym więcej drzew/Fenriry nie lubują Koska, ale mi sprawia przyjemność jego „fantastyczna” ewolucja. Marzę o „Obywatelu” – jeśli ten mnie znudzi, to zwątpię w siebie ^^

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      To nie mogę się doczekać kolejnych! Na drugi ogień pójdzie „Vertical”, na trzeci – „Obywatel”. A potem, mam nadzieję, wydadzą wznowienie „Kameleona”. ^^
      No i dziękuję za zarażenie mnie kosikomanią! ^^

  6. s1

    Pierwsza część książki jest ok, ale w drugiej postacie latają bez ładu i składu po całej planecie. Rozczarowałem się i zniechęciłem do Kosika niestety. Końcowy wniosek tez do mnie nie przemawia, nic samo się nie robi. Słabiutko, a szkoda bo pomysł był super. Może jeszcze kiedyś sięgnę po Kosika.

    Reply
  7. Leniwiec Gniewomir

    Shame on me, nie czytałem „Marsa”. Czas nadrobić. Zaraz po Matki Boskiej Pieniężnej do koszyka oprócz „Obywatela, który się zawiesił” trafi również „Mars”.

    Rzekłem.

    Reply
    1. Oceansoul Post author

      Powergraphie, jeśli to czytacie – jeden procent ze sprzedaży Kosikowych książek powinien trafiać do mnie za dobrą reklamę. Upomnę się kiedyś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *