Podsumowanie roku 2015 ― literatura

By | 2 stycznia 2016

Podsumowania! Jak już pewnie pisałam Wam mnóstwo razy, uwielbiam podsumowania! Bez zbędnego wstępu przejdźmy więc do informacji właściwych ― ile, gdzie, kiedy, a przede wszystkim: jak z jakością? Co udało mi się pochłonąć w ciągu minionych dwunastu miesięcy (i dlaczego tak mało). Oraz wykresy, gdyż kocham wykresy. Zaczynamy więc od części statystycznej (można pominąć, jeśli nie macie podobnej do mnie słabości do słupków i kół), by później przenieść się do części najlepszych i najgorszych. Do dzieła!

LITERACKIE PODSUMOWANIE ROKU 2015

W roku 2015 przeczytałam raptem 52 pozycje (pełną listę znajdziecie tutaj) ― co jest wynikiem najgorszym od czasu, kiedy zaczęłam zapisywać, co kiedy przeczytałam, czyli roku 2010. Daje to co prawda średnią jednej książki tygodniowo, ale patrząc choćby na tempo kupowania książek i ― przede wszystkim ― liczbę pozycji, które chciałabym w ciągu życia przeczytać, jest to wynik daleki od satysfakcjonującego.

2015ksiazki1

Czy mogę powiedzieć cokolwiek na swoją obronę? Zaczęłam całkiem pomyślnym styczniem, ale później trafiały się miesiące, gdy trudno mi było utrzymać tempo choćby jednej książki tygodniowo. Nie, nie wybierałam samych grubaśnych lektur liczących po tysiące stron. Po prostu czytywałam wyłącznie w komunikacji miejskiej, a w domu zajmowałam się innymi sprawami, z naciskiem na oglądanie, granie (w ostatnim kwartale roku) i spanie. Wiem więc, na czym muszę się skupić w 2016 roku ― na częstszym czytaniu po pracy. W przeciwnym razie czeka nas katastrofa.

2015ksiazki2

Co czytałam? Porównując z poprzednim rokiem, dużo mniej fantastyki, a znacznie więcej literatury współczesnej ― co spełnia moje ubiegłoroczne założenia (no, wreszcie jakiś sukces!). Do tego trochę klasyki, trochę komiksów i od czasu do czasu coś innego dla odmiany. Wśród lektur znalazło się też jedno tłumaczenie książki specjalistycznej, które po części tłumaczy moje kiepskie wyniki czytelnicze w czerwcu.

2015ksiazki3

Sprawdziłam też, jak prezentuje się kwestia pochodzenia autorów oraz lat pierwszego ukazania się drukiem przeczytanych przeze mnie tytułów. Zaskoczeń nie stwierdzono ― czytuję głównie Amerykanów, ewentualnie Brytyjczyków i Polaków (jako że blisko 70% autorów moich lektur to panowie, uznajmy męskie końcówki za uprawnione). Wciąż najczęściej sięgam po wydawnicze świeżynki i pozycje wydane w XXI wieku. Nieco uwagi poświęciłam też drugiej połowie XX wieku, ale zaniedbałam w zamian wszystkie wcześniejsze epoki.

2015ksiazki4
2015ksiazki5

I na koniec podsumowanie zakupowe (które nie zlicza ebooków). W roku 2015 udało mi się utrzymać podobny poziom gromadzenia nowych nabytków co rok wcześniej (co było znacznym postępem w stosunku do lat jeszcze wcześniejszych). W dalszym ciągu powiększam też zbiór komiksów, który liczy obecnie blisko dwieście pozycji. Cel przyszłoroczny? Może by tak spróbować zamknąć się w setce nabytków papierowych? Hej, spróbujmy!

2015ksiazki6

Pochylmy się teraz nad jakością dobranych lektur. Średnia wystawionych ocen wyniosła 6,86 w skali dziesięciostopniowej. Wystawiłam jedną 10, ale żadnej 1 i 2. Najwięcej było rzecz jasna ocen rzędu 6, 7 i 8, co oznacza lektury dobre i bardzo dobre. To może na przykładach! Pozwalam sobie zachować kategorie z zeszłego roku, które sprawdziły się wcale nieźle.

TOP 5: Największe zaskoczenia

2015ksiazki7

„Carrie”, Stephen King

Nie spodziewałam się, że pierwsza powieść Kinga zrobi na mnie takie wrażenie i wzbudzi tyle emocji. Okazało się jednak, że stosunkowo krótka historia o przemocy psychicznej niesamowicie mną zawładnęła, do tego stopnia, że bez większych starań przymknęłam oczy na pisarskie niedostatki debiutanta, a nastęnie w jeden weekend obejrzałam aż trzy ekranizacje tego tytułu, by porównać interpretacje różnych twórców. Było warto! [Link do artykułu]

„Czerwone koszule”, John Scalzi

Zwiedziona okładką, spodziewałam się military science fiction, które niekoniecznie okaże się lekturą w moim typie ― ale że autor uznany, a gatunek nieznany, chciałam spróbować. Koniec końców otrzymałam opowieść zarazem komiczną, jak i refleksyjną, przyjemnie niestandardową, a jednocześnie nawiązującą do klasyki science fiction, ze Star Trekiem na czele. Przyjemne, nietypowe, polecam.

„Marsjanin”, Andy Weir

Pamiętam, że ze sporą rezerwą podchodziłam do autora, który musiał opublikować swoją powieść własnym sumptem, zanim jakieś wydawnictwo spojrzało na nią przychylnie. Nie pomagała też rosnąca popularność „Marsjanina”, która rzadko otacza powieści fantastyczne trafiające w mój gust. Na całe szczęście, dowcipna książka Weira okazała się przyjemną rozrywką ― i kanwą równie przyjemnej ekranizacji. [Link do recenzji]

„Pożądanie”, antologia

Lubię antologie Powergraphu, ale z uwagi na tematykę sugerowaną przez podtytuł zbioru ― antologia opowiadań miłosnych, zmysłowych, erotycznych i dziwnych ― niepokoiłam się, co tak właściwie znajdę w środku. Opowiadania erotyczne i okładka rodem z Greya czy inszego badziewia to ostatnie, na co miałabym ochotę w literaturze, ale najwidoczniej był to konieczny zabieg marketingowy, który z uwagi na dobrą zawartość można wydawnictwu wybaczyć. A w środku naprawdę warte uwagi teksty m.in. Anny Kańtoch, Jakuba Nowaka czy Szczepana Twardocha.

„Szczygieł”, Donna Tartt

Na „Szczygła” trafiłam trochę przypadkiem ― pokaźnych rozmiarów książka z intrygującą okładką i informacją o zdobyciu Pulitzera 2014 przyciągnęła mój wzrok na jakiejś wystawie. Rzadko czytam literaturę tak bardzo współczesną, która nie zalicza się do fantastyki, ale dla tej pozycji zdecydowanie warto było zrobić wyjątek. Dzieło Tartt to bildungsroman z elementami thrillera i, co najważniejsze, ogromną dawką emocji i ciekawych relacji między postaciami. Z łatwością mogłabym zaliczyć tę pozycję także do grona najlepszych książek, jakie przeczytałam w minionym roku. [Opowiadam o książce w podcaście MyszMasz]

TOP 5: Największe rozczarowania

2015ksiazki8

„Dracula”, Bram Stoker

To był rok, kiedy postanowiłam nadrobić hurtem klasykę grozy ― czyli oryginalne opowieści o Frankensteinie, Jekyllu i Hydzie oraz Draculi. I to właśnie ostatnia z wymienionych lektur okazała się dla mnie najbardziej rozczarowująca. Największym jej grzechem jest rozwlekłość i idący za tym brak napięcia, przy jednoczesnym bardzo pospiesznym zakończeniu. Próba czasu nie wypadła dla Stokera szczególnie pomyślnie, zwłaszcza na tle wciąż porywających Shelley i Stevensona. Aczkolwiek coś mi mówi, że to kwestia wyłącznie osobistych preferencji, więc nie bijcie, proszę.

„Gwiazdy jak pył”, Isaac Asimov

Bardzo lubię Asimova, w poprzednich latach zaczytywałam się serią o robotach i w żadnym momencie nie narzekałam na archaiczność niektórych rozwiązań fabularnych czy zestarzenie się pewnych tematów. Wręcz przeciwnie, cykl wcale nie stracił na aktualności. Zachęcona sięgnęłam więc po najwcześniejszą trylogię autora poświęconą Galaktycznemu Imperium ― i tak bardzo odbiłam się od pierwszego tomu, że wciąż nie wiem, czy przebrnę przez dwa kolejne.

„Kto zabrał mój ser?”, Spencer Johnson

Gdyby Paulo Coelho pisał poradniki biznesowe, to napisałby „Kto zabrał mój ser?”. Alegoryczna opowieść o zmianach, w której występują myszy i ser ― brzmiało nieźle. Okazało się tragiczne, a każda z około osiemdziesięciu stron lektury była istną drogą przez mękę. I pomyśleć, że książkę znalazłam na jakiejś topliście pozycji związanych z zarządzaniem ludźmi… Mam nadzieję, że nikt nie weźmie sobie tego do serca, bo nie chciałabym spotkać na swojej drodze zawodowej wyznawcy historii o myszach w labiryncie.

„Morski trakt”, Ursula K. Le Guin

Zbiór opowiadań Ursuli K. Le Guin niemający nic wspólnego z fantastyką okazał się koszmarnie nudny i utwierdził mnie w przekonaniu, że ani opowiadania, ani historie o zwykłych ludziach nie są moim literackim konikiem. Choć książkę czytałam w lutym, to z pamięci wyparłam absolutnie wszystko, co dotyczy treści, a we wspomnieniach pozostało jedynie poczucie bezbrzeżnej nudy. Nie polecam, nawet jeśli traficie na tę pozycję w taniej książce.

„Ucząc psa czytać”, Jonathan Carroll

Uwielbiam Jonathana Carrolla od lat, ale jego ostatnia nowela (98 stron wydanych samodzielnie, poważnie!) zupełnie się nie udała. Co prawda znalazło się w niej kilka elementów, za które wszyscy fani kochają autora, jak choćby okruchy realizmu magicznego czy uroczy pies, ale całość nie miała ani ciekawej myśli przewodniej, ani nowatorskiej formy, ani zadowalającej długości. Zdecydowanie lepszym zabiegiem byłoby umieszczenie tego tekstu w kolejnym zbiorze opowiadań autora.

TOP 5: Najlepsze z najlepszych

2015ksiazki9

„Ciemny Eden”, Chris Beckett

Jedyna pozycja z Uczty Wyobraźni, jaką przeczytałam w tym roku (jaki straszny wstyd!). Na całe szczęście, godna uwagi, a do gustu powinna przypaść także tym osobom, które nie przepadają za najdziwniejszymi powieściami z tej serii wydawniczej. „Ciemny Eden” to opowieść o ludzie zamieszkującym obcą, nieprzyjazną planetę, skoncentrowana na podróży poznawczej młodego bohatera i przemyśleniach orbitujących wokół tematu nowe kontra stare, tradycja kontra postęp. Polecam, nie tylko zagorzałym fanom UW.

„Dzienniki gwiazdowe” & „Kongres futurologiczny”, Stanisław Lem

Jeśli w danym roku czytam cokolwiek napisanego przez Stanisława Lema, to jest to gwarancja, że ta pozycja znajdzie się potem w podsumowaniu roku wśród najlepszych tytułów. Tak było z „Bajkami robotów” i „Cyberiadą”, tak było z „Solaris”, a w tym roku tak jest z przygodami Ijona Tichy’ego, kosmicznego podróżnika, który oprowadzi nas po fantastycznych i częstokroć niezwykle dowcipnych pomysłach autora. Plan na 2016 ― koniecznie sięgnąć po kolejne dzieła Lema.

„Misery”, Stephen King

Jaka to była fantastyczna książka! Trzymająca w napięciu, budząca bardzo wiele emocji ― niekoniecznie tych łatwych, ale z całą pewnością tych, które na długo pozostają w pamięci. „Misery” utwierdziło mnie także w przekonaniu, że powinnam czytać więcej Kinga (i może nawet kiedyś dotrę do tych jego książek, które od lat kurzą się na regale). Jeśli miałabym wskazać jakieś osobiste literackie odkrycie roku, to byłby to właśnie King, do którego wcześniej podchodziłam z nieuzasadnioną rezerwą. [Link do artykułu]

„Ms. Marvel Vol. 2: Generation Why”, G. Willow Wilson

Jak dobrze wiecie, uwielbiam „Ms. Marvel” i z zachwytem pochłaniam kolejne zeszyty opowiadające o przygodach tej superbohaterki. Spośród trzech tomów, które czytałam w tym roku (2, 3, 4), moim zdecydowanym faworytem był tom drugi, w którym Kamala Khan mierzy się z wielką papugą i rozmyśla nad losami pokolenia Y. Za oprawę graficzną odpowiadają mój ulubieniec ― Adrian Alphona ― oraz całkiem niezgorszy Jacob Wyatt. Ach, no i to w tym tomie Miss Marvel poznaje Wolverine’a ― nie można tego przegapić! [Link do recenzji]

„Zabić drozda”, Harper Lee

Najlepsza powieść, jaką przeczytałam w 2015 roku ― ale jeśli mieliście okazję ją czytać, to pewnie nie dziwi Was ten werdykt. Powieść Harper Lee to poruszająca, wzruszająca i dająca do myślenia lektura, przywiązująca czytelnika do bohaterów i utrzymująca fabularne napięcie. Jeśli mielibyście po tym wpisie dać szansę jednej pozycji, którą polecam, to niech to będzie właśnie książka Harper Lee. Równocześnie ― po pierwotny zarys powieści, wydany w tym roku po dekadach leżenia w szufladzie pod tytułem „Idź, postaw wartownika”, raczej nie warto sięgać.

***

I tak właśnie wyglądał mój czytelniczy rok 2015. Jak podsumować go kilkoma słowami? Nadrobiłam trochę wstydliwych zaległości, poznałam kilka świetnych tytułów, regularnie staram się czytać komiksy, kupuję więcej, niż daję radę przyswajać. W 2016 chciałabym kupować mniej treści papierowych, których już naprawdę nie mam gdzie trzymać, a więcej elektronicznych. Jak pokazal mi ten rok ― i tak najwięcej czytam w drodze, a stosunek ebooków do papieru wśród lektur wyniósł 56% do 44%. Dobrze by też było przeczytać trochę pozycji, które odkładam już zdecydowanie zbyt długo. Ale co najważniejsze ― po prostu czytać! A jeśli będzie wśród nich dużo dobrych tytułów, to już w ogóle nie będzie na co narzekać. :)

  • Agata

    Jakie piękne te wykresy! :) Ja chyba w poprzednim roku też więcej oglądałam, bo przeczytałam o 11 mniej książek niż w 2014. Cóż poradzić skoro tyle dobrych seriali było. „Zabić drozda” koniecznie muszę nadrobić. Co do „Marsjanina” też miło się zaskoczyłam, bo chociaż większości żargonu technicznego nie rozumiałam to książka mi się podobała.

  • http://koziol.info.pl KoZa

    Uwielbiam te wykresy :D

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Ja też! :D Właśnie rysuję kolejne… :D

    • http://koziol.info.pl KoZa

      Teraz filmy, seriale czy gry? :-]

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Filmy. :)
      Seriale i gry pójdą razem i tak bardziej skrótowo, bo do gier to nawet wykresów nie mam! :<

    • http://koziol.info.pl KoZa

      To masz w takim razie dobry materiał na postanowienie noworoczne. :D

  • Agnes K.

    Czerwone koszule trochę mnie zwiodły, bo poprzednia książka Scalziego, jaką czytałam, postawiła wysoko poprzeczkę. Ale za to co do „Ciemnego Edenu” w pełni się zgadzam.

  • http://myszamovie.blogspot.com/ Mysza

    Spapuguję po Tobie wykresy, ok? :3 A w czym robiłaś?

    A co do Kinga – bardzo Ci doradzam spróbować sił z książkami Joe Hilla (syna Kinga). Obstawiam, że najlepiej abyś zaczęła od „Rogów”, potem „Heart-Shaped Box” (imho najlepsze), a potem spróbowała „NOS4A2″ lub zbiór opowiadań „Duchy XX wieku”. Ewentualnie, skoro lubisz komiksy, „Lock&Key” (oparte o Lovecrafta). IMHO Hill pod wieloma względami przebija swojego ojca – tam gdzie King potrzebuje często kilku akapitów by stworzyć klimat (nadal jestem zdania, że krótka forma mu nie wychodzi bo ma dobre pomysły, ale na stworzenie klimatu potrzebuje dużego rozbiegu), tak Hill potrafi mnie poruszyć/przestraszyć jednym zdaniem :)

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Jasne, śmiało. :) Robię wszystko w Excelu – przez cały rok prowadzę sobie spisy, potem generuję tabele przestawne i robię do tego wykresy. Tak, ja wiem, że to nie jest szczególnie normalne, ale najwidoczniej jestem prawdziwym analitykiem z powołania. :D

      O, Hilla chętnie sprawdzę. Zacznę najpewniej od „Lock & Key”, bo pierwszy tom nawet mam na półce. :) A potem spróbuję z powieściami.

    • http://myszamovie.blogspot.com/ Mysza

      A widzisz, taka spryciara – od razu w Excelu spisuje :D
      Nie bądź dla siebie taka surowa. Przypominam, że dla wyników konkursu Disneyowskiego zrobiłam dokładnie to samo!

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Widzisz, tylko że ja siedzę w Excelu od poniedziałku do piątku po kilka godzin, więc już w domu teoretycznie powinnam sobie darować takie „przyjemności”. A tymczasem jest wręcz przeciwnie, jak się tylko w pracy nauczę jakiejś nowej funkcji, to od razu myślę, jak by ją tu zaimplementować do moich tabelek z kulturą. :D

    • http://myszamovie.blogspot.com/ Mysza

      Ale Ty to masz fajnie – znasz różne funkcje i umiesz w tabelki. A mnie to zajmuje długie godziny prób i błędów :P

  • http://www.krimifantamania.blogspot.com/ Agnieszka Hofmann

    Aż mi się w głowie zakołowało od tych wykresów!… Podziwiam, naprawdę. W kategorii zaskoczenia zaskoczyłaś mnie tymi „Pożądaniami” czy jak im tam. Aż się zdziwiłam, że u Ciebie takie lektury, ale potem poczytałam i zdumiałam się jeszcze bardziej – proszę, takie nazwiska!
    Z pozostałych „zaskoczeń” nie znam jeszcze tylko Scalziego, ale mam w planach, bo czytałam niedawno „Wojnę starego człowieka” i bardzo mi się podobało. „Szczygła” słuchało mi się świetnie, „Marsjanina” pochłonęłam chyba w dwa wieczory :-)
    Zmartwiłaś mnie za to „Morskim traktem”, bo sobie kupiłam niedawno (Le Guin to, mogę śmiało to powiedzieć, chyba moja najulubieńsza pisarka fantastyczna”) w ramach kolekcjonowania wszystkiego tej autorki. No cóż, przynajmniej będę mogła powiedzieć, że mam całość :-)
    No i bardzo uradował mnie w zestawieniu debeściaków „Ciemny Eden”. Znakomita książka.

    • http://oceansoul.waw.pl/ Oceansoul

      Le Guin zakupiłam z kolei to piękne wydanie „Hein”, z którego to cyklu jeszcze nic nie czytałam. Nie mogę się doczekać! :)

      A co do „Szczygła”, to znasz może którąś z pozostałych powieści autorki? Bo z jednej strony mnie kuszą, ale z drugiej opisy fabuł jakoś mnie nie porwały, więc przydałaby się zaufana opinia. :)

    • http://www.krimifantamania.blogspot.com/ Agnieszka Hofmann

      Ja właśnie przypominam sobie ten cykl, ale wkurza mnie to tomisko – ciężkie, nieporęczne i sztywne, nie chce się otwierać tam, gdzie chcę. Wrrr. Ale powieści przepiękne. I tak aktualne, że aż się nie chce w to wierzyć.
      A Tartt przeczytałam tylko „Tajemną historię”, która mnie rozczarowała. Z trudem i na siłę dobrnęłam do końca, nie porwało mnie to zupełnie, wynudziło miejscami. A w sumie pomysł powinien się podobać – taka powieść akademicka, elitarny krąg, erudyci, i tak dalej. Choć znam osoby, których opinię cenię, którym się ta powieść bardzo podobała, więc nie wykluczam, że spodobałaby się i Tobie. „Małego przyjaciela” nie czytałam, to podobno najsłabsza z książek Tartt, więc już nawet mnie nie ciągnie. Zbyt dużego wyboru zatem nie mamy, a zważywszy, że autorka pisze każdą książkę po dziesięć lat, to na następną sobie poczekamy… :-)

  • Megapodius

    Ijon Tichy jest jak dla mnie jedną z ważniejszych i lpeszych kreacji Lema. Zgadzam se też jeśli chodzi o ciemny Eden i Czerwone Koszule

  • Katarzyna Prażmowska

    Zaintrygowana po SerialConie, postanowiłam wpaść na Twojego bloga i w jakiś sposób bliżej Cię poznać. To pierwsza notka, jaką przeczytałam i muszę przyznać, że sprawiła mi niesamowitą przyjemność, bo sama jestem zakochana we wszelkiego rodzaju listach, rankingach i zestawieniach! Chyba mnie zainspirowałaś do nieco głębszej analizy moich całorocznych przygód z kulturą :)

    • http://oceansoul.waw.pl/ Marta „Oceansoul” Najman

      Cześć, bardzo mi miło! :) A jednocześnie trochę wstyd, że ten blog taki opuszczony; to trochę tak, jakbym zapraszała gości do opuszczonego domu zasnutego pajęczynami. Niemniej mam nadzieję, że uda Ci się rozgościć i nie uciec. :)