Literackie podsumowanie 2013

By | 1 stycznia 2014

Dziś moja ulubiona kategoria ― literatura. Zaczynamy od podsumowań ilościowych (z wykresami, bo mam do nich słabość), potem przechodzimy do jakościowych, którym towarzyszą krótkie listy najlepszych i najsłabszych pozycji tego roku, by zakończyć ten wpis prezentacją „moich” książek i planami na rok 2014.

LITERACKIE PODSUMOWANIE ROKU 2013

Pod względem literackim mogę ten rok uznać za całkiem owocny. Przeczytałam 85 pozycji (o 5 więcej niż rok temu; średnio 7 miesięcznie; oto pełen spis), z czego 6 było albumami komiksowymi, 15 literaturą niebeletrystyczną, a 39 fantastyką. 37 z nich doczekało się recenzji, a 8 krótkiego omówienia w Nieregularnym przeglądzie. Sporo było wśród moich lektur tegorocznych nowości (blisko połowa, biorąc pod uwagę datę czytanego przeze mnie wydania). Dla lubiących porządek i wykresy (ja lubię porządek i wykresy!) ― przedstawiam poniżej słupki i koło.

ksiazki2013-6
ksiazki2013-5

Moja biblioteczka wzbogaciła się w minionym roku o rekordową liczbę nowych woluminów ― doszło aż 308 nowych pozycji (i dodatkowo skromne 10 e-booków), tak więc pełen księgozbiór liczy już 1428 tomów (a wolne miejsce na półkach prawie się wyczerpało). Największy udział miały w tym rzecz jasna moje zakupy, które podpadają chyba pod jakieś uzależnienie; zakupiłam 233 książki i 13 komiksów, 33 tytuły przygarnęłam do recenzji, a 29 otrzymałam w prezencie lub wymieniłam na Targach Książki. Nie ukrywam, że trochę przerażają mnie te wyniki i mam szczerą nadzieję, że w tym roku ograniczę napływ nowych pozycji. W przeciwnym razie trzeba je będzie zacząć gromadzić w garnkach i pod łóżkami, bo pozostałe miejsce będą już zajęte.

ksiazki2013-7

Pozostawmy jednak w spokoju zestawienia ilościowe, a skupmy się na ważniejszym aspekcie ― jakości. Sądzę, że tegoroczne proporcje między literaturą słabą a wartą poświęconego jej czasu wypadły nader zadowalająco. 5 książek nie otrzymało ode mnie żadnej oceny (nie czuję się w mocy, by oceniać pozycje, które współtworzę ― ale o nich szerzej w jednym z kolejnych akapitów), 16 z przeczytanych zaliczę do kiepskich lub przeciętnych (oceny 4-6), 53 do bardzo dobrych (oceny 7-8), a 11 do rewelacyjnych (oceny 9-10). W tej ostatniej grupie znalazły się:
• „Cyberiada” i „Bajki roborów”, Stanisław Lem ― czyli początek mojej przygody z twórczością Lema. Nie mogłam chyba trafić lepiej; zabawa językiem w wykonaniu pisarza połączona z treściami refleksyjnymi i otoczką sf to idealne zestawienie. Na pewno nie raz wrócę jeszcze do tych utworów, a na przyszły rok obiecuję sobie kolejne spotkania z autorem.
„Strażnicy”, Alan Moore, Dave Gibbons ― według wielu to najlepszy komiks, jaki kiedykolwiek napisano. Nie mam zbyt wielkiego porównania, ale dla mnie to dzieło kompletne i idealne, zarówno fabularnie, jak i graficznie. Czego nie da się powiedzieć o późniejszej serii prequeli (te są chwilami co najwyżej dobre, a często jedynie przeciętne).
• „Rok 1984” i „Folwark zwierzęcy”, George Orwell ― nie wiem, jak to zrobiłam, że tak późno przeczytałam te pozycje. Trudno mówić o antyutopiach, nie wspomniawszy Orwella i jego przerażających, bolesnych, a jednocześnie tak prawdziwych wizji.
• „Limes inferior”, Janusz A. Zajdel ― kolejna wstydliwa zaległość, którą z powodzeniem nadrobiłam. Rewelacyjna powieść, która z biegiem czasu nie straciła ani trochę na aktualności. Spotkania z twórczością Zajdla również zamierzam kontynuować w przyszłości, co po części zawdzięczam fantastycznej akcji BookRage i ich e-bookom.
„Portret pani Charbuque. Asystentka pisarza fantasy”, Jeffrey Ford ― z tego tandemu to powieść wywarła na mnie większe wrażenie. Pisać o malarstwie ― to trochę jak tańczyć o architekturze; a jednak Fordowi się udało. Do tego klimat Nowego Jorku końca XIX wieku i wspaniały, plastyczny styl.
„Jonathan Strange i Pan Norrell” ― współczesna fantastyka, której tak blisko do społeczno-obyczajowej powieści wiktoriańskiej, jak to tylko możliwe. Realizm, dbałość o szczegóły i dopieszczony w każdym calu styl autorki sprawiają, że zaczynamy wierzyć w to, iż wojny napoleońskie wygrano dzięki umiejętnościom magicznym Jonathana Strange’a.
„Kąpiąc lwa”, Jonathan Carroll ― nowa powieść jednego z moich ulubionych autorów. Trzeba było czekać na nią aż sześć lat, ale zdecydowanie się opłaciło. Przedziwna, enigmatyczna, symboliczna, oniryczna. Jednocześnie w stylu Carrolla, jak i znacznie odmienna od swoich poprzedniczek.
• „Życie Pi”, Yann Martel ― książka, dzięki której rzekomo można uwierzyć w Boga. Mnie utwierdziła w słuszności poglądów ateistycznych. Ponownie przekonałam się też, że częściej powinnam sięgać po powieści laureatów Nagrody Bookera, gust jurorów jest chyba dość zbieżny z moim.

ksiazki2013-4

Wspomnę też o kilku rozczarowaniach:
„Złomiarz”, Paolo Bacigalupi ― dokładnie to samo, co w „Zatopionych miastach”, tyle że ciut gorzej. Młodzieżowe powieści autora nie przekonały mnie do siebie, i to wcale nie dlatego, że nie lubię młodzieżówek z założenia. Te są po prostu zbyt jednowymiarowe i wtórne.
• „Ostatni jednorożec”, Peter S. Beagle ― ponoć klasyka fantasy. Dla mnie nudne i nijakie, całe szczęście, że takie krótkie. Może przeczytałam tę książkę po prostu o kilka lat za późno?
„Światło” i „Pusta przestrzeń”, M. John Harrison ― pierwszy autor z Uczty Wyobraźni, który tak bardzo do mnie nie trafił. Specyficzny styl, naturalistyczne obrazy i bohaterowie, którzy ani trochę nie dają się polubić czy nawet zrozumieć. Z tej trylogii tylko „Nova Swing” sprawiła mi względną przyjemność podczas lektury.
• „Lista moich zachcianek”, Gregoire Delacourt ― wygrałam ją w konkursie, była krótka, to przeczytałam siłą rozpędu przed sprzedażą. Sensu w tym za grosz, główna bohaterka tragiczna i odpychająca, a fabuła maksymalnie przewidywalna. Nie czytać, choćby Wam dopłacali.

ksiazki2013-2

Jeśli chodzi o moją aktywną rolę w literaturze, mam się czym pochwalić. Przetłumaczyłam pięć książek dla Wydawnictwa Helion (ostatnia nie ma jeszcze okładki i tytułu, więc się nią jeszcze w pełni nie pochwalę), a do tego siedem opowiadań science fiction, które ukazały się w antologiach Wydawnictwa Solaris „Złoty Wiek SF”. Aktualnie pracuję nad powieścią do serii Galaktyka Gutenberga, a na horyzoncie czai się do przekładu jeszcze kilka innych pozycji spod szyldu fantastyki. Zważywszy na to, że pracuję dopiero od półtora roku, jestem ze swoich postępów niezmiernie zadowolona.

ksiazki2013-1

Plany na rok 2014? Przede wszystkim chciałabym… mniej recenzować. Przy swoim stażu coraz częściej łapię się na tym, że z niechęcią patrzę na lektury obowiązkowe, które w określonym terminie trzeba przeczytać i skomentować. Pragnęłabym też nadrobić więcej starszych pozycji, zamiast koncentrować się w tak dużym stopniu na nowościach; najlepiej tych z własnej półki, zamiast wciąż tylko kupować i kupować. Poniżej przedstawiam kilka posiadanych już przeze mnie książek, do których najbardziej mi spieszno. Ograniczyłam się (z trudem!) tylko do dziesięciu tytułów:
• „Holocaust F”, Cezary Zbierzchowski ― po zbiorze „Requiem dla lalek” mam spory apetyt na kolejny utwór autora, zwłaszcza że to ponoć jeden z najlepszych powieściowych debiutów 2013 roku.
• „Intryga małżeńska”, Jeffrey Eugenides ― pokochałam autora za wspaniałe „Samobójczynie” (vel „Przekleństwa niewinności”), nie mogę więc doczekać się lektury jego najnowszej powieści.
• „Wyspa skarbów”, Robert Louis Stevenson ― wstyd nie znać. Potrzebuję także znajomości oryginału przed sięgnięciem po serial „Black Sails” i komiks „Long John Silver”. A do tego mam na półce piękne wydanie z ilustracjami.
• „Frankenstein”, Mary Shelley i „Dracula”, Bram Stoker ― jeszcze większy wstyd nie znać. Tym bardziej, że obydwie opowieści przemielono już na tyle sposób (a kolejne mielenia zostały już zapowiedziane), że chętnie dowiem się, jak tak właściwie wyglądały te historie w swym pierwotnym kształcie.
• „Nędznicy”, Victor Hugo ― cegła to straszna, więc moje szanse na lekturę maleją, ale marzę wciąż o poznaniu książkowego pierwowzoru mojego ukochanego musicalu. Poza tym, XIX-wiecznych powieści nigdy dość, a po angielskich pisarzach najwyższy czas na choć jednego francuskiego.
• „Solaris”, Stanisław Lem ― pora pójść o krok dalej i sięgnąć po kolejną powieść Lema. Masa osób wypomniała mi już nieznajomość jego najbardziej uznanego dzieła, trzeba więc wreszcie przestać się tłumaczyć i zacząć czytać.
• „Ektenia”, Emil Strzeszewski i „Rok po końcu świata”, antologia ― zeszłoroczne pozycje wydawnictwa Powergraph, które wyróżnia wyłącznie forma elektroniczna. Choć uwielbiam książki papierowe, zwłaszcza te w twardych oprawach, to lepiej dostać e-booka niż nie dostać nic, czyż nie? A i czytnik się cieszy, że nie leży w kącie i nie zbiera kurzu.
• „Złodziejka książek”, Markus Zusak ― książka od paru lat zdobi moją półkę, ale ciągle odwlekałam jej lekturę. Nadchodząca ekranizacja, którą planuję obejrzeć, zweryfikowała jednak moje plany, a powieść stała się jedną z priorytetowych lektur.

ksiazki2013-3

To oczywiście jedynie wierzchołek góry lodowej moich zaległości.

A jak wypadły Wasze literackie perypetie w 2013 roku? Macie jakieś książkowe postanowienia na 2014?

21 thoughts on “Literackie podsumowanie 2013

    1. Oceansoul

      Dzięki! :) Mam nadzieję, że 2014 będzie co najmniej tak samo dobry (choć pewnie nieprędko powtórzę swoje 104 książki z 2011 roku ;)).

    2. KoZa

      Ja bym chciał pocisnąć więcej książek w tym roku, skończyłem ostatecznie z jakimiś 22 (muszę jeszcze listę dokończyć). :] Z drugiej strony, obejrzałem sporo filmów, przeczytałem masę komiksów etc. więc czasu nie marnowałem. ;]

    3. Oceansoul

      O filmach będzie jutro, ale też jestem całkiem ze swoich zadowolona. :)
      Z komiksami powoli się rozwijam, co mam nadzieję pokaże przyszły rok. Choć ilościowo wyniki raczej bardzo imponujące nie będą, w tym przypadku nie potrafię pochłaniać jednego albumu za drugim.
      Najgorzej za to u mnie z grami, ale tu już czasowo nie daję rady.

    4. KoZa

      Ja miałem akurat zaskakująco bogaty w gry rok, chyba ostatni taki był wtedy, kiedy zawodowo pisałem o grach. :] A z komiksami mam tak, że jak się wkręcę, to i kilkanaście zeszytów potrafię na raz łyknąć.

  1. Agata

    Wyrabiasz normę kupowania książek pewnie dla 100 osób :P Prawie 20 książek miesięcznie – niesamowite :) U mnie pod tym względem znacznie mniej, ale i tak nie mam już miejsca w biblioteczce.Z Twoich najlepszych książek tego roku czytałam Orwella (genialny) i „Jonathana Strange’a…”, który również mi się podobał. Plany na ten rok masz ambitne, mnie z tej listy kuszą „Nędznicy”, bo też uwielbiam musical.

    Reply
    1. Oceansoul

      Powinnam chyba przenieść się do jakiegoś małego miasteczka i bibliotekę otworzyć z tymi zbiorami, skoro i tak nie nadążam z czytaniem… :D Chociaż nie, odpada, obcym bałabym się pożyczać. ^^

  2. Bacha85

    Złodziejka Książek, u mnie też grzeje półkę :), ale ponieważ dostałam ją do recenzji, więc niedługo się zabieram za lekturę :D Nędzników mam w mniej, lub bardziej odległych planach- muszę ich najpierw zdobyć, miałam skrót, (nie cierpię skrótów!) z którym pożegnałam się jakoś w tym roku. Wyspa Skarbów, podobnie, jak kolejne części też się u mnie kiszą, nie wiem, kiedy się doczekają przeczytania.
    W tym roku również po raz pierwszy przeczytałam Folwark zwierzęcy, jakimś cudem ominął mnie w liceum i sięgnęłam po niego dopiero teraz, za to rok 1984 już dawno za mną.
    Też powoli przymierzam się do podsumowania :D

    Reply
    1. Oceansoul

      Właśnie mnie uświadomiłaś, że istnieje coś takiego, jak skróty powieści, nie miałam pojęcia! Chociaż może to i lepiej, też wzdrygam się przed tą ideą. Jak czytać, to już całość. :)

    2. Bacha85

      Dokładnie :) Unikam takich tworów, jak mogę, zwłaszcza jeśli chodzi o klasykę. (choć wiem, że akurat Nędznicy często byli wydawani w skrócie) Po za tym, to takie lekkie chamstwo względem autora wydać skrót, człowiek się napracuje, a tu ktoś przyjdzie by rzec, sorry, ale to, to i to można wywalić… Wiem pecunia non olet i tak dalej, ale… :)

  3. Immora

    Ale ja lubię te Twoje podsumowania ;) Gratuluję świetnego wyniku, no i tylu przetłumaczonych tytułów :) Sama także mam nadzieję nadrabiać zaległości i czytać moją biblioteczkę, oby nam się to udało :)

    Reply
    1. Immora

      Ostatnio w zalewie zajęć nie miałam czasu na bloga, a po tym odeszła też ochota… Bardzo nad tym ubolewam, mam nadzieję, że te dobre czasy, gdy blogowanie to była przyjemność jeszcze do mnie wrócą. No i przydałoby się więcej czytać, a także recenzować, eh marzenia :P

  4. Agnieszka Hofmann

    Nie chwaliłaś się przekładami… gratuluję! Może zdradzisz coś o tych pozycjach fantastycznych, które się czają?… Bardzo mnie interesują… A opowiadaniach będę pamiętać, tylko z dostępnością Solarisu jest cienko, jak nie kupisz w ich księgarni, to nie kupisz wcale… A ponieważ żądają dość wygórowanych cen za wysyłkę zagraniczną, to się zeźliłam i nie kupuję:-(

    Reply
    1. Oceansoul

      Dziękuję. :)
      Te czające się to w dalszym ciągu starsza science fiction. Obecnie E.E. „Doc” Smith, a później, być może, Edgar Rice Burroughs.

    2. Agnieszka Hofmann

      Fantastycznie! :-) Bardzo żałuję, że nikt w Polsce nie chce wydawać niemieckiej fantastyki, jesteśmy strasznie zafiksowani na Anglosasów. Marzy mi się przekład paru pozycji, choć to niełatwy kawałek chleba. Pochwal się czasem, jak coś będzie gotowe! :-)

  5. Moreni

    „Życie Pi” jest książka, która również mnie przekonała do bliższego przyjrzenia się nagrodzie Bookera.;) I „Asystentka…” to i dla mnie jedna z najlepszych powieści roku.

    I też mam coraz większe problemy z recenzowaniem egzemplarzy recenzenckich. U mnie to nawet nie chodzi o zbyt dużą ilość (choć zaległości mam straszliwe), ale o to, ze coraz bardziej doskwiera mi fakt, ze w takich tekstach nie na wszystko mogę sobie pozwolić – ot, choćby naspoilerować nie można, bo głupio jakoś, a postępowanie tego bohatera tak bardzo domaga się analizy… Tylko znowu kwestia finansowa – do recenzji biorę zazwyczaj książki, które i tak chce mieć, więc to spore odciążenie dla budżetu. (choć i tak Twoje 233 kupione książki to dla mnie liczba abstrakcyjna, mi wychodzi ledwie 1/6 tego:)).

    Reply
    1. Oceansoul

      Tak szczerze, to mnie przy recenzowaniu książek w tej chwili też trzyma głównie to, że i tak bym te książki kupiła, a potencjalnie będę mieć o nich coś do powiedzenia. ;) Nie to, żebym w przeciwnym wypadku w ogóle zrezygnowała z pisania na ich temat – ale raczej recenzji byłoby o wiele mniej, a bez presji czasowej pewnie i byłyby bardziej pogłębione. Niestety, do napisania felietonu czy analizy książek nie dają, a redakcje coraz mocniej naciskają w kwestiach terminów (tu Insi jest akurat najbardziej liberalne). Średnio co pół roku waham się, czy nie rzucić tego w diabły, ale przy obecnych cenach książek pewnie jeszcze długo się nie zdecyduję.

  6. Kasia

    Imponujące :) Może masz jakąś złotą radę, jak czytać szybko i pamiętać, o czym się czyta? Bo niestety u mnie nie idzie to w parze, wgryzam się dokładnie w każde słowo i muszę się mocno skupiać, w efekcie często wracam na początek kartki albo czytam 3 razy to samo zdanie :( A jak czytam szybko, to nie wiem, o czym czytam i bardzo mnie to drażni, bo chciałabym czytać więcej, o! ;)

    Reply
    1. Oceansoul

      O tym, jak czytać więcej, napiszę już w najbliższą sobotę, zapraszam. :)
      Co do zapamiętywania, to wydaje mi się, że trzeba po prostu ćwiczyć skupienie. Ale nie jest ono w prostej linii zależne od tempa, tylko raczej od tego, że czymś się akurat przejmujemy, coś nam się przypomniało, a zamiast tę myśl od razu wyciszyć, to dajemy się jej ponieść i potem trzeba wracać na początek rozdziału. Przynajmniej u mnie czasem tak bywa.
      A, pomaga czasem robienie drobnych notatek w podręcznym notesie. Później nawet sam plan ich robienia. Łatwiej wtedy zachować koncentrację. :)

  7. Agnes K.

    Książkowe postanowienia mam – czytać.
    Gratuluję udanego roku – hoho, podziwiam.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *